Niesamowity chłód łupnął we mnie z mocą rozpędzonego na A2 Tira, co z jednej strony było dość przyjemne, z drugiej prawie doprowadziło mnie do hipotermii i zazgrzytania zębami, bo mimo warstw odzieży było mi po prostu zimno. Ubierz się na cebulkę, mówili, jak to nic, a nic nie daje, oprócz trudności w poruszaniu się.
Ale gorzej to i tak miała chyba dziewczyna, którą telepnęło, jak mało kim.
— Szkołę zapewne już zwiedziłeś, więc nie muszę ci mówić, co to jest. Z tego miejsca szybko dostaniesz się poza teren AWU, a w dodatku będziesz mieć szerszy dostęp do wielu innych atrakcji, jeśli zechcesz pozwiedzać. Nie bywam tutaj często. — Rozglądałem się leniwie po okolicy, gdy ta nadawała jak katarynka. Nie przerywałem jej, może słuchałem, ale z pewnością podążałem za nią bez mrugnięcia okiem, tempem, który sama nadawała i o którym sama decydowała. Wyrywanie się było raczej bezsensowne, szczególnie że robiliśmy coś tylko i wyłącznie dla mojej korzyści. — Loretta Brown. — Spojrzałem na nastolatkę, która najwidoczniej zdecydowała się przedstawić, co brzmiało bardziej jak szybkie wypuszczenie powietrza z jakiejś zakorkowanej tuby.
— Gabriel Lavillenie — odparłem krótko, może nieco mrucząc, ale bardziej skupiając się na tym, żeby jak najszybciej i jak najtrafniej dopasować twarz do imienia, zakodować i zapamiętać, bo może kiedyś się przyda. — Miło poznać, Loretto.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajemnic słodkie posmaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajemnic słodkie posmaki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 12 czerwca 2018
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Tajemnic słodkie posmaki [5]
Etykiety:
Loretta Brown,
Tajemnic słodkie posmaki
— Niech będzie, chcę po prostu coś zjeść — odpowiedział, a ja odetchnęłam z ulgą, że nie muszę powtarzać. — Prowadź, z łaski swojej.
Co z tego, że w ogóle nie byłam gotowa. W kompletnej rozsypce, potarganych włosach, bez płaszcza i odpowiedniego obuwia. Nie chciałam, żeby tracił czas, a wypadałoby pomóc nowej osobie, która potrzebuje pomocy. Dlatego też, bez zbędnych słów narzekania, zaprowadziłam go prosto na główny plac.
— Szkołę zapewne już zwiedziłeś, więc nie muszę ci mówić, co to jest. Z tego miejsca szybko dostaniesz się poza teren AWU, a w dodatku będziesz mieć szerszy dostęp do wielu innych atrakcji, jeśli zechcesz pozwiedzać. Nie bywam tutaj często — opowiadałam dokładnie, próbując ukryć uczucie zimna, powiększające się z każdym moim krokiem. Coraz zimniej, coraz bardziej odmarzały mi palce, jednak on tylko przytakiwał.
Odgadnąć, co siedziało w głowie tego osobnika, było okropnie trudno. Właściwie, było to kompletnie awykonalne. Nie miałam zamiaru nawet próbować, kiedy przypomniało mi się, że wciąż nie poznaliśmy własnych imion.
Młody mężczyzna szedł tuż za mną, gdy wziąwszy głęboki oddech, prędko wypowiedziałam swoje imię i nazwisko.
— Loretta Brown. — Zwyczajnie, lekko i dosyć szybko wypowiedziałam te słowa. Miałam przeczucie, że niezbyt go to interesowało, bo pragnął tylko jedzenia. Tak bywało, a ja musiałam się przyzwyczaić.
Co z tego, że w ogóle nie byłam gotowa. W kompletnej rozsypce, potarganych włosach, bez płaszcza i odpowiedniego obuwia. Nie chciałam, żeby tracił czas, a wypadałoby pomóc nowej osobie, która potrzebuje pomocy. Dlatego też, bez zbędnych słów narzekania, zaprowadziłam go prosto na główny plac.
— Szkołę zapewne już zwiedziłeś, więc nie muszę ci mówić, co to jest. Z tego miejsca szybko dostaniesz się poza teren AWU, a w dodatku będziesz mieć szerszy dostęp do wielu innych atrakcji, jeśli zechcesz pozwiedzać. Nie bywam tutaj często — opowiadałam dokładnie, próbując ukryć uczucie zimna, powiększające się z każdym moim krokiem. Coraz zimniej, coraz bardziej odmarzały mi palce, jednak on tylko przytakiwał.
Odgadnąć, co siedziało w głowie tego osobnika, było okropnie trudno. Właściwie, było to kompletnie awykonalne. Nie miałam zamiaru nawet próbować, kiedy przypomniało mi się, że wciąż nie poznaliśmy własnych imion.
Młody mężczyzna szedł tuż za mną, gdy wziąwszy głęboki oddech, prędko wypowiedziałam swoje imię i nazwisko.
— Loretta Brown. — Zwyczajnie, lekko i dosyć szybko wypowiedziałam te słowa. Miałam przeczucie, że niezbyt go to interesowało, bo pragnął tylko jedzenia. Tak bywało, a ja musiałam się przyzwyczaić.
niedziela, 3 czerwca 2018
Tajemnic słodkie posmaki [4]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Tajemnic słodkie posmaki
Błagam, niech mi odpowie negatywnie i będę mógł sobie pójść, bo tylko czas marnuję, albo pozytywnie i zaprowadzi mnie tam bez zbędnego pieprzenia na temat szparagów, brokułów, innej włoszczyzny, chuj wie co w sumie. Nie spuszczałem z niej wzroku, gdy ta nerwowo przeskakiwała z nogi na nogę, namyślała się, czy po prostu mnie obserwowała i o losie, możemy już przejść do konkretów, proszę, chcę zagryźć gnijące resztki człowieczeństwa jakimś dobrym sernikiem, muffinem, czy naprawdę czymkolwiek.
— Mogę cię zaprowadzić do najbliższej cukierni. Jadłam w niej dwa razy, jedzenie dość smaczne, tylko nie wiem, czy jest „dobra”, jak to określiłeś... — W końcu zebrała się na odpowiedź, szybką, bardzo szybką, jak opróżnianie magazynku w karabinie maszynowym na zaraz teraz, bo trzeba za chwilę przeładować to wszystko.
Parsknąłem pod nosem, chociaż bliżej było temu do fuknięcia, ale pokiwałem głową.
— Niech będzie, chcę po prostu coś zjeść — odparłem beznamiętnie, wciskając ręce do kieszeni i poprawiając się w miejscu. — Prowadź, z łaski swojej.
Chuj, że było w opór zimno, chciałem dostać mojego sernika, więc miałem dostać mojego sernika. Potrzebowałem tylko pewnika, że nikt mi się pod nogi nie rzuci, gdy będziemy szli, aby jakkolwiek uczepić się dupska, a dziewczyna nie okaże się tym natrętnym typem, który będzie co chwila zarzucał jakimiś anegdotkami, starając się zagaić temat, czy zgłębić tajemnice znajomości.
— Mogę cię zaprowadzić do najbliższej cukierni. Jadłam w niej dwa razy, jedzenie dość smaczne, tylko nie wiem, czy jest „dobra”, jak to określiłeś... — W końcu zebrała się na odpowiedź, szybką, bardzo szybką, jak opróżnianie magazynku w karabinie maszynowym na zaraz teraz, bo trzeba za chwilę przeładować to wszystko.
Parsknąłem pod nosem, chociaż bliżej było temu do fuknięcia, ale pokiwałem głową.
— Niech będzie, chcę po prostu coś zjeść — odparłem beznamiętnie, wciskając ręce do kieszeni i poprawiając się w miejscu. — Prowadź, z łaski swojej.
Chuj, że było w opór zimno, chciałem dostać mojego sernika, więc miałem dostać mojego sernika. Potrzebowałem tylko pewnika, że nikt mi się pod nogi nie rzuci, gdy będziemy szli, aby jakkolwiek uczepić się dupska, a dziewczyna nie okaże się tym natrętnym typem, który będzie co chwila zarzucał jakimiś anegdotkami, starając się zagaić temat, czy zgłębić tajemnice znajomości.
Tajemnic słodkie posmaki [3]
Etykiety:
Loretta Brown,
Tajemnic słodkie posmaki
— Gdybym chciał warzywniak, to pytałbym cię o warzywniak, tymczasem chcę zjeść słodkiego i tuczącego. Jeśli nie wiesz, gdzie to jest, to powiedz, że nie wiesz, chociaż wyglądasz na taką, która powinna mieć o tym dość spore pojęcie. — No tak, bo przecież ja mam drewniane poczucie humoru, a wszyscy faceci w tej szkole mają mnie dosyć. Nie to, żebym narzekała, ale dlaczego nikt nie może podstawić mi pod nos ciepłej kluchy, supermiłego dla wszystkich (zwłaszcza dla mnie), chłopaczka? Czy ja naprawdę proszę o wiele?
On wciąż patrzył. Tylko patrzył. Dalej patrzył, nieprzerwanie. Takie rzeczy miejsca mieć nie powinny. Nigdy, bo nigdy nie powinnam topić się w oczach obcego faceta. A tymczasem właśnie to ma miejsce.
Uśmiechał się dosyć wrednie, ale wciąż patrzył. Nigdy nie widziałam człowieka, który tak patrzył na rozmówcę. Nie czułam się zbyt dobrze, co na pewno było widać na pierwszy rzut oka, jednakże na mojej twarzy też zagościł uśmiech, chociaż dość fałszywy.
— Mogę cię zaprowadzić do najbliższej cukierni. Jadłam w niej dwa razy, jedzenie dość smaczne, tylko nie wiem, czy jest „dobra”, jak to określiłeś... — powiedziałam szybko, jak zwykle to bywa podczas rozmów z innymi ludźmi. Oby tylko zrozumiał za pierwszym razem. Naprawdę nie miałam ochoty na powtarzanie.
On wciąż patrzył. Tylko patrzył. Dalej patrzył, nieprzerwanie. Takie rzeczy miejsca mieć nie powinny. Nigdy, bo nigdy nie powinnam topić się w oczach obcego faceta. A tymczasem właśnie to ma miejsce.
Uśmiechał się dosyć wrednie, ale wciąż patrzył. Nigdy nie widziałam człowieka, który tak patrzył na rozmówcę. Nie czułam się zbyt dobrze, co na pewno było widać na pierwszy rzut oka, jednakże na mojej twarzy też zagościł uśmiech, chociaż dość fałszywy.
— Mogę cię zaprowadzić do najbliższej cukierni. Jadłam w niej dwa razy, jedzenie dość smaczne, tylko nie wiem, czy jest „dobra”, jak to określiłeś... — powiedziałam szybko, jak zwykle to bywa podczas rozmów z innymi ludźmi. Oby tylko zrozumiał za pierwszym razem. Naprawdę nie miałam ochoty na powtarzanie.
Tajemnic słodkie posmaki [2]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Tajemnic słodkie posmaki
Małe dziewczę. Zaniedbane dziewczę. Posiadające długie, białe [puste, albo równie dobrze czarne], rozpuszczone włosy sięgające prawie że kolan, och, ileż wody musiałaś marnować, aby chociaż przepłukać te kudły? Widocznie dla niektórych pojęcia oszczędność i posiadanie na uwadze natury nie istniały. Od razu wylejmy wszystkie szkodliwe baniaki z mydłem i szamponem na szerokie stepy, równiny i dżungle, niech wszystko tonie i niech wszystko gnije w zapachu martwej zwierzyny.
Mogłem tylko lustrować ją uważnym, nieco sceptycznym i zdecydowanie mówiącym, tak, tak, oceniam cię, nie przeszkadzaj sobie, wzrokiem.
— Coś by się znalazło, jednak zdrowszym wyborem będzie sklep warzywny. — Nieprzekonujący śmiech rozbrzmiał, dziewczyna oczekiwała reakcji z mojej strony, czegokolwiek, na czym mogłaby się zaczepić.
Skrzywiłem się, marszcząc brwi. Zdecydowanie, wuja miał rację, mogli co najwyżej lizać z dziewiczą nieśmiałością buty Latającemu.
Paskudne, proste stworzenia bez polotu i ambicji. Nie dziwiłem się, że swoje miejsce na ziemi znalazły tu takie beznadziejne jednostki jak, chociażby braciszek. Ta parszywa psowata z klasy wyżej, parszywa pseudometalówa, tak pilnie dopiekająca złotoskrzydłemu dupolizowi, który spoglądał ciekawskim okiem za kolejnym ikarem, z klasy niżej, równoległej do mojej. Złote loczki kręciły się na tym pustym czerepie.
Do tego ten pieprzony piratek, który popitalał po szkole na swojej powietrznej desce, wrzeszcząc ile się da i szeleszcząc tymi swoimi szarawarami.
A potem był jeszcze Zbychu i Fiona, miękkie ulepy bez polotu. Ten spał, ta piłowała mu ponadgryzane paznokcie, uśmiechając się do zielonych włosów, które rozsypywały się po ławce, bo na samą osobę nie miała co liczyć. Ale chyba lubili być w swoim towarzystwie.
— Gdybym chciał warzywniak, to pytałbym cię o warzywniak, tymczasem chcę zjeść słodkiego i tuczącego. Jeśli nie wiesz, gdzie to jest, to powiedz, że nie wiesz, chociaż wyglądasz na taką, która powinna mieć o tym dość spore pojęcie.
Kapryśny, szelmowski i zdecydowanie wredny uśmiech zatańczył na moich ustach, gdy posyłałem jej nieco kpiące spojrzenie.
Mogłem tylko lustrować ją uważnym, nieco sceptycznym i zdecydowanie mówiącym, tak, tak, oceniam cię, nie przeszkadzaj sobie, wzrokiem.
— Coś by się znalazło, jednak zdrowszym wyborem będzie sklep warzywny. — Nieprzekonujący śmiech rozbrzmiał, dziewczyna oczekiwała reakcji z mojej strony, czegokolwiek, na czym mogłaby się zaczepić.
Skrzywiłem się, marszcząc brwi. Zdecydowanie, wuja miał rację, mogli co najwyżej lizać z dziewiczą nieśmiałością buty Latającemu.
Paskudne, proste stworzenia bez polotu i ambicji. Nie dziwiłem się, że swoje miejsce na ziemi znalazły tu takie beznadziejne jednostki jak, chociażby braciszek. Ta parszywa psowata z klasy wyżej, parszywa pseudometalówa, tak pilnie dopiekająca złotoskrzydłemu dupolizowi, który spoglądał ciekawskim okiem za kolejnym ikarem, z klasy niżej, równoległej do mojej. Złote loczki kręciły się na tym pustym czerepie.
Do tego ten pieprzony piratek, który popitalał po szkole na swojej powietrznej desce, wrzeszcząc ile się da i szeleszcząc tymi swoimi szarawarami.
A potem był jeszcze Zbychu i Fiona, miękkie ulepy bez polotu. Ten spał, ta piłowała mu ponadgryzane paznokcie, uśmiechając się do zielonych włosów, które rozsypywały się po ławce, bo na samą osobę nie miała co liczyć. Ale chyba lubili być w swoim towarzystwie.
— Gdybym chciał warzywniak, to pytałbym cię o warzywniak, tymczasem chcę zjeść słodkiego i tuczącego. Jeśli nie wiesz, gdzie to jest, to powiedz, że nie wiesz, chociaż wyglądasz na taką, która powinna mieć o tym dość spore pojęcie.
Kapryśny, szelmowski i zdecydowanie wredny uśmiech zatańczył na moich ustach, gdy posyłałem jej nieco kpiące spojrzenie.
Tajemnic słodkie posmaki [1]
Etykiety:
Loretta Brown,
Tajemnic słodkie posmaki
Kilka nieprzespanych nocy, brak nawet chwili dla siebie i ten jeden głosik, powtarzający w głowie: "I tak nie zdasz, więc jaki jest sens w dalszej nauce?". Demon gnuśności czyhał na moje życie z każdej strony, próbując zniechęcić do uczenia się taką ambitną osobę jak ja.
Chociaż brakowało mi nawet chwili, żeby zadbać o siebie, wciąż nie wyglądałam tak tragicznie. Nierozczesane i dawno niepodcinane włosy, sięgały mi już do kolan. Rozpuściłam trzydniowe warkocze, dając włosom odpocząć przez jakiś czas. Było już trochę późno, a ja postanowiłam zrobić sobie przerwę od nauki i pozałatwiać inne ważne rzeczy.
Pierwszym celem było spotkanie klubu. Chociaż nieczęsto na nie chodziłam, dalej urzekała mnie przyjazna atmosfera, która tutaj panowała. Nie udzielałam się już spory kawał, jednak oni dalej przyjmowali mnie z otwartymi ramionami. Za każdym razem wyglądało, jakby dawali mi szansę na powrót. Wielokrotnie zaniedbałam obowiązki wobec nich, ale od dzisiaj planowałam to zmienić oraz być systematyczna.
Niestety, klasa była pusta, a ja nie chciałam wracać do pustego pokoju, w którym i tak pozostałaby mi tylko nauka. Usiadłam na parapecie w korytarzu, tak bardzo przeze mnie uwielbianym. Moja rozpusta trwała dosłownie chwilę, bo prędko chciałam uciekać, kiedy usłyszałam kroki zbliżającej się istoty.
Już byłam gotowa do wyjścia, gdy ów persona, z pokerowym wyrazem spojrzała na mnie.
— Czy w mieście znajdę jakąś dobrą cukiernię? — To odrobinę mnie zaskoczyło. Bo nie tak, że nie znam miasta dobrze. Czasami w nim bywałam, jednak jeśli chodzi o znajomość sklepów ze słodyczami, nie byłam w nich obeznana.
Niby je kochałam, ale jeżeli chce się dostać dobre oceny, każdy powinien mieć świadomość wyrzeczeń.
– Coś by się znalazło, jednak zdrowszym wyborem będzie sklep warzywny. — Chciałam zażartować, liczyłam na jakąś szybką reakcję.
A on tylko patrzył.
Patrzył tymi lazurowymi oczami na moją zdezorientowaną twarz.
sobota, 2 czerwca 2018
Tajemnic słodkie posmaki [0]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Tajemnic słodkie posmaki
Przepadałem wręcz za unoszącym się o tej porze roku zapachem, który skutecznie przepełniał każdy milimetr sześcienny wszystkich pomieszczeń i każdy milimetr kwadratowy wszystkich powierzchni płaskich, które znajdowały się w obrębie szkoły.
Było zimno, piekielnie zimno, bo nadeszła pora najzimniejsza w roku. Krótkie dni, ciemno, ponuro i plucha, wszechobecna plucha, a jak nie plucha, to biało i pusto, bo przecież biel, jak i czerń kojarzyła się z nicością, umierając, widzimy rzekomy tunel w przestrzeni, rozświetlony tunel, śmierć równa się nicości, śmierć to rozświetlony tunel, biały, rozświetlony tunel.
Biel była niczym, podobnie jak czerń.
Czy znaczyłoby to, że biel równała się czerni?
Zawsze tak wywyższana, czczona, pieszczona w większości grup, w większości kultur. Czy ta barwa, o ile była to barwa, która od zawsze kojarzona była tylko i wyłącznie z dobrem mogła stać na równi z odcieniem przypisywanym złorzeczącym?
Pewnie.
Przecież ta cała równowaga świata, którą swoją drogą podchwyciłem od Hindusa, tak namiętnie przystającego przy moim domniemanym bracie, to wszystko musiało istnieć, a więc przypisane bezpośrednio dobru, jak i złu musiało stanąć na równi, żeby przypadkiem któraś z szal nie zdecydowała się przechylić.
Dlatego ludzie są szarościami.
Ciemniejszymi, bądź jaśniejszymi.
Może dlatego tak bardzo się zdziwiłem, gdy dostrzegłem, jak blady jest, och, parszywe nazwisko, Oakley.
Mawiano, że jestem często gęsto zbyt bezpośredni, ale ktoś musiał być, bo przecież wszyscy, w sumie, w tym i ja, ale zdecydowanie rzadziej, mamili swoich znajomych, przyjaciół, wrogów, pustymi, nic niewartymi słówkami, tak ślicznie szczebiotanymi na uszko, czy wypowiadanymi z odrobiną grozy i kpiny, za którą czaiło się oddanie i pożądanie, którego zaspokoić nie było szansy.
— Czy w mieście znajdę jakąś dobrą cukiernię? — Pytanie wypłynęło ode mnie, do pierwszej lepszej, widocznie znudzonej jednostki, która sterczała samotnie na korytarzu.
Było zimno, piekielnie zimno, bo nadeszła pora najzimniejsza w roku. Krótkie dni, ciemno, ponuro i plucha, wszechobecna plucha, a jak nie plucha, to biało i pusto, bo przecież biel, jak i czerń kojarzyła się z nicością, umierając, widzimy rzekomy tunel w przestrzeni, rozświetlony tunel, śmierć równa się nicości, śmierć to rozświetlony tunel, biały, rozświetlony tunel.
Biel była niczym, podobnie jak czerń.
Czy znaczyłoby to, że biel równała się czerni?
Zawsze tak wywyższana, czczona, pieszczona w większości grup, w większości kultur. Czy ta barwa, o ile była to barwa, która od zawsze kojarzona była tylko i wyłącznie z dobrem mogła stać na równi z odcieniem przypisywanym złorzeczącym?
Pewnie.
Przecież ta cała równowaga świata, którą swoją drogą podchwyciłem od Hindusa, tak namiętnie przystającego przy moim domniemanym bracie, to wszystko musiało istnieć, a więc przypisane bezpośrednio dobru, jak i złu musiało stanąć na równi, żeby przypadkiem któraś z szal nie zdecydowała się przechylić.
Dlatego ludzie są szarościami.
Ciemniejszymi, bądź jaśniejszymi.
Może dlatego tak bardzo się zdziwiłem, gdy dostrzegłem, jak blady jest, och, parszywe nazwisko, Oakley.
Mawiano, że jestem często gęsto zbyt bezpośredni, ale ktoś musiał być, bo przecież wszyscy, w sumie, w tym i ja, ale zdecydowanie rzadziej, mamili swoich znajomych, przyjaciół, wrogów, pustymi, nic niewartymi słówkami, tak ślicznie szczebiotanymi na uszko, czy wypowiadanymi z odrobiną grozy i kpiny, za którą czaiło się oddanie i pożądanie, którego zaspokoić nie było szansy.
— Czy w mieście znajdę jakąś dobrą cukiernię? — Pytanie wypłynęło ode mnie, do pierwszej lepszej, widocznie znudzonej jednostki, która sterczała samotnie na korytarzu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)