— Nie wiem — odparł i w sumie to miał rację, bo chyba mało kto to wiedział. Bo w sumie, co to za pytanie, jak na nie odpowiedzieć. Trudno, ciężko, a dobrej odpowiedzi w kluczu nie znajdziesz.
Odchrząknął, a ja podniosłem na niego wzrok.
— Czarny będzie spoko — odpowiedział w końcu, a mi pozostawało pokiwać głową. W sumie dobry wybór, nie da się zaprzeczyć, bo białe cholerstwa... długo nie trzymały. — Coś jeszcze? — dopytał, po czym wzruszyłem ramionami, bo w sumie to chyba przyspieszone oprowadzanie mieliśmy za sobą.
— W sumie to chyba nie, kuralet doniosę ci jak najszybciej, znajdziesz tam swój plan lekcji, godziny posiłków i wszelkie tego typu rzeczy, w tym mapę uczelni. Gdyby coś to pokój samorządu, czwarte piętro, tak jak już wspominałem — oświadczyłem, prostując się. — To chyba tyle, jakby jakieś pytania wskoczyły ci do głowy, to zapytaj, jak kuralet ci będę dawać. Miłej nauki i tak dalej, uważaj na siebie, choć raczej nikt ciebie nie powinien zjeść. No. To do zobaczenia — dodałem jeszcze i z uśmiechem na twarzy oraz skinięciem głową odwróciłem się na pięcie, by jeszcze tylko załatwić kuralet dla pana Miraclesa, aby mieć go z głowy, przynajmniej na kilka dni, bo w sumie to czekała nas ciekawa znajomość.
A ja już drżałem na samą myśl o niej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: James. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: James. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 lutego 2018
poniedziałek, 12 lutego 2018
Wprowadzenie: James [9]
Etykiety:
James Miracles,
Wprowadzenie: James
— Fomą Przewalskim, wydawało mi się, że to już wiesz. — Chłopak przystanął na ostatnim schodku, chowając dłonie w kieszeniach i pozwalając mi go wyprzedzić. Czy to był wyuczony gest, a może tylko próba zamaskowania, że drżą? Tyle pytań, tyle odpowiedzi, ale głowa huczała, buczała, wszystko powoli zaczynało się kręcić, a jednocześnie zwalniać, czyli przesadziłem z dawką. Albo odstępem czasowym, w którym powinienem zażyć kolejną. Kto by się tym przejmował, gdy wszystkie kolory tego świata na raz wyglądały szaro, nijako, ale i kolorowo oraz pięknie?
— A ty? Kim jesteś? — rzucił chłopak, wyrywając mnie z zamyślenia. Mogłem tylko parsknąć śmiechem, wyczuwając kpinę w jego głosie. — I jaki będziesz chciał kolor kuraletu? —
— Nie wiem — odparłem szczerze, bo kiedyś takie pytanie było proste, a dzisiaj wolałem do niczego się nie przyznawać. Zetrzeć z umysłowej tablicy napisane kredą nazwisko, zniszczyć wszystkie elementy, które łączyły mnie z osobami, które jeszcze kilka lat temu były ważne, a teraz nie mogłem na nie patrzeć. Zostawić to wszystko za sobą. Tylko nie mogłem znieść, że przez moment pozwoliłem sobie brzmieć tak żałośnie, zwłaszcza w obliczu nieznanego, a właściwie nieco już poznanego, ale nadal idiotycznego, osobnika.
Odchrząknąłem, mając nadzieję, że mój głos wróci już do normalności.
— Czarny będzie spoko. — Nie będzie widać na nim plan i aż tak widocznych rys. — Coś jeszcze?
— Nie wiem — odparłem szczerze, bo kiedyś takie pytanie było proste, a dzisiaj wolałem do niczego się nie przyznawać. Zetrzeć z umysłowej tablicy napisane kredą nazwisko, zniszczyć wszystkie elementy, które łączyły mnie z osobami, które jeszcze kilka lat temu były ważne, a teraz nie mogłem na nie patrzeć. Zostawić to wszystko za sobą. Tylko nie mogłem znieść, że przez moment pozwoliłem sobie brzmieć tak żałośnie, zwłaszcza w obliczu nieznanego, a właściwie nieco już poznanego, ale nadal idiotycznego, osobnika.
Odchrząknąłem, mając nadzieję, że mój głos wróci już do normalności.
— Czarny będzie spoko. — Nie będzie widać na nim plan i aż tak widocznych rys. — Coś jeszcze?
środa, 7 lutego 2018
Wprowadzenie: James [8]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: James
Pokiwał w końcu głową, chwilę potem spoglądając na swoją dłoń. Zmrużyłem oczy, dostrzegając krew i już miałem się odezwać, gdy ten po prostu ją opuścił, ewidentnie zbytnio się tym nie przejmując. No cóż, James Miracles stawał się z każdą chwilą coraz bardziej interesującą personą.
— Kim jesteś? — rzucił nagle pytaniem w eter, wyrywając mnie z krótkiego zamyślenia. Spojrzałem prosto w zielone oczy, podnosząc brew.
Pytanie tak doskonale mi znane, w końcu moja własna siostra je uwielbiała (zdecydowanie zbyt mocno), a ja odpowiadałem dokładnie tak samo, za każdym razem znudzony, przewracając oczami.
— Fomą Przewalskim, wydawało mi się, że to już wiesz — odpowiedziałem, przystając na ostatnim schodku, pozwalając mu mnie wyprzedzić i chowając dłonie w kieszeniach.
Zapadła niewymowna cisza, oboje chyba byliśmy przynudzeni, może lekko zirytowani i ewidentnie nie chcieliśmy spędzać w swoim towarzystwie za dużo czasu.
— A ty? Kim jesteś? — odbiłem piłeczkę, może trochę podśmiewając się w myślach z tego znienawidzonego już przeze mnie pytania, ale odpowiedzi zdecydowanie nie oczekiwałem. — I jaki będziesz chciał kolor kuraletu? —zapytałem w końcu, ruszając do przodu bez spoglądania na chłopaka. — Czarny, biały, jakiś specyficzny kolor czy może tęczowy? — dodałem po chwili, odwracając się na pięcie, by przynajmniej patrzeć na twarz nowego ucznia.
Panie, stwórco, jak bardzo nie wierzę, tak teraz się modlę, żeby mieć to wszystko z głowy.
— Kim jesteś? — rzucił nagle pytaniem w eter, wyrywając mnie z krótkiego zamyślenia. Spojrzałem prosto w zielone oczy, podnosząc brew.
Pytanie tak doskonale mi znane, w końcu moja własna siostra je uwielbiała (zdecydowanie zbyt mocno), a ja odpowiadałem dokładnie tak samo, za każdym razem znudzony, przewracając oczami.
— Fomą Przewalskim, wydawało mi się, że to już wiesz — odpowiedziałem, przystając na ostatnim schodku, pozwalając mu mnie wyprzedzić i chowając dłonie w kieszeniach.
Zapadła niewymowna cisza, oboje chyba byliśmy przynudzeni, może lekko zirytowani i ewidentnie nie chcieliśmy spędzać w swoim towarzystwie za dużo czasu.
— A ty? Kim jesteś? — odbiłem piłeczkę, może trochę podśmiewając się w myślach z tego znienawidzonego już przeze mnie pytania, ale odpowiedzi zdecydowanie nie oczekiwałem. — I jaki będziesz chciał kolor kuraletu? —zapytałem w końcu, ruszając do przodu bez spoglądania na chłopaka. — Czarny, biały, jakiś specyficzny kolor czy może tęczowy? — dodałem po chwili, odwracając się na pięcie, by przynajmniej patrzeć na twarz nowego ucznia.
Panie, stwórco, jak bardzo nie wierzę, tak teraz się modlę, żeby mieć to wszystko z głowy.
niedziela, 4 lutego 2018
Wprowadzenie: James [7]
Etykiety:
James Miracles,
Wprowadzenie: James
Trafiła kosa na kamień. Chłopak był interesujący, nawykły do gierek, ale prawda była taka, że nadal czułem krążący w moich żyłach vernyl i nie byłem w nastroju na zabawę w ciuciubabkę. Niech się paniczyk bawi, niech się paniczyk zastanawia, o co chodzi, dlaczego, jakie są fakty, a ja w tym czasie rozsiądę się wygodnie, położę się i, mam nadzieję, więcej nie obudzę. Życie się każdemu sypie, mości panowie, szanowni krytycy, ale czasem miałem wrażenie, że zostawało mi tylko położyć się na torach i zdechnąć. Co prawda, to prawda, najlepiej uparcie byłbym za przejęciem władzy na świecie, prawdopodobnie nawet udałoby mi się to osiągnąć, więc zostawały próby. Tylko najpierw skończyć szkołę, odciąć się jak Stella, zniknąć jak Skylar, poudawać, że wszystko jest w porządku jak HEather i najlepiej uśmiechnąć się do życia jak Viveka.
Ze świadomością, że się je wygrało, oczywiście.
— Już cię prowadzę. Drugie piętro, pokój samorządu jest na samej górze, wydaje mi się, że sobie poradzisz i nie będziesz nas zbytnio potrzebować — stwierdził, miał bardzo spokojny, stonowany głos, jakby wyuczył się już tej formułki na pamięć. Zapracowany koleś, prawdopodobnie z wyższych sfer, charakterystyczny akcent, pewnie nawet miał ładne, kaligraficzne pismo i mógł się pochwalić pannicą z dobrego domu obraną za narzeczoną. Typ prosty do scharakteryzowania, jeszcze prostszy do szybkiej zabawy i jeszcze szybszego znudzenia. — Sekretariat na samym dole, nie wchodź bez kawy czy herbaty dla sekretarki, jeżeli chcesz coś załatwić.
— Biblioteka czerwony budynek, stołówka w głównym, pilnuj godzin, jeżeli chcesz coś zjeść, ale i tak lepiej po prostu zaprzyjaźnić się z kucharkami i mieć wstęp wolny do kuchni, przynajmniej kawę można sobie trochę lepszą zrobić. — Skinąłem głową, akurat ta informacja była warta zapamiętania. Myśl o kawie odblokowała na moment moje myśli, na tyle, że przestałem drapać się za uchem, o czym uświadomiłem sobie dopiero, gdy poczułem woń krwi, widocznie musiałem rozszarpać strupa jakiegoś. Vernyl z jednej strony przyśpieszał myślenie, odosabniał od sytuacji, dawał fałszywe poczucie, że wszystko jest dobrze, ale jednocześnie miałem wrażenie, że te myśli nie płyną w kierunku, w którym powinny. Że słowa same wylatują z moich ust bez żadnego filtra, mimo że przecież sam stanowiłem przykład odpowiednio wyważonych komentarzy.
— Kim jesteś? — Zmrużyłem w końcu oczy, decydując się rzucić pytanie lekko. Sky nie wyjaśniała za dużo, gdy mówiła o chłopaku, a wolałem poznać potencjalnego sojusznika. Lub oponenta.
czwartek, 1 lutego 2018
Wprowadzenie: James [6]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: James
— Cóż, najwidoczniej ma znajomych niewartych tłumaczenia się. — Uśmiechnął się, tak niewinnie, ale ja poczułem szpilę i chłód, i kurwa, na kogo ja trafiłem. — To gdzie znajdę w końcu mój pokój?
Wyprostowałem się jeszcze bardziej, uśmiech z twarzy zniknął, oficjalnie, tylko oficjalnie, i tyle go widziałeś.
— Już cię prowadzę — mruknąłem, odwróciłem się na pięcie, stukając obcasem buta o posadzkę (to coś powróciło ostatnio, pewnie dodawało mi w jakiś magiczny i tajemniczy sposób pewności siebie, sam nie wiem). — Drugie piętro, pokój samorządu jest na samej górze, wydaje mi się, że sobie poradzisz i nie będziesz nas zbytnio potrzebować — stwierdziłem, uśmiechając się i otwierając mu drzwi. — Sekretariat na samym dole, nie wchodź bez kawy czy herbaty dla sekretarki, jeżeli chcesz coś załatwić. — Zresztą sam potrafiłem zrozumieć trochę biedną kobietę, w końcu użeranie się cały czas z Mińskiem musiało być wyczerpujące. — A dyrektorowi w ogóle głowy nie zawracaj — dodałem po chwili, ruszając za Jamesem wgłąb budynku.
Szybkim krokiem, jak najszybszym, żeby mieć go tylko z głowy,a i tak kurwa nie będę mieć go z głowy, zacząłem wchodzić z nim po schodach.
— Biblioteka czerwony budynek, stołówka w głównym, pilnuj godzin, jeżeli chcesz coś zjeść, ale i tak lepiej po prostu zaprzyjaźnić się z kucharkami i mieć wstęp wolny do kuchni, przynajmniej kawę można sobie trochę lepszą zrobić.
Wyprostowałem się jeszcze bardziej, uśmiech z twarzy zniknął, oficjalnie, tylko oficjalnie, i tyle go widziałeś.
No niestety chyba nie.
Odchrząknąłem, szybko przekartkowałem dokumenty i ponownie spojrzałem w zielone oczy, z których biła ta wyższość, tak interesująca, ale też niezbyt lubiana czy przyjemna. — Już cię prowadzę — mruknąłem, odwróciłem się na pięcie, stukając obcasem buta o posadzkę (to coś powróciło ostatnio, pewnie dodawało mi w jakiś magiczny i tajemniczy sposób pewności siebie, sam nie wiem). — Drugie piętro, pokój samorządu jest na samej górze, wydaje mi się, że sobie poradzisz i nie będziesz nas zbytnio potrzebować — stwierdziłem, uśmiechając się i otwierając mu drzwi. — Sekretariat na samym dole, nie wchodź bez kawy czy herbaty dla sekretarki, jeżeli chcesz coś załatwić. — Zresztą sam potrafiłem zrozumieć trochę biedną kobietę, w końcu użeranie się cały czas z Mińskiem musiało być wyczerpujące. — A dyrektorowi w ogóle głowy nie zawracaj — dodałem po chwili, ruszając za Jamesem wgłąb budynku.
Szybkim krokiem, jak najszybszym, żeby mieć go tylko z głowy,
— Biblioteka czerwony budynek, stołówka w głównym, pilnuj godzin, jeżeli chcesz coś zjeść, ale i tak lepiej po prostu zaprzyjaźnić się z kucharkami i mieć wstęp wolny do kuchni, przynajmniej kawę można sobie trochę lepszą zrobić.
Wprowadzenie: James [5]
Etykiety:
James Miracles,
Wprowadzenie: James
— Nie, nie, spokojnie, daję radę — odpowiedział, parskając śmiechem. Yhym, a ten nerwowy tik z ósemkami to jest na pewno tylko objaw późnej menopauzy, ja już to doskonale widzę. — Co do twojej siostry, wnioskuję, że chodzi o Heather... Nie ma jej tutaj. Przepadła, zniknęła, zaginęła, nie wiem gdzie, jak i kiedy, ale nie zostawiła śladu ani słowa, no — mruknął, a ja zdębiałem — musisz poradzić sobie bez rozmowy z nią, kto wie, może kiedyś stwierdzi, że trzeba wrócić i przynajmniej powiedzieć "hej, co tam u was". — Wydawał się bardziej zirytowany całą sytuacją, a ja doskonale wiedziałem, że zbladłem, otworzyłem szeroko usta i zastanawiałem się za kogo bardziej zmawiać pacierz. Za Heather, żeby jeszcze dychała, czy za matkę, bo jak Sky się dowie, to tym razem naprawdę się wzajemnie zapierdolą, a jak na tą czarną owcę rodziny, to i tak już za dużo kryzysów rozładowywałem, tym razem to nie będzie nawet i na moje nerwy. Miałem już nawet coś powiedzieć, kazać mu się pierdolić, bo w sumie to gówno wiedział, ale zostawało tylko wzruszyć ramionami. Nie moja sprawa. W końcu zacisnąłem usta, prychając pod nosem. Może jednak moja.
— Cóż, najwidoczniej ma znajomych niewartych tłumaczenia się. — Uśmiechnąłem się niewinnie, mrugając ostrzegawczo oczami. — To gdzie znajdę w końcu mój pokój?
Wprowadzenie: James [4]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: James
— Będziesz błogosławiony, ale, jak się nie obrazisz, naprawdę wolałbym się najpierw z siostrą zobaczyć, ktoś musi ją w końcu opierdolić. — Zmarszczyłem brwi, bo z poprzedniej wypowiedzi wydedukowałem, że o Heather mu chodzi, ale jednak cóż. Dziewczyna przepadła, zniknęła bez słowa, zostawiając jakąś małą, upierdliwą rankę, która nadal szczypała. — Swoją drogą, Sky pozdrawia i inne pierdoły, Of gdzieś tam ma spakowaną dla ciebie i twojego Dextera ciasto. — Uśmiechnąłem się pod nosem, wspominając dziewczynkę. Tak, zdecydowanie ją uwielbiałem i bardzo chętnie przyjechałbym do niej na ciasto, tylko żeby zobaczyć ten dziecięcy uśmiech i oczy przepełnione ciekawością. — Co, mówię za szybko? — zapytał, podnosząc brew, bo pewnie moja mina mówiła wszystko i nic, czyli "no niby wiem, o co ci chodzi, ale nie do końca i gdzieś się zgubiłem".
Włosy, które opadły na czoło i trochę zasłoniły widok, zagarnąłem do tyłu. Pokręciłem głową i odepchnąłem się od ściany, prostując się przy okazji.
— Nie, nie, spokojnie, daję radę — odpowiedziałem, parskając śmiechem nerwowo. Przewalski, idzie ci doskonale. — Co do twojej siostry, wnioskuję, że chodzi o Heather... Nie ma jej tutaj. Przepadła, zniknęła, zaginęła, nie wiem gdzie, jak i kiedy, ale nie zostawiła śladu ani słowa, no — mruknąłem i westchnąłem, marszcząc czoło — musisz poradzić sobie bez rozmowy z nią, kto wie, może kiedyś stwierdzi, że trzeba wrócić i przynajmniej powiedzieć "hej, co tam u was" — powiedziałem i gdzieś tam wdało się warknięcie, bo jednak byłem troszkę zły. Ale tylko troszeczkę.
Odchrząknąłem, poprawiłem dokumenty w dłoni.
Włosy, które opadły na czoło i trochę zasłoniły widok, zagarnąłem do tyłu. Pokręciłem głową i odepchnąłem się od ściany, prostując się przy okazji.
— Nie, nie, spokojnie, daję radę — odpowiedziałem, parskając śmiechem nerwowo. Przewalski, idzie ci doskonale. — Co do twojej siostry, wnioskuję, że chodzi o Heather... Nie ma jej tutaj. Przepadła, zniknęła, zaginęła, nie wiem gdzie, jak i kiedy, ale nie zostawiła śladu ani słowa, no — mruknąłem i westchnąłem, marszcząc czoło — musisz poradzić sobie bez rozmowy z nią, kto wie, może kiedyś stwierdzi, że trzeba wrócić i przynajmniej powiedzieć "hej, co tam u was" — powiedziałem i gdzieś tam wdało się warknięcie, bo jednak byłem troszkę zły. Ale tylko troszeczkę.
Odchrząknąłem, poprawiłem dokumenty w dłoni.
Wprowadzenie: James [3]
Etykiety:
James Miracles,
Wprowadzenie: James
Yhym. Yhym. Yhym. Błąkające się po wszechświecie zombie miało w sobie więcej emocji, mniej poczucia winy z powodu konsumowania cudzych (niezbędnych do życia) części ciała i krzywdzenia przestrzeni przez przebywanie w niej. Błogosławieni, którzy domyślili się, że dzieciak nie przeżyje, jeżeli dostanie uroczą moc w wieku pięć lat, więc musieli dopierdolić nastolatkowi, najwyraźniej z masochistycznymi upodobaniami, sądząc po tym powłóczystym spojrzeniu "Ja i tak tu umieram!".
— No cóż, tak, to ja we własnej osobie, sam nie wiem, dlaczego nie przeprowadzili eutanazji, no cóż, głupi ma szczęście. — I właśnie o tym mówiłem, kompletny brak szacunku do własnej osobowości, zero charyzmy, od tego należy wypracować.
Liv. Er. Nell. Czy to jest ten moment, w którym dorobiłem się własnego podopiecznego, którego zamierzałem wprowadzić w świat pełen intryg, przemocy i wysadzania wszystkiego, co się da, w czasie oglądania nowej kreskówki?
Ta szkoła powoli przestawała być irytująca, ale tylko odrobinę.
— Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać, darujmy sobie te formułki, bo za chwilę oszaleję. — Oho, oho, Przewalski, Ten Przewalski? — Szybkie odprowadzenie do pokoju z przekazaniem dokumentów?
— Będziesz błogosławiony, ale, jak się nie obrazisz, naprawdę wolałbym się najpierw z siostrą zobaczyć, ktoś musi ją w końcu opierdolić, swoją drogą, Sky pozdrawia i inne pierdoły, Of gdzieś tam ma spakowaną dla ciebie i twojego — chłoptasia, "miłości życia", "miłego pana od cukierków", co to dziecko ogląda w telewizji jako dobranocki, to ja nie wiem i nie chcę wiedzieć — Dextera ciasto. Co, mówię za szybko? — Jedna z moich brwi powędrowała do góry, jak tylko zobaczyłem zdezorientowaną minę chłopaka.
Wprowadzenie: James [2]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: James
— Serwus, to ty jesteś tym alkoholikiem od kokainy? — Pytanie, krótkie, i zielonooki chłopak z uśmiechem na ustach oraz niemałą torbą na kółkach. Ściągnąłem brwi, zmarszczyłem czoło, bo nie przypominałem sobie, żebym był alkoholikiem czy zażywał kokainę ani innych tego typu substancji. No cóż, zawsze mógł się pomyl... — Sorry, nie ta płyta, ale na chuj pierdolony siedzisz tutaj, zamiast w klatce, cztery metry nad ziemią i bez możliwości projektowania? — I tym razem wiedziałem, o kogo chodzi, bo chodziło o mnie, ale do jasnej kurwy nędzy, skąd ktoś, dokładnie James Miracles, miał wiedzieć o moim wypadku? — Tratata, Sky mnie przysyła, James, prowadzać do Heather, cokolwiek.
Pokiwałem głową, pozwalając w spokoju skończyć mu monolog, bo ewidentnie wyglądał na osobę, której lepiej nie przerywać, skończyć mogło się to źle. Odchrząknąłem.
— No cóż, tak, to ja we własnej osobie, sam nie wiem, dlaczego nie przeprowadzili eutanazji, no cóż, głupi ma szczęście. — Westchnąłem, trochę rozluźniłem, bo w końcu po co udawać przy osobie, która wie? Oparłem się o ścianę, dłoń włożyłem do kieszeni, a drugą, z dokumentami, poprawiłem nowe, cudowne okulary, których tak brakowało mi na nosie. — Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać, darujmy sobie te formułki, bo za chwilę oszaleję. — Zastukałem trzy razy palcem o ścianę, zastanawiając się, co zrobię Dexterowi, gdy tylko go, kurwa, zobaczę. Oj, będzie bolało. — Szybkie odprowadzenie do pokoju z przekazaniem dokumentów? — zapytałem, podnosząc brew.
Pokiwałem głową, pozwalając w spokoju skończyć mu monolog, bo ewidentnie wyglądał na osobę, której lepiej nie przerywać, skończyć mogło się to źle. Odchrząknąłem.
— No cóż, tak, to ja we własnej osobie, sam nie wiem, dlaczego nie przeprowadzili eutanazji, no cóż, głupi ma szczęście. — Westchnąłem, trochę rozluźniłem, bo w końcu po co udawać przy osobie, która wie? Oparłem się o ścianę, dłoń włożyłem do kieszeni, a drugą, z dokumentami, poprawiłem nowe, cudowne okulary, których tak brakowało mi na nosie. — Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać, darujmy sobie te formułki, bo za chwilę oszaleję. — Zastukałem trzy razy palcem o ścianę, zastanawiając się, co zrobię Dexterowi, gdy tylko go, kurwa, zobaczę. Oj, będzie bolało. — Szybkie odprowadzenie do pokoju z przekazaniem dokumentów? — zapytałem, podnosząc brew.
Wprowadzenie: James [1]
Etykiety:
James Miracles,
Wprowadzenie: James
Nie, nie, nie, ja nie zrobiłem niczego złego, to nigdy nie jestem ja. To, najzwyczajniej w świecie, dzieje się samo. Od czasu do czasu wszechświat stwierdza, że w sumie nie ma nikogo, kto mógłby ruszyć tyłek i po nim oberwać, więc padło na osobę, która przecież instynktownie ucieka od kłopotów. Tylko tych własnych, cóż poradzić, te cudze zwykle wydawały się nieco bardziej interesujące, a pogarszanie czyjejś sytuacji i wkopywanie ich jeszcze mocniej, to przecież
p o w o ł a n i e. Tak jakoś samo wyszło, jeden chomik nie w tę stronę co trzeba zakopany pod krzaczkiem (skąd miałem wiedzieć, że szkolny ogrodnik zamierzał przekopywać rabatkę?!) i człowiek ląduje w zupełnie innym wszechświecie, próbując zrozumieć, dlaczego życie go nienawidzi, skoro tak bardzo pragnąłem pomóc mu upierdolić wszystkich wokół.
Ale rzeczywistość bywała okrutna, bawarskich kropek zmyć nie potrafiłem ze skóry, a siostra dosyć wyraźnie zakomunikowała, że w sumie, to ma dla mnie zadanie i mam ruszyć dupę, bo jakiś gówniarz potrzebuje pomocy.
Więc oto jestem, pan świata tego i stwórca jakiejkolwiek logiki na przestrzeni ostatnich pięciu minut, bo przed sobą dostrzegałem tylko ćwierć inteligenta, z podkrążonymi oczami i kręcącego się w te i we wte, jakby nie mógł usiedzieć na tyłku.
Idealnie pasował do obrazka, jaki zaserwowała mi Sky.
— Serwus, to ty jesteś tym alkoholikiem od kokainy? — Podszedłem z uśmiechem, ciągnąc za sobą nieco przyciężką torbę z wszystkimi rzeczami, które ocalały po ostatnim pokojowym pożarze.
Nie będziesz podbierał fajek, Jamesowi-współlokatorowi swemu, gdzieś kiedyś zapiszą w pismach jako dodatkowe prawo i incydent z podpalonym seniorem będzie idealnym dowodem. — Sorry, nie ta płyta, ale na chuj pierdolony siedzisz tutaj, zamiast w klatce, cztery metry nad ziemią i bez możliwości projektowania? — Uniosłem brwi, nieco naburmuszony, bo, hej, miałem naprawdę cudowne plany wakacyjne, a muszę męczyć jakiegoś kurdupla, który nie odebrał życiowej lekcji przetrwania. — Tratata, Sky mnie przysyła, James, prowadzać do Heather, cokolwiek.
Bycie dupkiem życiem, łatwo o szczęście, dawno nie czułem się tak dobrze jak w tym momencie.
p o w o ł a n i e. Tak jakoś samo wyszło, jeden chomik nie w tę stronę co trzeba zakopany pod krzaczkiem (skąd miałem wiedzieć, że szkolny ogrodnik zamierzał przekopywać rabatkę?!) i człowiek ląduje w zupełnie innym wszechświecie, próbując zrozumieć, dlaczego życie go nienawidzi, skoro tak bardzo pragnąłem pomóc mu upierdolić wszystkich wokół.
Ale rzeczywistość bywała okrutna, bawarskich kropek zmyć nie potrafiłem ze skóry, a siostra dosyć wyraźnie zakomunikowała, że w sumie, to ma dla mnie zadanie i mam ruszyć dupę, bo jakiś gówniarz potrzebuje pomocy.
Więc oto jestem, pan świata tego i stwórca jakiejkolwiek logiki na przestrzeni ostatnich pięciu minut, bo przed sobą dostrzegałem tylko ćwierć inteligenta, z podkrążonymi oczami i kręcącego się w te i we wte, jakby nie mógł usiedzieć na tyłku.
Idealnie pasował do obrazka, jaki zaserwowała mi Sky.
— Serwus, to ty jesteś tym alkoholikiem od kokainy? — Podszedłem z uśmiechem, ciągnąc za sobą nieco przyciężką torbę z wszystkimi rzeczami, które ocalały po ostatnim pokojowym pożarze.
Nie będziesz podbierał fajek, Jamesowi-współlokatorowi swemu, gdzieś kiedyś zapiszą w pismach jako dodatkowe prawo i incydent z podpalonym seniorem będzie idealnym dowodem. — Sorry, nie ta płyta, ale na chuj pierdolony siedzisz tutaj, zamiast w klatce, cztery metry nad ziemią i bez możliwości projektowania? — Uniosłem brwi, nieco naburmuszony, bo, hej, miałem naprawdę cudowne plany wakacyjne, a muszę męczyć jakiegoś kurdupla, który nie odebrał życiowej lekcji przetrwania. — Tratata, Sky mnie przysyła, James, prowadzać do Heather, cokolwiek.
Bycie dupkiem życiem, łatwo o szczęście, dawno nie czułem się tak dobrze jak w tym momencie.
Wprowadzenie: James [0]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: James
Wypuściłem powietrze z płuc, wstając od biurka i biorąc dokumenty nowego ucznia. Wolno. Zdecydowanie wolno po ostatnim... wypadku. Czas płynął we własnym tempie, a ja we własnym, bo zdecydowanie ledwo trzymałem się na nogach, które jakoś tak raz na jakiś czas potrafiły się pode mną bez powodu ugiąć, po czym znowu następowała panika, bo może znowu straciłem kontrolę? Cały czas zszokowany, przestraszony, że mogę odwalić kolejną rzecz tego typu. Zacisnąłem powieki, wyprostowałem się, strzepałem niewidzialny kurz z koszulki i ruszyłem przed siebie. Bo hej, gorzej być nie mogło? Otrzymywałem tylko wywiercające dziurę w mojej duszy spojrzenia, szepty, plotki, chowanie się i inne tego typu rzeczy, ale potrafiło być w końcu gorzej. Szybkim spojrzeniem omiotłem papiery nowego ucznia, chłopak w moim wieku (już trzy lata na tej uczelni za mną, a dwadzieścia w ogóle!), kolejny James, z Extali, gdziekolwiek to jest, emp. Cudownie, idealnie, perfekcyjnie. Kolejne westchnięcie opuściło moje ciało i otworzyłem drzwi, a po chwili podpierałem ścianę budynku, nerwowo stukając w nią palcem. Ósemki, jak zawsze, tu się nic nie zmieniło, choć teraz zdecydowanie traciłem rytm, gubiłem się, panikowałem. Kurwa, ja cały czas byłem spanikowany, praktycznie się nie odzywałem, a teraz miałem wprowadzić nowego ucznia, co kurwa było zdecydowanie pomysłem idealnym na dobre pierwsze wrażenie dla placówki edukacyjnej. Nerwowy i rozedrgany chłopak po nieplanowanym ataku, a jaki jest planowany, to zdecydowanie perfekcyjna osoba do przywitania nowej osoby.
No cóż, James przybywaj, szybko ciebie oprowadzę i znowu zniknę w pokoju, bo nikomu w oczy nie mogę spojrzeć.
No cóż, James przybywaj, szybko ciebie oprowadzę i znowu zniknę w pokoju, bo nikomu w oczy nie mogę spojrzeć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)