Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jak z filmu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jak z filmu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 lutego 2018

Jak z filmu [X]

W następnej chwili chłopak odwrócił się i zrównaliśmy krok, idąc obok siebie, co zdecydowanie było lepszym wyborem, niż wędrówka tyłem przez korytarze, gdzie w każdym momencie na każdego można było wpaść.
— Sala artystyczna? — Spodziewałam się tego wyboru, ponieważ plotki o duchu alias bibliotekarzu oraz panu tego miejsca nie były najbardziej pochlebne, sugerujące, że krew się tam przelewała nieraz, a o spokoju charakterystycznym dla bibliotek można tylko pomarzyć. Jednak lubiłam ducha, podrzucając mu jakieś książki, nawet jeśli on nie darzył mnie sympatią. Chociaż ja wszystkich ludzi lubiłam, co chyba nie jest dobre... No, prawie wszystkich lubiłam, nie licząc kilku rażących wyjątków.
Aprobuję — powiedziałam, poszerzając uśmiech i odganiając wszelakie negatywne emocje, bo jak tylko pomyślę o tym, żeby kogoś zarypać, to jak nic burza rozpada nam się nad głową [dlatego moi drodzy, zawsze trzeba mieć przy sobie mnóstwo rzeczy na wypadek niespodziewanych anomalii pogodowych albo emocjonalnych atmokinetyka].
Sala, ku mojemu lekkiemu rozczarowaniu, była pusta, ale zaraz rozsiadłam się przy jednym ze stołów, rzucając okiem na wnętrze pomieszczenia. Zapach farb w powietrzu, mnóstwo różnorakich rzeczy do tworzenia mniej lub bardziej artystycznych rzeczy, czyli standard. Wyciągnąwszy szkicownik oraz przybory z torby, rozłożyłam rysunki i chwyciłam piórolotka, który, jak trafnie Damien zauważył, miał trochę zbyt mały odwłok.
— Więc jeśli zauważysz jakieś błędy, to mów. Będę wdzięczna — mruknęłam, muskając ołówkiem kartkę, żeby nakreślić mniej więcej poprawki na śnieżnobiałego owada i posłałam chłopakowi uśmiech, zaraz wracając do poprzedniej czynności, żeby dać się jej całkowicie pochłonąć. Ekhem... Jestem kijowa w rozmowie, jeśli nie kłócę się z kimś o owady, więc sporadycznie się odzywaliśmy, ale było całkiem miło [rysowanie owadów zawsze jest fajne]

Jak z filmu [15]

W końcu zdecydowała się podnieść wzrok i, o dziwo, odwzajemnić mój uśmiech, na co w sumie kamień mi z serca spadł, bo nie zostałem zdzielony torbą, jak to często w filmach było pokazywane. Fioletowe kudły zafalowały, te moje już się nie wymykały, za co w sumie będę musiał podziękować nastolatce jeszcze raz, a całość powoli cichła i wracała do względnej harmonii. O niczym więcej nie marzyłem, nawet nie śmiałem tego robić.
— Biblioteka? Sala artystyczna? — spytała, głośniej, wyraźniej, pewniej. Dlatego zdecydowałem się wreszcie odwrócić i zrównać z nią krok, byle nie staranować kogoś tyłem. Ściągnąłem brwi i przemyślałem wszelkie za i przeciw. Biblioteka podobno zabijała i nie, to nie było porównanie, tylko fakt. Mimo krótkiego pobytu w placówce już zdążyłem się nasłuchać, jak to tamtejszy mieszkaniec zrzucał na uczniów książki, przewracał półki i ogólnie uprzykrzał życie na tysiące, o ile nie miliony sposobów. Jakoś nawet wizja przeglądnięcia atlasów robaczków średnio mnie przekonywała do tego pomysłu.
— Sala artystyczna? — Może zastaniemy malarską gwiazdę szkoły, bo na nauczyciela nie było co liczyć, z tego, co oczywiście, słyszałem i zdecyduje się nam pomóc w jakimś tam stopniu, na tyle, na ile mogła, oczywiście.
Tutejsza gawiedź się przerzedziła, dziewczyna wyglądała już o niebo lepiej, a mi pozostawało się tylko uśmiechać.
Bo to też wcale nie tak, że po prostu nie chciało mi się przechodzić takiego kawału drogi do tego przeklętego budynku. Wcale.

Jak z filmu [14]

Wzrok nadal wolał umykać gdzieś w bok albo gapić się na czubek buta, który dalej dziabał podłogę, jakby to była najbardziej fascynująca czynność tego świata. Czas się niemiłosiernie dłużył, jakby chcąc mnie dobić i sprawić, że jednak ucieknę gdzieś w kąt, schowam się, a potem zacznę siebie besztać mamrotem, ukrywając twarz w dłoniach, bo ni kija nie dawałam sobie rady, gdy niepewność brała mnie w swoje szpony.
— Nie pamiętam ich wyglądu aż tak dobrze, ale zawsze da się coś wymyślić, prawda? — I w tym momencie jakoś lżej mi się zrobiło na sercu, które postanowiło zwolnić, ponieważ czuło się mniej zestresowane, zagrożone i zawstydzone. — Tylko znajdźmy spokojniejsze miejsce niż sam środek tłocznego korytarza. — Na te słowa podniosłam głowę, rozglądając się dookoła, jakbym obudziła się z bardzo długiego snu i ogarniała rzeczywistość. Albo raczej nie ogarniała, dlatego też, gdy chłopak mnie pociągnął za rękę, automatycznie postawiłam krok do przodu niczym marionetka, którą delikatnie szarpnięto za sznurki.
W końcu spojrzałam na Damiena, który, o dziwo, uśmiechał się, więc odruchowo moje usta również ułożyły się w lekkim uśmiechu, odwzajemniając ten należący do bruneta. Skupiłam się na krokach i przyspieszyłam nieco, żeby móc za nim nadążyć.
— Biblioteka? Sala artystyczna? — rzuciłam, dzięki bogom, w miarę spokojnym, wyraźnym głosem.

Jak z filmu [13]

Dopiero po chwili dotarło do mnie uczucie spięcia włosów spineczką, którą do tej pory dość średnio wyczuwałem, jakby nagle ucięło mi układ nerwowy w tamtych obszarach. Dziewczyna poprawiła okulary i posłała mi dość niepewny uśmiech, który w sumie niezwykle do niej pasował i wręcz wołał o odwzajemnienie, nawet w najbardziej nieporadnej sytuacji.
— Nie ma za co — odparła szybko, stukając butem o podłogę i zachowując się jak dziecko, którym w pewnym stopniu pewnie dalej była. Kuliła się nieco, fioletowe kosmyki opadały jej na czoło, a ten uśmieszek dalej wirował na skrzywionej w dziwnym grymasie buźce. Odnosiłem wrażenie, że jeszcze chwila i spłonie mi tu największym rumieńcem, jaki widział ten świat. Dlatego zostało mi tylko zaśmiać się cicho, nisko, byle nie usłyszała, bo nie chciałem jeszcze bardziej jej peszyć. — Pomożesz mi z poprawką owadów? — spytała po chwili, jakby łapiąc na chwilę odwagę jak byka za rogi, by po chwili ta znowu od niej uciekła w zatrważającym tempie. Jednakże pokiwałem głową, mimo że na mnie nie patrzyła.
— Nie pamiętam ich wyglądu aż tak dobrze, ale zawsze da się coś wymyślić, prawda? — Podrapałem się po karku. Humor dziewczyny mi się udzielił i sam miałem ochotę zniknąć pod powierzchnią ziemi i więcej się stamtąd nie wychylać. — Tylko znajdźmy spokojniejsze miejsce niż sam środek tłocznego korytarza — dodałem, dostrzegając zbliżające się tłumy wygłodniałych emocji nastolatków. Ratuj się kto może, cała banda spoconych, opryszczonych gówniarzy. Dziewczyna natomiast dalej zachowywała się, jakbym był albo jakimś potworem, który miał ją zaraz pożreć w całości, albo casanowo, wybierz jedno, dlatego, gdy dalej stała jak ten mały słupek, pochwyciłem ją za rękę i delikatnie pociągnąłem, nie odwracając się do niej plecami, byle móc posyłać jej uśmieszki i mieć ją pod kontrolą, bo coś mi mówiło, że gdybym po prostu ją targnął bez słowa, to wyszłaby z tego niezła panika i irytacja.

Jak z filmu [12]

Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, gdy chłopak kucnął, żeby ułatwić mi dostęp do włosów i już nie musiałam aż tak bardzo stawać na palcach, bojąc się, że pociągnę go zbyt mocno za czarne kosmyki.
— To chyba dobrze. — Usłyszałam, jednak nie odpowiedziałam, koncentrując się na tym, żeby poskromić fryzurę chłopaka, a każde pasmo ustawić na odpowiednim miejscu, żeby kok nie rozpadł się zbyt szybko. Notabene musiałam przyznać, że chłopak miał bardzo przyjemne w dotyku włosy i chętnie poplotłabym mu warkoczyki, ale wystarczyło mi jedno zderzenie, podczas którego odpitalałam różne rzeczy, przez które najchętniej zbudowałabym sobie muszlę i się w niej schowała. Dlatego się opanujmy i po prostu zwiążmy tego koka, a potem się odsuńmy.
Przygryzłam wargę z zawahaniem, ale przypięłam chłopakowi spinkę ze srebrnym żuczkiem. No co? Żeby się lepiej trzymało.
Gdzieś z tyłu głowy słyszałam, jak jakaś część mnie z głośnym plaskiem przywaliła sobie dłonią w czoło. Nie dziwiłam się jej.
— Dziękuję — powiedział, gdy skończyłam i się wyprostował, posyłając mi naprawdę ładny uśmiech. Speszyłam się, spuszczając wzrok oraz poprawiłam nieco zbyt gwałtownym ruchem okulary. Odwzajemniłam niepewnie uśmiech.
— Nie ma za co — odpowiedziałam, ponownie od początku dziabiąc czubkiem stopy Cesarzowi winną podłogę. Jeśli moja pewność siebie choć trochę wzrosła, to właśnie chyba się zakopała pod ziemią i zaczęłam żałować, że schowałam szkicownik, bo tak to miałabym czym zasłonić. — Pomożesz mi z poprawką owadów? — wymamrotałam cichutko, mimowolnie się kuląc. Niby takie zwykłe pytanie, a miałam ochotę zniknąć...

Jak z filmu [11]

Dzikie włosy słuchały się mnie dokładnie tak bardzo, jak krnąbrny koń. Walczyłem dzielnie, niczym Leonidas, lecz skończyłem podobnie, jak on. Westchnąłem cicho, burknąłem, warknąłem, targnąłem mocniej jeden z kosmyków.
— Daj, pomogę ci — powiedziała nagle, wyciągając się w moją stronę, dosięgając palcami włosów, dość nieśmiało, ale jednak. Uśmiechnąłem się, bo było to w sumie bardzo miłe z jej strony. Sama pewnie niejednokrotnie musiała walczyć z fioletową burzą. — Żyję, dycham, nie przeszkadzam, nie licząc pewnych wyjątków i ogółem wydaje się być w porządku. Ludzie są nawet mili — mruczała cicho, dalej babrząc się z ciemnymi, twardymi, jak na rasowego Azjatę przystało, włosami i dalej wspinając się na palce, więc zdecydowałem się ułatwić pracę i przykucnąć, chociaż odrobinę, bo praca w takich warunkach nie mogła należeć do tych najłatwiejszych. Pokiwałem delikatnie głową, starając się o to, by przynajmniej nie popsuć pracy dziewczyny.
— To chyba dobrze. — Uśmiechnąłem się, obserwując skupioną tym razem twarz dziewczyny. Ludzie są mili, powiada? Nie zdążyłem się jeszcze o tym przekonać, jak dotąd spotkałem tylko jakiegoś hindusa, który zagarniał sobą każdy centymetr sześcienny i przy pierwszym spotkaniu czułem się, jakby mi zaraz powietrza miało przez niego braknąć. — Dziękuję — dodałem, gdy w końcu skończyła swoje zmagania i obdarowałem ją tak ładnym uśmiechem, jakim tylko mogłem.

Jak z filmu [10]

Z rozbawieniem przyglądałam się chłopakowi, który próbował doprowadzić do ładu swoje włosy, notabene z marnym skutkiem. Kilka chwil później czarne kosmyki latały wszędzie i kolejne pasma opadały na twarz Damiena, uciekając z koka z pomocą delikatnych podmuchów powietrza.
— Nie jest źle, szkoła jak szkoła. Nic mnie jeszcze nie zabiło, więc raczej jest dobrze, a jak według ciebie?
Westchnęłam, nie umiejąc dalej patrzyć, jak chłopak się męczy i grzebie przy uczesaniu, jedynie robiąc jeszcze większy bałagan. Poza tym przypomniało mi się, jak sama męczyłam swoje fioletowe kudły, gdy stwierdziłam, że chcę mieć je tak samo długie, jak Roszpunka. Zaraz mi przeszło, gdyż pielęgnowanie ich było koszmarem.
— Daj, pomogę ci — powiedziałam, stając na palcach i wyciągając z wahaniem ręce, nie wiedząc za bardzo, czy mogę, więc wolałam je trzymać gdzieś tak w połowie drogi. — Żyję, dycham, nie przeszkadzam, nie licząc pewnych wyjątków i ogółem wydaje się być w porządku. — Przynajmniej dopóki nie wpadnę na jakiś głupi pomysł, a potem nie polecę do dyrektora z papierkami, niewinnym uśmiechem i potokiem słów. Nie, żebym jakikolwiek pomysł miała. Skądże. — Ludzie są nawet mili — dodałam po większym namyśle. Jak do tej pory poznałam Fomę od samorządu, Nivana, tego od zabijania pająków, Yev przewinął mi się gdzieś na podłodze, a Dropsik, królik o spojrzeniu gorszym niż ciocia Emm, pomógł mi poznać pannę Kwiatek alias Pelagoniję. A Vene się po prostu nie liczy.

czwartek, 15 lutego 2018

Jak z filmu [9]

I trafiłem z pytaniem w złoty środek, odpaliłem żaróweczkę i wywołałem spięcie mięśni na twarzy, która wykrzywiła się w szerokim uśmiechu. Poprawiła okulary i napuszyła się lekko.
— Uwielbiam — wylało się z niej jak z przeciekającej tamy, nie ma co. Zaśmiała się cicho. — Co chyba trochę widać. — W sumie dopiero teraz zauważyłem kilka dodatków w jej ubiorze bezpośrednio nawiązujących do insektów. Jakaś frotka, no i te rysunki. W sumie pytanie było głupie, to, że je lubiła, było raczej oczywiste, bo jednak gdyby piszczała na ich widok, to nie zbierałaby się do rysowania mało znanych gatunków. — Jak ci się podoba AWU? — spytała nagle, stukając bucikami, nie zdejmując uśmiechu z twarzy i po raz kolejny poprawiając swoje okrągłe okularki. Gra w wydobywanie informacji i dowiadywanie się podstaw o towarzyszu, czyli pakiet rozpoczynający dla każdej, dosłownie każdej znajomości.
— Nie jest źle, szkoła jak szkoła. — Zacząłem grzebać we włosach, starając się jakoś doprowadzić do ładu i składu koka, który coraz chętniej się rozluźniał, a pojedyncze kosmyki wylatywały z niego bez większej robocizny. Wystarczył podmuch powietrza wywołany przez kogoś, kto akurat przemykał się obok, żeby kolejne czarne pasmo zleciało mi na ramię. Jak Lilka to spięła, cholera jasna. — Nic mnie jeszcze nie zabiło, więc raczej jest dobrze, a jak według ciebie?

środa, 14 lutego 2018

Jak z filmu [8]

Obserwowałam, jak chłopak myślał nad odpowiedzią, kołysał się na boki i patrzył w sufit, jakby tam mógł znaleźć odpowiedź na jego pytanie. Moje palce dalej skubały rękaw, a lewa noga, jakby żyła własnym życiem, mimowolnie zgięła się w kolanie i powędrowała za prawą, stukając czubkiem buta o podłogę.
— W sumie to nie wiem, czy lubię. Są ciekawe i nie wadzą mi w życiu, ot co — odezwał się w końcu, unosząc kąciki ust w delikatnym uśmiechu oraz wzruszając ramionami. Chwila ciszy, ale nerwowość nie sprawiała, że drżałam, a Ciekawość raczyła w ciszy stać w bezruchu. To była taka miła, niegryząca cisza. — Chyba należałoby spytać, a ty? Lubisz owady? — spytał, a ja się rozpromieniłam jak na zawołanie, jednocześnie czując lekkie, łaskoczące rozbawienie. Poprawiłam dłonią okulary, które zjechały mi odrobinę zbyt nisko. Lewa stopa ponownie stuknęła czubkiem buta, ale tylko raz, jakby bardziej stanowczo.
— Uwielbiam — powiedziałam, poszerzając uśmiech i zaraz parsknęłam cichym śmiechem. — Co chyba trochę widać — dodałam, mając na myśli frotkę z motylkiem oraz rysunki, które niedawno zbieraliśmy z ziemi. Gdyby nie mundurek, pewnie założyłabym jeszcze koszulę w pajęczaki, ale to jutro. Czując się nieco lżej, stwierdziłam, że dobrze by było zadać jedno z tych bezpiecznych pytań, o których wszyscy trują, a odpowiedzi automatycznie wylatywały z ust odrobinę znudzonym tonem.
— Jak ci się podoba AWU? — Kolejne stuknięcie, kolejny uśmiech, kolejne poprawienie okularów drżącą dłonią.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Jak z filmu [7]

Cisza przerywana urywanymi, nieco przygłuszonymi głosami innych uczniów, którzy dalej paradowali po korytarzach i śmiali się w niebogłosy, bo jednak śmiech to zdrowie, czyż nie?
— Więc... — Niemrawo rozpoczęła temat, zaczęła zbierać się do powiedzenia czegoś, myślała. — Lubisz owady? — palnęła, wywołując u mnie uśmiech na twarzy i myśl, że cholera, to niepozorne i nieco niezdarne stworzenie było niezwykle urocze, szczególnie ze swoimi niepewnymi pytaniami i zbieraniem się, jakby co najmniej ładowała broń.
Więc chyba i mi pozostało pozastanawiać się chwilę, pogibać z boku na bok, poobserwować sufit i przekręcić delikatnie głową, udając, że się namyślam, rozmyślam, dobieram słowa, podczas gdy odpowiedź już od dawna skakała na końcu mojego języka, tańczyła i czekała na otworzenie bram.
— W sumie to nie wiem, czy lubię. Są ciekawe i nie wadzą mi w życiu, ot co. — Wzruszyłem ramionami i obdarowałem dziewczynę delikatnym uśmiechem. Ponowna cisza, nie niezręczna, nie jakaś drażniąca, taka zwykła i przyjemna. — Chyba należałoby spytać, a ty? Lubisz owady? — spytałem po chwili, nie spuszczając wzroku z niższej dziewczyny.
Spotkanie pierwszej osoby w całej placówce, nie licząc wprowadzających, niczym z prawdziwego filmu, albo opowiadania, no bo hej, wpadanie na siebie? Zbieranie kartek z podłogi? Nieporadne zagajanie tematu i szukanie jakiegokolwiek pretekstu do rozmowy, byle atmosfera nie zdechła zbyt szybko? Powieść jak się patrzy, brakuje tylko rozlanej kawy na mojej koszulce.

niedziela, 11 lutego 2018

Jak z filmu [6]

Mimo że się spodziewałam potrząśnięcia, bądź rozbujania mojej dłoni, to i tak jakaś część mnie sprawiła, że niemal odskoczyłam od chłopaka, gdy chwycił mnie za rękę. Jednak jak stałam na swoim miejscu, tak stałam dalej z uśmiechem na twarzy.
— Damien, cała przyjemność po mojej stronie. — Cichy ton, kiwnięcie głową i coś na kształt ukłonu, na co odruchowo zareagowałam dygnięciem, a na moją twarz przedostało się odrobinę nerwowości. Nie wiedząc za bardzo, co zrobić z dłonią, zgarnęłam kosmyki, który się wymknął spod dyktatury frotki z motylem, za ucho, a potem schowałam ją za plecami, palcami szarpiąc drugi rękaw od mundurka. Pomimo całej otoczki niepewności nadal wbijałam w niego ciekawski wzrok, a ja szukałam odpowiednich słów, żeby zadać pytanie, na które otrzymam zadowalającą mnie odpowiedź. Cisza się ciągnęła, a Ciekawość dalej stała obok mnie i dźgała mnie natrętnie w ramię, jakby mnie popędzała oraz zachęcała jednocześnie.
— Więc... — zaczęłam, nie umiejąc się zmusić do teatralnego tonu, jak to było przy spotkaniu z Tym, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Przed Nim Je Bronić [tak miałam zamiar używać tego tytułu z uśmiechem na ustach]. — Lubisz owady? — spytałam w końcu, nie umiejąc znaleźć innych słów, w które mogłabym to wszystko ładniej ubrać. Nigdy nie byłam w tym dobra.
Mimo woli głowa znowu poleciała w bok, a moje oczy zaczęły błyszczeć na samo słowo "owady", uśmiech delikatnie się poszerzył. Co poradzić, że tak bardzo je uwielbiałam?

sobota, 10 lutego 2018

Jak z filmu [5]

Opuściła lekko głowę, fioletowe włosy zafalowały, okulary nieco zsunęły się z noska. Widać po niej było, że zaczęła coś trawić, jakąś myśl, która powoli obijała się o ścianki jej umysłu, kotłowała, wprawiała w ruch tysiące małych korbek, które z chwili na chwilę coraz bardziej się rozpędzały, coraz mocniej pracowały. Nagle w moją stronę została wyciągnięta drobna dłoń. Drżąca, mała dłoń, jakby posiadaczka miała parkinsona.
— Tak przy okazji, jestem Izel, miło mi — powiedziała, siląc się na delikatny uśmiech, w towarzystwie rozedrganego głosiku. Odpłaciłem pięknym za nadobne i ująłem rękę nastolatki, wprawiając obie w bujający ruch. Wyglądała, jakby miała minąć dosłownie chwilka i dziewczyna zeszłaby na zawał, zastój, zapaść. Cokolwiek. Jednakże dalej trzymała się o własnych siłach, fioletowe kosmyki opadały na jej twarz, a buzię rozświetlał cudowny uśmiech.
— Damien, cała przyjemność po mojej stronie — odparłem cicho, kiwając głową i mimowolnie schylając się, w geście ukłonu—nie ukłonu. Bo chyba tak należało, dla utrzymania kultury i jakiegoś względnego poziomu. Bo dobre pierwsze wrażenie to chyba podstawa każdej znajomości. Puściłem rękę i ponownie się wyprostowałem, zerkając na drogą Izel z lekkiego zawyżenia, bo byłem wyższy o te marne kilka centymetrów, na które mało kiedy patrzę. Błękitne oczęta wlepiały się we mnie z zaciekawieniem, na co odpowiadałem jedynie delikatnym uniesieniem brwi.
Cisza.

Jak z filmu [4]

Moja głowa poszła o kolejne stopnie w dół, a fioletowe włosy związane w kucyk opadły mi z ramienia. Odwzajemniłam uśmiech, chociaż wzruszenie ramion zdecydowanie nie było wystarczającą odpowiedzią. Ciekawość zmaterializowała się obok mnie i dźgała w ramię, nie chcąc dać spokoju, ponieważ, na Valorein, ktoś wiedział, że to piórolotek, a nie komar o zmutowanych skrzydłach.
Leniwe mrugnięcie oczu, następny uśmiech i krótka odpowiedź, która musiała mi najwidoczniej wystarczyć.
— Lubię to i owo o nich poczytać. — Szyja w końcu zaczęła mnie boleć, więc głowa powoli wróciła na swoje poprzednie miejsce i powoli nią pokiwałam, także ponownie się uśmiechając. Gdzieś tam zapaliła się iskierka nadziei, że byłby ktoś, z kim mogłabym porozmawiać o tych cudownych stworzeniach, ale starałam się zbytnio nie ekscytować, ponieważ istniała szansa rozczarowania się. No, ale on wie, czym jest piórolotek.
Byłam tak skoncentrowana na chłopaku, że nawet nie zauważyłam, iż ludzie się rozeszli, wracając do swoich zajęć oraz planów. Dobra, Carter, wypadałoby, żebyś kogoś poznała ze swojego rocznika, bo tego pana zdecydowanie nie widziałaś w książce od Vene. Cała moja śmiałość gdzieś się ulotniła, a dłoń, którą powoli wyciągałam w stronę bruneta, odrobinę za bardzo drżała.
— Tak przy okazji, jestem Izel, miło mi — przedstawiłam się, unosząc wyżej kąciki ust. Nawet do mojego głosu wkradło się niechciane drżenie, ale zostawmy to. Rozmawiajmy dalej.

Jak z filmu [3]

— Tak, masz rację, będę musiała poprawić — odparła w odpowiedzi, chowając karteczkę, razem z innymi zresztą, do swojej torby. Uśmiechała się delikatnie, mimo delikatnej zmarszczki malującej się pomiędzy jej brwiami, jakby obecna sytuacja była nieco dziwna. W końcu podbiła się z kolan, otrzepała szybko niewidzialne brudy i zerknęła na moją osobę, przekrzywiając głowę jak bardzo ciekawski szczeniak, który wręcz nie może odgonić się od dręczących go pytań na niekończące się tematy, jak, na przykład, czemu ta rura od odkurzacza tak głośno pracuje, albo dlaczego każą mi podawać sobie łapę. — Skąd wiesz, że to piórolotek? — spytała w końcu, dalej nie ściągając z ust dopiero co nakreślającego się uśmieszku.
Odgarnąłem ciemny kosmyk za ucho, uniosłem oczy do nieba i wzruszyłem ramionami i posłałem jej krótki, radosny grymas twarzy. Rękawy szarego, zbyt dużego swetra koniec końców spadły z przedramion i zakryły moje dłonie, a ja miałem zdecydowanie dość poprawiania ich.
Szare oczy ciekawsko błyskały zza szkieł okrągłych okularów. Dość grubych szkieł, wkomponowanych w ładne, białe oprawki. Wzruszenie ramionami zdecydowanie jej nie starczało, więc dla dopełnienia wszystkich formalności mrugnąłem leniwie i, o losie, ponownie się uśmiechnąłem.
— Lubię to i owo o nich poczytać. — Rozglądnąłem się po korytarzu. Gawiedź się rozlazła, każdy zapomniał o tym, co zdarzyło się chwilę wcześniej, a szkolne życie ruszyło dalej. Zawsze tak było. Uwaga ludzi była ulotna, łapana dosłownie na kilka minut, maksymalnie pięć, potem tracili jakiekolwiek zainteresowanie kimkolwiek i zapominali. Tak najzwyczajniej w świecie.

Jak z filmu [2]

Zignorowałam chichoty, dalej palcami muskając podłogę w poszukiwaniu szkieł oprawionych w białe, okrągłe ramki. Bez nich byłam ślepa i ryzykowałam zbyt dużo, nie mając ich na nosie. Prawie odskoczyłam zaskoczona, gdy ktoś nałożył okulary na mój nos, jednak powstrzymałam się. Zerknęłam w górę już spokojniejsza i wymamrotałam ciche podziękowania, odbierając swój szkic oraz zabierając się za zbieranie reszty, która rozłożyła się w ładnym, krzywym wachlarzyku na korytarzu.
— Piórolotki pięciopiór ma nieco dłuższy odwłok. — Spojrzałam na niego zaskoczona, przekrzywiając głowę niczym ciekawski szczeniak, po czym rzuciłam okiem na swój rysunek śnieżnobiałego owada z rzędu motyli. Na mojej twarzy pojawił się ciepły uśmiech po zlustrowaniu wzrokiem obrazku i kiwnęłam głową.
— Tak, masz rację, będę musiała poprawić — mruknęłam, chowając ostrożnie, żeby się nie pogniotła, kartkę pomiędzy stronami szkicownika, a następnie włożyłam go do torby. W końcu wstałam na równe nogi, mogąc mniej więcej być na równi z chłopakiem. Mniej, ponieważ był ode mnie wyższy o jakieś dobre dziesięć centymetrów. Jednak zajmij się o kwestią, która bardzo mnie interesowała. — Skąd wiesz, że to piórolotek? — Zadarłam głowę, żeby spojrzeć w twarz nieznajomego i wlepiłam w niego pełen zaciekawienia wzrok. Większość osób, gdy widziała ten rysunek, mówiła "bardzo ładny komar", co zawsze komentowałam milczeniem i nieznacznym, krzywym uśmiechem, bo to nie był komar.

Jak z filmu [1]

Leniwe zmrużenie oczu i delikatne zmarszczenie czoła, bo Lilith zdecydowanie zbyt mocno pociągnęła szczotką. Zacisnąłem delikatnie dłoń na pościeli, ruszyłem głową, a ta za chwilę nachyliła się nad moim ramieniem.
— Przepraszam, Damien, ale gdybyś częściej się czesał, to nie byłoby takich problemów! Stary, zasmarkany gówniarz, a kłaki za chwilę trzeba będzie zerżnąć do zera, jak tak dalej pójdzie. Ciesz się, że w ogóle chce mi się z tym walczyć, powinnam była rzucić ci tą szczotą w ryj i całkowicie cię zignorować — odparła całym monologiem, jak to miała w zwyczaju, a ja jedynie uśmiechnąłem się pod nosem i znowu zacząłem kręcić kółka kciukami.

xXx

Dmuchnąłem w kosmyk, który postanowił zlecieć na moją twarz. Zawsze znajdzie się taki jeden niesforny towarzysz, odnajdujący długą i zawiłą drogę z więzienia, jakim jest ten luźny kok bimbający gdzieś z tyłu głowy. Coś słabo mnie dzisiaj uczesała.
Ledwo co poprawiłem rękawy za dużego swetra, a w plecy, jak najmniejszy, a jednocześnie największy taran, wjechała mi, jak się po chwili okazało, fioletowowłosa nastolatka. Pokręcenie głową i opadnięcie na kolana, bo z jej książki, notatnika, czy co to tam było, wypadło stanowczo za dużo kart. No, a gdzieś obok sterczały okrągłe denka od słoików, okulary, bez których już połowa społeczności nie jest w stanie funkcjonować. Stajemy się niezwykle upośledzoną rasą.
— Bardzo przepraszam. — Usłyszałem gdzieś tam z dołu. Badanie dłońmi podłogi jak w tych wszystkich kreskówkach. Ludzie się przypatrywali, wymieniali ciche chichoty, a mi zostało tylko kucnąć, wściubić okulary na jej nos i sięgnąć po pierwszą lepszą kartkę, bo zdążyła w międzyczasie zebrać wszystko, co do niej należało.
Szkice robaczków. Bardzo ładne szkice, bardzo ładnych robaczków. Uśmiechnąłem się pod nosem i oddałem jej stronę.
I mimo że mówić bardzo nie chciałem, to uwaga sama uleciała spomiędzy suchych warg.
— Piórolotek pięciopiór ma nieco dłuższy odwłok. — Pozostało mi jedynie odgarnąć kosmyk za ucho i stanąć prosto, czekając, aż dziewczyna wytarabani się z kucek.

Jak z filmu [0]

Pierwszy tydzień minął w dość szybkim tempie. Powoli przyzwyczajałam się do nowego otoczenia, ojciec słał mnóstwo SMS-ów, lekcje nawet ciekawe, a ludzie nie byli źli. Chociaż nauczycielka od zielarstwa rzeczywiście dawała w kość, ale na reszcie zajęć dało się oddychać. Zwłaszcza na artystycznych, gdzie siedziałam skryta w kącie, rysując owady, zamiast słuchać wykładu o stylach architektonicznych. Pewnie się to na mnie zemści, ale póki co nie panikowałam, a moim celem nie było zdobycie maksymalnej ilości punktów na egzaminach. Wystarczyły mi moje przeciętne, przyzwoite wyniki. Podsumowując, żyłam, dychałam, nie cierpiałam i uprzykrzałam ludziom życie, broniąc moich ulubionych pajęczaków z przerwami na fotografowanie.
Podreptałam za szczęśliwym tłumem uczniów, zadowolonych z zakończenia ostatniej lekcji, przyciskając do siebie swój szkicownik z rysunkami oraz zdjęciami, a w myślach w punktach wypisywałam miejsca, do których powinnam dzisiaj pójść, ewentualnie poświęcić czas na eksplorację lasu i obserwacje.
Nagle wpadłam na czyjeś plecy, co natychmiast wyrwało mnie z mojego zamyślenia, a mój uchwyt nieco się poluźnił. W jednej chwili wszystkie luźne strony oraz fotografie upadły na ziemię. Zamrugałam, spuszczając wzrok, orientując się, że świat nie jest tak wyraźny, jak powinien być. Czyli okulary też są gdzieś na dole.
— Bardzo przepraszam — wymruczałam, kucając i pilnując się, żeby nie patrzeć w górę, starałam się znaleźć dłońmi swoje szkła. Najpierw okulary, potem zbieranie kartek.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis