Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rishima Lydia Ederra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rishima Lydia Ederra. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 października 2017

Od Rishimy, CD Van

— Hej, spokojnie. Mów co uważasz, nawet jeżeli to niestosowny. W końcu po to tu jestem, żeby cię wysłuchać — odpowiedziała Vanilia, jakby w ogóle nie rozumiała wagi słów, które z jakiegoś powodu znalazły się na końcu mojego języka w najbardziej nieodpowiednim momencie.
Nagle dziewczyna chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w całkiem inne miejsce, właściwie wbrew mojej woli. Usadziła na krześle, sobie dostawiła drugie.
— Mam dwie starsze siostry, i chociaż nie mam z nimi najlepszego kontaktu, to nie wyobrażam sobie życia bez nich. Bardzo ci współczuję — mówiła ciemnowłosa.
Współczucie. Bardzo współczuję. Podobne słowa już dawno przestały mieć dla mnie jakąkolwiek wartość. Może i współczuli, ale nikt nie doświadczył tego samego co ja. Nikt nie żył w ciągłym strachu, spoglądając ciągle na upływajacy czas. A ubywało go z każdą sekundą, piasek powoli się sypał. Wyglądało na to, że wszystko dokona się kilka miesięcy przed ukończeniem Atlanckiej Uczelni.
— Odpuśćmy sobie już na dzisiaj rysowanie — rzuciła dziewczyna, w tym samym momencie podając mi szklankę z wodą. — Napij się. Jak chcesz, to opowiadaj, jak nie, to do niczego nie zmuszam.
— To nie jest tak, że nie chcę... — mruknęłam. — Ale nie mogę. Śmierć siostry jest związana z czymś jeszcze. Nawet rodzina nie wie, dlatego powiedziałam, że to gorsze, niż umrzeć... — Wbiłam wzrok w podłogę. 

sobota, 21 października 2017

Od Rishimy, CD Vanilia

W oczekiwaniu na odpowiedź Vanilii, dodałam jeszcze trochę kresek, w myślach karcąc się za marnowanie czasu. Zdecydowanie wszystko szło za wolno, czas się kończył. I kończył. I kończył, nie chciał się zatrzymać. Każdego dnia było go coraz mniej, sekundy i minuty przelatywały przez palce. Okropne uczucie. Jednocześnie tak samo zastanawiające było to, w jaki sposób umrę. Samego momentu śmierci się nie bałam. Być może bardziej ewentualnego bólu, który mógłby jej towarzyszyć. I tego, że nie znajdę wcześniej osoby, której będę mogła to wszystko powiedzieć. Jeśli nie miłość, to chociaż przyjaciel, przed którym skrywanie czegokolwiek nie będzie potrzebne. Ostatecznie, nie chciałabym odejść na marne. Chciałabym, żeby ktoś wiedział, że to wszystko jest karmą za zabójstwo siostry.
— Młodsza? — zapytała ciemnowłosa. Ręka delikatnie się zatrzęsła. Lekko, prawie niezauważalnie, ale to wystarczyło, aby zrobić nieestetyczną krechę gdzieś w miejscu, gdzie miały być włosy. Jak dobrze, że to tylko szkic.
— Starsza. O siedem lat. Duża różnica, ale dobrze się dogadywałyśmy. Wiele bym dała, żeby znaleźć się wtedy na jej miejscu. Życie w tym stresie jest dużo gorsze, niż śmierć — powiedziałam, od razu karcąc się za to w myślach. — Tak mi się powiedziało. Zapomnij — dodałam, sprawiając, że wszystko zaczęło brzmieć jeszcze gorzej. — Ja... Chyba skończę u siebie... — mruknęłam, zastygając w bezruchu z oczyma wlepionymi uparcie w podłogę.

sobota, 7 października 2017

Od Rishimy, CD Vanilia

— Miło mi, jestem Vanilia, mów mi Van — odpowiedziała ciemnowłosa, patrząc na mnie ze stoickim spokojem. Przeczesałam włosy palcami, na dłuższą metę taka długość przeszkadzała. Dość pochopnym czynem było wpisanie na oficjalną listę celów oddanie włosów na fundację. Teraz musiałam się męczyć, na dodatek mycie i czesanie ich każdego dnia zabierało bardzo dużo czasu.
Zdecydowałam, że zwyczajnie bezradnie posiedzę w oczekiwaniu, aż do mojej głowy wpłynie nowy pomysł na rysunek. Skoro coś potrafiłam, to powinnam była rozwijać swoje umiejętności. Tego punktu z OLC nie lubiłam najbardziej, już nawet włosy byłam w stanie przeboleć. Skończyć w pełni dwie prace, z których będę szczerze zadowolona. Pomyśleć, że zapisałam ten punkt kilka lat temu i nie zrobiłam prawie niczego w stronę wypełnienia go.
Zaczęłam obserwować Vanilię, która podeszła do kosza i jak gdyby nic się nie wydarzyło, wyciągnęła wrzuconą tam przeze mnie kartkę. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem, ale ta po prostu, ot tak, bez żadnego słowa, podała mi ją razem z farbami.
— Wiesz... Raczej zacznę od nowa. Jakby się zastanowić, to nigdy nie lubiłam bawić się w krajobrazy — mruknęłam, uśmiechając się lekko w jej stronę. Dziewczyna skinęła głową i wróciła do poprzedniego zajęcia. Mimo wszystko zdecydowałam, że spróbuję farb. Najwyżej wyjdą jakieś dziwne kleksy, płótno się odkupi.
Podeszłam do jednej z wolnych sztalug i postawiłam pierwsze kreski, które miały symbolizować zarys ludzkiej sylwetki, aż do brzucha. Dużo większe od moich obecnych piersi (prawdopodobnie posiadała je za nas dwie), chude ręce, jedna położona na brzuchu. Palce poprawiłam kilka razy, ale ostatecznie zaczęły wyglądać jak prawdziwe, ludzkie. Druga dłoń pozostała naszkicowana ledwo, niestarannie, co w tym przypadku było działaniem celowym. Potem zarys twarzy, duże oczy, wąski nosek i usta prawie identyczne, jak moje – duże.
— Kto to? — Usłyszałam za plecami głos Van. Odwróciłam się w jej stronę.
— Chyba moja siostra — odpowiedziałam.
— Chyba? — Dziewczyna uniosła jedną brew w górę.
— Cóż... Kilka lat temu zginęła w wypadku, wstyd przyznać, ale nie pamiętam już dokładnie jej twarzy.

piątek, 29 września 2017

Od Rishimy, CD Alex

— Co ty sobie myślisz?! Borze, chciałem tylko zjeść śniadanie, pierdolone mleko — wręcz wrzasnął mi prosto w twarz, co dość mnie spłoszyło. Był skłonny, by uderzyć? Na pewno w tamtym momencie wyglądał na osobę, której panowanie nad własnymi emocjami sprawiało nie lada problemy.
— Przepraszam, bardzo cię przepraszam, ja nie zauważyłam! — wyjąkałam, mając tylko nadzieję, że mój policzek nie zrobi się za chwilę czerwony, a... I w tamtym momencie miałam ochotę po prostu się zaśmiać. Białowłosy był niezłym kurduplem, niższy ode mnie o głowę i trochę. Prawdopodobnie był starszy, a jednak przez wzrost wyglądał bardziej jak zaczepny dzieciak z osiedla. Mimo wszystko powstrzymałam śmiech, ale zdecydowanie się rozluźniłam.
— Daj spokój, jestem głodny, daj mi po prostu zjeść i nie wylać na mnie wszystkiego, co znajdziesz pod ręką — mruknął chłopak i podszedł do lady. Wyciągnęłam chusteczki i zaczęłam zbierać co większe odłamki szkła, uważając, żeby się nie skaleczyć... Zresztą, to i tak niemożliwe. Wrzuciłam wszystko do kosza i wróciłam do białowłosego, który właśnie kończył robienie podstawowych kanapek z jakimiś dodatkami.
— Może mogę się odwdzięczyć w inny sposób? — zapytałam, mimo wszystko nie chcąc robić sobie wrogów już na pierwszym roku. Chłopak uśmiechnął się w dość dwuznaczny sposób.
O nie.
Następnym razem siedź cicho, Rishi.

Od Rishimy, CD Alex

Wyciągnęłam z torby moją oficjalną listę celów. Spisana ponad dwa lata temu, od tamtego czasu za każdym razem w mojej torbie, chociaż rzadko zaliczałam kolejne punkty. Między innymi chciałam oddać kiedyś włosy na fundację, ale to za ten rok. Prócz tego zrobić własny eliksir, ogarnąć większą kolekcję roślinek. Dużo częściej coś dopisywałam, aniżeli odznaczałam jakieś zadania. Dużo czasu nie zostało, ale ostatnio czułam się coraz mniej zobowiązana do wypełnienia ich. Tak, jakbym już pogodziła się z tym faktem. Być może to będzie po prostu sen, z którego nigdy się nie wybudzę. A może nawet się nie zorientuję. Równie dobrze może stać się nieszczęśliwy wypadek, a ja będę konać kilka dobrych godzin. Przypuszczam, że to ostatnie byłoby najgorsze. Wiedziałabym przecież, że nie ma dla mnie ratunku, nieważne jak głośno bym krzyczała.
Pokręciłam głową, odganiając od siebie negatywne myśli i przekroczyłam próg stołówki. Czas wydawania śniadań się już kończył. Właściwie, jadłam dobrą godzinę temu, ale złapała mnie ochota na świeże mleko. Zgodnie z moimi przypuszczeniami – zostało jeszcze trochę białego napoju. Chwyciłam szklankę i szybko ją napełniłam. Najpierw przyłożyłam szklankę do ust, ale potem stwierdziłam, że jednak usiądę do stołu, chcąc zachować jakiekolwiek zasady dobrego wychowania.
Swoją drogą, nauczyciel wróżbiarstwa podobno zachorował i chyba nie będzie lekcji... Nagle poczułam, jak moja ręka robi się mokra. Jakiś chłopak zaklął pod nosem, a mój wzrok powędrował najpierw na pustą szklankę, a potem jego mokrą koszulkę. Na domiar złego, naczynie po prostu przeleciało przez moją dłoń i uderzyło o podłogę, rozbijając się na tysiące kawałków.

Od Rishimy, CD Vanilia

Postawiłam niepewnie kreskę, czując się dziwniej, niż do tej pory. Tej nocy przyśnił mi się wypadek po raz setny, tym razem, z perspektywy starszego człowieka, który akurat widział całe zajście z okna swojego mieszkania. Zaczął krzyczeć, a nawet chciał ruszyć na pomoc, ale, cóż, na wózku nie był w stanie samodzielnie opuścić budynku, a co dopiero reanimować kogokolwiek. Przypuszczam, że już dawno zapomniał. Wszyscy, którzy to widzieli po prostu, cóż, zapomnieli. Co z tego, że nawet kierowca poszedł siedzieć na te kilka lat, skoro żaden wyrok nie był w stanie przywrócić życia siostry?
Postawiłam drugą kreskę, po raz pierwszy od lekcji plastyki, kiedy miałam siedem lat, i zaczęłam szkicować jakieś randomowe kształty. Szybko zmieniły się w zarys drzew, jakiegoś jeziorka i drobnych zwierząt wolno biegających na tle krajobrazu. W którymś momencie bodajże podczas rysowania pęknięć na korze, po prostu irytacja całkowicie mną zawładnęła. Dwadzieścia minut pracy pogniotłam, a kartkę wyrwałam i rzuciłam gdzieś w bok. Usłyszałam ciche chrząknięcie.
— Nie, spoko, już to biorę... — mruknęłam i podniosłam się do pozycji stojącej, a potem posłusznie podniosłam kulkę i wrzuciłam ją do kosza stojącego obok. — Rishima jestem, mów mi Rishi. — Podniosłam wzrok na twarz dziewczyny. Chyba nigdy wcześniej jej nie widziałam...

piątek, 22 września 2017

[EP] Rishima x Violet (Kompilacja)

Już w wejściu przywitała mnie głośna muzyka. Wolałam wolniejsze nuty, ale nie nastawiałam się źle, bo wszystko mogło się zdarzyć, a muzyka mi w tym nie przeszkodzi. W razie czego notes był w torbie, która dzisiaj postanowiła nie robić mi zbędnych żartów i ani razu nie spadła. Wtedy byłoby źle, naprawdę źle. Bez notatnika nie dałabym rady. Wszystko idealnie zaplanowane, za około minutę, kiedy kolejka się trochę zmniejszy, powinnam poznać swoją parę. Ciekawość dosłownie zżerała mnie od środka. Będzie przystojny? Rozmawialiśmy już wcześniej? A może trafię na tego Super Pięknego Pana zwanego Władcą Wagin?
W końcu nadeszła moja kolej. Szybkie przywitanie się z ognistowłosą, a potem karteczka lądująca w mojej dłoni. I zdziwienie na mojej twarzy.
— Ale... Ja wolę... Chłopców — wytłumaczyłam po cichu, wciąż spoglądając na "Violet" wypisane ozdobnym pismem. Nie ma szans, żeby to imię należało do kogokolwiek płci przeciwnej.
Hera wzruszyła tylko ramionami, wciskając mi alkohol. Nie zdążyłam odmówić, bo dziewczyna ruszyła już po kolejną porcję, a potem przywitała kolejną osobę, której twarz wyrażała dokładnie takie samo zdziwienie. Dałabym sobie łeb urwać, że pary były ustawiane.
Usiadłam na kanapie, szukając wzrokiem osoby, z którą nigdy nawet wcześniej nie rozmawiałam. Randka w ciemno i to po całej linii.
Właściwie w którymś momencie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy aby na pewno spódniczka przed kolano była dobrym pomysłem. Większość dziewczyn wybrała bardziej ozdobne ubrania i dość mocno się wyróżniałam.
Zmęczona oczekiwaniem, zamoczyłam usta w alkoholu. Nigdy za tym smakiem nie przepadałam, ale jednocześnie mi nie przeszkadzał. W planie nie napisałam niczego o całkowitym braku piwa. Modlić się, tylko żebym nie skończyła na podłodze po jednym kieliszku.
W którymś momencie zauważyłam dziewczynę, u której najbardziej charakterystyczną rzeczą były kolczyki. Definitywnie zbliżała się w moją stronę. Odstawiłam torbę na kanapę i wstałam, nie chcąc pokazywać braku kultury.
— Um, Violet? — zapytałam, mając nadzieję, że poprawnie przeczytałam jej imię.

Pierwsza impreza w szkole, do której przybyłam niedawno. Strzał w dziesiątkę! Nie zdążyłam poznać zbyt wielu nowych ludzi, więc to może być świetna okazja. Przed wyjściem spędziłam wiele czasu na przygotowanie się do imprezy. Pióra błyszczały bardziej niż zwykle, a włosy wyglądały schludniej. Decyzja w kwestii ubrania zajęła mi pewnie całe wieki, ostatecznie jednak skończyłam w mojej ulubionej sukience: krótkiej, czarnej z lekkiego materiału. Tuż przed opuszczeniem pokoju zdecydowałam się jeszcze zmienić baleriny na niskie obcasy. Tak przystrojona zjawiłam się przed mieszkaniem Hery i nie wahając się ani chwili, zadzwoniłam do drzwi. Szybko stanęły otworem, więc weszłam do środka, mieszając się z już całkiem sporą grupą. Odnalezienie Hery nie było wielkim wyzwaniem — jej płomienne włosy wyróżniały się z tłumu. Dziewczyna nie marnując czasu, wcisnęła do ręki dwie wizytówki i nachyliła się, by coś powiedzieć. Jej słowa w większości zostały zagłuszone:
— ...alkohol... barze... zabaw.
Skinęłam głową w odpowiedzi. Gdybym się odezwała i tak by nic nie zrozumiała. Po co się kłopotać.
Przyjrzałam się wizytówkom, które chwile temu dostałam. Tę ze swoim imieniem przypięłam ostrożnie do sukienki, a drugą schowałam w staniku. Rishima. Takie imię widniało na karteczce. Poczułam lekkie ukłucie zawodu, ale prędko je przepędziłam. Może seksowny chłopak byłby bardziej interesujący, ale nie jestem wybredna. Kobietą też mogłam się zadowolić. Zanim weszłam między tańczących ludzi, zwinęłam skrzydła. Wolałam ich nie narażać na niebezpieczeństwo. Ruszyłam przed siebie, mijając głośniki, które były nastawione na wręcz ogłuszającą głośność. Uśmiechnęłam się szeroko. Nie zatrzymywałam się, póki nie zauważyłam na kanapie dziewczyny bez pary. W kilku krokach byłam przy niej. Nieznajoma zlustrowała mnie wzrokiem, więc zrobiłam to samo. Miała długie blond włosy, a w rękach trzymała ledwo napoczętego drinka.
— Um, Violet? – spytała.
Uśmiechnęłam się do niej:
— To ja! – odparłam z entuzjazmem. — Rishima? — Nie czekając na odpowiedź wyjęłam jej z dłoni drinka i upiłam solidnego łyka. — Wybacz, zaraz załatwię coś dla nas obu. Zatańczysz?
Nie wiem, czy nie byłam zbyt nachalna, ale nie chciałam marnować czasu imprezy. Z niecierpliwością oczekiwałam jej odpowiedzi.

Dziewczyna zdążyła już podejść. Zauważyłam wtedy, że na szczęście również nie wybrała najdłuższej kreacji. Może nie będę się aż tak wyróżniać. Czarna sukienka wyglądała na niej bardzo dobrze, a buty i idealna fryzura jedynie dopełniały całość.
— To ja! — krzyknęła dziewczyna. Bez tego prawdopodobnie bym jej nie usłyszała. — Rishima? — zapytała, biorąc z mojej dłoni kieliszek, który ledwo zaczęłam. Nabrała pokaźnego łyka. Oj, moja głowa zdecydowanie by czegoś takiego nie wytrzymała.
Violet naprawdę wyglądała na zakręconą, może warto było ją poznać. Wiadomo, że nie będzie to randka, ale zawsze można nazwać to całkiem szalonym spotkaniem towarzyskim.
— Wybacz, zaraz załatwię coś dla nas obu! — Uśmiechnęła się, przekrzykując muzykę. — Zatańczysz? — Wyciągnęła do mnie rękę. Na początku chciałam odmówić, bo nie jestem dobra w tańcu, ale impreza trwała już w najlepsze, więc większość gości była pod wpływem alkoholu, najwyraźniej dobrze się bawili. W takim razie raczej nikt nie będzie zwracać uwagi na moje potykanie się.
— Chętnie! — odpowiedziałam z uśmiechem, wstając. Poprawiłam spódnicę, odgarnęłam włosy na plecy i chwyciłam wyciągniętą rękę Violet, która od razu wyciągnęła nas na środek parkietu. Może i z początku ciężko było mi wczuć się w rytm, bo nigdy nie słuchałam takiej muzyki, ale obserwacja ruchów fioletowowłosej pomogła mi się z nią oswoić i chwilę po tym tańczyłyśmy w najlepsze.
— To — zaczęłam, prawie wrzeszcząc jej do ucha — czym się zajmujesz?

Wyciągnęłam rękę w kierunku dziewczyny, zachęcając ją gestem do tańca. Rishima nie wydawała się przekonana, ale po szybkim zlustrowaniu wzrokiem parkietu się rozpogodziła:
— Chętnie! — uśmiechnęła się promiennie, na co odpowiedziałam jej tym samym.
Złapałam ją za nadgarstek, zdecydowanie, lecz nie brutalnie i pociągnęłam za sobą. Ludzie na parkiecie byli już niewątpliwie po kilku drinkach, wielu wyglądało na nieco zamroczonych, ale szczęśliwych. Pewnie po kilku drinkach podzielimy ich los, a ta myśl napawała mnie miłym uczuciem, podobnym do podniecania, ale z mieszanką adrenaliny. Lubiłam alkohol oraz zamroczenie, które po nim następowało. To uczucie było dla mnie porywające. Zawsze wiązało się też z imprezą. Muszę zaraz wyszukać dla nas trunków. Omiotłam spojrzeniem pokój i zauważyłam kilka szklanek oraz mniejszych kieliszków na blacie barku. Na powrót skupiłam się na dziewczynie. Zaczęłyśmy się wspólnie kiwać w rytm muzyki. Chyba moja partnerka z początku nie czuła się zbyt pewnie, ale już po chwili się rozluźniła. Tańczyłyśmy przez jakiś czas, po czym Rishima coś powiedziała, ale rycząca głośno muzyka całkowicie zagłuszyła jej słowa. Nachyliłam się i gestem pokazałam jej, że nie zrozumiałam.
— Czym się zajmujesz? — powtórzyła pytanie, tym razem głośniej.
Zbiła mnie z tropu tym pytaniem. Niby proste, ale jednak odpowiedź zawsze była skomplikowana. Różne rzeczy już zaprzątały mi głowę, jak byłam młodsza często, zmieniałam zajęcia, ale jedno pozostało niezmienne na zawsze. Można nawet uznać, że dwa.
— Zazwyczaj zabawą. Często latałam z siostrami, nie przejmując się niczym szczególnym. W szkole zawsze zwracałam szczególną uwagę na historię i kulturę, wraz z językami. Tak naprawdę to mój wyjazd na Uczelnię był moim pierwszym dalszym. Wcześniej nie opuszczałam Edeni — nie byłam pewna jak wiele usłyszała Rishima, ale pokiwała głową w odpowiedzi — A ty? — postanowiłam też trochę się dowiedzieć — Czym się zajmujesz? — zlustrowałam ją wzrokiem od stóp do głów — Chyba nie pytałam jeszcze, jakiej jesteś rasy — odetchnęłam i przestałam mówić. Nie znałam dziewczyny jeszcze zbyt dobrze, więc zarzucenie jej potokiem słów nie wydawało się najlepszym wyjściem, ale oczywiście zbyt późno o tym pomyślałam.

Violet chyba mnie nie usłyszała, więc powtórzyłam moje pytanie. Dziewczyna kiwnęła głową na znak, że teraz najprawdopodobniej zrozumiała.
— Zazwyczaj... siostrami... szkole... historię i kulturę... Uczelnię... Edenii... — Właściwie nie słyszałam większości słów, ale mogłam wywnioskować, że lubi historię i kulturę. A może odwrotnie? Nie lubi jej? Głupio byłoby poprosić o powtórzenie, bo wypowiedź nie należała do cóż, najkrótszych. Pokiwałam tylko głową z uśmiechem, z nadzieją, że Violet nie wyczuje, że trochę pewności siebie mi uleciało.
— A ty? — usłyszałam, więc podeszłam bliżej, aby mieć pewność, że tym razem ani jedno słowo mi nie umknie. W końcu im więcej trzeba powtarzać, tym więcej życia uleci. — Czym się zajmujesz? Chyba nie pytałam jeszcze, jakiej jesteś rasy!
Wróciłam do poprzedniej pozycji, zastanawiając się nad odpowiedzią. Właściwie nigdy nie zajmowałam się niczym konkretnym, jedynie rośliny zajmowały mi sporo czasu. I zajmowałyby pewnie jeszcze więcej, gdyby nie cholerna wysypka, która pojawiała się na czole i brodzie za każdym razem, kiedy miałam z nimi dłuższy kontakt.
— Uwielbiam ogrodnictwo! — krzyknęłam, modląc się, żeby Hera zadbała o jakąś muzykę dla par. W końcu mogłabym przestać zdzierać gardło i faktycznie dowiedziałabym się czegoś o towarzyszce. — A co do rasy... — mruknęłam, ciągnąc ją za rękę w stronę kąta. Potem zwinnie przełożyłam dłoń przez ścianę. — Esper! — wyjaśniłam, biorąc do ust większy łyk piwa, niż którykolwiek wcześniej.

Odetchnęłam z ulgą, gdy zauważyłam zamyślenie na jej twarzy. Dobrze, że myślała nad odpowiedzią, a nie zastanawiała się jak najszybciej stąd uciec. Chociaż mogła rozważać jedno i drugie. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź:
— Uwielbiam ogrodnictwo! — krzyknęła, przez co udało mi się ją bez problemu zrozumieć. Najwyraźniej z tym ogrodnictwem była większa historia, bo na jej czole pojawiła się zmarszczka, ale na razie wolałam głębiej nie wnikać. Mimo wszystko miałam z nią spędzić cały wieczór, a zrażanie do siebie swojej pary nie należało do najgenialniejszych pomysłów. Może po prostu ktoś nadepnął jej na stopę, a moja interpretacja mimiki twarzy była do bani. Nie rozwodziłam się nad tym długo, bo dziewczyna kontynuowała swoją odpowiedź — Do... rasy... — zniżyła głos, więc niecałe zdanie dotarło do moich uszu, ale prawdopodobnie chciała powiedzieć, że do jej rasy nie powinnam wściubiać nosa. Czyżbym znalazła jej czuły punkt? Teraz postanowi mnie zostawić, a ja spędzę resztę wieczora grzejąc ścianę. Niemal od razu pociągnęła mnie za rękę, prowadząc w kierunku prawdopodobnie wyjścia. Może jednak błędnie zinterpretowałam jej wypowiedź? Nie wydawała się wkurzona, ale zdeterminowana. Kiedy dotarłyśmy na kraniec pokoju, Rishima przystanęła. Z uśmiechem wyciągnęła rękę i przełożyła ją przez ścianę — Esper!
Dziewczyna wzięła duży łyk piwa, które trzymała w dłoni i znów się uśmiechnęła. Na moją twarz również wpłynął szeroki uśmiech. Chyba zbyt bardzo przejmowałam się jej reakcjami, dziewczyna nie była jakoś nadmiernie wrażliwa:
— Ale super! — pewnie w tym momencie oczy zalśniły mi ekscytacją, niczym małej dziewczynce, której obiecano balonika — Nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałam Espera. Moi rodzice nie są rasistami, ale zazwyczaj trzymaliśmy się towarzystwa Ikarów. — Rozłożyłam skrzydła, żeby podkreślić moją wypowiedź, ale szybko znów złożyłam je wzdłuż pleców. Zbyt wiele ludzi, żebym mogła to swobodnie zrobić, nie narażając nikogo.
Zauważyłam chłopaka przechodzącego obok. Miał naburmuszoną minę i nienapoczęte piwo. Uśmiechnęłam się szeroko i zwróciłam do niego:
— Masz coś przeciwko? Nie wyglądasz jakbyś miał to pić — zanim zdążył odpowiedzieć, wyjęłam mu szklankę z ręki. Odszedł, mamrocząc coś niewyraźnie pod nosem.
Moja uwaga na powrót skupiła się na Rishimie:
— Chyba nie pytałam jeszcze, z której klasy jesteś. Jestem tu od niedawna, więc jeszcze nie pamiętam wszystkich twarzy. — Miałam szczerą nadzieję, że tym razem zrozumie bez problemów. Nie byłyśmy już tak blisko głośnika i miałam wrażenie, że muzyka nieco przycichła, chociaż to mogły równie dobrze być moje wysiadające bębenki.

— Klasa Słońca — odpowiedziałam, uśmiechając się. Właściwie nie powinnam była pić więcej. To był chyba trzeci raz, więc nie miałam pewności, że moja głowa to wytrzyma. Nie chciałam, żeby Hera obudziła mnie jutro w kałuży własnych wymiocin. To na pewno byłoby niesmaczne, niehigieniczne i, na dodatek, zawstydzające. Nikt ze szkoły nie byłby w stanie spojrzeć mi w oczy po raz kolejny, stałabym się pośmiewiskiem i obiektem żartów. Może i na imprezie było kilka dziewczyn, które miały niedopasowane ubrania, jedna założyła najpewniej za małe buty i teraz balowała bez nich, ale to były rzeczy, które łatwo było zapomnieć. Co innego, jeśli w następnej gazetce ujrzałabym swoje kompromitujące zdjęcie.
Violet zaproponowała powrót na parkiet, ale stanowczo odmówiłam, czując, że moje nogi mogą nie wytrzymać większego wysiłku. Nigdy wyjątkowo dobra w sporcie nie byłam, dodatkowo nie ćwiczyłam i kolejne tańce byłyby zwyczajnie męczące, a chodziło o to, żeby dobrze się bawić. Z umiarem, w nadal dobrze. I żeby obudzić się, pamiętając cokolwiek.
Nagle dosłownie cały w miarę trzeźwy tłum skierował się w stronę drzwi.
— O co chodzi? — zapytałam, podążając za nimi wzrokiem. Violet odpowiedziała krótkim wzruszeniem ramion. Tym razem ciekawość ze mną wygrała i poszłam za większością, dając fioletowowłosej szybki znak, żeby poszła ze mną. Moim oczom ukazała się dwójka chłopaków, którzy najwyraźniej nie przejmowali się innymi i, jak gdyby nigdy nic, dosłownie się do siebie przyssali. Co lepsze, jednym z nich był Foma.

— Klasa Słońca — odpowiedziała z uśmiechem na moje pytanie. To chyba znaczyło, że chodzi do mojej klasy, ale wolałam się nie przyznawać do tego. Może byłam nowa, ale twarze towarzyszy z lekcji mimo wszystko powinno się kojarzyć. Udałam, że zapatrzyłam się na jakąś tańczącą parę. Dziewczyna zdjęła buty i tańczyła na boso. Pewnie zbyt małe, stopy miała spore, chociaż nie ogromne. Złapałam z baru nowego drinka, powoli zaczynało mi szumieć w uszach, ale to tylko dodawało mi dobrego humoru. W pewnym momencie zaproponowałam Rishimie taniec, ale odmówiła. Pewnie miała rację odmawiając. Po alkoholu, jaki obie przyswoiłyśmy, mogło się to skończyć nie najlepiej. Mogłyśmy zacząć robić jakieś dziwne manewry, mogłoby stać się niezręcznie.
Usłyszałam poruszenie przy drzwiach. Rishima niezwłocznie obejrzała się w tamtym kierunku, wyciągając głowę. Jej było łatwiej, mimo wszystko była o ponad dziesięć centymetrów wyższa.
— O co chodzi? — spytałam ją.
Wzruszyła ramionami, na znak, że niewiele stąd widzi. Ruszyła w tamtą stronę, pokazując mi gestem, żebym też poszła. Skinęłam głową, ale tego już chyba nie zauważyła. Cała jej uwaga była skupiona na zamieszaniu przy drzwiach. Kiedy podeszłyśmy bliżej, moją towarzyszkę zamurowało. Szturchnęłam ją nagląco i spytałam ściszonym głosem:
— Co jest? — ludzie przede mną byli zbyt wysocy, żebym swobodnie mogła widzieć.
Rishima nie odpowiedziała, tylko bez słowa patrzyła się na zamieszanie. Przewróciłam oczami i rozłożyłam skrzydła. Usłyszałam piski kilku osób za mną, które prawdopodobnie oberwały piórami, ale je zignorowałam. Wzbiłam się wysoko, nie zważając, że osoby z dołu mogą mieć ciekawe widoki. Rajstopy, które miałam na sobie powinny zasłonić widok. Skupiłam się na tym, co wszyscy obserwowali z zapartym tchem. Było to dwóch chłopaków, ze starszego rocznika, którzy całowali się tak namiętnie, że wyglądali jakby sobie chcieli duszę wyssać. W jednym z nich rozpoznałam przewodnika, który oprowadzał mnie po szkole. Daniel chyba, ale nie postawiłabym o to nawet palca. Lub Deamon, albo Dexter. Delikatnie wylądowałam obok Rishimy, starając się nikogo więcej nie staranować:
— Czy to ten chłopak z samorządu? — zapytałam.

Zdecydowanie mogłabym przekreślić możliwość, że to Foma jest Władcą Wagin, o którym ktoś kiedyś wspominał. W końcu ciężko o to było, skoro ostatecznie skończył z mężczyzną. Na dodatek wyglądał jakby się z nim dłużej i lepiej znał, a nie jakby to była chwila namiętności pod wpływem alkoholu. Być może to dlatego tyle osób się zebrało?
— Idealnie — mruknęłam, stwierdzając, że przecież chłopak był całkiem miły i ładny, być może wyszłoby z naszej śmiesznej znajomości coś więcej w przyszłości. Scena się zakończyła, chłopacy oberwali kilka razy fleszem po oczach.
— Czy to ten chłopak z samorządu? — Poczułam lekkie dotknięcie na ramieniu. Odwróciłam się do Violet.
— Chyba oboje są z samorządu. Jasnowłosy mnie wprowadzał, a ten drugi chyba nosił naszywkę — odpowiedziałam, nie będąc do końca pewna swoich słów. — Mniejsza o nich. Jutro będą wszystkiego żałować — rzuciłam i wróciłam z dziewczyną do pokoju. Od razu skierowałam się w stronę baru z zamiarem wypicia czegoś zimnego. Może niekoniecznie czegoś, co zawierało procenty, ale wyglądało na to, że nic bezalkoholowego się nie ostało. Cóż, dochodziła północ, więc i ciężko o zapasy równe temu, co było na początku. Chwyciłam kieliszek, który, jak na złość, chwilę po tym dosłownie przeleciał przez moją dłoń, przy okazji solidnie brudząc podłogę.
— Ugh... Wygląda na to, że dzisiaj już nie skorzystam — mruknęłam do Violet. — Bycie esperem jest okropne. Gdybym chociaż mogła wybrać co chcę robić. Niby przydatne, bo skraca drogę, a z drugiej strony czasem nie mogę się nawet przebrać... — Ułożyłam usta w grymas. — Powinnam się nauczyć to kontrolować. Właśnie, długo zajęła ci nauka latania?

— Chyba oboje są z samorządu. Jasnowłosy mnie wprowadzał, a ten drugi chyba nosił naszywkę — usłyszałam odpowiedź na moje pytanie, ale moja towarzyszka nie wydawała się do końca przekonana. — Mniejsza o nich. Jutro będą wszystkiego żałować. — Czemu tak powiedziała? Pewnie chodziło o plotki, które często nie dawały ludziom w szkole żyć, ale chyba para była popularna. Wcześniej dostrzegłam uśmiech samozadowolenia na twarzy Hery, więc misja została wykonana. Nie można było być pewnym, o co dokładnie jej chodziło, ale na pewno to się stało. Rishima ruszyła w stronę parkietu, nie oglądając się za siebie. Wydawała się przybita, chociaż nie widziałam żadnego powodu. Może któryś z tych facetów był jej bratem, a ona była smutna, bo jej nie powiedział, że jest homoseksualny? Mogło istnieć milion różnych powodów. Może żałowała, że zamiast dobrze bawić się na imprezie z chłopakiem, musiała zadowolić się pogawędką z drugą dziewczyną. Poszłam za jasnowłosą przez tłum, także nie oglądając się powtórnie. Skierowała się ku barowi, pewnie w poszukiwaniu kolejnych drinków. Zapasy już nie były aż takie pokaźne jak na początku, ale nadal można było się zadowolić alkoholem. Dziewczyna sięgnęła po pierwszy lepszy kieliszek, ale już po chwili ten poleciał na podłogę, brudząc nasze buty oraz przy okazji kilka innych osób stojących naokoło. Chyba miałam rację, myśląc, że się zdenerwowała.
— Ugh... — westchnęła głęboko — Wygląda na to, że dzisiaj już nie skorzystam — mruknęła w moim kierunku. Humor zdecydowanie zmienił się, odkąd zobaczyła scenę rozgrywającą się przy drzwiach, ale nie chciałam o to pytać. Już i tak zbyt dużo o tym myślałam, ale przynajmniej tego nie wiedziała — Bycie esperem jest okropne. Gdybym chociaż mogła wybrać, co chcę robić. Niby przydatne, bo skraca drogę, a z drugiej strony czasem nie mogę się nawet przebrać... Powinnam się nauczyć to kontrolować. Właśnie, długo zajęła ci nauka latania? — spytała, nieco się rozchmurzając, ale to mogło mi się tylko wydawać, bo wspomniała o lataniu.
— Niewiele, tak naprawdę to wszystko kwestia ćwiczeń. Od małego wiedziałam, że kiedyś dostanę skrzydeł. Zawsze o tym marzyłam i nie mogłam się tego doczekać — uśmiechnęłam się pod nosem — A potem się okazało, że skrzydła dostałam zbyt wcześnie. Wszystko się zmieniło, było pięknie, ale strasznie. Dostałam nowe imię, moje siostry były zbyt małe, latałam sama po naszym dworze. Po dwóch latach dostała skrzydeł moja siostra, a potem było już tylko łatwiej. Wszystkie latałyśmy, sprawiało nam to sporo uciechy, po prostu w pewnym momencie do tego przywykłyśmy — jeszcze raz się uśmiechnęłam, po czym sięgnęłam po napój — Tak w zasadzie to która godzina?

— Tak właściwie, to która godzina? — Usłyszałam.
W tamtym momencie na ramionach pojawiła się gęsia skórka. Ręce zaczęły drżeć, a serce prawie wyrywało się z klatki piersiowej.
Wyciągnęłam najpierw telefon, a potem podeszłam do sofy niedaleko, na której zostawiłam na początku zabawy torbę. Notatnik był na miejscu, pieniądze i długopisy też. Wyglądało na to, że nikomu nie chciało się kraść, kiedy dookoła było tyle innych, lepszych rzeczy do sprawdzenia, czy zrobienia. Ciekawe, czy wyjdzie z tego jakakolwiek para...
Otworzyłam planner na stronie z dzisiejszym dniem. Potem spojrzałam na telefon. Druga trzynaście. Na kartce napisane, żeby przed pierwszą być bezpiecznie w akademiku. To oznacza, że zmarnowałam około dwóch godzin. Poczułam pojedynczą kropkę spływającą po czole. Okropne. Może i teraz panikowałam, ale przypuszczam, że z biegiem czasu w ogóle nie będę pamiętać tego spóźnienia. A co gorsza, być może się tym w ogóle nie przejmę. Im bliżej do końca, tym mniej się boję. Jakbym zdążyła się już pogodzić z losem, który mnie czeka.
Podbiegłam do Violet, odgarnęłam włosy na plecy, jednocześnie poprawiając spódnicę.
— Przepraszam, ale mam coś do zrobienia! To ważne! Pogadamy w szkole!
Nie byłam pewna ile z tego zrozumiała. Mam nadzieję, że chociaż te najważniejsze słowa.
A potem wybiegłam szybko z terenu zabawy, potykając się o własne nogi. Za siedem minut zaplanowany jest prysznic. Znów nie zdążę. Źle.

poniedziałek, 11 września 2017

Od Rishimy, CD Jane

Jane wskazała drogę i szybkim krokiem wyszłyśmy z akademika. Nie oddalałam się jeszcze zbytnio, więc byłam zdana tylko na czarnowłosą. Właściwie była to pora lekcyjna i nauczyciele powinni byli wychodzić ze swoich pokojów. Na szczęście wyglądało na to, że większość z nich przyszła szybciej albo miała wolną godzinę, bo udało nam się niepostrzeżenie przebiec do lasu, a stamtąd, jak powiedziała dziewczyna, niedługa droga do altanki. I naprawdę okazała się wyjątkowo krótka, bo może po dziesięciu minutach znalazłyśmy się w najpiękniejszym miejscu, jakie do tej pory widziałam. Ptaki ćwierkały, a dookoła rosło mnóstwo kwiatów. Kurczę, kwiaty. 
Pierwsze kichnięcie, niezauważone przez Jane, która właśnie smarowała się czymś z robakiem na etykiecie. Czyżby faktycznie było ich tu tak dużo? Musiałam nie zwrócić wcześniej uwagi. Przyjęłam od niej buteleczkę i również rozsmarowałam na ciele trochę lepiącego się płynu. Jeśli pomaga... W tym czasie nastolatka uzbierała kilka kwiatów, złożyła je w mały bukiet i podała mi z uśmiechem na ustach. Czy to nie było wręcz trochę przesadzone? No i czy powinnam jej przypomnieć o tuszu i szmince, które niestarannie wcześniej nałożyła? 
Przyjęłam kwiaty, podnosząc je do nosa, żeby powąchać. Pachniały podobnie do perfumów, których kiedyś używałam, zanim przeniosłam się na te różane. 
Drugie kichnięcie. Tym razem dziewczyna je zauważyła, a nawet się zaśmiała. Przypuszczam, że musiało to wyglądać komicznie. Wystarczyło kilka godzin, żeby na całej mojej twarzy pojawiła się wysypka i kilka minut, żeby oczy zaczęły łzawić. Cóż, trudno, również takie rzeczy się zdarzają, a w tym przypadku nie miałam na nie żadnego wpływu.
 — Mam alergię — wyjaśniłam, mając nadzieję, że Jane przestanie się śmiać. Swoją drogą, nie dało się w żaden sposób skrócić jej imienia. Było krótkie samo w sobie. Mojego też nie dało. Rish albo Rishi brzmiało idiotycznie. Zresztą, co za różnica, skoro za kilkanaście miesięcy nie będę już z niego korzystać... 
  — Masz alergię, ale lubisz kwiaty i naturę i inne takie? — zapytała, na szczęście przestając się śmiać. 
  — Dokładnie! — odpowiedziałam, uśmiechając się. 
Kwiaty były moją pasją od dziecka, miałam ich mnóstwo w swoim pokoju, uwielbiałam je pielęgnować. Aż szkoda, że w tej szkole nie ma klubu ogrodniczego. Założę się, że nie przegapiłabym żadnych zajęć. No i, to w jakiś sposób piękne, że pomimo alergii chcę dalej rozwijać się w tym stopniu. Myślę, że spędzanie czasu przy roślinach to będzie jedna z niewielu rzeczy, na które nie  będę żałować "tracenia" czasu. 
— Hej, jesteś na drugim roczniku? — zagadałam, żeby przerwać ciszę. Przyszłam pogadać, a nie rozmyślać nad sensem życia! Jane zamyśliła się przez chwilę. Czy bym trafiła w jej czuły punkt? To źle, prawda? 
— Nie, w pierwszym. Nie zdałam — odpowiedziała po dłuższym namyśle. Miałam ochotę powiedzieć, że to przecież nic złego, że jest bardzo fajna, ale wstrzymałam się, przypominając sobie różne sytuacje, kiedy okazywało się, że człowiek wcale nie jest takim, jakim wydaje się po pierwszych godzinach albo dniach znajomości. 
 — Oj, współczuję — powiedziałam tylko. 
 — Masz może rodzeństwo? —  Kolejne pytanie. Miałam rodzeństwo. 
 — Nie mam — rzuciłam tylko, przy okazji wpatrując się w sadzawkę. Wydawała się bardzo głęboka, a jednocześnie chciałabym się w niej teraz wykąpać. Oczywiście nie miałam ze sobą stroju kąpielowego. Ba, o ile jakikolwiek posiadałam, nie zabrałam go z domu.
Potem porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, głównie o sprawach, które dotyczyły mi szkoły. Jane wspomniała coś o blondynie, którego zwą Władcą Wagin. Czyżby chodziło jej o Fomę? Nie wydawał się tym, który mógłby traktować tak przedmiotowo kobiety... No i włosy chłopaka nie były tak do końca w kolorze blondu. A może tylko źle je zapamiętałam? 
Pragnienie wejścia na mostek ponad sadzawką okazało się zbyt silne. Nie dałam rady się oprzeć i weszłam na niego, czując, że moje nogi zaraz się pode mną załamią. Wiedziałam, że nie ma szans, żebym wpadła i się utopiła, ale mimo wszystko towarzyszył mi jakiś strach. 
— Powinnyśmy już iść. — Podskoczyłam, czując, że jedna z moich nóg ześlizgnęła się, dotykając zimną taflę wody. Byłam przygotowana na poczucie zimna na całej skórze, ale nic takiego się nie stało. Jane zdążyła mnie złapać. 
— Dziękuję! — wydyszałam, ponownie stwierdzając, że naprawdę nie ma opcji, żebym zginęła. Wypadek samochodowy, jedyna przeżyłam bez większych szkód. Domek na drzewie, ktory się rozpadł. Dwa metry w dół, ale skończyło się na jednym zadrapaniu. Tyle wypadków na rolkach, czy upadków ze schodów... Ani jednej złamanej kości. 
W zamian za to wszystko czekał mnie jeden konkretny dzień, kiedy wszystko wróci ze zdwojoną siłą. Jestem tego pewna. 
— No i, swoją drogą, chyba rozmazał ci się makijaż — mruknęłam.

Od Rishimy, CD ktoś

Pierwszy dzień lekcji w Atlanckiej Wyższej Uczelni zakończony pomyślnie. Nikt niczego nie złamał, nikogo nie odesłano do dyrektora. Na dodatek większość osób z mojej klasy okazała się naprawdę serdeczna, pomimo tego, że pomiędzy niektórymi były aż trzy lata różnicy. Na zajęciach nauczyciele przedstawiali nam głównie najważniejsze kryteria dotyczące ich przedmiotu. Szczegóły egzaminów, ewentualnie przydatne książki, które możemy znaleźć w bibliotece. O tym, że w owym budynku czeka na nas tysiące rzeczy, które mogą nas zabić, nie wspomnieli. Jak dobrze, że Foma wcześniej mnie o tym uprzedził. 
Po ostatniej godzinie w końcu mogłam odpocząć. Oczywiście nie miałam zamiaru marnować czasu na leżeniu. Moim celem od razu stał się stawek i altanka, której nie miałam czasu przyjrzeć się podczas pobytu z Jane. Niby aż godzina lekcyjna, a jednak  mogłabym spędzić tam całe życie. Albo nawet jeszcze dłużej, bo dużo go nie zostało.
Leśna droga wydawała się dużo bardziej niebezpieczna, kiedy szło się samemu. Dodatkowo słońce powoli zaczynało chować się za horyzontem. Widoczność była bardzo ograniczona, ale zaplanowałam sobie zwiedzenie altanki na dzisiejszy dzień, więc dokładnie to zrobię, choćby nie wiem co.
Trzask. Zdecydowanie nie gałąź. Zbyt głośny i bardziej na lewo. Drugi. Oddech stał się nierówny, a ruchy coraz bardziej chaotyczne. Trzeci.
— Ktoś tu jest? — krzyknęłam, w myślach decydując się na wieczorne przechadzki jedynie z osobami towarzyszącymi. 

sobota, 9 września 2017

Od Rishimy, CD Foma

Chłopak zwyczajnie mnie odepchnął. Czyli był zły. Zdenerwowałam go.
Nogi lekko się ugięły, zdecydowanie się tego nie spodziewałam. Na szczęście się nie przewróciłam. Wtedy byłoby tylko gorzej. Przypuszczam, że jemu byłoby głupio, może nawet zacząłby przepraszać. Problem w tym, że to ja sama powinnam była przeprosić.
— Przepraszam, odruch — mruknął Foma.
A jednak. Nie, źle to robisz, to ja weszłam na niebezpieczny tor i pociągnęłam za nieodpowiedni kabel. Źle oceniam sytuację i jego nastawienie. Było dużo gorzej, niż sądziłam.
— To co, zaprowadzić cię do swojego pokoju? — zapytał, posyłając mi nieszczery uśmiech. Spięta atmosfera.
— Nie, dzięki. Sama się odnajdę — odpowiedziałam z takim samym uśmiechem na ustach. Nie chciałabym robić sobie wrogów już pierwszego dnia, a jeśli mamy się potem pokłócić to lepiej jest się wycofać.
Przejęłam walizkę od nastolatka i ruszyłam w stronę schodów.
— Wybacz — rzuciłam jeszcze w jego stronę, mając nadzieję, że usłyszał. I wszystko byłoby, tak myślę, w miarę okej, gdyby nie to, że nie wiedziałam, gdzie mógłby być mój pokój. Nie mogłam przypomnieć sobie żadnej ewentualnej liczby albo nazwy.
Zeszłam piętro w dół, rozglądając się po korytarzu. Tylko jakiś czarnowłosy chłopak rozmawiał z blondynką. Oboje mniej więcej mojego wzrostu.
Czyli dzisiaj bardziej luźny dzień, a dokładniej wszystko trzeba będzie zaplanować na jutro. Wyciągnęłam rękę po torbę, ale nie było jej na moim ramieniu. Idealnie. Wpakowałaś się właśnie w kłopoty i najprawdopodobniej oboje będziecie siebie unikać. Źle. Wszystko źle.
Weszłam raz jeszcze po schodach. Chłopak wciąż stał w tym samym miejscu, wyglądał na zdezorientowanego. A może tylko mi się wydawało, może za bardzo się przejmowałam. Może zapomniałam, że miałam wszystkich trzymać na dystans.
— Zapomniałam torby — rzuciłam w kierunku Fomy. Ten drgnął lekko. Podał mi zgubę, którą miał przewieszoną na ramieniu. Wyciągnęłam rękę, będąc gotowa chwycić za ukochany gruby pasek, ale nic takiego się nie stało. Zamiast tego torba upadła z hukiem na ziemię.
— No nie — warknęłam, nerwowo starając się ją podnieść za którykolwiek z pasków. Nie pomogło. Brakowało jeszcze tylko, żebym sama przeleciała przez podłogę.

sobota, 2 września 2017

Od Rishimy, CD Foma

Chłopak odpowiedział mi tylko nerwowym śmiechem. Czyżby nie potrafił zdecydować? Właściwie wyglądał uroczo, tym bardziej, że był tylko trochę wyższy ode mnie, być może dwa albo trzy centymetry. No, a jakby zmrużyć oczy, to byłaby z niego całkiem ładna dziewczynka.
— Sam nie wiem, my nie mieliśmy wyboru — mruknął. — Ale chyba i tak bym nie skorzystał, i wziąłbym srebrny, nie potrzebuję błyskotek — odpowiedział w końcu. A potem chyba posmutniał, wyprostował się i zaczął się nad czymś zastanawiać. W sekundę z uśmiechniętego chłopaka stał się kimś, kto wyglądał, jakby stał obok mnie (bo przecież się uśmiechał), ale jednocześnie spał. 
— W takim razie i ja wybiorę srebrny! — Posłałam mu serdeczny uśmiech, z nadzieją, że jego humor się poprawi. Niestety nie pomogło. Wciąż wyglądał jak wrak człowieka. A może tylko za bardzo się przejmuję? 
A co, jeżeli... On też ma przypisaną swoją datę? Przypuszczam, że wyglądam podobnie, kiedy zaczynam panikować i odliczać każdą sekundę. Trzeba będzie go o to spytać. Jakoś delikatnie, powoli, nie dzisiaj, żeby się biedak nie przestraszył.
— Stało się coś? Możesz mi powiedzieć! — Musnęłam lekko jego ramię, sprowadzając go na ziemię. Schował do torby resztę kuraletów i popatrzył na mnie dziwnie pustym wzrokiem.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Od Rishimy, CD Jane

Wbiegłam na schody, czując, że moje serce jest bliskie wypadnięcia z klatki piersiowej. Pierwszy raz w życiu zaspałam na cokolwiek. Pierwszy raz czułam się aż tak nieodpowiedzialna. Zmarnowałam dwie godziny. Dwie godziny, które mogłam przeznaczyć na krótką przechadzkę albo szybki trening, który by mnie pobudził. Zamiast tego przemknęłam właśnie przez stołówkowe drzwi, przyuważając, że zostały mi dwie minuty, a potem kucharki zaczną przygotowywać obiady.
Zdążyłam. Gdybym nie zdążyła, zapewne byłabym na siebie bardzo, bardzo zła. Dobrze, że obowiązywały tu zasady szwedzkiego stołu. Inaczej już dawno nic by dla mnie nie zostało.
Chwila.
Kilka kucharek energicznie zaczęło odkładać wszelkie jedzenie. A właściwie jego resztki. Czyli jednak przepadło mi kilka godzin, a na dodatek śniadanie.
— Przepraszam! — krzyknęłam, mając nadzieję, że którakolwiek z kobiet zareaguje. — Zostało coś jeszcze? — zapytałam, czując na sobie wzrok przynajmniej kilku osób. Któraś z pracownic kuchni odburknęła coś pokroju, że godziny wydawania śniadań właśnie dobiegły końca.
Opuściłam ręce zrezygnowana, kiedy to ktoś klepnął mnie lekko w ramię. Odskoczyłam kawałek, a oddech znowu stał się nierówny.
— Cześć, jestem Jane. Pomóc ci w czymś? — Spokój, to człowiek, a nie istota, która czyha na ciebie z zębami i żądzą krwi. Uśmiechnęłam się lekko.
— Cześć, Rishima. Zaspałam na śniadanie, ale miałam cichą nadzieję, że coś jeszcz zjem... — mruknęłam, rzucając wzrokiem za siebie. Nie, nikt czekał na mnie z talerzem najlepszych wędlin. Właściwie po prostu kucharki zajęły się obiadem. Albo sobą.
— Możesz zjeść moją kanapkę! — Jane odwzajemniła uśmiech. Jejku, sprawiała wrażenie bardzo miłej.
— Dziękuję — odpowiedziałam, przejmując od niej chleb z serem. Niby nie przepadałam za serem, ale w obecnej sytuacji zjadłabym jelenia z raciczkami. Wgryzłam się w kromkę, stwierdzając przy okazji, że była naprawdę dobra. Nie spodziewałam się takiej jakości jedzenia w szkolnej stołówce. A może po prostu głód doskwierał mi już na tyle, że zapomniałam przejmować się smakiem?
— Tutaj lepiej przychodzić dziesięć minut przed zamknięciem, bo można nie dostać jedzenia — kontynuowała dziewczyna, wodząc wzrokiem po stołówce. Skończyłam kanapkę. — Tak w ogóle chyba jesteś tutaj nowa, co nie? — zapytała. — Chciałabyś może przejść się nad altankę w lasku? Słyszałam, że jest przepięknie — rzuciła, tym razem skupiając wzrok na mnie.
Zerknęłam do torby, szukając notatnika. Znalazłam go na samym dnie, aż dziwne. Musiałam być wczoraj naprawdę zmęczona. Zajrzałam do dzisiejszej daty. "Pobudka - 7:30", głosił pierwszy podpunkt. A drugiego nie było. Kartkę wcześniej znajdowała się Oficjalna Lista Celów, którą napisałam kilka dni temu. Czyli... Nie zrobiłam planu. W związku z tym... Czy jeden dzień wolności ducha nie zaszkodzi? Jeden jedyny, więcej się nie powtórzą. Z jednej strony, marnowanie czasu. Z drugiej, może będę mogła dobrze się bawić?
— Chętnie! — odpowiedziałam z uśmiechem, dając jej szybkim gestem znak, żeby wskazała drogę.

środa, 30 sierpnia 2017

Od Rishimy, CD Foma

– Prędzej czy później i tak musiałbym ją ponieść. – Zaniósł się śmiechem. Bardzo miłym i przyjemnym dla ucha śmiechem, podobnym do tego, który często serwował ojciec przy obiedzie. - I bez nerwów, nie ma czym się stresować, nie takie rzeczy tu da się zobaczyć, a esperzy to chleb powszedni – wyjaśnił jasnowłosy, a potem przedstawił się (Foma, jakież cudne imię) i powiedział, że ma za zadanie mnie oprowadzić. Podziwiam tę szkołę, mogli przecież całkowicie zignorować dotarcie nowej osoby, zająć się sobą i w duchu liczyć, że jakoś się wpasuję.
Chłopak wskazał drogę, w międzyczasie opowiadając mi o duchach w bibliotece, do której najlepiej nie wchodzić i o dyrektorze, który ostatnio był nie w humorze, bo ktoś wniósł do szkoły smoka. Czyli prawdopodobnie nie będzie tak kolorowo, jak myślałam. Z drugiej strony, dawka adrenaliny nie zaszkodzi, skoro zostało coraz mniej czasu. Moje życie ubywało z każdą sekundą, w związku z tym należało marnować chwil jak najmniej.
– Ach, no tak... – wymamrotał Foma niedaleko pokoju samorządu, który wcześniej mi pokazywał. Wyciągnął kilka różnych kolorów kuraletów, o których mówił na samym początku. – Który chcesz? – zapytał, rozkładając je na parapecie przede mną.
– A ty który byś wybrał? – Uśmiechnęłam się.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Od Rishimy, CD Foma

Atlancka Wyższa Uczelnia prezentowała się olśniewająco.
Moi rodzice złożyli moje papiery tutaj, gdy tylko usłyszeli o naborze na drugi rocznik. Wiele dobrego mówiło się w mediach o tej szkole, więc i oboje byli wniebowzięci, kiedy się dostałam. Ja zareagowałam jedynie uśmiechem. Z jednej strony dobrze, bo edukacja się przyda. Z drugiej, czy jest sens pakowania się w coś, co w trochę ponad rok trzeba będzie zakończyć?
Mimo wszystko nie miałam możliwości odmówić, a w ostatni tydzień nawet zaczęłam się cieszyć na wizję nowych doświadczeń. Trzy dni przed wyjazdem wszystko było spakowane, a przez dwa następne codziennie sprawdzałam, czy aby na pewno niczego nie zapomniałam. Przy okazji chodziłam w ulubione miejsca, które być może zobaczę po raz ostatni w życiu. Spotkałam się też z całkiem dobrą znajomą. Na pożegnanie powiedziałam "żegnaj". Wątpię, że odpowiednio to zinterpetowała.
A teraz, po całkiem długiej podróży, stałam na terenie szkoły, ogarniając wszystko wzrokiem. Rośliny po długiej zimie powoli zaczynały kiełkować, a słońce przygrzewało mocniej, niż do tej pory. Może ubranie długich spodni nie było najlepszym pomysłem...
Wtem zobaczyłam kogoś idącego w moją stronę z szerokim uśmiechem na ustach. Jak się później okazało, chłopaka.
— Rishima Ederra? — zapytał, wciąż się uśmiechając, kiedy był już dość blisko.
— Dokładnie! — Wyszczerzyłam się, w tym samym czasie "upuszczając" torbę na grubym pasku, którą wcześniej miałam przewieszoną przez ramię. Schyliłam się, żeby ją podnieść, a wtedy... — Świetnie — burknęłam. — Mógłbyś ją potrzymać? Ja chyba nie mam możliwości...

KA:F.S.RE.2

Podstawowe informacje:
Imię: Rishima Lydia
Nazwisko: Ederra
Wiek18 lat
Klasa: Słońca
Miejsce Zamieszkania: Akademik [Pokój Ciszy]

Rozszerzone informacje:
Kluby: Nie warto angażować się w nic na dłuższą metę...
Przyjaciele: Brak
Sympatia: Brak
Wrogowie: Brak

Tożsamość:
Wzrost: 180 cm
Waga: 62 kg
Kolor oczu: Niebieskie
Kolor włosów: Blond
Cechy szczególne: Czy te włosy to złote nici?
Rasa: Esper
Orientacja: Heteroseksualna

Informacje Użytkowe:
Oceny: Brak
Stan Konta: 200 rubli atlanckich

Ekwipunek:  
Kuralet (1)
Komplet podręczników (klasa pierwsza)
Zestaw mundurków (letni i zimowy)
Karta Transportowa (semestr)
Karnet Stołówkowy (semestr)
.
.
.
.
.
.
template by oreuis