Już w wejściu przywitała mnie głośna muzyka. Wolałam wolniejsze nuty, ale nie nastawiałam się źle, bo wszystko mogło się zdarzyć, a muzyka mi w tym nie przeszkodzi. W razie czego notes był w torbie, która dzisiaj postanowiła nie robić mi zbędnych żartów i ani razu nie spadła. Wtedy byłoby źle, naprawdę źle. Bez notatnika nie dałabym rady. Wszystko idealnie zaplanowane, za około minutę, kiedy kolejka się trochę zmniejszy, powinnam poznać swoją parę. Ciekawość dosłownie zżerała mnie od środka. Będzie przystojny? Rozmawialiśmy już wcześniej? A może trafię na tego Super Pięknego Pana zwanego Władcą Wagin?
W końcu nadeszła moja kolej. Szybkie przywitanie się z ognistowłosą, a potem karteczka lądująca w mojej dłoni. I zdziwienie na mojej twarzy.
— Ale... Ja wolę... Chłopców — wytłumaczyłam po cichu, wciąż spoglądając na "Violet" wypisane ozdobnym pismem. Nie ma szans, żeby to imię należało do kogokolwiek płci przeciwnej.
Hera wzruszyła tylko ramionami, wciskając mi alkohol. Nie zdążyłam odmówić, bo dziewczyna ruszyła już po kolejną porcję, a potem przywitała kolejną osobę, której twarz wyrażała dokładnie takie samo zdziwienie. Dałabym sobie łeb urwać, że pary były ustawiane.
Usiadłam na kanapie, szukając wzrokiem osoby, z którą nigdy nawet wcześniej nie rozmawiałam. Randka w ciemno i to po całej linii.
Właściwie w którymś momencie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy aby na pewno spódniczka przed kolano była dobrym pomysłem. Większość dziewczyn wybrała bardziej ozdobne ubrania i dość mocno się wyróżniałam.
Zmęczona oczekiwaniem, zamoczyłam usta w alkoholu. Nigdy za tym smakiem nie przepadałam, ale jednocześnie mi nie przeszkadzał. W planie nie napisałam niczego o całkowitym braku piwa. Modlić się, tylko żebym nie skończyła na podłodze po jednym kieliszku.
W którymś momencie zauważyłam dziewczynę, u której najbardziej charakterystyczną rzeczą były kolczyki. Definitywnie zbliżała się w moją stronę. Odstawiłam torbę na kanapę i wstałam, nie chcąc pokazywać braku kultury.
— Um, Violet? — zapytałam, mając nadzieję, że poprawnie przeczytałam jej imię.
Pierwsza impreza w szkole, do której przybyłam niedawno. Strzał w dziesiątkę! Nie zdążyłam poznać zbyt wielu nowych ludzi, więc to może być świetna okazja. Przed wyjściem spędziłam wiele czasu na przygotowanie się do imprezy. Pióra błyszczały bardziej niż zwykle, a włosy wyglądały schludniej. Decyzja w kwestii ubrania zajęła mi pewnie całe wieki, ostatecznie jednak skończyłam w mojej ulubionej sukience: krótkiej, czarnej z lekkiego materiału. Tuż przed opuszczeniem pokoju zdecydowałam się jeszcze zmienić baleriny na niskie obcasy. Tak przystrojona zjawiłam się przed mieszkaniem Hery i nie wahając się ani chwili, zadzwoniłam do drzwi. Szybko stanęły otworem, więc weszłam do środka, mieszając się z już całkiem sporą grupą. Odnalezienie Hery nie było wielkim wyzwaniem — jej płomienne włosy wyróżniały się z tłumu. Dziewczyna nie marnując czasu, wcisnęła do ręki dwie wizytówki i nachyliła się, by coś powiedzieć. Jej słowa w większości zostały zagłuszone:
— ...alkohol... barze... zabaw.
Skinęłam głową w odpowiedzi. Gdybym się odezwała i tak by nic nie zrozumiała. Po co się kłopotać.
Przyjrzałam się wizytówkom, które chwile temu dostałam. Tę ze swoim imieniem przypięłam ostrożnie do sukienki, a drugą schowałam w staniku. Rishima. Takie imię widniało na karteczce. Poczułam lekkie ukłucie zawodu, ale prędko je przepędziłam. Może seksowny chłopak byłby bardziej interesujący, ale nie jestem wybredna. Kobietą też mogłam się zadowolić. Zanim weszłam między tańczących ludzi, zwinęłam skrzydła. Wolałam ich nie narażać na niebezpieczeństwo. Ruszyłam przed siebie, mijając głośniki, które były nastawione na wręcz ogłuszającą głośność. Uśmiechnęłam się szeroko. Nie zatrzymywałam się, póki nie zauważyłam na kanapie dziewczyny bez pary. W kilku krokach byłam przy niej. Nieznajoma zlustrowała mnie wzrokiem, więc zrobiłam to samo. Miała długie blond włosy, a w rękach trzymała ledwo napoczętego drinka.
— Um, Violet? – spytała.
Uśmiechnęłam się do niej:
— To ja! – odparłam z entuzjazmem. — Rishima? — Nie czekając na odpowiedź wyjęłam jej z dłoni drinka i upiłam solidnego łyka. — Wybacz, zaraz załatwię coś dla nas obu. Zatańczysz?
Nie wiem, czy nie byłam zbyt nachalna, ale nie chciałam marnować czasu imprezy. Z niecierpliwością oczekiwałam jej odpowiedzi.
Dziewczyna zdążyła już podejść. Zauważyłam wtedy, że na szczęście również nie wybrała najdłuższej kreacji. Może nie będę się aż tak wyróżniać. Czarna sukienka wyglądała na niej bardzo dobrze, a buty i idealna fryzura jedynie dopełniały całość.
— To ja! — krzyknęła dziewczyna. Bez tego prawdopodobnie bym jej nie usłyszała. — Rishima? — zapytała, biorąc z mojej dłoni kieliszek, który ledwo zaczęłam. Nabrała pokaźnego łyka. Oj, moja głowa zdecydowanie by czegoś takiego nie wytrzymała.
Violet naprawdę wyglądała na zakręconą, może warto było ją poznać. Wiadomo, że nie będzie to randka, ale zawsze można nazwać to całkiem szalonym spotkaniem towarzyskim.
— Wybacz, zaraz załatwię coś dla nas obu! — Uśmiechnęła się, przekrzykując muzykę. — Zatańczysz? — Wyciągnęła do mnie rękę. Na początku chciałam odmówić, bo nie jestem dobra w tańcu, ale impreza trwała już w najlepsze, więc większość gości była pod wpływem alkoholu, najwyraźniej dobrze się bawili. W takim razie raczej nikt nie będzie zwracać uwagi na moje potykanie się.
— Chętnie! — odpowiedziałam z uśmiechem, wstając. Poprawiłam spódnicę, odgarnęłam włosy na plecy i chwyciłam wyciągniętą rękę Violet, która od razu wyciągnęła nas na środek parkietu. Może i z początku ciężko było mi wczuć się w rytm, bo nigdy nie słuchałam takiej muzyki, ale obserwacja ruchów fioletowowłosej pomogła mi się z nią oswoić i chwilę po tym tańczyłyśmy w najlepsze.
— To — zaczęłam, prawie wrzeszcząc jej do ucha — czym się zajmujesz?
Wyciągnęłam rękę w kierunku dziewczyny, zachęcając ją gestem do tańca. Rishima nie wydawała się przekonana, ale po szybkim zlustrowaniu wzrokiem parkietu się rozpogodziła:
— Chętnie! — uśmiechnęła się promiennie, na co odpowiedziałam jej tym samym.
Złapałam ją za nadgarstek, zdecydowanie, lecz nie brutalnie i pociągnęłam za sobą. Ludzie na parkiecie byli już niewątpliwie po kilku drinkach, wielu wyglądało na nieco zamroczonych, ale szczęśliwych. Pewnie po kilku drinkach podzielimy ich los, a ta myśl napawała mnie miłym uczuciem, podobnym do podniecania, ale z mieszanką adrenaliny. Lubiłam alkohol oraz zamroczenie, które po nim następowało. To uczucie było dla mnie porywające. Zawsze wiązało się też z imprezą. Muszę zaraz wyszukać dla nas trunków. Omiotłam spojrzeniem pokój i zauważyłam kilka szklanek oraz mniejszych kieliszków na blacie barku. Na powrót skupiłam się na dziewczynie. Zaczęłyśmy się wspólnie kiwać w rytm muzyki. Chyba moja partnerka z początku nie czuła się zbyt pewnie, ale już po chwili się rozluźniła. Tańczyłyśmy przez jakiś czas, po czym Rishima coś powiedziała, ale rycząca głośno muzyka całkowicie zagłuszyła jej słowa. Nachyliłam się i gestem pokazałam jej, że nie zrozumiałam.
— Czym się zajmujesz? — powtórzyła pytanie, tym razem głośniej.
Zbiła mnie z tropu tym pytaniem. Niby proste, ale jednak odpowiedź zawsze była skomplikowana. Różne rzeczy już zaprzątały mi głowę, jak byłam młodsza często, zmieniałam zajęcia, ale jedno pozostało niezmienne na zawsze. Można nawet uznać, że dwa.
— Zazwyczaj zabawą. Często latałam z siostrami, nie przejmując się niczym szczególnym. W szkole zawsze zwracałam szczególną uwagę na historię i kulturę, wraz z językami. Tak naprawdę to mój wyjazd na Uczelnię był moim pierwszym dalszym. Wcześniej nie opuszczałam Edeni — nie byłam pewna jak wiele usłyszała Rishima, ale pokiwała głową w odpowiedzi — A ty? — postanowiłam też trochę się dowiedzieć — Czym się zajmujesz? — zlustrowałam ją wzrokiem od stóp do głów — Chyba nie pytałam jeszcze, jakiej jesteś rasy — odetchnęłam i przestałam mówić. Nie znałam dziewczyny jeszcze zbyt dobrze, więc zarzucenie jej potokiem słów nie wydawało się najlepszym wyjściem, ale oczywiście zbyt późno o tym pomyślałam.
Violet chyba mnie nie usłyszała, więc powtórzyłam moje pytanie. Dziewczyna kiwnęła głową na znak, że teraz najprawdopodobniej zrozumiała.
— Zazwyczaj... siostrami... szkole... historię i kulturę... Uczelnię... Edenii... — Właściwie nie słyszałam większości słów, ale mogłam wywnioskować, że lubi historię i kulturę. A może odwrotnie? Nie lubi jej? Głupio byłoby poprosić o powtórzenie, bo wypowiedź nie należała do cóż, najkrótszych. Pokiwałam tylko głową z uśmiechem, z nadzieją, że Violet nie wyczuje, że trochę pewności siebie mi uleciało.
— A ty? — usłyszałam, więc podeszłam bliżej, aby mieć pewność, że tym razem ani jedno słowo mi nie umknie. W końcu im więcej trzeba powtarzać, tym więcej życia uleci. — Czym się zajmujesz? Chyba nie pytałam jeszcze, jakiej jesteś rasy!
Wróciłam do poprzedniej pozycji, zastanawiając się nad odpowiedzią. Właściwie nigdy nie zajmowałam się niczym konkretnym, jedynie rośliny zajmowały mi sporo czasu. I zajmowałyby pewnie jeszcze więcej, gdyby nie cholerna wysypka, która pojawiała się na czole i brodzie za każdym razem, kiedy miałam z nimi dłuższy kontakt.
— Uwielbiam ogrodnictwo! — krzyknęłam, modląc się, żeby Hera zadbała o jakąś muzykę dla par. W końcu mogłabym przestać zdzierać gardło i faktycznie dowiedziałabym się czegoś o towarzyszce. — A co do rasy... — mruknęłam, ciągnąc ją za rękę w stronę kąta. Potem zwinnie przełożyłam dłoń przez ścianę. — Esper! — wyjaśniłam, biorąc do ust większy łyk piwa, niż którykolwiek wcześniej.
Odetchnęłam z ulgą, gdy zauważyłam zamyślenie na jej twarzy. Dobrze, że myślała nad odpowiedzią, a nie zastanawiała się jak najszybciej stąd uciec. Chociaż mogła rozważać jedno i drugie. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź:
— Uwielbiam ogrodnictwo! — krzyknęła, przez co udało mi się ją bez problemu zrozumieć. Najwyraźniej z tym ogrodnictwem była większa historia, bo na jej czole pojawiła się zmarszczka, ale na razie wolałam głębiej nie wnikać. Mimo wszystko miałam z nią spędzić cały wieczór, a zrażanie do siebie swojej pary nie należało do najgenialniejszych pomysłów. Może po prostu ktoś nadepnął jej na stopę, a moja interpretacja mimiki twarzy była do bani. Nie rozwodziłam się nad tym długo, bo dziewczyna kontynuowała swoją odpowiedź — Do... rasy... — zniżyła głos, więc niecałe zdanie dotarło do moich uszu, ale prawdopodobnie chciała powiedzieć, że do jej rasy nie powinnam wściubiać nosa. Czyżbym znalazła jej czuły punkt? Teraz postanowi mnie zostawić, a ja spędzę resztę wieczora grzejąc ścianę. Niemal od razu pociągnęła mnie za rękę, prowadząc w kierunku prawdopodobnie wyjścia. Może jednak błędnie zinterpretowałam jej wypowiedź? Nie wydawała się wkurzona, ale zdeterminowana. Kiedy dotarłyśmy na kraniec pokoju, Rishima przystanęła. Z uśmiechem wyciągnęła rękę i przełożyła ją przez ścianę — Esper!
Dziewczyna wzięła duży łyk piwa, które trzymała w dłoni i znów się uśmiechnęła. Na moją twarz również wpłynął szeroki uśmiech. Chyba zbyt bardzo przejmowałam się jej reakcjami, dziewczyna nie była jakoś nadmiernie wrażliwa:
— Ale super! — pewnie w tym momencie oczy zalśniły mi ekscytacją, niczym małej dziewczynce, której obiecano balonika — Nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałam Espera. Moi rodzice nie są rasistami, ale zazwyczaj trzymaliśmy się towarzystwa Ikarów. — Rozłożyłam skrzydła, żeby podkreślić moją wypowiedź, ale szybko znów złożyłam je wzdłuż pleców. Zbyt wiele ludzi, żebym mogła to swobodnie zrobić, nie narażając nikogo.
Zauważyłam chłopaka przechodzącego obok. Miał naburmuszoną minę i nienapoczęte piwo. Uśmiechnęłam się szeroko i zwróciłam do niego:
— Masz coś przeciwko? Nie wyglądasz jakbyś miał to pić — zanim zdążył odpowiedzieć, wyjęłam mu szklankę z ręki. Odszedł, mamrocząc coś niewyraźnie pod nosem.
Moja uwaga na powrót skupiła się na Rishimie:
— Chyba nie pytałam jeszcze, z której klasy jesteś. Jestem tu od niedawna, więc jeszcze nie pamiętam wszystkich twarzy. — Miałam szczerą nadzieję, że tym razem zrozumie bez problemów. Nie byłyśmy już tak blisko głośnika i miałam wrażenie, że muzyka nieco przycichła, chociaż to mogły równie dobrze być moje wysiadające bębenki.
— Klasa Słońca — odpowiedziałam, uśmiechając się. Właściwie nie powinnam była pić więcej. To był chyba trzeci raz, więc nie miałam pewności, że moja głowa to wytrzyma. Nie chciałam, żeby Hera obudziła mnie jutro w kałuży własnych wymiocin. To na pewno byłoby niesmaczne, niehigieniczne i, na dodatek, zawstydzające. Nikt ze szkoły nie byłby w stanie spojrzeć mi w oczy po raz kolejny, stałabym się pośmiewiskiem i obiektem żartów. Może i na imprezie było kilka dziewczyn, które miały niedopasowane ubrania, jedna założyła najpewniej za małe buty i teraz balowała bez nich, ale to były rzeczy, które łatwo było zapomnieć. Co innego, jeśli w następnej gazetce ujrzałabym swoje kompromitujące zdjęcie.
Violet zaproponowała powrót na parkiet, ale stanowczo odmówiłam, czując, że moje nogi mogą nie wytrzymać większego wysiłku. Nigdy wyjątkowo dobra w sporcie nie byłam, dodatkowo nie ćwiczyłam i kolejne tańce byłyby zwyczajnie męczące, a chodziło o to, żeby dobrze się bawić. Z umiarem, w nadal dobrze. I żeby obudzić się, pamiętając cokolwiek.
Nagle dosłownie cały w miarę trzeźwy tłum skierował się w stronę drzwi.
— O co chodzi? — zapytałam, podążając za nimi wzrokiem. Violet odpowiedziała krótkim wzruszeniem ramion. Tym razem ciekawość ze mną wygrała i poszłam za większością, dając fioletowowłosej szybki znak, żeby poszła ze mną. Moim oczom ukazała się dwójka chłopaków, którzy najwyraźniej nie przejmowali się innymi i, jak gdyby nigdy nic, dosłownie się do siebie przyssali. Co lepsze, jednym z nich był
Foma.
— Klasa Słońca — odpowiedziała z uśmiechem na moje pytanie. To chyba znaczyło, że chodzi do mojej klasy, ale wolałam się nie przyznawać do tego. Może byłam nowa, ale twarze towarzyszy z lekcji mimo wszystko powinno się kojarzyć. Udałam, że zapatrzyłam się na jakąś tańczącą parę. Dziewczyna zdjęła buty i tańczyła na boso. Pewnie zbyt małe, stopy miała spore, chociaż nie ogromne. Złapałam z baru nowego drinka, powoli zaczynało mi szumieć w uszach, ale to tylko dodawało mi dobrego humoru. W pewnym momencie zaproponowałam Rishimie taniec, ale odmówiła. Pewnie miała rację odmawiając. Po alkoholu, jaki obie przyswoiłyśmy, mogło się to skończyć nie najlepiej. Mogłyśmy zacząć robić jakieś dziwne manewry, mogłoby stać się niezręcznie.
Usłyszałam poruszenie przy drzwiach. Rishima niezwłocznie obejrzała się w tamtym kierunku, wyciągając głowę. Jej było łatwiej, mimo wszystko była o ponad dziesięć centymetrów wyższa.
— O co chodzi? — spytałam ją.
Wzruszyła ramionami, na znak, że niewiele stąd widzi. Ruszyła w tamtą stronę, pokazując mi gestem, żebym też poszła. Skinęłam głową, ale tego już chyba nie zauważyła. Cała jej uwaga była skupiona na zamieszaniu przy drzwiach. Kiedy podeszłyśmy bliżej, moją towarzyszkę zamurowało. Szturchnęłam ją nagląco i spytałam ściszonym głosem:
— Co jest? — ludzie przede mną byli zbyt wysocy, żebym swobodnie mogła widzieć.
Rishima nie odpowiedziała, tylko bez słowa patrzyła się na zamieszanie. Przewróciłam oczami i rozłożyłam skrzydła. Usłyszałam piski kilku osób za mną, które prawdopodobnie oberwały piórami, ale je zignorowałam. Wzbiłam się wysoko, nie zważając, że osoby z dołu mogą mieć ciekawe widoki. Rajstopy, które miałam na sobie powinny zasłonić widok. Skupiłam się na tym, co wszyscy obserwowali z zapartym tchem. Było to dwóch chłopaków, ze starszego rocznika, którzy całowali się tak namiętnie, że wyglądali jakby sobie chcieli duszę wyssać. W jednym z nich rozpoznałam przewodnika, który oprowadzał mnie po szkole. Daniel chyba, ale nie postawiłabym o to nawet palca. Lub Deamon, albo Dexter. Delikatnie wylądowałam obok Rishimy, starając się nikogo więcej nie staranować:
— Czy to ten chłopak z samorządu? — zapytałam.
Zdecydowanie mogłabym przekreślić możliwość, że to Foma jest Władcą Wagin, o którym ktoś kiedyś wspominał. W końcu ciężko o to było, skoro ostatecznie skończył z mężczyzną. Na dodatek wyglądał jakby się z nim dłużej i lepiej znał, a nie jakby to była chwila namiętności pod wpływem alkoholu. Być może to dlatego tyle osób się zebrało?
— Idealnie — mruknęłam, stwierdzając, że przecież chłopak był całkiem miły i ładny, być może wyszłoby z naszej śmiesznej znajomości coś więcej w przyszłości. Scena się zakończyła, chłopacy oberwali kilka razy fleszem po oczach.
— Czy to ten chłopak z samorządu? — Poczułam lekkie dotknięcie na ramieniu. Odwróciłam się do Violet.
— Chyba oboje są z samorządu. Jasnowłosy mnie wprowadzał, a ten drugi chyba nosił naszywkę — odpowiedziałam, nie będąc do końca pewna swoich słów. — Mniejsza o nich. Jutro będą wszystkiego żałować — rzuciłam i wróciłam z dziewczyną do pokoju. Od razu skierowałam się w stronę baru z zamiarem wypicia czegoś zimnego. Może niekoniecznie czegoś, co zawierało procenty, ale wyglądało na to, że nic bezalkoholowego się nie ostało. Cóż, dochodziła północ, więc i ciężko o zapasy równe temu, co było na początku. Chwyciłam kieliszek, który, jak na złość, chwilę po tym dosłownie przeleciał przez moją dłoń, przy okazji solidnie brudząc podłogę.
— Ugh... Wygląda na to, że dzisiaj już nie skorzystam — mruknęłam do Violet. — Bycie esperem jest okropne. Gdybym chociaż mogła wybrać co chcę robić. Niby przydatne, bo skraca drogę, a z drugiej strony czasem nie mogę się nawet przebrać... — Ułożyłam usta w grymas. — Powinnam się nauczyć to kontrolować. Właśnie, długo zajęła ci nauka latania?
— Chyba oboje są z samorządu. Jasnowłosy mnie wprowadzał, a ten drugi chyba nosił naszywkę — usłyszałam odpowiedź na moje pytanie, ale moja towarzyszka nie wydawała się do końca przekonana. — Mniejsza o nich. Jutro będą wszystkiego żałować. — Czemu tak powiedziała? Pewnie chodziło o plotki, które często nie dawały ludziom w szkole żyć, ale chyba para była popularna. Wcześniej dostrzegłam uśmiech samozadowolenia na twarzy Hery, więc misja została wykonana. Nie można było być pewnym, o co dokładnie jej chodziło, ale na pewno to się stało. Rishima ruszyła w stronę parkietu, nie oglądając się za siebie. Wydawała się przybita, chociaż nie widziałam żadnego powodu. Może któryś z tych facetów był jej bratem, a ona była smutna, bo jej nie powiedział, że jest homoseksualny? Mogło istnieć milion różnych powodów. Może żałowała, że zamiast dobrze bawić się na imprezie z chłopakiem, musiała zadowolić się pogawędką z drugą dziewczyną. Poszłam za jasnowłosą przez tłum, także nie oglądając się powtórnie. Skierowała się ku barowi, pewnie w poszukiwaniu kolejnych drinków. Zapasy już nie były aż takie pokaźne jak na początku, ale nadal można było się zadowolić alkoholem. Dziewczyna sięgnęła po pierwszy lepszy kieliszek, ale już po chwili ten poleciał na podłogę, brudząc nasze buty oraz przy okazji kilka innych osób stojących naokoło. Chyba miałam rację, myśląc, że się zdenerwowała.
— Ugh... — westchnęła głęboko — Wygląda na to, że dzisiaj już nie skorzystam — mruknęła w moim kierunku. Humor zdecydowanie zmienił się, odkąd zobaczyła scenę rozgrywającą się przy drzwiach, ale nie chciałam o to pytać. Już i tak zbyt dużo o tym myślałam, ale przynajmniej tego nie wiedziała — Bycie esperem jest okropne. Gdybym chociaż mogła wybrać, co chcę robić. Niby przydatne, bo skraca drogę, a z drugiej strony czasem nie mogę się nawet przebrać... Powinnam się nauczyć to kontrolować. Właśnie, długo zajęła ci nauka latania? — spytała, nieco się rozchmurzając, ale to mogło mi się tylko wydawać, bo wspomniała o lataniu.
— Niewiele, tak naprawdę to wszystko kwestia ćwiczeń. Od małego wiedziałam, że kiedyś dostanę skrzydeł. Zawsze o tym marzyłam i nie mogłam się tego doczekać — uśmiechnęłam się pod nosem — A potem się okazało, że skrzydła dostałam zbyt wcześnie. Wszystko się zmieniło, było pięknie, ale strasznie. Dostałam nowe imię, moje siostry były zbyt małe, latałam sama po naszym dworze. Po dwóch latach dostała skrzydeł moja siostra, a potem było już tylko łatwiej. Wszystkie latałyśmy, sprawiało nam to sporo uciechy, po prostu w pewnym momencie do tego przywykłyśmy — jeszcze raz się uśmiechnęłam, po czym sięgnęłam po napój — Tak w zasadzie to która godzina?
— Tak właściwie, to która godzina? — Usłyszałam.
W tamtym momencie na ramionach pojawiła się gęsia skórka. Ręce zaczęły drżeć, a serce prawie wyrywało się z klatki piersiowej.
Wyciągnęłam najpierw telefon, a potem podeszłam do sofy niedaleko, na której zostawiłam na początku zabawy torbę. Notatnik był na miejscu, pieniądze i długopisy też. Wyglądało na to, że nikomu nie chciało się kraść, kiedy dookoła było tyle innych, lepszych rzeczy do sprawdzenia, czy zrobienia. Ciekawe, czy wyjdzie z tego jakakolwiek para...
Otworzyłam planner na stronie z dzisiejszym dniem. Potem spojrzałam na telefon. Druga trzynaście. Na kartce napisane, żeby przed pierwszą być bezpiecznie w akademiku. To oznacza, że zmarnowałam około dwóch godzin. Poczułam pojedynczą kropkę spływającą po czole. Okropne. Może i teraz panikowałam, ale przypuszczam, że z biegiem czasu w ogóle nie będę pamiętać tego spóźnienia. A co gorsza, być może się tym w ogóle nie przejmę.
Im bliżej do końca, tym mniej się boję. Jakbym zdążyła się już pogodzić z losem, który mnie czeka.
Podbiegłam do Violet, odgarnęłam włosy na plecy, jednocześnie poprawiając spódnicę.
— Przepraszam, ale mam coś do zrobienia! To ważne! Pogadamy w szkole!
Nie byłam pewna ile z tego zrozumiała. Mam nadzieję, że chociaż te najważniejsze słowa.
A potem wybiegłam szybko z terenu zabawy, potykając się o własne nogi. Za siedem minut zaplanowany jest prysznic. Znów nie zdążę. Źle.