Chłopak przyrządzał swoją mieszankę bardzo niepewnie, nie do końca wiedząc, po co powinien sięgnąć, co dodać, żeby nie schrzanić smaku. Zachichotałam cicho pod nosem, czekając na błogosławiony dźwięk, który oznajmi mi, że woda jest gotowa i mogę zalać swoje ziółka.
— Myślę, że nie jest źle, a raczej mam taką nadzieję. Nie no, nie pachnie źle, więc chyba będę w stanie skosztować bez zagrożenia życia. — Zaśmiałam się, obserwując, jak mieszał składniki. — A tobie, pani profesor herbatkowania?
Zerknęłam do kubka, w którym znajdowała się mieszanka czarnych listków z zasuszoną miętą i tęczowymi płatkami. Będzie w kij słodka i bez miodu, ale złoty płyn miał maskować nieprzyjemną nutę, delikatny zgrzyt pomiędzy tęczowcem i miętą.
— Dawno tego nie robiłam, więc czuję się trochę jak dziecko, które za zachętą dziecko poszło mieszać zioła, a potem szło dać rodzicom spróbować, żeby zobaczyć, czy nie umrze od tego — odpowiedziałam z rozbawieniem, przypominając sobie swoją pierwszą zabawę z tworzeniem mieszanek. Matka zawsze mówiła, że bardzo dobra, z mniej bądź bardziej szczerym uśmiechem, a tata mówił mi zawsze prawdę. Cóż, reakcje obydwu przeważnie były zabawne, więc robiłam to dość często. — Teraz tylko brakuje mi osoby, która dawałaby każdej mieszance jakieś osobliwe właściwości i funkcje — dodałam i zalałam herbatę, usłyszawszy charakterystyczny pstryk. Tę funkcję oczywiście pełnił Marvill.
— Chcesz teraz zdjęcia czy później? — spytałam, podając mu czajniczek.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odprawiając czarną magię. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odprawiając czarną magię. Pokaż wszystkie posty
sobota, 31 marca 2018
środa, 28 marca 2018
Odprawiając czarną magię [11]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Odprawiając czarną magię
— Promyłek szlachetny — powiedziała, podśmiechując się pod nosem. — Jakoś nigdy nazwa tego kwiatka nie wydawała się mi do niego adekwatna — dodała, zabierając mi słoiczek i już za chwilę wściubiając ten zadarty nosek w naczynie, zaciągając się zapachem. — W smaku słodko-kwaśna, bardzo mocna, także zalecam tylko odrobinkę. Całkiem nieźle komponuje się z czarną porzeczką — mruczała, gładząc palcem szkło i znowu na chwilę odpłynęła w nieznane, zamyśliła się, błysk oczu zaginął. Skinąłem tylko głową, cierpliwie czekając, aż ponownie złapie sygnał i zagada.
Nastawiła czajnik i znowu wróciła do mieszania ziół, które znając życie, będą smakować wyśmienicie. Nastolatka... Już kobieta, przepraszam, wypiła zapewne w ciągu życia tyle herbat i tyle połączeń, że głowa mała.
Sam robiłem to niepewnie, wcześniej dokładnie wąchając każde ziółko, starając się iść głównie za tym zmysłem, co w sumie nie wiedziałem, czy gdziekolwiek mnie doprowadzi.
Tu coś kwaśnego, tam słodkiego. Unikałem typowo zielnego zapachu i goryczy, tego z pewnością nie chciałem.
— Jak ci idzie, Aurelku? — spytała nagle, zaskakując mnie. Wyciągnęła z plecaczka słoik miodu, przy czym uznałem, że sam z niego dzisiaj zrezygnuję. No, może jak potem mi nie zasmakuje, to go dodam tyle, byle dało się to jakoś przełknąć.
Spojrzałem na swoje ziółka.
— Myślę, że nie jest źle, a raczej mam taką nadzieję. Nie no, nie pachnie źle, więc chyba będę w stanie tego skosztować bez zagrożenia zycia — mruknąłem, znowu przemieszując dodatki. — A tobie, pani profesor herbatkowania?
Nastawiła czajnik i znowu wróciła do mieszania ziół, które znając życie, będą smakować wyśmienicie. Nastolatka... Już kobieta, przepraszam, wypiła zapewne w ciągu życia tyle herbat i tyle połączeń, że głowa mała.
Sam robiłem to niepewnie, wcześniej dokładnie wąchając każde ziółko, starając się iść głównie za tym zmysłem, co w sumie nie wiedziałem, czy gdziekolwiek mnie doprowadzi.
Tu coś kwaśnego, tam słodkiego. Unikałem typowo zielnego zapachu i goryczy, tego z pewnością nie chciałem.
— Jak ci idzie, Aurelku? — spytała nagle, zaskakując mnie. Wyciągnęła z plecaczka słoik miodu, przy czym uznałem, że sam z niego dzisiaj zrezygnuję. No, może jak potem mi nie zasmakuje, to go dodam tyle, byle dało się to jakoś przełknąć.
Spojrzałem na swoje ziółka.
— Myślę, że nie jest źle, a raczej mam taką nadzieję. Nie no, nie pachnie źle, więc chyba będę w stanie tego skosztować bez zagrożenia zycia — mruknąłem, znowu przemieszując dodatki. — A tobie, pani profesor herbatkowania?
wtorek, 27 marca 2018
Odprawiając czarną magię [10]
Etykiety:
Odprawiając czarną magię,
Pelagonija Eternum
Kilka łyżek czarnej herbaty, dwie mięty i jedna tęczowca. Nie miałam zamiaru szaleć za bardzo, a potrzebowałam czegoś słodkiego.
— A to? — Uniosłam wzrok, przerywając mieszanie zasuszonych listków z tęczowymi płatkami. Przyjrzałam się żółtym płatkom w słoiczku, uśmiechając się delikatnie. Przypominały nieco te do słonecznika, ale były znacznie mniejsze, bardziej zaokrąglone i miały jaskrawszy kolor.
— Promyłek szlachetny — zaśmiałam się cicho pod nosem. — Jakoś nigdy nazwa tego kwiatka nie wydawała się mi do niego adekwatna — wymamrotałam, przejmując pojemnik od Aurelka i otworzyłam go, po czym powąchałam dla pewności, że to prymołek. Moje nozdrza połaskotał słaby, kwiatowy zapach z nutą cytrusów, po czym podsunęłam Hortensji.
— W smaku słodko-kwaśna, bardzo mocna, także zalecam tylko odrobinkę. Całkiem nieźle komponuje się z czarną porzeczką — powiedziałam, gładząc palcem szklaną powierzchnie słoika. Dość dawno nie bawiłam się w mieszanki. I tak ostatnio piłam jedynie Róże, naginając mocno zasady dziadka i chodząc z kwiatuszkami, które sobie rosły na skórze.
Nastawiłam wodę, w oczekiwaniu mieszając swoje ziółka i zastanawiając się, czy może jednak czegoś nie dodać.
— Jak ci idzie, Aurelku? — spytałam, koniec końców wsypując do kubka mieszankę i wygrzebałam miód z plecaka. Co prawda tęczowiec sam w sobie był bardzo słodki, ale miód musiał być. Ot tak, dla zasady. Choćbym miała się zasłodzić.
— A to? — Uniosłam wzrok, przerywając mieszanie zasuszonych listków z tęczowymi płatkami. Przyjrzałam się żółtym płatkom w słoiczku, uśmiechając się delikatnie. Przypominały nieco te do słonecznika, ale były znacznie mniejsze, bardziej zaokrąglone i miały jaskrawszy kolor.
— Promyłek szlachetny — zaśmiałam się cicho pod nosem. — Jakoś nigdy nazwa tego kwiatka nie wydawała się mi do niego adekwatna — wymamrotałam, przejmując pojemnik od Aurelka i otworzyłam go, po czym powąchałam dla pewności, że to prymołek. Moje nozdrza połaskotał słaby, kwiatowy zapach z nutą cytrusów, po czym podsunęłam Hortensji.
— W smaku słodko-kwaśna, bardzo mocna, także zalecam tylko odrobinkę. Całkiem nieźle komponuje się z czarną porzeczką — powiedziałam, gładząc palcem szklaną powierzchnie słoika. Dość dawno nie bawiłam się w mieszanki. I tak ostatnio piłam jedynie Róże, naginając mocno zasady dziadka i chodząc z kwiatuszkami, które sobie rosły na skórze.
Nastawiłam wodę, w oczekiwaniu mieszając swoje ziółka i zastanawiając się, czy może jednak czegoś nie dodać.
— Jak ci idzie, Aurelku? — spytałam, koniec końców wsypując do kubka mieszankę i wygrzebałam miód z plecaka. Co prawda tęczowiec sam w sobie był bardzo słodki, ale miód musiał być. Ot tak, dla zasady. Choćbym miała się zasłodzić.
Odprawiając czarną magię [9]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Odprawiając czarną magię
— To dziś czarujemy, nabrałam ochoty na coś nowego — powiedziała, a ja tylko przytaknąłem, oglądając dokładnie gładkie ruchy, ustawiane jeden przy drugim słoiczek, uważny wzrok dziewczyny w akompaniamencie przekleństw, które padały z ust sowieckiego towarzysza. Szło się przyzwyczaić do tej nietypowej, eternumowskiej sielanki, ba, nawet za nią zatęsknić, wystarczało wpaść w sidła, co ja zrobiłem już kawał czasu temu. Odkręcała pokrywki, zapach się ulatniał. Kubki, miseczki i łyżeczki powędrowały w dłonie, a magiczne zioła stanęły pomiędzy nami. Czyli dosłownie będziemy czarować z tych różnych listków. Nigdy nie mieszałem herbat, nawet mi taki pomysł do głowy nie wpadł.
Zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda?
— Zaczniemy od tych prostych, dwuskładnikowych, coby nie pokomplikować, bo nam jeszcze wyjdzie coś paskudnego. — Znowu przytaknąłem i uśmiechnąłem się na widok grymasu, który zatańczył na twarzy dziewczyny. Widocznie miała już wprawę, doświadczenie i wiedziała, czym wszelakie zabawy mogły się skończyć. — Pierwszym składnikiem jest zielona albo czarna herbata, najlepiej pięć, sześć łyżeczek. Drugi, z tych mniejszych słoiczków, wybierasz swojego według swojego upodobania, jedna łyżka. Jeżeli chcesz wieloskładnikowe, to lepiej przemyśl mocno skład. Jak nie rozpoznasz, co jest w słoiczkach, to pytaj śmiało — dodała. Lubiłem sposób, w jaki Pel objaśniała różne rzeczy. Mówiła łagodnie, miłym dla ucha tonem, a do tego w przystępny sposób. Człowiek mógł spokojnie się rozpłynąć, słuchając jej głosu. Podążyłem szybko za instrukcjami, napełniłem miseczkę ziołami, dokładnie tak, jak dziewczyna. Wybrałem zieloną, czarna jakoś nieszczególnie mi leżała.
Chwyciłem pierwszy słoik i powąchałem go. Skrzywiłem się, czując okropny anyż, którego nie byłem w stanie znieść. Szybko odłożyłem pojemniczek i sięgnąłem do tego, w którym znajdowało się coś na kształt małych, żółtych płatków i za Chiny Ludowe nie wiedziałem, co to może być.
— A to? — Pokazałem dziewczynie opakowanie. Ogon radośnie obił się o podłogę, zamiótł kurze i zawirował raźnie.
Zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda?
— Zaczniemy od tych prostych, dwuskładnikowych, coby nie pokomplikować, bo nam jeszcze wyjdzie coś paskudnego. — Znowu przytaknąłem i uśmiechnąłem się na widok grymasu, który zatańczył na twarzy dziewczyny. Widocznie miała już wprawę, doświadczenie i wiedziała, czym wszelakie zabawy mogły się skończyć. — Pierwszym składnikiem jest zielona albo czarna herbata, najlepiej pięć, sześć łyżeczek. Drugi, z tych mniejszych słoiczków, wybierasz swojego według swojego upodobania, jedna łyżka. Jeżeli chcesz wieloskładnikowe, to lepiej przemyśl mocno skład. Jak nie rozpoznasz, co jest w słoiczkach, to pytaj śmiało — dodała. Lubiłem sposób, w jaki Pel objaśniała różne rzeczy. Mówiła łagodnie, miłym dla ucha tonem, a do tego w przystępny sposób. Człowiek mógł spokojnie się rozpłynąć, słuchając jej głosu. Podążyłem szybko za instrukcjami, napełniłem miseczkę ziołami, dokładnie tak, jak dziewczyna. Wybrałem zieloną, czarna jakoś nieszczególnie mi leżała.
Chwyciłem pierwszy słoik i powąchałem go. Skrzywiłem się, czując okropny anyż, którego nie byłem w stanie znieść. Szybko odłożyłem pojemniczek i sięgnąłem do tego, w którym znajdowało się coś na kształt małych, żółtych płatków i za Chiny Ludowe nie wiedziałem, co to może być.
— A to? — Pokazałem dziewczynie opakowanie. Ogon radośnie obił się o podłogę, zamiótł kurze i zawirował raźnie.
Oprawiając czarną magię [8]
Etykiety:
Odprawiając czarną magię,
Pelagonija Eternum
— Jak wolisz, Pel, ty tutaj jesteś znawcą, ja elastyczny chłopak jestem, to się dopasuje. Wybieraj — odpowiedział z szerokim uśmiechem, a ja stuknęłam palcem wskazującym w wieku słoiczka z miętą, zastanawiając się. Czułam się niekomfortowo, gdy ktoś dawał mi wolną rękę, ponieważ bałam się, że coś zrobię nie tak. W tym przypadku, że wybiorę nie to, co powinnam.
— To dziś czarujemy, nabrałam ochoty na coś nowego — stwierdziłam po dłuższej chwili namysłu, kontynuując wykładanie słoiczków i układanie ich w równych rządkach. Usłyszałam rosyjskie przekleństwo, po którym nastąpiło ciche, ciężkie westchnięcie i dźwięk ciała opadającego na materac. Zignorowałam go oraz jego szklane oczka wlepione we mnie i skupiłam się na słoikach. Dwa większe od pozostałych z zieloną i czarną herbatą liściastą odsunęłam bardziej na bok, zostawiając w miejscu te mniejsze z ziołami, przyprawami, kwiatami oraz suszonymi owocami. Wcisnęłam Aurelkowi kubek, niewielką miseczkę na mieszankę i łyżeczkę.
— Zaczniemy od tych prostych, dwuskładnikowych, coby nie pokomplikować, bo nam jeszcze wyjdzie coś paskudnego. — Zmarszczyłam nos na wspomnienie mojej ostatniej paskudnej mieszanki. Co mnie podkusiło do mieszania pieprzu, wanilii, kardamonu i gwiazdek anyżu z zieloną herbatą? Proporcje też kijowo dobrałam i stwierdziłam, że jak na razie przyprawy zostawię, przerzucając się na te bardziej owocowe składniki. — Pierwszym składnikiem jest zielona albo czarna herbata, najlepiej pięść sześć łyżeczek. Drugi, z tych mniejszych słoiczków, wybierasz swojego według swojego upodobania, jedna łyżka. Jeżeli chcesz wieloskładnikowe, to lepiej przemyśl mocno skład. Jak nie rozpoznasz, co jest w słoiczkach, to pytaj śmiało — powiedziałam, uśmiechając się i wzięłam słoik z czarną herbatą, żeby zaraz wsypać parę łyżeczek do swojej miseczki.
— To dziś czarujemy, nabrałam ochoty na coś nowego — stwierdziłam po dłuższej chwili namysłu, kontynuując wykładanie słoiczków i układanie ich w równych rządkach. Usłyszałam rosyjskie przekleństwo, po którym nastąpiło ciche, ciężkie westchnięcie i dźwięk ciała opadającego na materac. Zignorowałam go oraz jego szklane oczka wlepione we mnie i skupiłam się na słoikach. Dwa większe od pozostałych z zieloną i czarną herbatą liściastą odsunęłam bardziej na bok, zostawiając w miejscu te mniejsze z ziołami, przyprawami, kwiatami oraz suszonymi owocami. Wcisnęłam Aurelkowi kubek, niewielką miseczkę na mieszankę i łyżeczkę.
— Zaczniemy od tych prostych, dwuskładnikowych, coby nie pokomplikować, bo nam jeszcze wyjdzie coś paskudnego. — Zmarszczyłam nos na wspomnienie mojej ostatniej paskudnej mieszanki. Co mnie podkusiło do mieszania pieprzu, wanilii, kardamonu i gwiazdek anyżu z zieloną herbatą? Proporcje też kijowo dobrałam i stwierdziłam, że jak na razie przyprawy zostawię, przerzucając się na te bardziej owocowe składniki. — Pierwszym składnikiem jest zielona albo czarna herbata, najlepiej pięść sześć łyżeczek. Drugi, z tych mniejszych słoiczków, wybierasz swojego według swojego upodobania, jedna łyżka. Jeżeli chcesz wieloskładnikowe, to lepiej przemyśl mocno skład. Jak nie rozpoznasz, co jest w słoiczkach, to pytaj śmiało — powiedziałam, uśmiechając się i wzięłam słoik z czarną herbatą, żeby zaraz wsypać parę łyżeczek do swojej miseczki.
Odprawiając czarną magię [7]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Odprawiając czarną magię
— Bramy Azylu są zawsze dla ciebie otwarte — odparła, otwierając drzwi, a na moje serducho wylały się litry ulgi, jeszcze więcej spokoju, a i szczęście, które chyba najbardziej przeważało szalę ze wszystkich wyżej wymienionych. W środku zastaliśmy nikogo innego jak towarzysza ze wschodu, legendarnego miłośnika wszelakich napojów wysokoprocentowych.
— Będziecie się herbatkować? — spytał misiol, gapiąc się na nas ze skrzywioną mordką i niezbyt pozytywnym nastawieniem do wszechświata. — Gorzej, będziecie odprawiać czarną magię — palnął, gdy zobaczył, co wyciąga Pel. Nie dziwiłem się jego reakcji, ktokolwiek by tu teraz nie wszedł, uznałby przecie, że mamy na celu jakieś niecne czyny, podboje świata, czy zatrucie połowy placówki, a nie spokojne przygotowywanie naparów ziołowych o skutkach czysto odprężających, no może i też trochę umilających i poprawiających samopoczucie człowieka.
— Trzymamy się znanych rzeczy czy jednak odprawiamy czarną magię? — spytała, zerkając na mnie zielonymi oczętami.
— Jak wolisz, Pel, ty tutaj jesteś znawcą, ja elastyczny chłopak jestem, to się dopasuje. Wybieraj — odpowiedziałem szczerze, jak zwykle zresztą, bo naprawdę nigdy nie miałem zielonego pojęcia, na co mam ochotę, posyłając jej przy okazji szeroki uśmiech i nieco mniejszy miśkowi, który w najlepsze uwalił się na wyrku i patrzył na nas jak pan i władca. Urocze stworzenie, nie ma co.
— Będziecie się herbatkować? — spytał misiol, gapiąc się na nas ze skrzywioną mordką i niezbyt pozytywnym nastawieniem do wszechświata. — Gorzej, będziecie odprawiać czarną magię — palnął, gdy zobaczył, co wyciąga Pel. Nie dziwiłem się jego reakcji, ktokolwiek by tu teraz nie wszedł, uznałby przecie, że mamy na celu jakieś niecne czyny, podboje świata, czy zatrucie połowy placówki, a nie spokojne przygotowywanie naparów ziołowych o skutkach czysto odprężających, no może i też trochę umilających i poprawiających samopoczucie człowieka.
— Trzymamy się znanych rzeczy czy jednak odprawiamy czarną magię? — spytała, zerkając na mnie zielonymi oczętami.
— Jak wolisz, Pel, ty tutaj jesteś znawcą, ja elastyczny chłopak jestem, to się dopasuje. Wybieraj — odpowiedziałem szczerze, jak zwykle zresztą, bo naprawdę nigdy nie miałem zielonego pojęcia, na co mam ochotę, posyłając jej przy okazji szeroki uśmiech i nieco mniejszy miśkowi, który w najlepsze uwalił się na wyrku i patrzył na nas jak pan i władca. Urocze stworzenie, nie ma co.
czwartek, 22 marca 2018
Odprawiając czarną magię [6]
Etykiety:
Odprawiając czarną magię,
Pelagonija Eternum
Momentalnie na wzmiankę o zdjęciach chłopak się rozpromienił, a ja poszerzyłam uśmiech. Lubiłam, gdy był szczęśliwy. Świat przybierał wtedy zdecydowanie barwniejsze kolory.
— Z chęcią, będę miał co wywiesić nad łóżkiem, niech Lee zazdrości. — Roześmiałam się na jego słowa, stwierdzając w duchu, że trzeba będzie też zrobić parę zdjęć z Alexem. Skoro wrócił, to trzeba korzystać z jego obecności, bo jeszcze któreś zniknie ponownie i co będzie? Smutek, łzy i gorycz. — Humor jak to humor, wiesz, byle przeżyć i do przodu. Rozszerzenia jako tako idą, dobrałem mniej więcej to, co potrzebuję i lubię, więc nie jest tak źle, przynajmniej mogę czasem się odkorować nad swego rodzaju przyjemnością. Żartuję, jest strasznie, potrzebuję wakacji. — Parsknęłam śmiechem.
— Bramy Azylu są zawsze dla ciebie otwarte — powiedziałam i otworzyłam drzwi do pokoju, witając się po przekroczeniu progu z Vladdym, który rzucił na nas swoim szklanym okiem, a jego pluszowy pyszczek wykrzywił się w grymasie.
— Będziecie się herbatkować? — Odpowiedziałam jedynie szerokim uśmiechem i wyciągnęłam plecak spod łóżka, w którym trzymałam swój zapas herbat trzymający mnie przy zdrowych zmysłach. Misiek zaklął, widząc, jak wyciągam słoiczki z ziołami, suszonymi owocami, płatkami kwiatów oraz inne magiczne rzeczy. — Gorzej, będziecie odprawiać czarną magię — fuknął, padając na łóżko. Zignorowałam go.
— Trzymamy się znanych rzeczy czy jednak odprawiamy czarną magię?
— Z chęcią, będę miał co wywiesić nad łóżkiem, niech Lee zazdrości. — Roześmiałam się na jego słowa, stwierdzając w duchu, że trzeba będzie też zrobić parę zdjęć z Alexem. Skoro wrócił, to trzeba korzystać z jego obecności, bo jeszcze któreś zniknie ponownie i co będzie? Smutek, łzy i gorycz. — Humor jak to humor, wiesz, byle przeżyć i do przodu. Rozszerzenia jako tako idą, dobrałem mniej więcej to, co potrzebuję i lubię, więc nie jest tak źle, przynajmniej mogę czasem się odkorować nad swego rodzaju przyjemnością. Żartuję, jest strasznie, potrzebuję wakacji. — Parsknęłam śmiechem.
— Bramy Azylu są zawsze dla ciebie otwarte — powiedziałam i otworzyłam drzwi do pokoju, witając się po przekroczeniu progu z Vladdym, który rzucił na nas swoim szklanym okiem, a jego pluszowy pyszczek wykrzywił się w grymasie.
— Będziecie się herbatkować? — Odpowiedziałam jedynie szerokim uśmiechem i wyciągnęłam plecak spod łóżka, w którym trzymałam swój zapas herbat trzymający mnie przy zdrowych zmysłach. Misiek zaklął, widząc, jak wyciągam słoiczki z ziołami, suszonymi owocami, płatkami kwiatów oraz inne magiczne rzeczy. — Gorzej, będziecie odprawiać czarną magię — fuknął, padając na łóżko. Zignorowałam go.
— Trzymamy się znanych rzeczy czy jednak odprawiamy czarną magię?
poniedziałek, 19 marca 2018
Odprawiając czarną magię [5]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Odprawiając czarną magię
Kwiat skulił się w sobie, zasłonił twarz dłońmi i zaśmiał melodyjnie, wprawiając wrażliwy ogon w pełne zadowolenia wibracje.
— Dokładnie, Hortensjo, tak to leciało. — Wręcz wystrzeliła w górę, na nowo łapiąc wrodzoną werwę. — I mam nowe smaki albo jak chcesz, możemy się pobawić w tworzenie mieszanek. Swoją drogą polecam — dodała, łapiąc mnie szybko pod ramię i targając na górę, gdy ja tylko kiwałem głową i posłusznie dreptałem za nastolatką.
— Mieszanki brzmią dobrze, bardzo, bardzo dobrze — odparłem z uśmiechem, zwalniając kroku, czy robiąc je mniejszymi, bo zdecydowanie dziewczyna mogłaby nie nadążyć. Nie, że chodziła wolno, po prostu ja stawiałem istne susy, o czym chyba zdążył się przekonać prawie każdy osobnik w szkole, gdy śmigałem mu przed nosem, nazywając to takim se tempem.
— Jak humor na drugi semestr? Rozszerzenia bardzo dają w kość? O, właśnie, przy okazji mam dla ciebie zdjęcia od Eana. Narobił ich w kij, także album się troszkę z tego zrobił. — Rozpromieniłem się na słowa dziewczyny, wspominki wakacji, dużej ilości zdjęć, jeszcze większej śmiechu i ogólnego ubawu były dobrym sposobem na zabijanie dłużącego się czasu w salach lekcyjnych, a przebiegane w wyobraźni pola, zapewniały uspokojenie wrodzonego ADHD.
— Z chęcią, będę miał co wywiesić nad łóżkiem, niech Lee zazdrości — parsknąłem, wspominając nastolatka, który znowu mącił mi w głowie, każdym, nawet najmniej istotnym ruchem. — Humor jak to humor, wiesz, byle przeżyć i do przodu. Rozszerzenia jako tako idą, dobrałem mniej więcej to, co potrzebuję i lubię, więc nie jest tak źle, przynajmniej mogę czasem się odkorować nad swego rodzaju przyjemnością. Żartuję, jest strasznie, potrzebuję wakacji — odparłem, wieńcząc wypowiedź salwą śmiechu.
— Dokładnie, Hortensjo, tak to leciało. — Wręcz wystrzeliła w górę, na nowo łapiąc wrodzoną werwę. — I mam nowe smaki albo jak chcesz, możemy się pobawić w tworzenie mieszanek. Swoją drogą polecam — dodała, łapiąc mnie szybko pod ramię i targając na górę, gdy ja tylko kiwałem głową i posłusznie dreptałem za nastolatką.
— Mieszanki brzmią dobrze, bardzo, bardzo dobrze — odparłem z uśmiechem, zwalniając kroku, czy robiąc je mniejszymi, bo zdecydowanie dziewczyna mogłaby nie nadążyć. Nie, że chodziła wolno, po prostu ja stawiałem istne susy, o czym chyba zdążył się przekonać prawie każdy osobnik w szkole, gdy śmigałem mu przed nosem, nazywając to takim se tempem.
— Jak humor na drugi semestr? Rozszerzenia bardzo dają w kość? O, właśnie, przy okazji mam dla ciebie zdjęcia od Eana. Narobił ich w kij, także album się troszkę z tego zrobił. — Rozpromieniłem się na słowa dziewczyny, wspominki wakacji, dużej ilości zdjęć, jeszcze większej śmiechu i ogólnego ubawu były dobrym sposobem na zabijanie dłużącego się czasu w salach lekcyjnych, a przebiegane w wyobraźni pola, zapewniały uspokojenie wrodzonego ADHD.
— Z chęcią, będę miał co wywiesić nad łóżkiem, niech Lee zazdrości — parsknąłem, wspominając nastolatka, który znowu mącił mi w głowie, każdym, nawet najmniej istotnym ruchem. — Humor jak to humor, wiesz, byle przeżyć i do przodu. Rozszerzenia jako tako idą, dobrałem mniej więcej to, co potrzebuję i lubię, więc nie jest tak źle, przynajmniej mogę czasem się odkorować nad swego rodzaju przyjemnością. Żartuję, jest strasznie, potrzebuję wakacji — odparłem, wieńcząc wypowiedź salwą śmiechu.
piątek, 16 marca 2018
Odprawiając czarną magię [4]
Etykiety:
Odprawiając czarną magię,
Pelagonija Eternum
— Rozumiem, rozumiem. Droga Pelagonijo, u mnie wszystko w jak najlepszym porządku. — Kątem oka obserwowałam bujający się ogon Aurela, który zamiatał podłogę, sprawiając, że moje kąciki ust chciały unieść się ku górze. — I oczywiście, że możesz, dzień bez herbaty to dzień stracony, jakoś tak leciało to motto, prawda? — Nie wytrzymałam i zachichotałam, pochylając się do przodu, zasłaniając dłońmi twarz, bo włosy były związane i nie mogły opaść, chroniąc mnie w swojej kurtynie.
— Dokładnie, Hortensjo, tak to leciało — powiedziałam radośnie, prostując się i odsłoniłam twarz. — I mam nowe smaki albo jak chcesz, możemy się pobawić w tworzenie mieszanek. Swoją drogą polecam — dodałam, biorąc go pod ramię i skierowaliśmy się tradycyjnie na czwarte piętro do pokoju Promienia na herbatkowanie. Pewnie Vladdy dla odmiany się dołączy i będzie pił czarną kawę w absurdalnie uroczej filiżaneczce, bo nie miał z kim chlać. Chociaż był gotowy się przejść do profesora Remusa, żeby sprawdzić, czy się nada na kompana, ale odwiodłam go od tego pomysłu. Więc zostało mu siedzenie z Dropsikiem, którego się bał, oraz Walliem, który go irytował.
— Jak humor na drugi semestr? Rozszerzenia bardzo dają w kość? — zadałam pytania kontrolne, które zawsze się rzucało. — O, właśnie, przy okazji mam dla ciebie zdjęcia od Eana. Narobił ich w kij, także album się troszkę z tego zrobił.
— Dokładnie, Hortensjo, tak to leciało — powiedziałam radośnie, prostując się i odsłoniłam twarz. — I mam nowe smaki albo jak chcesz, możemy się pobawić w tworzenie mieszanek. Swoją drogą polecam — dodałam, biorąc go pod ramię i skierowaliśmy się tradycyjnie na czwarte piętro do pokoju Promienia na herbatkowanie. Pewnie Vladdy dla odmiany się dołączy i będzie pił czarną kawę w absurdalnie uroczej filiżaneczce, bo nie miał z kim chlać. Chociaż był gotowy się przejść do profesora Remusa, żeby sprawdzić, czy się nada na kompana, ale odwiodłam go od tego pomysłu. Więc zostało mu siedzenie z Dropsikiem, którego się bał, oraz Walliem, który go irytował.
— Jak humor na drugi semestr? Rozszerzenia bardzo dają w kość? — zadałam pytania kontrolne, które zawsze się rzucało. — O, właśnie, przy okazji mam dla ciebie zdjęcia od Eana. Narobił ich w kij, także album się troszkę z tego zrobił.
czwartek, 15 marca 2018
Odprawiając czarną magię [3]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Odprawiając czarną magię
— Można tak powiedzieć, Hortensjo — odpowiedziała z uśmiechem na ustach i typowym dla niej bujaniem się to w przód, to w tył. — Przyszłam się dowidzieć co u ciebie i spytać, czy mogę cię naherbatkować. Albo dla odmiany zrobimy kakao, kawę karmelową, mleczną, cokolwiek robić, byleby z tobą. Nie widziałam cię dawno — kontynuowała nieco oburzonym głosem, bawiąc się ciuchami, wywołując u mnie uśmiech, od którego momentami zaczynały boleć mnie policzki. — Więc drogi Aurelionie, pytam. Co u ciebie? I czy mogę cię naherbatkować? — Mogłem rozpłynąć się przy dźwięku, jakim był jej śmiech. Zdecydowanie za nim tęskniłem, zdecydowanie ubóstwiałem i zdecydowanie rzadko go słyszałem ostatnimi czasy. Dodatkowo pełna powaga i użycie całego imienia, a komizm tylko mocniej zaczął wylewać się drzwiami i oknami.
— Rozumiem, rozumiem. Droga Pelagonijo, u mnie wszystko w jak najlepszym porządku — odparłem, zamiatając podłogę ogonem, który przestał się aż tak buntować i nawet zaczął mnie na nowo słuchać, co nam obu wychodziło na dobre. Mnie, bo nie dostawałem opierniczu za dziki biczyk, który z radością szastał ludzi po łydkach, jemu, bo w końcu go nie deptali, gdy posłusznie podążał blisko moich nóg. — I oczywiście, że możesz, dzień bez herbaty to dzień stracony, jakoś tak leciało to motto, prawda? — dodałem z uśmiechem.
— Rozumiem, rozumiem. Droga Pelagonijo, u mnie wszystko w jak najlepszym porządku — odparłem, zamiatając podłogę ogonem, który przestał się aż tak buntować i nawet zaczął mnie na nowo słuchać, co nam obu wychodziło na dobre. Mnie, bo nie dostawałem opierniczu za dziki biczyk, który z radością szastał ludzi po łydkach, jemu, bo w końcu go nie deptali, gdy posłusznie podążał blisko moich nóg. — I oczywiście, że możesz, dzień bez herbaty to dzień stracony, jakoś tak leciało to motto, prawda? — dodałem z uśmiechem.
środa, 14 marca 2018
Odprawiając czarną magię [2]
Etykiety:
Odprawiając czarną magię,
Pelagonija Eternum
Odchyliłam głowę, spoglądając z szerokim uśmiechem na Aurelka spod przymkniętych powiek. Zaraz po moich śmiechu rozległ się ten należący do chłopaka i zostałam zamknięta w uścisku. Zrobiło mi się o wiele cieplej, mgła się rozrzedziła, ogółem otoczenie stało się jakoś barwniejsze, niż te kilka chwil temu. Dobrze było móc oddychać niesłodkim, nieduszącym powietrzem.
— Hej, Jaśminku, robisz za kamień do curlingu? — Kąciki ust uniosły się wyżej i pokiwałam głową, czując, jak kitka łaskocze mnie po karku. Wtuliłam się po raz ostatni w przyjaciela, po czym zrobiłam kroczek do tyłu i splotłam dłonie za plecami.
— Można tak powiedzieć, Hortensjo — zaśmiałam się cicho i kiwnęłam się z palców na pięty i z powrotem. — Przyszłam się dowidzieć co u ciebie i spytać, czy mogę cię naherbatkować. Albo dla odmiany zrobimy kakao, kawę karmelową, mleczną, cokolwiek robić, byleby z tobą. Nie widziałam cię dawno — burknęłam, wydymając policzki odrobinę naburmuszona i zaczęłam miętolić palcami rękaw od sweterka. — Więc, drogi Aurelionie, pytam. Co u ciebie? I czy mogę cię naherbatkować? — dodałam ze śmiechem w głosie.
Tak trochę w głębi duszy czekałam na dzień, w którym chłopak będzie miał dosyć rozmarzonej herbatoholiczki, zdecydowanie zbyt często skaczącej wokół niego. Nawet jeśli nie wyglądał na poirytowanego moim ciągłym narzucaniem się, to się bałam. Ale dopóki nie nadejdzie ten moment, chciałam korzystać z tego szczęścia.
— Hej, Jaśminku, robisz za kamień do curlingu? — Kąciki ust uniosły się wyżej i pokiwałam głową, czując, jak kitka łaskocze mnie po karku. Wtuliłam się po raz ostatni w przyjaciela, po czym zrobiłam kroczek do tyłu i splotłam dłonie za plecami.
— Można tak powiedzieć, Hortensjo — zaśmiałam się cicho i kiwnęłam się z palców na pięty i z powrotem. — Przyszłam się dowidzieć co u ciebie i spytać, czy mogę cię naherbatkować. Albo dla odmiany zrobimy kakao, kawę karmelową, mleczną, cokolwiek robić, byleby z tobą. Nie widziałam cię dawno — burknęłam, wydymając policzki odrobinę naburmuszona i zaczęłam miętolić palcami rękaw od sweterka. — Więc, drogi Aurelionie, pytam. Co u ciebie? I czy mogę cię naherbatkować? — dodałam ze śmiechem w głosie.
Tak trochę w głębi duszy czekałam na dzień, w którym chłopak będzie miał dosyć rozmarzonej herbatoholiczki, zdecydowanie zbyt często skaczącej wokół niego. Nawet jeśli nie wyglądał na poirytowanego moim ciągłym narzucaniem się, to się bałam. Ale dopóki nie nadejdzie ten moment, chciałam korzystać z tego szczęścia.
niedziela, 11 marca 2018
Odprawiając czarną magię [1]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Odprawiając czarną magię
Czas uciekał, a ja z tym wszystkim, z każdą relacją, z nauką, ze sobą samym stałem w miejscu i nie zapowiadało się na to, żeby cokolwiek się ruszyło. Jakby powrót Alexa zatrzymał momentalnie czas i odebrał mi możliwość poczynienia jakiegokolwiek ruchy, byle nie pogorszyć sytuacji, byle nie popsuć dosłownie wszystkiego, bo odnosiłem wrażenie, że cały wszechświat zmienił się nagle w porcelanę, której strukturę łatwo zaburzyć.
Ale jakimś cudem przetrwałem i pierwszy semestr mojego trzeciego roku na uczelni zleciał, jak z bicza strzelił i chyba mogłem w końcu nabrać powietrza w płuca, nie bacząc nawet na kwitnące w nich róże, czy margaretki. W końcu zrobiły tam trochę miejsca, rozrzedziły się, nie przebijały się przez skórę opinającą żebra. Przynajmniej tyle dobrego.
Miałem wrócić spokojnie do pokoju i przygotować się do gatunkizmu, przeczytać jakieś grube księgi, a raczej starać się to zrobić, odciąć się na chwilę od wspomnień niebieskich oczu, cholera, w końcu wróciły i odetchnąć z ulgą, bo coś ostatnimi czasy duszno w tej szkole, szczególnie gdy pewna blondynka i blondyn przemierzali korytarze, gdy dziwny brunet podążał za tobą wzrokiem, jak za ofiarą, czy gdy pewna dwójka kolorowowłosych szaleńców łypała na siebie nieprzyjemnym wzrokiem.
— Złapałam cię w końcu, Hortensjo! — Drgnąłem wraz z uderzeniem małego ciałka o moje, opleceniem ramion wokół torsu, czy też melodyjnym śmiechem, który skutecznie wybudził mnie z transu. Rozbawiona do granic możliwości Pelagonija wtulała się we mnie jak dzieciak, na co ja mogłem tylko odwzajemnić śmiech i również objąć ją ramionami, gładząc przy okazji po wąskich plecach.
— Hej, Jaśminku, robisz za kamień do curlingu? — Parsknąłem, dokładnie obserwując główkę, której wyjątkowo nie zasłaniała burza bielusieńkich włosów. Związane wysoko kosmyki i ładnie odsłonięta buzia.
Ale jakimś cudem przetrwałem i pierwszy semestr mojego trzeciego roku na uczelni zleciał, jak z bicza strzelił i chyba mogłem w końcu nabrać powietrza w płuca, nie bacząc nawet na kwitnące w nich róże, czy margaretki. W końcu zrobiły tam trochę miejsca, rozrzedziły się, nie przebijały się przez skórę opinającą żebra. Przynajmniej tyle dobrego.
Miałem wrócić spokojnie do pokoju i przygotować się do gatunkizmu, przeczytać jakieś grube księgi, a raczej starać się to zrobić, odciąć się na chwilę od wspomnień niebieskich oczu, cholera, w końcu wróciły i odetchnąć z ulgą, bo coś ostatnimi czasy duszno w tej szkole, szczególnie gdy pewna blondynka i blondyn przemierzali korytarze, gdy dziwny brunet podążał za tobą wzrokiem, jak za ofiarą, czy gdy pewna dwójka kolorowowłosych szaleńców łypała na siebie nieprzyjemnym wzrokiem.
— Złapałam cię w końcu, Hortensjo! — Drgnąłem wraz z uderzeniem małego ciałka o moje, opleceniem ramion wokół torsu, czy też melodyjnym śmiechem, który skutecznie wybudził mnie z transu. Rozbawiona do granic możliwości Pelagonija wtulała się we mnie jak dzieciak, na co ja mogłem tylko odwzajemnić śmiech i również objąć ją ramionami, gładząc przy okazji po wąskich plecach.
— Hej, Jaśminku, robisz za kamień do curlingu? — Parsknąłem, dokładnie obserwując główkę, której wyjątkowo nie zasłaniała burza bielusieńkich włosów. Związane wysoko kosmyki i ładnie odsłonięta buzia.
Odprawiając czarną magię [0]
Etykiety:
Odprawiając czarną magię,
Pelagonija Eternum
Już dawno zapomniałam, jak to jest mieć wystarczająco długie włosy, żeby je związać. I widzieć siebie w kitce. Doprawdy dziwne uczucie, odrobinę absurdalne. Zaśmiałam się odrywając wzrok od swojego odbicia i związałam Amigo w kokardkę na swoich ramionach, żeby mi się nie rozplątał pod nogami. Szaliczek musnął mój łokieć frędzlami, a ja pociągnęłam go delikatnie. Ten rok zapowiadał się bardzo miło. Alex wrócił, Heather ponoć też, wszyscy wracali, świat się powoli układał i jak na razie tylko się uśmiechałam. No prawie. W myślach nadal majaczył mi brat, starałam się nie zostać Ofelią i spełnić jego prośbę, a bransoletka z wisiorkiem jaśminu, cukrówki i napisem „Ophelia” zdecydowanie mi nie pomagały wygrzebałam ją z kartonu i nie mogłam teraz zdjąć. Dlatego poszłam szukać pewnego niebieskiego promyczka, bo nie widziałam go zdecydowanie zbyt długo, a mi zrobiło się zdecydowanie zbyt zimno.
W ociężałych podskokach przemierzałam korytarze, czując, jak kitka skacze razem ze mną, prawdopodobnie się kołtuniąc, ale to nie było ważne. Ważny był dwumetrowy chłopiec, którego kolor skóry przywodził na myśl hortensje. Śliczne, kochane hortensje. Uśmiech poszerzył się, zyskując na szczerości, ruchy stały się płynniejsze, a kroki bardziej raźne oraz lekkie. Dopiero przy chłopaku wyhamowałam, ale odrobinę zbyt późno i ślizgając się, wpadłam na niego z otwartymi ramionami, żeby go przytulić i zaśmiać się głośno. Wcale nie byłam za stara na dziecinne zachowanie.
— Złapałam cię w końcu, Hortensjo!
W ociężałych podskokach przemierzałam korytarze, czując, jak kitka skacze razem ze mną, prawdopodobnie się kołtuniąc, ale to nie było ważne. Ważny był dwumetrowy chłopiec, którego kolor skóry przywodził na myśl hortensje. Śliczne, kochane hortensje. Uśmiech poszerzył się, zyskując na szczerości, ruchy stały się płynniejsze, a kroki bardziej raźne oraz lekkie. Dopiero przy chłopaku wyhamowałam, ale odrobinę zbyt późno i ślizgając się, wpadłam na niego z otwartymi ramionami, żeby go przytulić i zaśmiać się głośno. Wcale nie byłam za stara na dziecinne zachowanie.
— Złapałam cię w końcu, Hortensjo!
Subskrybuj:
Posty (Atom)