Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diaskro Ophelion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diaskro Ophelion. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 października 2018

Szanuj ciasta swoje [8]

Dupek najpierw specjalnie zasłonił mi widok, potem złożył kartę, a ja już wtedy zrozumiałam, że celowo robi mi na złość. Niby tego faktu świadoma byłam już dużo wcześniej, ale dopiero teraz zauważyłam, jak bardzo irytuje mnie zachowanie Walsha, jak bardzo mam tego dosyć i jak bardzo mam ochotę palnąć go w ten zakuty łeb. No, znowu mu się udało, sądząc po zadowolonej minie, która rozkwitała na twarzy chłopaka, gdy sama zgrzytałam ze złości zębami. 
— Korespondencja prywatna, kochana, nieładnie tak zaglądać komuś przez ramię — powiedział, nie, raczej wymruczał i to w dodatku z takim obrzydliwym zadowoleniem, że praktycznie przeszły przeze mnie dreszcze. — Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, przypominam, tak z uprzejmości — powiedział Szatan, robiąc kiepski PR własnemu burdelowi. Ale co sam sobie nagotował, sam zżerać potem będzie. Cesarz świadkiem, że Walsh mógłby przytyć o parę kilogramów, zamiast wprawiać mnie w kompleksy również na punkcie diety. — Ale uchylając rąbka całej tej tajemnicy, mam już czym się zająć po egzaminach końcowych — oświadczył dumnie, a ja stężałam na moment, wiążąc ze sobą fakty. Tu tamto, tam sramto, jak byk dostał ofertę, na którą ja czekałam miesiącami, śląc rekomendacje i rozszerzając uprawnienia, żeby Walsh zajebał mi to sprzed nosa ładnymi słówkami i wdzięcznym uśmiechem. 
 — Panienka pozwoli, że zapalę, zaproponowałbym, ale nie wiem, czy mi już wolno. — Ocknęłam się dopiero, gdy Adam trzymał z powrotem w dłoni zapalniczkę.
— Daj jednego, czuję, że potrzebuję — parsknęłam, jęknęła, ni to, ni tamto, wpatrując się w chłopaka z zazdrością, irytacją i ubolewaniem. — Nie wiem, czy mam cię zdzielić za tą twoją rozjarzoną minę, czy raczej dopytywać się, co tam wyczytałeś w liście — zagaiłam, podchodząc w jego kierunku. Żwawo, agresywnie, wyraźnie już bez kontroli, ale niewiele mogłam w tej kwestii poradzić. — I na przyszły raz, nie jestem gołębiem pocztowym, więc bądź łaskaw odpisać tym u góry, żeby twoja korespondencja szła prosto do ciebie, a nie przez moje okno — mruczałam pod nosem rozeźlona. 

sobota, 20 października 2018

Szanuj ciasta swoje [6]

— Wszystko zależy od jego zawartości, moja droga — wymruczał, a ja już doskonale wiedziałam, że to się źle skończy. Nie oczekiwałam od Adama, żeby traktował mnie jak jakiegokolwiek innego członka tych ich dziwnego kółka wiecznie naćpanych, ale jako wszech znany bachor czułam się wyobcowana. Podminowana. Nie wymagałam powagi, ale byłoby miło, gdyby nie oceniał mnie każdym kolejnym spojrzeniem. — A prośba to prośba, spełniać jej nie muszę, wszystko zależy od mojego humoru — nachylił się jeszcze bardziej nade mną, przez co przeszły mnie dreszcze. Poczułam jeszcze większą chęć odsunięcia się od niego, czmychnięcia w kąt, tym bardziej, że szczególnie emanował tym swoim zagarnianiem przestrzeni. Otworzył w końcu kopertę, przeleciał wzrokiem przez list, a ja nerwowo dębiłam palcami o skórę dłoni.
— I co? — wydukałam w końcu, brzmiąc niecierpliwie, ruszając w stronę chłopaka, mrużąc oczy i ciekawie zaglądając mi przez ramię. — Dowiedziałeś się czegoś interesującego? — rzuciłam, starając się zajrzeć i capnąć choć odrobinkę treści listu. Nie ośmieliłam się go wcześniej otworzyć, nawet jeżeli cholernie kusiło, ale list pojawił się znienacka, kilka dni po tym jak wysłałam własny, razem z odmową dla mnie, więc tym bardziej czułam się źle, zastanawiając się, co się tutaj odpierdalało. Ja się nazgłaszałam, napisałam, pozałączałam rekomendacje i milion innych dziwnych rzeczy, a do niego list przychodził samoczynnie. I to ręcznie napisany, a tego nie mogłam szczególnie zdzierżyć.


wtorek, 16 października 2018

Szanuj ciasto swoje [4]

— Raczej na spokojnie? — mruknął, zaczynając nieprzyjemnie podskubywać ciastko, czego osobiście nienawidziłam. Zero szacunku do cukierniczego cudu, z wdziękiem ukryłam skrzywiony uśmiech, odwracając na moment spojrzenie w inną stronę pokoju. Ręce mimo wszystko i tak zaczęły mi drgać, a zęby mimowolnie zgrzytać. — W sensie w ogóle się nie przejmuję i tak dalej, raczej większość rzeczy umiem, a przynajmniej to, co chciałbym umieć i tyle. — Wzruszył ramionami, robiąc kilka kroków w moich stronę. Popis wyższości, typowe, czego ja się mogłam spodziewać po Walshu. Z drugiej strony sama wpakowałam się w to bagienko, przychodząc z asortymentem, jakbym zaraz miała paść na klęczki i go o coś błagać. Hm, aż tak zdesperowana jeszcze nie byłam. — A cóż ciebie zapędziło w moje progi? Tym razem na poważnie, kochanie, bo nie wydaje mi się, żeby było to tylko spowodowane moją tęsknotą.
Tym razem skrzywiłam się wyraźnie, odsuwając się nieco, gdy przełożył jedno z moich pasm włosów zza ucho. Niechże sobie paniczyk nie pozwala za bardzo. 
— Interesik mam — zaczęłam uprzejmym, skrajnie przesłodzonym tonem. — Malutki. Delikatny. I święcie wierzę, że się nadajesz do tego zadania i tak dalej, bo jak nie szanowny pan Walsh to kto — kontynuowałam, doskonale wierząc, że łżę jak z nut, a łgarz ze mnie w najlepszym wypadku średni. Tym bardziej, że Walsh swoje przeżył i więcej do zabawy miał w tych tematach ode mnie. Wyciągnęłam z kieszeni sukienki starannie podpisany złotą nicią list, podając go chłopakowi. — Właściwie to robię za kuriera, bo mnie w to nieco wrobiono, ale jestem diabelnie ciekawa, co za propozycje otrzymałeś i łaskawie proszę o podzielenie się po przezcytaniu. 

środa, 10 października 2018

Szanuj ciasto swoje [2]

— Weszłaś. Więc tak, chyba można — syknął, splatając dłonie na klatce piersiowej. Oho, widocznie paniczyk był nie do końca w humorze, ale nic nie szkodzi, w końcu na wszystko można zaradzić odpowiednią dawką słodyczy lub alkoholu. To pierwsze miałam pod ręką, więc wydawało się idealnym środkiem na ugłaskanie niewdzięcznego seniora, który nawet uśmiechem za przyjście nie podziękował. A kysz z takim brakiem manier, nawet jeżeli sama nie wykazałam się specjalistyczną kindersztubą, przychodząc bez zapowiedzi i wpychając się do mieszkania. — Ciebie też, nawet. Załóżmy przynajmniej, żeby było nam ciut przyjemniej — dodał, wracając do swojego nędznego kubka z kawą, herbatą czy co pili skrajnie wyczerpani studenci u progu depresji. — Jakoś leci, planów brak. A u ciebie?
— Jestem pewna, że tęskniłeś za mną, wylewając gorzkie łzy i tak dalej — nadymałam się, przewracając oczami, zanim zaczęłam panoszyć się po pokoju, stawiając na stoliku po kolei ciasta, potem talerzyki, serwetki i wszystkie potrzebne przedmioty do eleganckiej konsumpcji. — Jeszcze nie wiem, co będę robić, myślałam o stażu — problem w tym, że do mojej wymarzonej pracy nie bardzo wiedziałam póki co jak dotrzeć, ale wszystko jeszcze przede mną — ale mam jeszcze czas, nie chcę się spieszyć, żeby się okazało, że jednak nie zaliczam roku. — Podałam mu talerzyk z kilkoma rodzajami ciasta oraz łyżeczką, wzrokiem ogarniając całe pomieszczenie. — Jak tam z zaliczeniem? 

czwartek, 4 października 2018

Szanuj ciasta swoje [0]

Ostatni semestr, ostatniego rocznika. Nawet jeżeli nie był to mój końcowy termin, to i tak czuło się w powietrzu nutkę niecierpliwości, ale i zawahania. Wiele osób próbowało doskonalić się w swoich najnowszych osiągnięciach naukowych, dopieszczając projekty, dodatkowe prace, które miały im zapewnić później przyjemną posadkę gdzieś tam za rzeką i siedmioma górami. Jeszcze inni ledwo wiązali koniec z końcem, licząc, że uda im się uzyskać minimalną ilość potrzebnych punktów do zdania, żeby w końcu się stąd wyrwać. 
Niezbadane są w końcu wyroki boskie.
Może dlatego wzięło mnie na taką malutką pokusę, wszystko w wyniku faktu, że rok szkolny miał się kończyć szybciej niż później, a ja chciałam jeszcze kulturalnie zaliczyć wizytę u szanownego starszego kolegi. A nawet jeżeli co nieco go podopytywać, pomarudzić, pojojczeć, to już przecież rozumiało się samo przez się. 
Spakowałam ostrożnie kilka różnych rodzajów ciast z mojej ulubionej kawiarenki, na wszelki wypadek, jakby Walsh miał na cokolwiek uczulenie. Jak nie cynamon, to truskawka z poziomką, jak nie to sernik zwykły, jak nie to bezy i tak dalej, i tak dalej. Torba wypchana ciastami pachniała wybornie, a z doświadczenia wiedziałam, że wszystko równie dobrze smakuje. 
Ruszyłam dziarsko do pokoju chłopaka, stanęłam przed drzwiami i zapukałam kilkukrotnie o framugę drzwi. 
— Można wejść? Mam ciacha — zapewniłam rezolutnie, robiąc krok do środka, jak tylko odparły się przede mną drzwi, nawet bez uprzedniego poczekania na odpowiedź mężczyzny. — Dobrze ciebie widzieć, Walsh, jak tam plany na koniec roku?

czwartek, 31 maja 2018

Kochanie przestań ryczeć [X]

Adam Walsh wybuchnął śmiechem. Owszem, wyobrażałam to sobie jako maluteńką wyrwę w jego obronnym murze, ale nawet nie łudziłam się, że zaprowadzi mnie to do czegokolwiek. Prędzej jedynie skończę jako samobójca, który stoi nad przepaścią i zastanawia się, gdzie skrewił swoje życie. I wtedy przypomniałabym sobie ten właśnie moment, w którym zaprzedałam duszę diabłu, bo śmiech Walsha był wyjątkowy, jak cały pierdolony Walsh, dlatego tylko westchnęłam w duchu, wsłuchując się w iście inspirującą mowę chłopaka. Darł się na pół kawiarenki, jeżeli mogłabym nazwać to w ten sposób, bynajmniej nie zwracając uwagi na otoczenie, w którym się znajdował. Ciekawskie spojrzenia otaczały nas ze wszystkich stron praktycznie od samego wejścia, ale dopiero teraz przybrały na sile, osiągając swoje maksimum. 
— Jestem tu, jestem tam, gdzieś pociągnę za jakiś sznurek, gdzie indziej ukradnę komuś jedną z kart z jego talii albo wręcz przeciwnie, schowam mu ją do rękawa, a od niego zależy, czy da się złapać na kantowaniu, którego równie dobrze mógł nawet nie wykonać, ale ja po prostu komuś doniosłem — mruknął, mając minę jak kot, który dorwał się w końcu do śmietanki i próbuje oblizać wąsa. — Bawię się. Obserwuję, szacuję wynik i dbam o siebie oraz swoje samopoczucie, nie brudzę sobie rąk. I to wszystko, kochanie, żadnej większej i głębszej filozofii tu nie ma. — Westchnął pod koniec ciężko, jakby zdając sobie sprawę z tego, co zrobił.
— Musisz mieć naprawdę nudne życie, Walsh — podsumowałam, odchylając się beztrosko na krześle i posyłając najbardziej gapiącej się parze uspokajający uśmiech. — Ale dziękuję za ciastko, dobrze wiedzieć, że masz szansę wyjść jeszcze na ludzi. — A nie tylko się nimi bawić, co już dokończyłam w myślach. 

niedziela, 27 maja 2018

Kochanie przestań ryczeć [22]

Walsh był wściekły. Albo raczej nie był. Zazwyczaj, gdy ktoś próbował go rozgryźć obrywał tylko całkowicie innym komentarzem, co dodatkowo skłaniało mnie do myślenia, że gość ma więcej niż milion twarzy i tutaj nie należało się w nic bawić, bo nie dało się nic osiągnąć. Żadna szczególna nagroda za osiągnięcie wymaganego celu na nikogo nie czekała, ale nadal uznawałam, że powinniśmy stawiać zakłady na to, komu się uda pierwszemu złamać Adama. 
Ale to nie była ani moja rola, ani nawet moja gra. Byłam na to zbyt młoda, głupia, niedoświadczona i wciąż zastanawiająca się, po co ja się tym wszystkim paprzę. Drobna iskierka zainteresowania przeminęła mi z wiatrem, jak tylko bardziej zbliżyłam się do Miraclesa. Miałam swoją zagadkę do rozwiązania, zabawkę na nudne wieczory i kogoś w miarę bliskiego, żeby pogadać od serca i poradzić się. 
I chyba nic więcej nie potrzebowałam. 
— Yhym? — mruknął, przekrzywiając głowę z podniesioną prawą brwią.
— Yhym — potwierdziłam, kiwając głową. — Dziękuję, że się mną zaopiekowałeś w momencie ataku mojego płaczliwego humoru — podsumowałam, nie musząc wspominać raczej, że to się więcej nie powtórzy. Myślałam zdecydowanie, że wypleniłam z siebie te dziecinne, płaczliwe zapędy, jednak najwidoczniej powinnam bardziej na to uważać. Zwłaszcza, skoro zauważył to Walsh, który jednak poświęcił mi sporo swojego czasu. — Następnym razem ja stawiam ci kawę — dodałam w końcu, chociaż raczej pewnie podsunę mu kiedyś kubek pod łapę i tyle się z tego skończy, ale zawsze coś. — W sumie... Walsh, czym ty się w ogóle zajmujesz?  Davon zakładał, że piciem krwi dziewic, ale to raczej powinna być robota Ghoula. Raczej nie rozprowadzasz dragów jak Miracles z Yamirem, ale też się nie nudzisz u nas. 




wtorek, 22 maja 2018

Kochanie przestań ryczeć [20]

— A czym miałbym się przejmować? — stwierdził, wzruszając ramionami. — Że ktoś robi sobie głupie żarty i stwierdził, że pieprzę Davona? A co mnie to obchodzi, niech se twierdzą, co chcą, jak tak bardzo tego pragną, to i wypieprzyć go mogę, nie narzekałbym, będąc szczerym — mruknął, biorąc duży łyk kawy, a następnie z hukiem odstawił kubek na stolik. Choć jego głos wydawał się opanowany, to ten ruch wyraźnie powiedział, że jednak coś  tam się czaiło z tyłu. Parsknęłam śmiechem w międzyczasie, próbując sobie wyobrazić minę Davona, gdyby usłyszał te same słowa z ust Walsha. Jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało, ich sex-taśma rozeszłaby się po uczelni w przeciągu godziny, tego akurat byłam pewna. Oboje przyciągali na swój sposób, intrygując. 
Ale zabawy z graczami za często kończyły się sparzeniem, żeby rozważać je pod względem ewentualnej realizacji. 
— Jeżeli chodzi o jego zerwanie z Fomą, to akurat tutaj nawet palca nie zamoczyłem. — Miałam już się odezwać, że wcale o to nie pytałam albo że palca nie, ale penis pewnie inną kwestią, sądząc po plotkarzu, ale tylko upiłam kolejny łyk kawy, domawiając kolejny kawałek ciasta. Smaku i gustu akurat chłopakowi mogłam pogratulować. 
— Yhym — mruknęłam w końcu, nie wiedząc co odpowiedzieć, więc upiłam kolejny łyk.

Kochanie przestań ryczeć [18]

Mruknął, przeciągnął się na siedzeniu i może nie tylko Przewalski miał w sobie coś z dzikiego kota.
— Może jakieś są, może jakiś nie ma, kto to wie, kto to wie… — stwierdził, nieco bardziej przypominając teraz doktora z Frankensteina. — Diaskro, akurat ty powinnaś wiedzieć to doskonale, nie odkrywa się swoich kart przed potencjalnym przeciwnikiem — prychnął z przekąsem. — Byłabyś beznadziejnym pokerzystą, to mogę stwierdzić, siedząc już tutaj.
— Oczywiście, że tak — przyznałam uczciwie, biorąc kęs ciasta. — Dlatego nie będę pakować się w pokera, gdy jest tyle innych, równie miłych, gier do wyboru.
Tarta cytrynowa była dobra. Cierpki smak kwaśnych cytryn rozpływał się w ustach, przypominając przysmaki z najlepszych cesarskich cukierni i mogłam w spokoju delektować się tym smakołykiem, praktycznie powstrzymując się od ostentacyjnego jęczenia z radości. Rzuciłam tylko mężczyźnie oburzone spojrzenie, gdy pokręcił głową i uśmiechnął się w sposób "A nie mówiłem". Hej, słodycze są dobrem narodowym, miałam prawo do delektowania się każdym kęsem i bezgranicznego cieszenia się z ich słodkości.
— Słodycze są dobre — powiedziałam w końcu, jakby to było jedyne właściwe i święte wytłumaczenie, zanim zajęłam się pałaszowaniem kawałka ciasta, przy okazjonalnym popijaniu kawy. — Jestem mile zaskoczona, że nie szalejesz z wnerwianiem się na plotkarza, jak reszta roku.

Kochanie przestań ryczeć [16]

— Dopóki w budynku jestem ja, nic nie powinno się zadziać, obiecuję. — Jakoś mnie to nie przekonało, zbyt rzadko znajdowałam się w tych samych pomieszczeniach, co Walsh, ale z własnych i cudzych obserwacji doskonale mogłam powiedzieć, że zagarniał sobą wszystko. Po prostu wchodził do jakiegoś budynku i już szyby drżały w posadach, o fundamentach nie wspominając, więc nie sądziłam, żeby ta nasza cudowna szkółka długo jeszcze przetrwała. Nie z Oakley`em, złamanym serduskiem Davona,  uciekającym Przewalskim, krzyczącym w nocy przez koszmary Williams, wkurwiającym Hopecraftem, zwiewającym na wózku Hope`m i innymi dziwnymi osobnikami, którzy potrafili nasz wszystkich tutaj zajebać w try miga, gdy nadejdzie nasz własny Ragnarok. — A później? Raczej nie miałbym żadnych korzyści w wysadzeniu jakiegokolwiek budynku. Zastanowię się, ale wolę raczej działać po cichu i nie brudzić sobie rąk krwią, pyłem, czy innymi takimi, sama rozumiesz — oświadczył, wzruszając ramionami. 
— Przypomnę Ivensowej, że powinieneś dostać białe rękawiczki na następne święta — poinformowałam go szczerze, wyobrażając sobie idealnie faceta w roli sprzątaczki po brudnej robocie, który z ostentacyjnym obrzydzeniem spogląda na pozostałości po scenie zbrodni. Już widziałam w myślach, jak macha paluszkiem, sprawdzając kurz na szafkach, pobierając ukradkiem próbkę krwi z zamordowanej ofiary. 
— Żadnych długoterminowych planów? — spytałam zaciekawiona. Ostatecznie bal się zbliżał wielkimi krokami, świat szalał, polityka wszystkich krajoświatów stawała na głowie. Wątpiłam, żeby Walsha faktycznie zajmowała rozmowa ze mną, ale powoli się odprężałam, wchodząc w dawny dryft. Po prostu mówić, krążyć, ignorować ewidentne kłamstwa i nieścisłości, a można było czerpać z tego całkiem niezłą zabawę. Choćby z obserwowania sposobu, w jaki chłopak się poruszał, gestykulował. Odchyliłam się jeszcze troszkę do tyłu, wsiadając wygodniej na krześle.

Kochanie przestań ryczeć [14]

Chłopak ponownie powrócił do swojego trybu, który wyraźnie wskazywał, że cała swobodna atmosfera powinna ulotnić się w jednym momencie. Chwilę temu wahałam się, czy Walsh faktycznie zaliczał się do graczy światowego pokroju, teraz wiedziałam, że poprzednie wrażenie nie było złudne. Adam zaliczał się do osób niebezpiecznych, niepokornych i wiele innych przymiotników zaczynających się na "nie" i kończący na "nych" zdecydowanie do niego pasowało. 
— Bo w sumie, dlaczego by nie? — mruknął, z powrotem wracając do swojej pewnej siebie postawy. — Błagam, tyle tu się dzieje, cały czas zauważam kogoś wartego przez kilka sekund mojej uwagi, więc nudzić się nie da, mam wrażenie, że przez ten rok i tak mało się działo — stwierdził, odchylając się do tyłu i zakładając nogę na nogę. — Ophelion, wy jeszcze nie widzieliście, co potrafię. Daj mi tylko trochę czasu.
— Wedle życzenia — odparłam, rozkładając się wygodniej i kiwając głową na nieme pytanie kelnerki, czy jesteśmy gotowi zamówić. — Wezmę to samo, co ten pan — od razu powiedziałam, lewą dłonią chwytając opadający kosmyk włosów i skierowałam go z powrotem za ucho. 
— Przyznam się, ze czekam z niecierpliwością na twoje dalsze... — wyczyny? — ekscesy. Planujesz zostawić budynek, czy runie w gruzach w akcie późniejszego terroru? — spytałam ciekawie. Chociaż? Skoro szkoła nadal stoi po wkurwach Davona czy łamaniu serc Hopecrafta, to raczej nic nie mogło jej zburzyć.

Kochanie przestań ryczeć [12]

— Może i jesteś już dużą dziewczynką, ale jeszcze dużo życia przed tobą, przede mną już trochę mniej, więc traktuj to po prostu jako całkiem dobre rady światopoglądowe od starszego kolegi — mruknął, puszczając w moim kierunku oczko. — Uśmiech dwadzieścia jeden, nie trafiłaś — dodał, przewracając oczami i pykając ustami. — Do tej kawiarni przy parku, tam na rogu, całkiem dobre tarty cytrynowe tam mają, tak samo z kawą... O, nie, zdradziłem ci niespodziankę! — krzyknął teatralnie, chwytając się za serce.
— Cóż, muszę przyznać, że gust ciastkowy masz wyjątkowo dobry. Jeszcze powiedz, że wolisz czarną kawę od nawalonej lury z połową cukierniczki i zacznę się zastanawiać, dlaczego Nivan uderza do Hopecrafta — podsumowałam zgrabnie, obserwując otoczenie.
— Tak, tak, idealnie odegrany Makbet. — Uśmiechnęłam się nieco kwaśno, idąc do przodu i wchodząc do kawiarenki, po uprzednim otwarciu drzwi przez Walsha. Dygnęłam, poszerzając nieco uśmiech, idąc dalej do stolika wskazanego przez chłopaka. Rozsiadłam się wygodnie, rozejrzałam się po otoczeniu, poprawiłam wierzchem dłoni włosy, mając nadzieję, że mój makijaż nie rozmazał się ani trochę przez wcześniejsze mazgajenie.
— Skąd pomysł na zostanie? — zagaiłam. — Wydawałeś się zdeterminowany, żeby zabawić tu tylko przez krótki czas. No wiesz, zdążyłeś już wnerwić Davona, pomarudzić Przewalskiemu, zaimponować Ivensowej, nie zaczęło cię już nudzić łamanie szkolnych standardów?

czwartek, 10 maja 2018

Kochanie przestań ryczeć [10]

Szeroki uśmiech, delikatne drgnięcie, bo jednak Walsh był wysoki. O kilka centymetrów wyższy niż James, o dobre dwadzieścia centymetrów wyższy ode mnie, a cały mój umysł wrzeszczał, żeby się odsunąć, gdy chłopak, nie, mężczyzna ujął mnie pod ramię. Był o wiele lepiej zbudowany niż przeciętny bachor w trybie Miraclesa, choć obecność obu jegomościów przytłaczała na w miarę podobnym poziomie, na tyle, żeby należało zwolnić oddech, oczyścić umysł i z nieskazitelnym uśmiechem przeć dalej.
— Powodzenia pomiędzy tymi niby krwiożerczymi szczurami, żeby ciebie tylko żaden nie przydusił w pewnym momencie, bo szkoda by było — stwierdzi, na co zmrużyłam z zaciekawieniem oczy. — Wszelakie ustawiane zamążpójścia to strzały w nogę, niby wychodzą, ale nie wyciskają wszystkiego, co się da, ba, wręcz blokują cały potencjał jednostki — prychnął, zanim ponownie nałożył pozornie wesolutką maskę. — Och, panienka zdecydowanie będzie mile zaskoczona, w końcu prowadzę ją do najlepszej kawiarni w całym mieście.
— Spodziewałam się raczej wersji z "Nie poleć na pierwszego z dużym portfelem" czy "Nie zgrywaj Czarnej Wdowy na ślubnym kobiercu przynajmniej przed trzecim mężem", poza tym, hej, jestem dużą dziewczynką, potrafię o siebie zadbać — odparłam nieco bardziej na serio. — I ten fałszywy uśmiech, ej, jaki on ma numer, dwadzieścia osiem? Nieważne, wcale ci nie przystoi. Wolę ten w typie "Zaraz cię zabiję, ale poudaję, że jeszcze zostało we mnie trochę człowieka" — wymamrotałam pod nosem, obserwując jak twarz chłopaka tężeje, zanim tylko prychnęłam z rozbawieniem. — Okey, nie znam się na gierkach, ale chujowo wyglądasz, gdy udajesz, że wszystko jest cudowne. To gdzie w końcu idziemy, bo ten przydomek najlepszej niewiele mi mówi?

środa, 9 maja 2018

Kochanie przestań ryczeć [8]

— Seks jest miły, dopóki się czegoś nie złapie. — Przewróciłam oczami, umiem o siebie zadbać, stary, więc wrzuć na luz. Wzięłabym porady od ciebie bardziej na serio, gdybyś się nie pierdolił z połową awuskiej populacji. — I też uzależnia, tylko nie jest to tak bardzo widoczne. No może później, gdy skończy się z przypadkowym bachorem u nogi, bo raz się zapomniało — dodał nieco groźniej, a ja miałam tylko ochotę parsknąć śmiechem. — A więc niech ci będzie, kawa, lody, dobre ciastko, do wyboru, do koloru, ja stawiam oczywiście, zachowajmy pozory mojego dżentelmeństwa — oświadczył i ruszyliśmy w kierunku wyjścia z budynku. — Jakieś konkretne życzenia i ochoty czy wolisz zostać zaskoczona?
— Wypraszam sobie bardzo, mam doskonałe geny do prokreacji, każdy bachor powinien być wdzięczny za jego spłodzenie — prychnęłam z oburzeniem. — Poza tym mariaż widnieje na horyzoncie, wolę poużywać życia, póki jeszcze w tym zakresie mogę. — Skrzywiłam się, bo małżeństwo polityczne nie bardzo mnie interesowało, ale pewna otrzymana propozycja zbyt długo już nie mogła czekać na odpowiedź. Grunt palił mi się pod nogami, zdarza się. Z drugiej strony taka szansa mogłaby się już nie powtórzyć, a czy mój plan z Anonim wypali na balu to po prostu ruska ruletka z minimalną szansą na wygraną.
— Postaraj się, dżentelmenie, jak już zgrywamy pozory, to na całego. Gdzie mnie zaprowadzi nasza randka, o losie? — mruczałam pod nosem, z rozbawieniem obserwując spojrzenia osób siedzących wciąż klasach, które wyglądały za okno. Ściągaliśmy zdecydowanie zbyt dużo uwagi na siebie, chociaż w sumie w jakiś sposób mi to odpowiadało. Idąc pewnie, dreptając na szpileczkach i poprawiając pukle.

wtorek, 8 maja 2018

Kochanie przestań ryczeć [6]

— Oj, nie traktuj siebie jak dziwki, Ophelion, a przynajmniej, błagam, nie udawaj jej — syknął, westchnął, wyprostował się, a ja tylko zrobiłam kolejny krok do tylu. Nie rozumiałam agresji w jego głosie ani nawet faktu, co go tak nagle zirytowało. Owszem, działaliśmy sobie wzajemnie na nerwach, ale raczej dyskusja o ekscesach seksualnych wykraczała poza nasz normalny tryb gryzienia się. — Przysięgam, seks to nie jest lek na wszystko, a sama pewnie wiesz, że w trawie kryje się trochę węży, które chętnie skorzystają ze słabości — mruknął, posyłając mi ciepły uśmiech, jakby to wszystko miało wyjaśnić i rozwiązać. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
— No i niby komu masz udowadniać, że jesteś piękna, nadwyrężając zdrowie? Sobie? — prychnął, mile łechcąc moje ego, ale to nadal nie działało w ten sposób. — Nie jestem głupi, Ophelion, a ty się jeszcze przejedziesz na niejednym facecie, więc nie rób sobie niepotrzebnej krzywdy, gdy już jesteś ładna. — Przewróciłam oczami, obserwując jak wykrzywia się w pokracznej pozie. — Wracając, co się stało, dlaczego płakałaś i czy mogę wynagrodzić ci jakoś ten nieszczęsny nadgarstek.
— Seks jest miły, przyjemny i trudniej się uzależnić niż od wódki, a wolałabym nie skończyć jak Mińsk, z rozwaloną wątrobą w wieku trzydziestu lat. Poza tym, hej, raczej z kim idę do łóżka i dlaczego to moja kwestia — podsumowałam. — Jestem emocjonalnie roztrzęsioną kulką z PMS, ryczę praktycznie o wszystko, Adamek, przyzwyczaj się, żona będzie ci kiedyś wdzięczna. Poza tym kawa brzmi dobrze. I lody. — I słone paluszki. A nawet jeżeli zaświeciły mi się oczy, to kto by się tym już teraz przejmował, gdy odciągnęłam tym uwagę od pociągnięcia nosem?

niedziela, 6 maja 2018

Kochanie przestań ryczeć [4]

Paskudny, parszywy uśmieszek wykwitł na jego twarzy, przyprawiając mnie o skrajną potrzebę zawrócenia w najbliższą odnogę korytarza i czmychnięcia hen daleko w świat. Za blisko, zbyt daleko, zbyt wiele na raz, a przy tym za mało, bo Walsh jednak należał do tych interesujących przypadków, którym chciano się przyjrzeć, zbadać, zgłębić.
— Chłopak — rzucił luźno, uśmiechając się tylko szerzej. — Troszkę go rozjuszyłem, za bardzo, ale było przyjemnie. — Yhym, Hera w końcu troszku poużywała na młodej, hucznej parze, która jękami pobudziła parę osób z reszty pokojów na ich piętrze.. — Jak widzisz, stwierdziłem, aby zostać i poirytować jeszcze niektóre osobniki, kto mi zabroni. — Przewróciłam oczami, widząc jak prostuje się i jeszcze potęguje różnice w naszym wzroście. Pierdolony maniak atencji i wyższości.
— Oho, przepraszam, nie to chciałem zrobić, łapiąc ciebie za rękę. — Yhym, jasne, choć nie powiedziałam tego na głos. Chciał, nie chciał, czy to kiedykolwiek miało jakiekolwiek znaczenie? Zbyt dużo razy słyszałam tą wymówkę. Nawet nie drgnęłam, gdy podniósł moją dłoń, ale uciekający rękaw mundurka zdawał się być jeszcze bardziej niekomfortową rzeczą niż wcześniej.
Nienawidziłam być trzymana, ściskana, miętoszona, a już tym bardziej przez osoby wyższe i silniejsze ode mnie. Co innego pokazówka na przyjęciu z drobnym uściskiem jakiejś starej baby, a co innego uczucie mocnych, zgrabnych palców na nadgarstku.
— Też nie najlepszy dzień. — Jakbym nie zauważyła. Nie chciałam nerwowo wyrwać dłoni (chciałam, ale wyglądałoby to cholernie dziwnie), więc tylko złapałam rękę chłopaka drugą dłonią, ściskając nerwowo i oswobadzając się. — Trzeba to schłodzić. Co do bycia spokojną, jakoś mi się nie wydaję, spoglądając na tę twoją zapuchniętą buźkę i czerwone oczka. I błagam, nie rób sobie haluksów w tak młodym wieku, kochanie, wysoka jesteś wystarczająco, nogi masz ładne, obcasy ok, ale nie dwudziesto centymetrowe.
— Nie trzeba, mam maść odpowiednią w pokoju — odmruknęłam spokojnie, oddychając głęboko, na powrót pozwalając sobie dryftować. Niczego nie zauważył, niczego nie dostrzegł, mogłem z powrotem grać wszystko zgodnie z planem. Bez żadnych słabości w końcu, nie u Ophelionów. — Poza tym, chcesz być piękną, musisz cierpieć. Wy sobie włożycie surducik, naoliwicie wąsa w typie Hopecrafta, wyperfumicie się szczurzym potem i jesteście załatwieni, wiesz ile zajmuje poprawne ułożenie tych włosów według ostatniego krzyku mody? — Prychnęłam na koniec przekornie, choć w moje słowa wkradła się szydera podszyta czystym rozbawieniem. — Rozumiem, że Adamki mają mniejsze problemy ze znalezieniem odpowiedniego środka rozładowania emocjonalnego niż przeciętna jednostka, ale wybacz, idę poszukać mojego wspaniałego księcia z bajki, który nie będzie miał problemów z wypieprzeniem ze mnie dzisiaj moich problemów. Chyba po prostu potrzebuję zniżyć standardy. Hej, nie wiesz może gdzie znajdę Oakley`a? — zarzuciłam luźno, rozglądając się po korytarzu i robiąc kolejny krok do tyłu. Pora zwiewać, uciekać.

sobota, 5 maja 2018

Kochanie przestań ryczeć [2]

To bolało tylko odrobinę, ale do tego rodzaju bólu byłam w sumie przyzwyczajona. Zbyt mocny uścisk, nerwowe szarpnięcie, gwałtowne przyciągnięcie, prawie już widziałam drugą dłoń zwiniętą w pięść, która leciała w kierunku mojego policzka, ale cios nigdy nie nadszedł. Nie było żadnego szkaradnego wzdrygnięcia, raczej gładkie wpadnięcie w rolę, opuszczenie ramion, rozluźnienie ciała, żeby aż tak nie bolało. Zamrugałam zdezorientowana, unosząc zaszklony wzrok na Adama, który coś warczał sobie do ścian. Widok powoli stawał się coraz mniej rozmyty, kilka mrugnięć ułatwiło sprawę, a pojedyncze pociągnięcia nosem były ostatnim dowodem, że chciałam tak bardzo się poniżyć. W dodatku na samym środku korytarza.
To mazgajenie uwłacza naszej rodzinie, Diaskro.
— Gadaj, Ophelion, kto ci serduszko złamał i komu mam przypomnieć, że tego się nie robi, a przynajmniej nie w taki sposób, sądząc po twojej mince. — Zamrugałam nerwowo, łącząc fakty. Dłoń ściskała zbyt mocno mój nadgarstek, byłam pewna, że pojawi się na nim jutro wielgaśny siniak, a bliskość chłopaka zdecydowanie działała nazbyt rozpraszająco. Nawet jeżeli to ciepło bijące od ciała i troskliwe słowa kusiły, strzepnęłam jego dłoń z własnej i zrobiłam dwa kroki w tył, starając się pewnie krążyć na wysokich szpilkach.
— Nie miałeś wyjechać, Walsh? — spytałam zdezorientowana, wpatrując się w te błyskające brakiem jakiegokolwiek zainteresowania, znudzone oczy. — Nikt mi serduszka nie złamał, jestem jebaną oazą spokoju, pierdolonym kwiatuszkiem lotosu kwitnącym na zasranej łące szczęścia — poinformowałam go z szerokim, fałszywym uśmiechem, starannie wyuczonym. Dobrze znanym ruchem wymasowałam nadwyrężony nadgarstek, który odrobinę już zaczynał puchnąć i pobolewać. — Aj, aj, co by twoja dziewczyna powiedziała, że na taki kijowy tekst próbujesz poderwać gówniary? Chyba że to jednak chłopak ostatnio wyleciał z twojego pokoju?

piątek, 4 maja 2018

Kochanie przestań ryczeć [0]

James był bezpieczny.
Był bezpieczny w ten prosty, drobniasty sposób, który sprawiał, że policzki same się czerwieniły przy nim (ze złości oczywiście), serce puchło, w klatce piersiowej pojawiał się miażdżący uścisk.
James był bezpieczny, bo wiedział, czego chce i jak to osiągnąć. Zrobił kilka rozrób fakt, ale w rzeczywistości nic nie można mu było zarzucić. Po prostu trwał, zdobywał punkty, kręcił się w dziwnym towarzystwie, ale jakoś wszyscy wiedzieli, że to tykająca bomba zegarowa.
Nie używał swojej mocy, praktycznie wcale. Jedynie czasem, gdy oddechy mieszały się ze sobą, spocone ciała uderzały jedno o drugie... Cienie kręciły się dziko na tle ścian, które zresztą również zmieniały kształty. Podłoga stukała, chociaż nikt po niej nie chodził. Zegar zatrzymywał się, mimo dźwięku tykania.
Wtedy pojawiał się ten rzadki przebłysk czułości, dotknięcie policzka, złączenie warg, spojrzenie w oczy, uśmiech, który sprawiał, że kolana miękły.
A potem przypomniałam sobie, że to przecież nic nie znaczy. Może tak nawet było lepiej. Tylko nadal nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak fukałam na niego, gdy krążył tęsknym wzrokiem za Vene.
Ja zaproponowałam ten układ. Przecież nie powiem mu nagle, że zasady się zmieniły, ale nie przeszkadzało mi to chociaż w myślach wbijać szpilki w ciemnowłosą wersję GPSu.
I zamyślac się w czasie złości, wracając marszem do pokoju, żeby zatrzasnac drzwi, powrzeszczeć w poduszkę i...
Najwyraźniej zaryć głową w Adama.
— Przepraszam — mruknęłam tylko mało przyjaznym tonem, nawet na niego nie patrząc, ruszając z powrotem w drogę, zanim wybuchnęłabym płaczem.

środa, 7 lutego 2018

KA: F.S.DO.2

Podstawowe informacje:
Imię: Diaskro Athena
Nazwisko: Ophelion
Wiek16 lat
Klasa: Słońca
Miejsce Zamieszkania: Akademik, pokój będzie jakiś tam

Rozszerzone informacje:
KlubyBrak, spróbujemy za rok z Radą.
PrzyjacieleBrak
SympatiaBrak
Wrogowie: Brak

Tożsamość:
Wzrost170 cm
Waga: 55 kg
Kolor oczu: Dużo.
Kolor włosów: Białe
Cechy szczególne: Kolorowe oczy, kolorowe oczy
Rasa: Przewodnik barwy
Orientacja: Heteroseksualna

Informacje Użytkowe:
Oceny: Brak
Stan Konta: 200 rubli atlanckich

Ekwipunek:  
Kuralet (1)
Komplet podręczników (klasa pierwsza)
Zestaw mundurków (letni i zimowy)
Karta Transportowa (semestr)
Karnet Stołówkowy (semestr)
.
.
.
.
.
.
template by oreuis