— Bo najwyraźniej potrzebowaliśmy mocnego wstrząsu, żeby nauczyć się ze sobą rozmawiać — odparł w końcu, powoli zbliżając się do mnie, a ja w odpowiedzi pokiwałem smętnie głową. Chciałbym powiedzieć, że było to w sumie zabawne, ale nie wiem, czy ten epitet pasowałby do tej całej, raczej przykrej sytuacji. No cóż, życie prawda? Chłopak usiadł obok mnie i przyciągnął moje ciało do siebie, po raz ten ostatni, tym razem już naprawdę, a ja wypuściłem głośno powietrze z płuc, bo, och, dlaczego to tak wszystko musiało wyglądać. — Miej dobre życie, Foma — stwierdził i podsumował chyba wszystko, co mieliśmy sobie do przekazania.
— Ty też — odpowiedziałem szybko i wyjątkowo miękko, bo słowa opuściły krtań z wyjątkową lekkością i łatwością. Westchnąłem ciężko, delikatnie odpychając Dextera, i ta czynność już nie była taka łatwa, co poprzednia. Bo w pewnym sensie było to jakieś pożegnanie, prawda? A ludzi, z którymi spędzało się cztery lata prawie codziennie, raczej trudno pożegnać i zostawić. — No. Będzie dobrze, przeżyjemy. Miejmy nadzieję.
Parsknąłem głośnym, może trochę beznadziejnym śmiechem, ale śmiechem, bo naprawdę byłem zadowolony, że wszystko przebiegło w dosyć gładki sposób, a ja wcale nie ryczałem. Może jednak było to dla nas lepsze rozwiązanie?
I och, chociaż dla mnie życie w przyszłości chyba miało już się ostatecznie uśmiechnąć, a los pomóc przy niektórych sprawach, to chyba nie miało się tak ułożyć dla wszystkich, w tym pewnej bliskiej mi osóbki.
Ale o tym dopiero miałem przekonać się po moim powrocie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zaślepiony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zaślepiony. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 24 maja 2018
niedziela, 20 maja 2018
Zaślepiony [9]
Etykiety:
Dexter Davon,
Zaślepiony
— Wierzyłeś kiedykolwiek w to cholerne przeznaczenie? — zapytał, zaczynając krążyć po pokoju, chyba nawet coś przestawiać, poprawiać, ale mój umysł nie do końca jeszcze wszedł ponownie do fazy rejestrowania prostych faktów i na razie zajmował się przetworzeniem poprzednio uzyskanych danych. Które najchętniej skasowałbym w odmętach pamięci, ale to już przecież swoją drogą. — Bo jeżeli mam być szczery, to ja nie. W sensie wszyscy lubią powtarzać, jak to ludzie nie są dla siebie przeznaczeni, a później wychodzi to, co wychodzi i no — oświadczył. — Albo po prostu przeznaczenie jest kurwą, sądząc po mojej uszkodzonej nodze, bo chyba chodzi o to, żebym nie miał, co ze sobą począć w życiu — dodał szybko, usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Przełknąłem głośno ślinę, bojąc się odwrócić wzrok, żeby nie stracić chłopaka z oczu. Już prawdopodobnie na zawsze, bo szczerze zaczynałem wątpić w jego powrót do akademii, co tylko dodatkowo rozłamywało mi serce, bo tak nie powinno przecież się dziać.
— Powiedz mi, jak to jest, że nasza ostatnia tego typu rozmowa prawdopodobnie będzie tą najlepszą. — Parsknąłem śmiechem.
— Bo najwyraźniej potrzebowaliśmy mocnego wstrząsu, żeby nauczyć się ze sobą rozmawiać — odparłem w końcu, podchodząc nieco bliżej. Chciałem już wyciągnąć dłoń ponownie, zapytać się o przyjaźń, ale zamiast tego usiadłem obok niego, przytulając go ten ostatni już raz. — Miej dobre życie, Foma — podsumowałem miękko.
Zaślepiony [8]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Zaślepiony
— Okey — stwierdził, uśmiechając się bardzo słabo, ale to bardzo i przysięgam, nigdy nie widziałem go w takim stanie. I może tylko przez chwilę chciałem to wszystko rzucić w cholerę, cofnąć czas za pomocą jakiegoś przybłąkanego espera i wycałować go, póki mogłem to robić, nie przejmując nie niczym innym.
No cóż, niektóre rzeczy jednak należały do niemożliwych.
— Spróbuję. Miłego życia, Foma, zasługujesz na nie. Sensownego chłopaka, który będzie umiał rozmawiać — mruknął, poszerzając uśmiech na twarzy, a ja pokręciłem głową, bo przecież przez te cztery lata nauczyłem się już czytać z tych zielonych, naprawdę kochanych oczu.
Westchnąłem, nerwowo rozglądając się na boki i włożyłem dłonie w kieszenie.
— Wierzyłeś kiedykolwiek w to cholerne przeznaczenie? — zapytałem i odwróciłem się na pięcie, chcąc podejść do łóżka i choć trochę wyrównać pogniecioną wcześniej przeze mnie pościel. Wyprostowałem się, spoglądając na chłopaka, który dalej stał jak kołek w środku pokoju, przez ramię. — Bo jeżeli mam być szczery, to ja nie. W sensie wszyscy lubią powtarzać, jak to ludzie nie są dla siebie przeznaczeni, a później wychodzi to, co wychodzi i no — oświadczyłem. — Albo po prostu przeznaczenie jest kurwą, sądząc po mojej uszkodzonej nodze, bo chyba chodzi o to, żebym nie miał, co ze sobą począć w życiu — dodałem szybko i parsknąłem beznadziejnym śmiechem. Usiadłem na łóżko i zgarbiłem się, chowając twarz w dłoniach.
Za dużo, zdecydowanie za dużo emocji, a ja zaczynałem paplać jak szaleniec.
— Powiedz mi, jak to jest, że nasza ostatnia tego typu rozmowa prawdopodobnie będzie tą najlepszą.
No cóż, niektóre rzeczy jednak należały do niemożliwych.
— Spróbuję. Miłego życia, Foma, zasługujesz na nie. Sensownego chłopaka, który będzie umiał rozmawiać — mruknął, poszerzając uśmiech na twarzy, a ja pokręciłem głową, bo przecież przez te cztery lata nauczyłem się już czytać z tych zielonych, naprawdę kochanych oczu.
Westchnąłem, nerwowo rozglądając się na boki i włożyłem dłonie w kieszenie.
— Wierzyłeś kiedykolwiek w to cholerne przeznaczenie? — zapytałem i odwróciłem się na pięcie, chcąc podejść do łóżka i choć trochę wyrównać pogniecioną wcześniej przeze mnie pościel. Wyprostowałem się, spoglądając na chłopaka, który dalej stał jak kołek w środku pokoju, przez ramię. — Bo jeżeli mam być szczery, to ja nie. W sensie wszyscy lubią powtarzać, jak to ludzie nie są dla siebie przeznaczeni, a później wychodzi to, co wychodzi i no — oświadczyłem. — Albo po prostu przeznaczenie jest kurwą, sądząc po mojej uszkodzonej nodze, bo chyba chodzi o to, żebym nie miał, co ze sobą począć w życiu — dodałem szybko i parsknąłem beznadziejnym śmiechem. Usiadłem na łóżko i zgarbiłem się, chowając twarz w dłoniach.
Za dużo, zdecydowanie za dużo emocji, a ja zaczynałem paplać jak szaleniec.
— Powiedz mi, jak to jest, że nasza ostatnia tego typu rozmowa prawdopodobnie będzie tą najlepszą.
sobota, 19 maja 2018
Zaślepiony [7]
Etykiety:
Dexter Davon,
Zaślepiony
Coś ścisnęło mnie w gardle, zwłaszcza gdy się zbliżył i po prostu mnie przytulił, twarz wtulając w moją szyję. Przez moment miałem wątpliwości, gdy objąłem go i ścisnąłem trzęsącymi się (tylko nieco) dłońmi, czy będę w stanie go puścić i zwyczajnie pozwolić odejść, ale to raczej przedstawiało się jako najlepsze wyjście z tej całej sytuacji. Utknęliśmy w związku, w którym byliśmy ze sobą bazując na trywialnych fundamentów, częściej orientując się w jego sferze seksualnej niż emocjonalnej. Cesarz świadkiem, że to była w szczególności moja wina, może w ogóle nie byłem gotowy, żeby rozważać jakąkolwiek relacje na takim poziomie.
A potem wyciągnął z mojej dłoni pudełeczko z pierścionkiem.
— Wykorzystaj to na kogoś wartego zachodu, błagam. — Przytaknąłem posłusznie głową, będąc pewien, że przypominam teraz (całkiem, kurwa, niepotrzebnie) skopanego szczeniaka. Wyciągnąłem tylko dłoń, kładąc ją na ramieniu Fomy i ściskając je, sam nie wiedziałem, co chciałem tym przekazać.
— Okey. — Uśmiechnąłem się słabo, nie wiedząc, kiedy mój umysł zredukował się do powtarzania w kółko tego słowa. Okey, okey, okey. Pierdolę, nic nie było okey. — Spróbuję. Miłego życia, Foma, zasługujesz na nie. Sensownego chłopaka, który będzie umiał rozmawiać. — Poszerzyłem nieco słaby uśmiech. W końcu on na to zasługiwał w szczególności.
A potem wyciągnął z mojej dłoni pudełeczko z pierścionkiem.
— Wykorzystaj to na kogoś wartego zachodu, błagam. — Przytaknąłem posłusznie głową, będąc pewien, że przypominam teraz (całkiem, kurwa, niepotrzebnie) skopanego szczeniaka. Wyciągnąłem tylko dłoń, kładąc ją na ramieniu Fomy i ściskając je, sam nie wiedziałem, co chciałem tym przekazać.
— Okey. — Uśmiechnąłem się słabo, nie wiedząc, kiedy mój umysł zredukował się do powtarzania w kółko tego słowa. Okey, okey, okey. Pierdolę, nic nie było okey. — Spróbuję. Miłego życia, Foma, zasługujesz na nie. Sensownego chłopaka, który będzie umiał rozmawiać. — Poszerzyłem nieco słaby uśmiech. W końcu on na to zasługiwał w szczególności.
Zaślepiony [6]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Zaślepiony
— Okey — odparł, po prostu akceptując moją decyzję.
I w sumie to cieszyłem się, że nie komentował. Że nie próbował przekonywać. Po prostu. Zgodził się ze mną. A to nawet radowało, bo oznaczało, że chyba decyzja, choć raczej ciężka i cholernie emocjonalna, to była dobra.
Okaże się w przyszłości, prawda?
Bo przecież wiedziałem, że już były plany. Że w kieszeni od spodni nosił małe pudełeczko z pierścionkiem, który w końcu miał wylądować na moim palcu.
I przysięgam, na tę myśl oddech znowu grzązł w płucach, a słowa nie mogły przejść przez krtań, bo naprawdę było dobrze, nieidealnie, ale po prostu dobrze i to nam wystarczało, choć czteroletni związek zdecydowanie nie powinien tak wyglądać.
Niby się uwolniliśmy, a niby zrzuciliśmy na siebie jeszcze większy ciężar.
— Jesteś cudownym człowiekiem, Foma — mruknął, bez krzty emocji na twarzy i wyciągnął w moim kierunku dłoń.
Kto by pomyślał, że tak szybko się odetnie.
Podszedłem do czarnowłosego i po prostu po raz ostatni, choć bardzo tego nie chciałem, przyciągnąłem go do siebie, schowałem twarz w zgłębieniu szyi, bo wiedziałem, że będę tęsknić i chyba zawsze już miałem tak robić.
Tak jak robiłem to za innymi ludźmi, z którymi w końcu nasza droga się rozeszła.
Włożyłem zwinnie dłoń do kieszeni spodni chłopaka, wyciągając prędko pudełeczko, a przy okazji odsuwając się od niego. Podrzuciłem je kilka razy w dłoni, oczywiście chcąc je otworzyć, choć nie powinienem. Wyciągnąłem rękę w kierunku Dextera, podając mu opakowanie.
— Wykorzystaj to na kogoś wartego zachodu, błagam.
I wcale nie płakałem.
Może troszkę, ale te czerwone oczy zdecydowanie mogły zwieść.
Zaślepiony [5]
Etykiety:
Dexter Davon,
Zaślepiony
— Nie wiem — mruknął, uśmiechając się poprzez łzy. — Możliwe, nie przeczę, możliwe też, że się gdzieś przeniosę, może na Latający. Okaże się, gdy nadejdzie odpowiedni czas — stwierdził, jak zwykle nerwowo przeczesując włosy. Dziwiłem się w tym momencie, że nie zaczął wystukiwać swoich legendarnych melodii, skubiąc paznokciami o kolana, co zazwyczaj wyprawiał w stresie. Wszystko wskazywało na to, że tym razem to coś naprawdę wielkiego. Jakoś nie potrafiłem się z tego cieszyć, kurwa. — Nie, poradzę sobie, i tak nie mam za dużo rzeczy, więc nie musisz mi pomagać. I tak, już wie.
— Okey — odparłem miękko, w sumie wciąż nie wiedząc co zrobić. Co powiedzieć. Jak powiedzieć. Jak się teraz zachować. Po prostu parłem zazwyczaj w życiu przed siebie jak taran, nie przejmując się tym, co spotka mnie za moment, a teraz czułem się pusty. Mógłbym w sumie streścić, że zmarnowałem dobre kilka lat mojego życia na związek, który od początku nie zapowiadał się na nic dobrego, ale chyba coś z tego wyniosłem, a przynajmniej w to chciałem wierzyć. Nie wiedziałem, co teraz powinienem zrobić. Skoro chłopak już decydował się pakować, to wyjazd był raczej bliżej niż dalej. Powinienem go przytulić? Po prostu odejść bez słowa?
— Jesteś cudownym człowiekiem, Foma — mruknąłem, wyciągając w jego kierunku dłoń na pożegnanie.
— Jesteś cudownym człowiekiem, Foma — mruknąłem, wyciągając w jego kierunku dłoń na pożegnanie.
piątek, 18 maja 2018
Zaślepiony [4]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Zaślepiony
— Pijani szczęściem, Foma — odpowiedział, ba, warknął, a ja przewróciłem oczami, odwracając się w jego kierunku z niezbyt zachwyconą miną.
Jeżeli szczęściem, to chyba jeszcze gorzej.
— Nie umiem rozmawiać — oświadczył, jakbym nigdy nie zauważył, jakby nigdy nie było przez to problemów, jakby ta sytuacja nigdy nie wynikła właśnie z braku tej umiejętności — ale jeżeli chcesz...— Westchnął, przerywając na chwilę, bo chyba sam nie wiedział, co dalej powiedzieć. — Poczekam. Ile będzie trzeba. Może jeszcze nam się udać — oświadczył, w końcu przerywając ciszę, aby zapadła następna, jeszcze gorsza.
Bo chyba oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że już się nam nie uda i nie ma mieć sensu nadziei, jak bardzo byśmy do siebie nie ciągnęli.
— Wrócisz? — zapytał i znowu opuściłem wzrok, bo nie chciałem, nie miałem zamiaru wracać, choć zdawałem sobie sprawę z tego, że takie uciekanie przed nim też sensu nie miało. — Znaczy, weź tyle czasu dla siebie, ile potrzebujesz. Odpoczynek ci się przyda po ciężkim roku pracy w samorządzie. Jestem pewien, że Mińsk ma jakąś wersję urlopu dziekańskiego, Heather coś wspominała. Potrzebujesz pomocy z pakowaniem się? Rozmawiałeś z Wandą? — rozgadywał się, paplał i skąd ja znałem ten stan, raczej wiedziałem, że to po prostu ta jego drobna reakcja obronna, odcięcie się, planowanie i kalkulowanie dalej.
Westchnąłem ciężko, po raz jeden z ostatnich spoglądając z czułością w te zielone oczy.
Bo naprawdę kochałem go w ten nasz dziwny, nieporadny sposób.
— Nie wiem — mruknąłem, uśmiechając się poprzez łzy. — Możliwe, nie przeczę, możliwe też, że się gdzieś przeniosę, może na Latający. Okaże się, gdy nadejdzie odpowiedni czas — stwierdziłem i nerwowo przeczesałem włosy dłonią, po czym odepchnąłem się drugą od biurka i podszedłem do niego. — Nie, poradzę sobie, i tak nie mam za dużo rzeczy, więc nie musisz mi pomagać. I tak, już wie.
czwartek, 17 maja 2018
Zaślepiony [3]
Etykiety:
Dexter Davon,
Zaślepiony
— Czy to wszystko miało kiedykolwiek sens — wydukał, a ja zbladlem na raz, bo dokładnie o to chodziło. Nawet jakbym wyciągnął pierścionek, wytłumaczył, przeprosił, niczego by to nie dało. My się chyba nawet w ogóle nie znaliśmy. Ulubiona muzyka. Kolory. Potrafiłem wymienić każdy pieprzyk na jego ciele z osobna, ale miałem wątpliwości, który kolor lubi najbardziej.
Kurwa.
— Jak bardzo się pospieszyliśmy, Dexter. Jak bardzo byliśmy pijani, że to wszystko jakoś zadziałało i się utrzymywało.
— Pijani szczęściem, Foma — odpowiedziałem z przekąsem, zanim westchnąłem, targając włosy. To nie była niczyja wina, więc nie powinien warczeć teraz i atakować w jakikolwiek sposób Fomę.
— Nie umiem rozmawiać — przypomniałem mu głucho, jakby doskonale sam nie doświadczył moich szkaradnych umiejętności toczenia rozmów o emocjach — ale jeżeli chcesz...
Tylko co? Nie mogłem z nim pojechać, moje miejsce było tutaj. Chyba Foma tego nawet nie chciał.
— Poczekam. Ile będzie trzeba. Może jeszcze nam się udać — powiedziałem głośno, wyraźnie, przerywając ciężką ciszę. Jeżeli tego chciał, nie mogłem zrobić czegokolwiek innego, jak tylko chłopaka wesprzeć. Cesarz świadkiem, że nigdy nie otrzymywał ode mnie wsparcia w wystarczającej ilości. Ani uwagi. Ani w sumie niczego, a Foma był wyjątkowy, jego śmiech lamał serca, oczy przypominały gwiazdy i nawet dusza wydawała się lśnić, jego umysł stawiałem na równi z własnym.
— Wrócisz? — wydukałem, zaraz kląc w myślach, bo brzmiałem zbyt żałośnie, patetycznie. — Znaczy, weź tyle czasu dla siebie, ile potrzebujesz. Odpoczynek ci się przyda po ciężkim roku pracy w samorządzie. Jestem pewien, że Mińsk ma jakąś wersję urlopu dziekańskiego, Heather coś wspominała. Potrzebujesz pomocy z pakowaniem się? Rozmawiałeś z Wandą? — paplałem bez przerwy, zająłem się byciem dawnym Davonem, decyzyjnym, konkretnym, chciałem wspierać decyzję chłopaka, ale prawda była taka, że w razie nastanie ciszy mógłbym się już tylko z żalu rozpłakać
Kurwa.
— Jak bardzo się pospieszyliśmy, Dexter. Jak bardzo byliśmy pijani, że to wszystko jakoś zadziałało i się utrzymywało.
— Pijani szczęściem, Foma — odpowiedziałem z przekąsem, zanim westchnąłem, targając włosy. To nie była niczyja wina, więc nie powinien warczeć teraz i atakować w jakikolwiek sposób Fomę.
— Nie umiem rozmawiać — przypomniałem mu głucho, jakby doskonale sam nie doświadczył moich szkaradnych umiejętności toczenia rozmów o emocjach — ale jeżeli chcesz...
Tylko co? Nie mogłem z nim pojechać, moje miejsce było tutaj. Chyba Foma tego nawet nie chciał.
— Poczekam. Ile będzie trzeba. Może jeszcze nam się udać — powiedziałem głośno, wyraźnie, przerywając ciężką ciszę. Jeżeli tego chciał, nie mogłem zrobić czegokolwiek innego, jak tylko chłopaka wesprzeć. Cesarz świadkiem, że nigdy nie otrzymywał ode mnie wsparcia w wystarczającej ilości. Ani uwagi. Ani w sumie niczego, a Foma był wyjątkowy, jego śmiech lamał serca, oczy przypominały gwiazdy i nawet dusza wydawała się lśnić, jego umysł stawiałem na równi z własnym.
— Wrócisz? — wydukałem, zaraz kląc w myślach, bo brzmiałem zbyt żałośnie, patetycznie. — Znaczy, weź tyle czasu dla siebie, ile potrzebujesz. Odpoczynek ci się przyda po ciężkim roku pracy w samorządzie. Jestem pewien, że Mińsk ma jakąś wersję urlopu dziekańskiego, Heather coś wspominała. Potrzebujesz pomocy z pakowaniem się? Rozmawiałeś z Wandą? — paplałem bez przerwy, zająłem się byciem dawnym Davonem, decyzyjnym, konkretnym, chciałem wspierać decyzję chłopaka, ale prawda była taka, że w razie nastanie ciszy mógłbym się już tylko z żalu rozpłakać
środa, 16 maja 2018
Zaślepiony [2]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Zaślepiony
— Okey — odparł krótko, szybko i sucho, a ja jeszcze raz zadrżałem, bo w duchu nie na taką odpowiedź czekałem.
Sam nie wiem do końca, co wtedy chciałem usłyszeć, bo przecież decyzja była już podjęta wcześniej, prawda?
Postawił jeden krok, a ja zerknąłem na niego zza pleców kątem oka i sam nie mogłem uwierzyć, że to był ten sam Dexter, którego znałem. Bo widziałem niepewność, te drobne zawahania i może przerażenie w tych charakterystycznych, kalkulujących oczach. Bo może mu jednak zależało.
— To wszystko bujdy — mruknął powoli, jakbym tego nie wiedział. — Nie sypiam z Walshem, z Heat tym bardziej, o Jamesie nie wspominając, ale... — zrobił chwilową pauzę i przełknął ślinę — to nie o to chodzi, prawda? — zapytał.
Za spokojnie, za mechanicznie, z tym smutnym uśmiechem i chyba się poddał.
Dexter Davon się poddał.
Pokręciłem głową w odpowiedzi, bo nie artykuły były tylko drobnym motylem, który poruszył swoimi skrzydłami, wprawiając powietrze w ruch i wywołując burzę, huragan i tornado, psując wszystko, co na drodze. Westchnąłem i wyprostowałem się.
— Czy to wszystko miało kiedykolwiek sens — wydukałem, raczej stwierdzenie niż pytanie, a jeżeli już, to retoryczne, bo nigdy nie chciałem usłyszeć na nie odpowiedzi. — Jak bardzo się pospieszyliśmy, Dexter. Jak bardzo byliśmy pijani, że to wszystko jakoś zadziałało i się utrzymywało.
Do czasu.
Sam nie wiem do końca, co wtedy chciałem usłyszeć, bo przecież decyzja była już podjęta wcześniej, prawda?
Postawił jeden krok, a ja zerknąłem na niego zza pleców kątem oka i sam nie mogłem uwierzyć, że to był ten sam Dexter, którego znałem. Bo widziałem niepewność, te drobne zawahania i może przerażenie w tych charakterystycznych, kalkulujących oczach. Bo może mu jednak zależało.
— To wszystko bujdy — mruknął powoli, jakbym tego nie wiedział. — Nie sypiam z Walshem, z Heat tym bardziej, o Jamesie nie wspominając, ale... — zrobił chwilową pauzę i przełknął ślinę — to nie o to chodzi, prawda? — zapytał.
Za spokojnie, za mechanicznie, z tym smutnym uśmiechem i chyba się poddał.
Dexter Davon się poddał.
Pokręciłem głową w odpowiedzi, bo nie artykuły były tylko drobnym motylem, który poruszył swoimi skrzydłami, wprawiając powietrze w ruch i wywołując burzę, huragan i tornado, psując wszystko, co na drodze. Westchnąłem i wyprostowałem się.
— Czy to wszystko miało kiedykolwiek sens — wydukałem, raczej stwierdzenie niż pytanie, a jeżeli już, to retoryczne, bo nigdy nie chciałem usłyszeć na nie odpowiedzi. — Jak bardzo się pospieszyliśmy, Dexter. Jak bardzo byliśmy pijani, że to wszystko jakoś zadziałało i się utrzymywało.
Do czasu.
wtorek, 15 maja 2018
Zaślepiony [1]
Etykiety:
Dexter Davon,
Zaślepiony
Staliśmy tak naprzeciwko siebie w prawie pustym pokoju i już wtedy wiedziałem, że pewien rozdział naszego życia bezapelacyjnie pędzi w kierunku kosza na śmieci. Może się zbytnio pospieszyliśmy? Może to nie do końca było to, czego szukaliśmy od życia? Wiedziałem jedynie to, że malutkie pudełeczko z pierścionkiem w środku pali mnie w kieszeni.
Foma wyglądał jak siedem nieszczęść, z pobrudzonymi okularami, źle zapiętą koszulą, worami pod oczami. Nawet się nie ogolił czy uczesał, jedynie popadł kolejny raz w okres swojej przejściowej chandry. No, tym razem nie wiedziałem już, czy na pewno przejściowej.
— Chcę wrócić do domu. — Płakał, oczywiście, że płakał, a wypowiedziane przez niego słowa szumiały mi w uszach. Może już wcześniej się wahaliśmy, ale publikacja ostatniego artykułu w gazetce chyba w nas obu zasiała parszywe ziarna wątpliwości.
— Okey — odparłem w końcu sucho, nie wiedząc, co mam powiedzieć. Ręce mi się pociły, nogi bolały, w głowie szumiało. Zrobiłem krok naprzód, ale nie wiedziałem, czy powinienem objąć Przewalskiego.
— To wszystko bujdy — wydukałem w końcu. — Nie sypiam z Walshem, z Heat tym bardziej, o Jamesie nie wspominając, ale... — przełknąłem głośno ślinę — to nie o to chodzi, prawda? — Uśmiechnąłem się krzywo, nie wierząc, jakim cudem mój głos brzmiał teraz tak spokojnie, mechanicznie. Widziałem to w oczach chłopaka.
Foma wyglądał jak siedem nieszczęść, z pobrudzonymi okularami, źle zapiętą koszulą, worami pod oczami. Nawet się nie ogolił czy uczesał, jedynie popadł kolejny raz w okres swojej przejściowej chandry. No, tym razem nie wiedziałem już, czy na pewno przejściowej.
— Chcę wrócić do domu. — Płakał, oczywiście, że płakał, a wypowiedziane przez niego słowa szumiały mi w uszach. Może już wcześniej się wahaliśmy, ale publikacja ostatniego artykułu w gazetce chyba w nas obu zasiała parszywe ziarna wątpliwości.
— Okey — odparłem w końcu sucho, nie wiedząc, co mam powiedzieć. Ręce mi się pociły, nogi bolały, w głowie szumiało. Zrobiłem krok naprzód, ale nie wiedziałem, czy powinienem objąć Przewalskiego.
— To wszystko bujdy — wydukałem w końcu. — Nie sypiam z Walshem, z Heat tym bardziej, o Jamesie nie wspominając, ale... — przełknąłem głośno ślinę — to nie o to chodzi, prawda? — Uśmiechnąłem się krzywo, nie wierząc, jakim cudem mój głos brzmiał teraz tak spokojnie, mechanicznie. Widziałem to w oczach chłopaka.
Zaślepiony [0]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Zaślepiony
Spoglądałem na Dextera, a on spoglądał na mnie.
Możliwe, że drżałem, jakbym miał jakiegoś Parkinsona, ale chuj mnie wtedy to obchodziło, bo gubienie się w zielonych oczach przestało być już dla mnie taką przyjemnością, co kiedyś.
Gdzie my się znaleźliśmy i do czego to wszystko nas sprowadziło.
Zacisnąłem dłonie w pięści, ostatecznie poddałem się i uciekłem wzrokiem, bo przecież łzy już wcześniej zaczęły spływać po policzkach, ale teraz, dopiero gdy stanęliśmy twarzą w twarz, zaczęły tak bardzo boleć, ślady, które zostawiły na skórze po prostu uwierały, piekły i raczej nie miały zamiaru przestać.
Westchnąłem głośniej, otwierając usta, chcąc coś powiedzieć, zapytać się, wytłumaczyć, ale skończyło się tylko na zaciśnięciu jeszcze mocniej szczęki i zazgrzytania zębami. Podniosłem dłoń do brody.
Powinienem się ogolić, czy wyczyścić okulary, a może i wystarczyłoby uczesanie włosów. Pewnie wyglądałem jak siedem nieszczęść. Zaczęła się czkawka, a ja warknąłem już ostatecznie.
On nadal stał i oglądał, jak się rozpadam.
Zamknąłem oczy, podszedłem do biurka, bo przez chwilę zrobiło mi się niedobrze i słabo, i po prostu chciałem się o cokolwiek oprzeć.
Spojrzałem w drewno, dalej zbytnio nie dowierzając.
— Chcę wrócić do domu.
Jedna, zdecydowanie krótka wypowiedź, która w końcu wydobyła się z moich ust, niby nic nie zdradzająca, a jednak mówiąca zdecydowanie za dużo.
Możliwe, że drżałem, jakbym miał jakiegoś Parkinsona, ale chuj mnie wtedy to obchodziło, bo gubienie się w zielonych oczach przestało być już dla mnie taką przyjemnością, co kiedyś.
Gdzie my się znaleźliśmy i do czego to wszystko nas sprowadziło.
Zacisnąłem dłonie w pięści, ostatecznie poddałem się i uciekłem wzrokiem, bo przecież łzy już wcześniej zaczęły spływać po policzkach, ale teraz, dopiero gdy stanęliśmy twarzą w twarz, zaczęły tak bardzo boleć, ślady, które zostawiły na skórze po prostu uwierały, piekły i raczej nie miały zamiaru przestać.
Westchnąłem głośniej, otwierając usta, chcąc coś powiedzieć, zapytać się, wytłumaczyć, ale skończyło się tylko na zaciśnięciu jeszcze mocniej szczęki i zazgrzytania zębami. Podniosłem dłoń do brody.
Powinienem się ogolić, czy wyczyścić okulary, a może i wystarczyłoby uczesanie włosów. Pewnie wyglądałem jak siedem nieszczęść. Zaczęła się czkawka, a ja warknąłem już ostatecznie.
On nadal stał i oglądał, jak się rozpadam.
Zamknąłem oczy, podszedłem do biurka, bo przez chwilę zrobiło mi się niedobrze i słabo, i po prostu chciałem się o cokolwiek oprzeć.
Spojrzałem w drewno, dalej zbytnio nie dowierzając.
— Chcę wrócić do domu.
Jedna, zdecydowanie krótka wypowiedź, która w końcu wydobyła się z moich ust, niby nic nie zdradzająca, a jednak mówiąca zdecydowanie za dużo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)