Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co się odwlecze (to nie uciecze). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co się odwlecze (to nie uciecze). Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 lutego 2018

Co się odwlecze, to nie uciecze [X]

I to była rzecz, której z cierpliwością wyczekiwałem, której obrzydliwie pragnąłem i którą miałem nadzieję dostać. Krótka piłka. Szybkie kroki blondynki, a potem zamachnięcie się i piękny strzał, prosto w policzek, aby odgięło mi głowę w drugą stronę, aby wszystko zapiekło, aby pokazać, że jednak nie jest się bezbronnym dzieciakiem.
Dostałem za wszystko, co kiedykolwiek zrobiłem i doskonale o tym wiedziałem. Dostałem za przychodzenie z problemami. Dostałem za przytulanie od tyłu. Dostałem za zachodzenie dziewczyny. Dostałem za gorący oddech na szyi. Dostałem za dłoń na udzie. Dostałem za pocałunek. Nawet za ten pierwszy, nieszczęsny taniec, podczas którego nie wiedziałem, gdzie to zabrnie. Dostałem za złapanie jej na korytarzu i pomoc, gdy była blada jak ściana.
Cholera, to już ponad rok.
Potem zrobiła istny piruet i dumnym chodem Przewalskich ruszyła do drzwi.
— Było miło. Naprawdę — dodała, chwytając za klamkę i wychodząc z pokoju.
Przetarłem policzek. Skąd tyle siły w takim ciałku? Dobrze się jeszcze nie ogarnąłem i nie wymasowałem, gdy do pokoju wlazł nabuzowany do granic możliwości Hindus i mogłem przysiąc, że za chwilę dostanę kolejnego strzała, po którym wyląduję na ostrym dyżurze.
— Co to miało być? — rzucił oburzonym tonem.
— Koczowałeś pod drzwiami?
— Może, co to miało być, co jej powiedziałeś? — Parsknąłem śmiechem i odwróciłem głowę do okna. Byle nie patrzeć na rozjuszonego chłopaka, który gotów był użyć przemocy, chociaż rzadko kiedy do tego dopuszczał.
— Wszystko, co miałem powiedzieć — odparłem, wlepiając wzrok w kłusującego gdzieś tam centaura. Widział rozryczaną Przewalską, widział mnie, wiedział wszystko, co chciał i aktualnie mało brakowało, żeby zdjął rękawiczki i dotknął mnie, byle pozbyć się kłopotu na dobre. Nie będąc empatą, czy innym ścierwem, człowiek był w stanie wyczuć aktualne emocje Kumara, które wręcz się z niego wylewały, zalewały wszystko dookoła i dusiły. Siadały na klatce piersiowej, łamały żebra, odbierały dech.
— Jesteś dokładnie taki sam jak twój ojciec. — Drzwi się zamknęły, a kolejny człowiek został złamany, niczym zapałka, bo czym innym byliśmy w tym świecie, marnej imitacji czegoś wspaniałego.

Co się odwlecze, to nie uciecze [12]

— Zdecydowanie — odparł, uśmiechając się, a ja uśmiech odwzajemniłam.
Aby następnie podejść do niego powoli i muszę przyznać, może ciut za bardzo dałam ponieść się emocjom, może musiałam po prostu wyżyć się na niebiednym Nivanie Oakleyu, który tak naprawdę niczemu nie zawinił, bo to ja pozwalałam, to ja doskonale się bawiłam, pozwalając na to wszystko i to ja skończyłam z uszczerbionym serduszkiem, bo złamane przecież nie było, bo to nie była ta jedyna miłość, będą przecież inni ludzie, lepsi, może po prostu bardziej trafieni. To po prostu było dziecinne zauroczenie, nastoletnia miłostka, cichy crush, a przecież te rzeczy rzadko kiedy kończą się dobrze.
Ale to wszystko nie powstrzymało mnie przed uniesieniem dłoni i uderzeniem chłopaka w policzek. Za to wszystko, za tą wyższość i chłód, to pogrywanie, za ten jedyny pocałunek. Oczywiście, że nie tylko on był winien, bo przecież do jakiejkolwiek relacji potrzeba dwójki osób. Ale jednak był winny, bo doskonale zdawał sobie sprawę od samego początku, że to nie wyjdzie. A jednak pozwalał.
Oboje pozwalaliśmy.
Odwróciłam się na pięcie, duma i złość powróciły, a smutek schowałam gdzieś z tyłu głowy, bo i tak miał powrócić wieczorem, aby nie dać Vene normalnie się wyspać.
— Było miło. Naprawdę — szepnęłam, stojąc przy drzwiach i kładąc dłoń na klamce.
Bo w sumie co więcej mogłam mu powiedzieć.

Co się odwlecze, to nie uciecze [11]

Nawet na nią nie patrzyłem. Nie zerkałem na to, jak uwala się na podłodze, jak ryczy, jak smarczy, jak łka, niczym rozpieszczony bachor, który nie dostał cukierka. Dźwięk tłuczonego szkła, bitego szczeniaka, czy obdzieranego ze skóry człowieka nie równał się dźwięku łamanego na tysiące części serca. Żaden odgłos nie podniecał tak bardzo, jak ten należący do wywłoki człowieka, która to właśnie ginęła gdzieś w odmętach wszechświata, uświadamiając sobie, że tak właściwie bajki nie istnieją.
I płakała u mnie na podłodze, podkurczając kolana, kuląc się w sobie i prawdopodobnie zasłaniając twarz rękami, wydając z siebie nieludzkie odgłosy, a ja musiałem przyznać, że wyjątkowo ładne ptaki szybowały wokół terenów akademii, wyjątkowo urokliwe drzewa rosły wokół niej i wyjątkowo zakochane pary snuły się po okolicach, kurczowo ściskając swoje dłonie, namiętnie szepcząc sobie na ucho i szczerząc się, bo w końcu stoi obok nich ktoś, kogo kochały.
I musiałem przyznać, że mimo faktu, iż Przewalska i ja byliśmy niczym, to dziewczyna siedziała mi głęboko w sercu. Solo. Beze mnie.
Może dlatego też tak pilnie chciałem ją stamtąd wypędzić.
— Udana ta rozmowa — powiedziała nagle, przy czym towarzyszył jej dźwięk unoszonego ciała. Zerknąłem na nią. Rzeczywiście, czerwona na twarzy, ze spuchniętymi oczami, ledwo widocznymi zielonymi, mocno wybijającymi się tęczówkami i napęczniałymi, malinowymi wargami, widocznie je zagryzała.
Przykre.
— Zdecydowanie — odparłem, uśmiechając się delikatnie i krzyżując nogi w kostkach.

Co się odwlecze, to nie uciecze [10]

— Jak uważasz. — Ciche, bezosobowe mruknięcie dochodzące z jego ust, a ja i tak słyszałam wszystko, jakbym znajdowała się za szybą, jakby to mnie kompletnie nie dotykało.
Wyminął mnie, podchodząc do okna, by usiąść na fotelu, zostawić mnie samą, choć w sumie nie, nie zostawić, bo ja przecież byłam sama, byłam sama przez całą tę relację, odkąd go poznałam nie mogło być nawet iskierki, bo po prostu nie mogła zaistnieć.
A ja w końcu rozpadłam się na malutkie kawałeczki, perfekcyjność i duma idealnej dziewczynki z dobrego domu zniknęła, a zostały mi łzy, miękkie kolana i drżące ręce, i w sumie to już ich nie hamowałam, po prostu uklęknęłam na podłodze, chowając twarz w dłoniach i zaczął się ryk jak u dziecka, okropnie przeszywający ból w klatce piersiowej oraz drżenie, walka o jakikolwiek oddech, bo autentycznie czułam się, jakby ktoś dosłownie przed chwilą połamał mi żebra.
Zabawna sytuacja. Wanda Anastazja Przewalska, dziewczynka z dobrego domu pokładała się na podłodze, płacząc, a Nivan Oakley obserwował to wszystko, bez słowa, siedząc na fotelu.
Westchnęłam, odchylając się do tyłu, prostując się i siadając na piętach.
W sumie to chyba był koniec. Ostateczny.
A przecież sama wiedziałaś, że tak to się skończy, a i tak brnęłaś i brnęłaś, udając, że to wszystko nic nie znaczy.
— Udana ta rozmowa — mruknęłam, podnosząc się do góry i odchrząknęłam.
Czekała mnie długa noc.

Co się odwlecze, to nie uciecze [9]

Rozpadające się kawałek po kawałeczku ciało było ciekawym widokiem. Runące resztki względnego spokoju i błogości, wszystko leciało na łeb na szyję, pozostawiało dziewczynę przede mną całkiem nagą, pozbawioną jakichkolwiek barier, zabezpieczeń, ochron przed czynnikami zewnętrznymi. Była jak drobny szczeniak pozostawiony na mrozie bez mamy albo chociaż sweterka.
Krzywiła nie tylko twarz, ale i myśli i doskonale dało się widzieć to wszystko w zielonych oczętach, w bruździe na czole, w opadniętych kącikach ust. Ogromnej ilości zawodu i pewnego rodzaju gniewu, prawdopodobnie i na mnie i na siebie samą. Bo sama do tego dopuściła i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
— Nie, oczywiście, że nie — odparła martwo, cichutko, splatając te drobne dłonie przed sobą i kręcąc głową. Pokiwałem głową, nie spuszczając z niej wzroku, już uspokojonego, bez kpiny, bez nivowatości, bez bezwzględnego chłodu.
— Jak uważasz — mruknąłem, wymijając nastolatkę i zajmując miejsce na fotelu pod oknem. Była już tylko cisza, zamknięty temat, tysiące niewypowiedzianych kwestii, miliony scenariuszy i nasza dwójka, absolutnie zagubiona w aktualnej rzeczywistości, którą spaprałem w dosłownie chwilę, ale trzeba było to zrobić, trzeba było wreszcie uciec z niewygodnej klatki, zbyt małych przestrzeni. Od bólu piersi i głowy, bo okłamywało się nastolatkę przez tak długi czas, bo wmawiało się, że jest dobrze, bo całowało się te pierdolone usta.

Co się odwlecze, to nie uciecze [8]

Co mi strzeliło do głowy.
Co myślałam, gdy pozwalałam na troszkę odważniejsze ruchy z jego strony, drobne gesty, które normalnie świadczyłyby o czymś więcej, ale w tej sytuacji nie świadczyły dosłownie o niczym.
Bo nazwał to dobrze. Byliśmy niczym i tylko tym mogliśmy być.
To nie tak, że dłonie mi drżały, że ledwo hamowałam łzy, które w połączeniu z chłodnym uśmiechem wyglądały komicznie i to nie tak, że chciałam, żeby jednak jego dłoń była dalej na policzku, żeby przyciągnął mnie do siebie i przytulił, pozwolił po raz kolejny rozpłynąć się w ramionach i aby jego usta zahaczyły jeszcze raz o moje, niewinnie, z błyskami całej tej zabawy w błękitnych oczach.
Ale może jednak tak mogłoby być i zdecydowanie bym nie narzekała.
A jednak w błękitnych oczach był już tylko chłód i znudzenie, a mnie bolał brzuch, bolała klatka piersiowa i głowa.
Odsunął się, z uśmieszkiem oczywiście, i zaplótł ręce na klatce piersiowej, odcinając się.
— Jak sobie życzysz — odparł, krótko i zwięźle. w sumie mając rację. Tak sobie zażyczyłam, a więc tak mam. — Coś jeszcze?
Pokręciłam głową gwałtownie, zagubiona i roztrzęsiona mała, rozpieszczona dziewczynka żyjące w bajce. Czar w końcu musiał prysnąć, prawda?
— Nie, oczywiście, że nie — mruknęłam cicho.
Splotłam dłonie przed sobą i znowu zaczęłam wbijać paznokcie w skórę. Nieświadomie oczywiście.

Co się odwlecze, to nie uciecze [7]

Czyżbym uczuł chorą satysfakcję z wglądu w oczęta dziewczyny, które zachodziły łzami, przez które przemykały cienie przerażenia, bólu, czy też zmęczenia całą tą sytuacją. Znałem moje zapędy sadystyczne, masochistyczne również, ale aż tak? Czy naprawdę łzy u niewinnej istoty były w stanie otworzyć u mnie zapadkę z endorfinami aż tak mocno, by zalały ciało i wciągnęły na usta niewybredny uśmieszek, którym każdy już wymiotował? Którego każdy miał dość?
Yamir mnie zabije, złapie, ubije na miejscu, rozerwie na strzępy, zrobi sobie ze mnie figurki i postawi nad kominkiem, gdy już wybuduje sobie ładny domek rodzinny, posadzi drzewo i spłodzi syna.
I wtedy dziewczyna kontynuowała małe zabawy, uśmiechnęła się równie parszywie, równie parszywie zatrzepotała rzęskami i złapała mnie za dłoń, by odciągnąć ją od swojego polika.
— Nie dotykaj mnie. — Wręcz mogłem usłyszeć stado żmij wariujących w jej strunach głosowych, wręcz mogłem uczuć, jak zmienia dotykiem w lód, jak gorzko się nagle zrobiło.
A mi wszystko ulżyło, bo pozbyłem się zbędnego balastu. W drastyczny sposób, zły sposób, ale przynajmniej nie będę miał świergoczącej nastolatki nad uchem, przyczepiającej się do tyłka, proszącej o uwagę i widocznie czekającej na coś więcej, podczas gdy ja nie mogłem jej tego dać.
— Jak sobie życzysz — odparłem tylko, zakładając ręce na piersi. — Coś jeszcze?

Co się odwlecze, to nie uciecze [6]

Obrzydliwy uśmiech, tak bardzo niepoważny i znowu ta wyższość w błękitnych, cudownych oczach, od której powoli zaczynało mnie mdlić. W kilku krokach znalazł się przy mnie, za szybko, zbyt gwałtownie, tak, że nawet nie udało mi się troszkę cofnąć, nie pozwolić mu na następny ruch. Dłonie na moich policzkach, delikatne zdjęcie łez z rzęs.
— Wandziu... — wymruczał moje imię jak rasowy kot, uśmiechnął się, pokazując przy tym zęby, a ja zamknęłam oczy, byleby nie spoglądać na jego twarz, byleby nie patrzeć w te błękitne, te, w których cały czas tonęłam ukochane oczy. — Niczym. Jesteśmy absolutnie niczym. — Zimna informacja, nagły chłód i walka o oddech, bo moje płuca jakby zostały zgniecione natłokiem informacji, przestały normalnie funkcjonować.
Kto wie, może Nivan rzucił się na mnie i połamał mi żebra? W sumie to brakowało tylko jego parsknięcia śmiechem, wzruszenia ramionami i powrócenie do tego, co było przed chwilą. Wszystko ok, dalsze granie, że nic się nie dzieje.
A przecież doskonale wiedziałaś, że to wszystko się tak skończy, że skończysz w łóżku z mokrą poduszką i pościelą, czerwonymi oczami oraz podrażnionym nosem.
Równie chłodny uśmiech z mojej strony, brak reakcji oraz zatrzepotanie rzęsami.
— Nie dotykaj mnie — syknęłam, zdejmując powoli jego dłoń z mojego policzka.
Oj, w pokoju zdecydowanie zrobiło się zimno.

Co się odwlecze, to nie uciecze [5]

Drgnięcie piąstek, krótki, nagły grymas, który zawadził o jej twarz, uradował mnie, bo dalej, Przewalska, pokaż pazury, pokaż, że nie jesteś tylko siedemnastoletnią gówniarą, zachowującą się jak irytująca trzynastolatka.
— Oh tak, dalej graj pana „ale ja nie wiem, o co chodzi”, idzie ci doskonale, Nivan — fuknęła nagle, na co nie mogłem powstrzymać szerszego uśmiechu, bo może w końcu coś wyklarujemy, coś sobie pokażemy, wrócimy do punktu zero i jako tako zaczniemy od nowa, ze świeżym wglądem na sytuację i trzeźwym umysłem. Wystarczyło tylko powiedzieć o kilka słów za dużo. — Cała te relacja jest chora, to wszystko nie działa tak jak powinno, idziemy do przodu, a potem od razu cofamy się o dwa kroki — dodała, odwracając głowę, uciekając wzrokiem. — Powiedz mi Nivan, kim my dla siebie jesteśmy? Nazwij to, bo to pytanie usłyszałam już kilka razy od różnych osób i praktycznie nigdy nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć. — Zamilkła na chwilę, po czym ponownie na mnie spojrzała, tym razem z zaszklonymi oczętami, niespokojnym oddechem i niezadowolonym grymasem na tej swojej ładnej buźce.
Dotarcie do dziewczyny, nim zdążyła cokolwiek zrobić i ułożenie dłoni na jej policzkach, by kciukami zdjąć pojedyncze łzy z jej rzęs, bo powoli zaczęły zbierać się w kącikach, wołać o uwolnienie.
— Wandziu... — Uśmiechnąłem się tak ślicznie, jak tylko potrafiłem, wystawiając delikatnie ząbki, dalej gładząc dziewczynę palcami przeciwstawnymi po policzkach. — Niczym. Jesteśmy absolutnie niczym.

Co się odwlecze, to nie uciecze [4]

Podniósł brew, dokładnie lustrując całą mnie błękitnymi oczami. Zacisnęłam dłonie mocniej i przełknęłam ślinę, a trybiki w głowie przeskakiwały cały czas. I bardzo możliwe, że na zielonym tle moich oczu pojawiły się przebłyski przerażenia.
Co on powie, co powie.
— Rozumiem — odparł cicho, spoglądając na mnie spod byka. Możliwe, że na skórze miałam już czerwone ślady po paznokciach. — Więc co takiego mamy sobie do powiedzenia? O co chodzi? — zapytał, a ja od razu poczułam to kpiące podejście, to typowe ukrycie się za dymem "ale co mnie to obchodzi" czy "jestem ponad to i ty doskonale o tym wiesz". Zresztą sam uśmieszek świadczył o tym doskonale.
Odchrząknęłam i oczywistą oczywistością było to, że aktualnie się zdenerwowałam. Bardzo.
— Oh tak, dalej graj pana "ale ja nie wiem, o co chodzi", idzie ci doskonale, Nivan — syknęłam, prawdopodobnie dając się zbytnio ponieść emocjom. Przełknęłam ślinę i obróciłam głowę w bok, chcąc spojrzeć za okno, chcąc chodź na chwilę stamtąd uciec. — Cała te relacja jest chora, to wszystko nie działa tak jak powinno, idziemy do przodu, a potem od razu cofamy się o dwa kroki — stwierdziłam. — Powiedz mi Nivan, kim my dla siebie jesteśmy? Nazwij to, bo to pytanie usłyszałam już kilka razy od różnych osób i praktycznie nigdy nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć.
Drgnęłam kilka razy, a następnie spojrzałam na niego.
Bardzo możliwe, że pierwsze łzy zbierały mi się już w kącikach oczu.

piątek, 23 lutego 2018

Co się odwlecze, to nie uciecze [3]

Przemknęła szybko do pokoju, woń letnich owoców agresywnie zaatakowała moje nozdrza, złoty kucyk prawie obił się o twarz, a ciężar nagle spadł na duszę, przyprawiając mnie o trudności w złapaniu oddechu.
— Cześć — wyszeptała tylko drętwo, nawet nie obdarzając mnie krzywym spojrzeniem. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że ta rozmowa nie będzie przyjemna, że żadne z nas nie wyjdzie z niej ubawione, a raczej zdołowane i rozmemłane, jak papka dla niemowląt. Jednak z uporem maniaka próbowałem wmówić sobie, że to wszystko nic nigdy dla mnie nie znaczyło, że ta znajomość była dokładnie taka sama jak inne, prędka, szybka, bez zobowiązań i z dużą dozą zabawy i psucia innych. Dlatego zostawało mi tylko westchnąć cicho, przejechać palcami przez granatowe różowe włosy i zamknąć drzwi, odwracając się do Przewalskiej.
W sumie to dawno nie widziałem jej tak rozbitej, tak zagubionej i niemrawej i chyba nigdy nie widziałem jej krzywo stawiającej stopy, tak, jak w tym momencie. Gdzie te dystyngowane, idealne ruchy pani perfekcyjnej?
— No... — Opuściła wzrok jak zbity szczeniak. — Jak już wiesz, bo ci o tym mówiłam, musimy porozmawiać — przerwa — o nas. O tej całej niewygodnej relacji, o tym, w jakim kierunku to wszystko idzie i no... Rozumiesz, prawda?
Uniosłem brwi, poprawiając ręce zaplecione na piersi, prostując się nieco bardziej. Poprawiła ton, zachowanie, znowu przybrała wizerunek damulki. Czyżby w końcu zaczynała dostrzegać, co jest na rzeczy? Co się dzieje? Jak się dzieje? Że coś zgrzyta, cofa się, psuje harmonię, jak zacinający się odtwarzacz?
— Rozumiem — odparłem niskim mruknięciem, dalej dokładnie lustrując ją wzrokiem. — Więc co takiego mamy sobie do powiedzenia? O co chodzi? — Zmiana tonacji, nieco wyższy głos, prychnięcie, firmowy uśmieszek czterdzieści sześć.

czwartek, 22 lutego 2018

Co się odwlecze, to nie uciecze [2]

I oto on, chłopiec w różowych włosach, z miną świadczącą o postawie "zostaw mnie, kurwa, w świętym pokoju", trzymał drzwi, opierając się o nie znudzony. Westchnęłam gdzieś z tyłu głowy, już cała zestresowana i poddenerwowana, gotowa do ucieczki, płaczu czy nawet ryku.
— Hej, wchodź — mruknął, a ja uśmiechnęłam się nieśmiało, szybko przemykając się obok niego.
— Cześć — szepnęłam przy tym pod nosem, nie spoglądając przy tym na twarz chłopaka, a w tym błękitne oczy, w których zdecydowanie za często się gubiłam, a i o tym miałam przecież porozmawiać podczas naszej dyskusji, możliwe że wymuszonej przez pewną czarownicę z zielonymi warkoczami bo obu stronach jej głowy.
Westchnęłam ciężko, czekając aż chłopak się odwróci i spojrzy na mnie z rękoma zaplecionymi na klatce piersiowej i wzrokiem typu "zaczynaj, bo już mam dosyć". Przełknęłam ślinę , zaplatając dłonie przed sobą i bardzo możliwe, że wbiłam sobie paznokcie w skórę, tak mocno ściskając piąstki. No, taka sytuacja.
— No... — mruknęłam, opuszczając wzrok i kręcąc stopą nerwowo. Wszystko nerwowo, tak niezgrabnie i nieładnie. Ściągnęłam brwi, marszcząc przy tym czoło. — Jak już wiesz, bo ci o tym mówiłam, musimy porozmawiać — zaczęłam, przerwałam i spojrzałam na Nivana, gest troszkę pewniejszy, ale możliwe, że właśnie taka powinnam być. Pewniejsza, dumniejsza, troszkę chłodniejsza — o nas. O tej całej niewygodnej relacji, o tym, w jakim kierunku to wszystko idzie i no... Rozumiesz, prawda?

Co się odwlecze, to nie uciecze [1]

Niech wszyscy, do cholery jasnej się ode mnie odpierdolą i dadzą mi święty spokój. Naprawdę, moi ukochani towarzysze, uwieszanie mi się na dupsku w takich momentach było absolutnie zbędne.
Plotki rosły, nadmuchały się do gargantuicznych rozmiarów, ich bariera robiła się niezwykle cienka, a co za tym idzie, podatna na szkody i mogłem przysiąc, jeszcze chwila i rozpęknie się z hukiem, który mocno odbije się na mojej osobie.
Przewalska też obrzydliwie grała mi na nerwach niewybrednymi przytykami, uśmiechem pod nosem i mruczeniem, czy pisaniem o Hopecrafcie, doskonale wiedząc, co się za tym ciągnie i jak reaguje, bo powiem to chyba w końcu szczerze, nie wiem, czemu, ale moje ciągoty do blondyna i miękkie nogi niepokoiły nawet mnie.
Krótki konflikt zbrojny z nią, jak i z upierdliwym Hindusem został wstrzymany przez krótką wiadomość blondynki i prośbę o złapanie chwilki i pogadanie, bo podobno rozmowa była aktualnie obowiązkowa i zastanawiałem się, co będzie miała mi do powiedzenia i czego będzie ode mnie oczekiwać. Dlatego mimo dość sporych oporów, wywaliłem Kumara z pokoju i czekałem na zielonooką przedstawicielkę płci pięknej, z domu Przewalska, esper z krwi i kości.
Ktoś zapukał do drzwi, a raczej każdy wie, kto zapukał do drzwi, bo aktualnie z moich bliższych lub dalszych znajomych to tylko ona to robiła.
— Hej, wchodź — mruknąłem, gdy otworzyłem już drzwi przed wypięknioną i wypachnioną nastolatką.

Co się odwlecze, to nie uciecze [0]

Renee mówiła, że muszę z nim pogadać.
I to chyba był idealny (no może jednak nie) dzień do wykonania tej czynności. Oczywiście, że wcześniej upewniłam się, czy aby na pewno mogę to zrobić (podobno tak, czy to była prawda to co innego), ale życie to życie, przecież czeka nas w nim tyle cudownych niespodzianek.
Westchnęłam, wiążąc włosy w bojowy kucyk i w sumie nie biorąc ze sobą nic, uśmiechnęłam się nerwowo tylko do mojej współlokatorki, a następnie wyszłam na korytarz, zostawiając ją samą w pokoju.
Co ja najświętszy stwórco, boże, cesarzu, niebiański ludku robiłam.
Dumnym krokiem zaczęłam zmierzać na pole bitwy, strefę śmierci, z której już nigdy mogłam nie wyjść i bardzo możliwe, że przesadzałam. Że nic się nie zmieni, że wszystko będzie piękne i cudowne, i dlaczego ja w ogóle jestem taka zdenerwowana. A przecież niby wybór miałam, niby mogłam po prostu zostać w pokoju i dalej żyć w słodkich marzeniach, nie rozmawiać, nie poruszać tematu, bo po co. Ale obiecałam Renee, a obietnica to obietnica, czyż nie?
W końcu przed drzwiami stanęłam i w sumie to po cichu miałam nadzieję, że Nivana tam nie będzie, a zamiast niego pojawi się Yamir, który się uśmiechnie i zaprosi mnie do środka, a rozmowa po prostu się odwlecze. Westchnęłam i oczywiście zapukałam.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis