Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zaślepiony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zaślepiony. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 maja 2018

Zaślepiony [X]

— Bo najwyraźniej potrzebowaliśmy mocnego wstrząsu, żeby nauczyć się ze sobą rozmawiać — odparł w końcu, powoli zbliżając się do mnie, a ja w odpowiedzi pokiwałem smętnie głową. Chciałbym powiedzieć, że było to w sumie zabawne, ale nie wiem, czy ten epitet pasowałby do tej całej, raczej przykrej sytuacji. No cóż, życie prawda? Chłopak usiadł obok mnie i przyciągnął moje ciało do siebie, po raz ten ostatni, tym razem już naprawdę, a ja wypuściłem głośno powietrze z płuc, bo, och, dlaczego to tak wszystko musiało wyglądać. — Miej dobre życie, Foma — stwierdził i podsumował chyba wszystko, co mieliśmy sobie do przekazania.
— Ty też — odpowiedziałem szybko i wyjątkowo miękko, bo słowa opuściły krtań z wyjątkową lekkością i łatwością. Westchnąłem ciężko, delikatnie odpychając Dextera, i ta czynność już nie była taka łatwa, co poprzednia. Bo w pewnym sensie było to jakieś pożegnanie, prawda? A ludzi, z którymi spędzało się cztery lata prawie codziennie, raczej trudno pożegnać i zostawić. — No. Będzie dobrze, przeżyjemy. Miejmy nadzieję.
Parsknąłem głośnym, może trochę beznadziejnym śmiechem, ale śmiechem, bo naprawdę byłem zadowolony, że wszystko przebiegło w dosyć gładki sposób, a ja wcale nie ryczałem. Może jednak było to dla nas lepsze rozwiązanie?
I och, chociaż dla mnie życie w przyszłości chyba miało już się ostatecznie uśmiechnąć, a los pomóc przy niektórych sprawach, to chyba nie miało się tak ułożyć dla wszystkich, w tym pewnej bliskiej mi osóbki.
Ale o tym dopiero miałem przekonać się po moim powrocie.

niedziela, 20 maja 2018

Zaślepiony [9]

— Wierzyłeś kiedykolwiek w to cholerne przeznaczenie? — zapytał, zaczynając krążyć po pokoju, chyba nawet coś przestawiać, poprawiać, ale mój umysł nie do końca jeszcze wszedł ponownie do fazy rejestrowania prostych faktów i na razie zajmował się przetworzeniem poprzednio uzyskanych danych. Które najchętniej skasowałbym w odmętach pamięci, ale to już przecież swoją drogą.  — Bo jeżeli mam być szczery, to ja nie. W sensie wszyscy lubią powtarzać, jak to ludzie nie są dla siebie przeznaczeni, a później wychodzi to, co wychodzi i no — oświadczył. — Albo po prostu przeznaczenie jest kurwą, sądząc po mojej uszkodzonej nodze, bo chyba chodzi o to, żebym nie miał, co ze sobą począć w życiu — dodał szybko, usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Przełknąłem głośno ślinę, bojąc się odwrócić wzrok, żeby nie stracić chłopaka z oczu. Już prawdopodobnie na zawsze, bo szczerze zaczynałem wątpić w jego powrót do akademii, co tylko dodatkowo rozłamywało mi serce, bo tak nie powinno przecież się dziać. 
— Powiedz mi, jak to jest, że nasza ostatnia tego typu rozmowa prawdopodobnie będzie tą najlepszą. — Parsknąłem śmiechem. 
— Bo najwyraźniej potrzebowaliśmy mocnego wstrząsu, żeby nauczyć się ze sobą rozmawiać — odparłem w końcu, podchodząc nieco bliżej. Chciałem już wyciągnąć dłoń ponownie, zapytać się o przyjaźń, ale zamiast tego usiadłem obok niego, przytulając go ten ostatni już raz. — Miej dobre życie, Foma — podsumowałem miękko.

Zaślepiony [8]

— Okey — stwierdził, uśmiechając się bardzo słabo, ale to bardzo i przysięgam, nigdy nie widziałem go w takim stanie. I może tylko przez chwilę chciałem to wszystko rzucić w cholerę, cofnąć czas za pomocą jakiegoś przybłąkanego espera i wycałować go, póki mogłem to robić, nie przejmując nie niczym innym.
No cóż, niektóre rzeczy jednak należały do niemożliwych.
— Spróbuję. Miłego życia, Foma, zasługujesz na nie. Sensownego chłopaka, który będzie umiał rozmawiać — mruknął, poszerzając uśmiech na twarzy, a ja pokręciłem głową, bo przecież przez te cztery lata nauczyłem się już czytać z tych zielonych, naprawdę kochanych oczu.
Westchnąłem, nerwowo rozglądając się na boki i włożyłem dłonie w kieszenie.
— Wierzyłeś kiedykolwiek w to cholerne przeznaczenie? — zapytałem i odwróciłem się na pięcie, chcąc podejść do łóżka i choć trochę wyrównać pogniecioną wcześniej przeze mnie pościel. Wyprostowałem się, spoglądając na chłopaka, który dalej stał jak kołek w środku pokoju, przez ramię. — Bo jeżeli mam być szczery, to ja nie. W sensie wszyscy lubią powtarzać, jak to ludzie nie są dla siebie przeznaczeni, a później wychodzi to, co wychodzi i no — oświadczyłem. — Albo po prostu przeznaczenie jest kurwą, sądząc po mojej uszkodzonej nodze, bo chyba chodzi o to, żebym nie miał, co ze sobą począć w życiu — dodałem szybko i parsknąłem beznadziejnym śmiechem. Usiadłem na łóżko i zgarbiłem się, chowając twarz w dłoniach.
Za dużo, zdecydowanie za dużo emocji, a ja zaczynałem paplać jak szaleniec.
— Powiedz mi, jak to jest, że nasza ostatnia tego typu rozmowa prawdopodobnie będzie tą najlepszą.

sobota, 19 maja 2018

Zaślepiony [7]

Coś ścisnęło mnie w gardle, zwłaszcza gdy się zbliżył i po prostu mnie przytulił, twarz wtulając w moją szyję. Przez moment miałem wątpliwości, gdy objąłem go i ścisnąłem trzęsącymi się (tylko nieco) dłońmi, czy będę w stanie go puścić i zwyczajnie pozwolić odejść, ale to raczej przedstawiało się jako najlepsze wyjście z tej całej sytuacji. Utknęliśmy w związku, w którym byliśmy ze sobą bazując na trywialnych fundamentów, częściej orientując się w jego sferze seksualnej niż emocjonalnej. Cesarz świadkiem, że to była w szczególności moja wina, może w ogóle nie byłem gotowy, żeby rozważać jakąkolwiek relacje na takim poziomie.
A potem wyciągnął z mojej dłoni pudełeczko z pierścionkiem.
— Wykorzystaj to na kogoś wartego zachodu, błagam. — Przytaknąłem posłusznie głową, będąc pewien, że przypominam teraz (całkiem, kurwa, niepotrzebnie) skopanego szczeniaka. Wyciągnąłem tylko dłoń, kładąc ją na ramieniu Fomy i ściskając je, sam nie wiedziałem, co chciałem tym przekazać.
— Okey. — Uśmiechnąłem się słabo, nie wiedząc, kiedy mój umysł zredukował się do powtarzania w kółko tego słowa. Okey, okey, okey. Pierdolę, nic nie było okey. — Spróbuję. Miłego życia, Foma, zasługujesz na nie. Sensownego chłopaka, który będzie umiał rozmawiać. — Poszerzyłem nieco słaby uśmiech. W końcu on na to zasługiwał w szczególności.

Zaślepiony [6]

— Okey — odparł, po prostu akceptując moją decyzję. 
I w sumie to cieszyłem się, że nie komentował. Że nie próbował przekonywać. Po prostu. Zgodził się ze mną. A to nawet radowało, bo oznaczało, że chyba decyzja, choć raczej ciężka i cholernie emocjonalna, to była dobra. 
Okaże się w przyszłości, prawda?
Bo przecież wiedziałem, że już były plany. Że w kieszeni od spodni nosił małe pudełeczko z pierścionkiem, który w końcu miał wylądować na moim palcu. 
I przysięgam, na tę myśl oddech znowu grzązł w płucach, a słowa nie mogły przejść przez krtań, bo naprawdę było dobrze, nieidealnie, ale po prostu dobrze i to nam wystarczało, choć czteroletni związek zdecydowanie nie powinien tak wyglądać. 
Niby się uwolniliśmy, a niby zrzuciliśmy na siebie jeszcze większy ciężar. 
— Jesteś cudownym człowiekiem, Foma — mruknął, bez krzty emocji na twarzy i wyciągnął w moim kierunku dłoń. 
Kto by pomyślał, że tak szybko się odetnie. 
Podszedłem do czarnowłosego i po prostu po raz ostatni, choć bardzo tego nie chciałem, przyciągnąłem go do siebie, schowałem twarz w zgłębieniu szyi, bo wiedziałem, że będę tęsknić i chyba zawsze już miałem tak robić. 
Tak jak robiłem to za innymi ludźmi, z którymi w końcu nasza droga się rozeszła. 
Włożyłem zwinnie dłoń do kieszeni spodni chłopaka, wyciągając prędko pudełeczko, a przy okazji odsuwając się od niego. Podrzuciłem je kilka razy w dłoni, oczywiście chcąc je otworzyć, choć nie powinienem. Wyciągnąłem rękę w kierunku Dextera, podając mu opakowanie. 
— Wykorzystaj to na kogoś wartego zachodu, błagam. 
I wcale nie płakałem. 
Może troszkę, ale te czerwone oczy zdecydowanie mogły zwieść.

Zaślepiony [5]

— Nie wiem — mruknął, uśmiechając się poprzez łzy. — Możliwe, nie przeczę, możliwe też, że się gdzieś przeniosę, może na Latający. Okaże się, gdy nadejdzie odpowiedni czas — stwierdził, jak zwykle nerwowo przeczesując włosy. Dziwiłem się w tym momencie, że nie zaczął wystukiwać swoich legendarnych melodii, skubiąc paznokciami o kolana, co zazwyczaj wyprawiał w stresie. Wszystko wskazywało na to, że tym razem to coś naprawdę wielkiego. Jakoś nie potrafiłem się z tego cieszyć, kurwa. — Nie, poradzę sobie, i tak nie mam za dużo rzeczy, więc nie musisz mi pomagać. I tak, już wie.
— Okey — odparłem miękko, w sumie wciąż nie wiedząc co zrobić. Co powiedzieć. Jak powiedzieć. Jak się teraz zachować. Po prostu parłem zazwyczaj w życiu przed siebie jak taran, nie przejmując się tym, co spotka mnie za moment, a teraz czułem się pusty. Mógłbym w sumie streścić, że zmarnowałem dobre kilka lat mojego życia na związek, który od początku nie zapowiadał się na nic dobrego, ale chyba coś z tego wyniosłem, a przynajmniej w to chciałem wierzyć. Nie wiedziałem, co teraz powinienem zrobić. Skoro chłopak już decydował się pakować, to wyjazd był raczej bliżej niż dalej. Powinienem go przytulić? Po prostu odejść bez słowa?
— Jesteś cudownym człowiekiem, Foma — mruknąłem, wyciągając w jego kierunku dłoń na pożegnanie.

piątek, 18 maja 2018

Zaślepiony [4]

— Pijani szczęściem, Foma — odpowiedział, ba, warknął, a ja przewróciłem oczami, odwracając się w jego kierunku z niezbyt zachwyconą miną. 
Jeżeli szczęściem, to chyba jeszcze gorzej. 
— Nie umiem rozmawiać — oświadczył, jakbym nigdy nie zauważył, jakby nigdy nie było przez to problemów, jakby ta sytuacja nigdy nie wynikła właśnie z braku tej umiejętności — ale jeżeli chcesz...— Westchnął, przerywając na chwilę, bo chyba sam nie wiedział, co dalej powiedzieć. — Poczekam. Ile będzie trzeba. Może jeszcze nam się udać — oświadczył, w końcu przerywając ciszę, aby zapadła następna, jeszcze gorsza. 
Bo chyba oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że już się nam nie uda i nie ma mieć sensu nadziei, jak bardzo byśmy do siebie nie ciągnęli. 
— Wrócisz? — zapytał i znowu opuściłem wzrok, bo nie chciałem, nie miałem zamiaru wracać, choć zdawałem sobie sprawę z tego, że takie uciekanie przed nim też sensu nie miało. — Znaczy, weź tyle czasu dla siebie, ile potrzebujesz. Odpoczynek ci się przyda po ciężkim roku pracy w samorządzie. Jestem pewien, że Mińsk ma jakąś wersję urlopu dziekańskiego, Heather coś wspominała. Potrzebujesz pomocy z pakowaniem się? Rozmawiałeś z Wandą? — rozgadywał się, paplał i skąd ja znałem ten stan, raczej wiedziałem, że to po prostu ta jego drobna reakcja obronna, odcięcie się, planowanie i kalkulowanie dalej. 
Westchnąłem ciężko, po raz jeden z ostatnich spoglądając z czułością w te zielone oczy.
Bo naprawdę kochałem go w ten nasz dziwny, nieporadny sposób. 
— Nie wiem — mruknąłem, uśmiechając się poprzez łzy. — Możliwe, nie przeczę, możliwe też, że się gdzieś przeniosę, może na Latający. Okaże się, gdy nadejdzie odpowiedni czas — stwierdziłem i nerwowo przeczesałem włosy dłonią, po czym odepchnąłem się drugą od biurka i podszedłem do niego. — Nie, poradzę sobie, i tak nie mam za dużo rzeczy, więc nie musisz mi pomagać. I tak, już wie.

czwartek, 17 maja 2018

Zaślepiony [3]

— Czy to wszystko miało kiedykolwiek sens — wydukał, a ja zbladlem na raz, bo dokładnie o to chodziło. Nawet jakbym wyciągnął pierścionek, wytłumaczył, przeprosił, niczego by to nie dało. My się chyba nawet w ogóle nie znaliśmy. Ulubiona muzyka. Kolory. Potrafiłem wymienić każdy pieprzyk na jego ciele z osobna, ale miałem wątpliwości, który kolor lubi najbardziej.
Kurwa.
— Jak bardzo się pospieszyliśmy, Dexter. Jak bardzo byliśmy pijani, że to wszystko jakoś zadziałało i się utrzymywało.
— Pijani szczęściem, Foma — odpowiedziałem z przekąsem, zanim westchnąłem, targając włosy. To nie była niczyja wina, więc nie powinien warczeć teraz i atakować w jakikolwiek sposób Fomę.
— Nie umiem rozmawiać — przypomniałem mu głucho, jakby doskonale sam nie doświadczył moich szkaradnych umiejętności toczenia rozmów o emocjach — ale jeżeli chcesz...
Tylko co? Nie mogłem z nim pojechać, moje miejsce było tutaj. Chyba Foma tego nawet nie chciał.
— Poczekam. Ile będzie trzeba. Może jeszcze nam się udać — powiedziałem głośno, wyraźnie, przerywając ciężką ciszę.  Jeżeli tego chciał, nie mogłem zrobić czegokolwiek innego, jak tylko chłopaka wesprzeć. Cesarz świadkiem, że nigdy nie otrzymywał ode mnie wsparcia w wystarczającej ilości. Ani uwagi. Ani w sumie niczego, a Foma był wyjątkowy, jego śmiech lamał serca, oczy przypominały gwiazdy i nawet dusza wydawała się lśnić, jego umysł stawiałem na równi z własnym.
— Wrócisz? — wydukałem, zaraz kląc w myślach, bo brzmiałem zbyt żałośnie, patetycznie. — Znaczy, weź tyle czasu dla siebie, ile potrzebujesz. Odpoczynek ci się przyda po ciężkim roku pracy w samorządzie. Jestem pewien, że Mińsk ma jakąś wersję urlopu dziekańskiego, Heather coś wspominała. Potrzebujesz pomocy z pakowaniem się? Rozmawiałeś z Wandą? — paplałem bez przerwy, zająłem się byciem dawnym Davonem, decyzyjnym, konkretnym, chciałem wspierać decyzję chłopaka, ale prawda była taka, że w razie nastanie ciszy mógłbym się już tylko z żalu rozpłakać

środa, 16 maja 2018

Zaślepiony [2]

— Okey — odparł krótko, szybko i sucho, a ja jeszcze raz zadrżałem, bo w duchu nie na taką odpowiedź czekałem.
Sam nie wiem do końca, co wtedy chciałem usłyszeć, bo przecież decyzja była już podjęta wcześniej, prawda?
Postawił jeden krok, a ja zerknąłem na niego zza pleców kątem oka i sam nie mogłem uwierzyć, że to był ten sam Dexter, którego znałem. Bo widziałem niepewność, te drobne zawahania i może przerażenie w tych charakterystycznych, kalkulujących oczach. Bo może mu jednak zależało.
— To wszystko bujdy — mruknął powoli, jakbym tego nie wiedział. — Nie sypiam z Walshem, z Heat tym bardziej, o Jamesie nie wspominając, ale... — zrobił chwilową pauzę i przełknął ślinę — to nie o to chodzi, prawda? — zapytał.
Za spokojnie, za mechanicznie, z tym smutnym uśmiechem i chyba się poddał.
Dexter Davon się poddał.
Pokręciłem głową w odpowiedzi, bo nie artykuły były tylko drobnym motylem, który poruszył swoimi skrzydłami, wprawiając powietrze w ruch i wywołując burzę, huragan i tornado, psując wszystko, co na drodze. Westchnąłem i wyprostowałem się.
— Czy to wszystko miało kiedykolwiek sens — wydukałem, raczej stwierdzenie niż pytanie, a jeżeli już, to retoryczne, bo nigdy nie chciałem usłyszeć na nie odpowiedzi. — Jak bardzo się pospieszyliśmy, Dexter. Jak bardzo byliśmy pijani, że to wszystko jakoś zadziałało i się utrzymywało.
Do czasu.

wtorek, 15 maja 2018

Zaślepiony [1]

Staliśmy tak naprzeciwko siebie w prawie pustym pokoju i już wtedy wiedziałem, że pewien rozdział naszego życia bezapelacyjnie pędzi w kierunku kosza na śmieci. Może się zbytnio pospieszyliśmy? Może to nie do końca było to, czego szukaliśmy od życia? Wiedziałem jedynie to, że malutkie pudełeczko z pierścionkiem w środku pali mnie w kieszeni.
Foma wyglądał jak siedem nieszczęść, z pobrudzonymi okularami, źle zapiętą koszulą, worami pod oczami. Nawet się nie ogolił czy uczesał, jedynie popadł kolejny raz w okres swojej przejściowej chandry. No, tym razem nie wiedziałem już, czy na pewno przejściowej.
— Chcę wrócić do domu. — Płakał, oczywiście, że płakał, a wypowiedziane przez niego słowa szumiały mi w uszach. Może już wcześniej się wahaliśmy, ale publikacja ostatniego artykułu w gazetce chyba w nas obu zasiała parszywe ziarna wątpliwości.
— Okey — odparłem w końcu sucho, nie wiedząc, co mam powiedzieć. Ręce mi się pociły, nogi bolały, w głowie szumiało. Zrobiłem krok naprzód, ale nie wiedziałem, czy powinienem objąć Przewalskiego.
— To wszystko bujdy — wydukałem w końcu. — Nie sypiam z Walshem, z Heat tym bardziej, o Jamesie nie wspominając, ale... — przełknąłem głośno ślinę — to nie o to chodzi, prawda? — Uśmiechnąłem się krzywo, nie wierząc, jakim cudem mój głos brzmiał teraz tak spokojnie, mechanicznie. Widziałem to w oczach chłopaka.

Zaślepiony [0]

Spoglądałem na Dextera, a on spoglądał na mnie.
Możliwe, że drżałem, jakbym miał jakiegoś Parkinsona, ale chuj mnie wtedy to obchodziło, bo gubienie się w zielonych oczach przestało być już dla mnie taką przyjemnością, co kiedyś.
Gdzie my się znaleźliśmy i do czego to wszystko nas sprowadziło.
Zacisnąłem dłonie w pięści, ostatecznie poddałem się i uciekłem wzrokiem, bo przecież łzy już wcześniej zaczęły spływać po policzkach, ale teraz, dopiero gdy stanęliśmy twarzą w twarz, zaczęły tak bardzo boleć, ślady, które zostawiły na skórze po prostu uwierały, piekły i raczej nie miały zamiaru przestać.
Westchnąłem głośniej, otwierając usta, chcąc coś powiedzieć, zapytać się, wytłumaczyć, ale skończyło się tylko na zaciśnięciu jeszcze mocniej szczęki i zazgrzytania zębami. Podniosłem dłoń do brody.
Powinienem się ogolić, czy wyczyścić okulary, a może i wystarczyłoby uczesanie włosów. Pewnie wyglądałem jak siedem nieszczęść. Zaczęła się czkawka, a ja warknąłem już ostatecznie.
On nadal stał i oglądał, jak się rozpadam.
Zamknąłem oczy, podszedłem do biurka, bo przez chwilę zrobiło mi się niedobrze i słabo, i po prostu chciałem się o cokolwiek oprzeć.
Spojrzałem w drewno, dalej zbytnio nie dowierzając.
— Chcę wrócić do domu.
Jedna, zdecydowanie krótka wypowiedź, która w końcu wydobyła się z moich ust, niby nic nie zdradzająca, a jednak mówiąca zdecydowanie za dużo.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis