— Nawet nie wiesz, jak bardzo będę ci kibicować i trzymać za ciebie kciuki — oświadczyła, uśmiechając się szeroko, a w same jej ciało wstąpiła jakaś nowa, tajemnicza energia, bo wyprostowała się jak struna, głos znowu stał się troszkę donośniejszy. A jak z nią, tak i ze mną, więc i ja w końcu się szczerze uśmiechnęłam. Pierwszy raz od początku tej rozmowy. — No, a teraz proponuję jakąś herbatkę i ciasteczko na poprawienie nastroju, co ty na to? — zapytała zielonowłosa czarownica, a do moich oczu dołączył jeszcze wesoły błysk spowodowany propozycją jedzenia słodkości.
Pokiwałam energicznie głową.
— Bardzo chętnie, dziękuję za propozycję — odpowiedziałam, dygając ładnie, w końcu jak dobrze wychowanej dziewczynce przystało.
Nareszcie odeszłyśmy od tego okna, nareszcie schowałyśmy się pomiędzy tłumem na korytarzu, bo przecież ślepa nie byłam i doskonale widziałam już te czające się na plotki potwory, które tylko czekały aż jednej z nas podwinie się noga. No cóż, nie teraz, nie dzisiaj i nie jutro, bo ja potykać się nie planowałam.
A herbatka naprawdę była dobra. Tak samo jak ciasteczka.
I w końcu choć przez chwilę nie myślałam o chłodnych, błękitnych oczach, które może jednak nie były całym światem, tak jak czasami myślałam.
Dobrze, przyjemnie, cicho, spokojnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uważaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uważaj. Pokaż wszystkie posty
sobota, 17 lutego 2018
środa, 14 lutego 2018
Uważaj [10]
Etykiety:
Renee Illene,
Uważaj
I znowu się śmiała, tak beznadziejnie, tam smutno, tym tonem, którego wiedziałam, że nie lubię, chociaż słyszałam go dopiero drugi raz. Było mi żal Przewalskiej, tak najzwyczajniej w świecie było mi jej żal i było mi żal Oakleya, chociaż nie powinno, ale w sumie, to przecież sam był zagubionym bachorem w wielkim świecie, który pragnął tylko i wyłącznie przeżyć bez zostania zalanym przez fale wzburzone przez osobistości.
Doszliśmy chyba do takiego momentu w szkolnym życiu, że dosłownie wszystko stało w kropce, pod znakiem zapytania i bez odpowiedzi na dręczące nas pytania. Wszystko było dziwne, trudne, skomplikowane i przede wszystkim bez sensu, bo mogłoby przecież być tak pięknie i łatwo, ale każdy z nas rzucał innym kłody pod nogi i podkładał świnie, byle samemu się utrzymać.
— W sumie to wyciągnięcie wszystkiego na wierzch brzmi najrozsądniej, bo ta zabawa w kotka i myszkę robi się męcząca... Spróbuję, obiecuję, muszę tylko mieć odpowiedni moment i spróbuję — odparła, odwracając ode mnie zmęczone spojrzenie, bo chyba obie miałyśmy już tego wszystkiego stanowczo dosyć.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo będę ci kibicować i trzymać za ciebie kciuki — aż chyba odetnę jakieś przypadkowemu bezdomnemu, dla podwójnego efektu — no, a teraz proponuję jakąś herbatkę i ciasteczko na poprawienie nastroju, co ty na to?
Zdecydowanie załączył mi się tryb niańki. Cholera, skąd nagle tyle dobrej energii się we mnie zalęgło.
Doszliśmy chyba do takiego momentu w szkolnym życiu, że dosłownie wszystko stało w kropce, pod znakiem zapytania i bez odpowiedzi na dręczące nas pytania. Wszystko było dziwne, trudne, skomplikowane i przede wszystkim bez sensu, bo mogłoby przecież być tak pięknie i łatwo, ale każdy z nas rzucał innym kłody pod nogi i podkładał świnie, byle samemu się utrzymać.
— W sumie to wyciągnięcie wszystkiego na wierzch brzmi najrozsądniej, bo ta zabawa w kotka i myszkę robi się męcząca... Spróbuję, obiecuję, muszę tylko mieć odpowiedni moment i spróbuję — odparła, odwracając ode mnie zmęczone spojrzenie, bo chyba obie miałyśmy już tego wszystkiego stanowczo dosyć.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo będę ci kibicować i trzymać za ciebie kciuki — aż chyba odetnę jakieś przypadkowemu bezdomnemu, dla podwójnego efektu — no, a teraz proponuję jakąś herbatkę i ciasteczko na poprawienie nastroju, co ty na to?
Zdecydowanie załączył mi się tryb niańki. Cholera, skąd nagle tyle dobrej energii się we mnie zalęgło.
Uważaj [9]
Etykiety:
Uważaj,
Wanda Anastazja Przewalska
Przewróciła oczami i również skierowała swój wzrok przed siebie, tak jak ja, w nadziei, że jednak jakiś rozsądny pomysł wskoczy którejś z nas do głowy. Ciężko.
— Powoli zwiększać dystans — zaczęła, a ja niepewnie spojrzałam na nią kątem oka, powoli przekręcając głowę. — Stopniowo, bo inaczej i ciebie i jego trafi. Albo powiedzieć mu wszystko, wygarnąć i postawić sprawę jasno — stwierdziła, a ja już w sumie nie hamowałam się z otwartym spoglądaniem na jej twarz, na co ona odpowiedziała tylko ukradkowymi spojrzeniami. — Zresztą i tak pewnie będziesz wiedziała co zrobić, przecież go znasz. Wiesz, jaki jest. Wybierzesz to, co najrozsądniejsze.
Parsknęłam już po raz kolejny podczas tej rozmowy beznadziejnym śmiechem. Bo w sumie płacz tu nie pasował, cała sytuacja była tragiczno-komiczna i chyba w sumie mało kto wiedział, co dzieje się pomiędzy mną a Nivanem Oakleyem. Co nas łączy, a co dzieli, jaka relacja zawiązała się pomiędzy nami, czy ktoś wykona pierwszy krok, a może wręcz przeciwnie, stwierdzi, że koniec zabawy w kotka i myszkę, i wszystko zniszczy, zakończy?
Tak naprawdę, to chyba każda z tych opcji była możliwa. Choć nie wymieniłam wszystkich.
Pokiwałam głową.
— W sumie to wyciągnięcie wszystkiego na wierch brzmi najrozsądniej, bo ta zabawa w kotka i myszkę robi się męcząca... — mruknęłam pod nosem, znowu odwracając wzrok na okno. — Spróbuję, obiecuję, muszę tylko mieć odpowiedni moment i spróbuję.
Mam taką nadzieję, bo i ja w to nie do końca wierzyłam. No cóż.
— Powoli zwiększać dystans — zaczęła, a ja niepewnie spojrzałam na nią kątem oka, powoli przekręcając głowę. — Stopniowo, bo inaczej i ciebie i jego trafi. Albo powiedzieć mu wszystko, wygarnąć i postawić sprawę jasno — stwierdziła, a ja już w sumie nie hamowałam się z otwartym spoglądaniem na jej twarz, na co ona odpowiedziała tylko ukradkowymi spojrzeniami. — Zresztą i tak pewnie będziesz wiedziała co zrobić, przecież go znasz. Wiesz, jaki jest. Wybierzesz to, co najrozsądniejsze.
Parsknęłam już po raz kolejny podczas tej rozmowy beznadziejnym śmiechem. Bo w sumie płacz tu nie pasował, cała sytuacja była tragiczno-komiczna i chyba w sumie mało kto wiedział, co dzieje się pomiędzy mną a Nivanem Oakleyem. Co nas łączy, a co dzieli, jaka relacja zawiązała się pomiędzy nami, czy ktoś wykona pierwszy krok, a może wręcz przeciwnie, stwierdzi, że koniec zabawy w kotka i myszkę, i wszystko zniszczy, zakończy?
Tak naprawdę, to chyba każda z tych opcji była możliwa. Choć nie wymieniłam wszystkich.
Pokiwałam głową.
— W sumie to wyciągnięcie wszystkiego na wierch brzmi najrozsądniej, bo ta zabawa w kotka i myszkę robi się męcząca... — mruknęłam pod nosem, znowu odwracając wzrok na okno. — Spróbuję, obiecuję, muszę tylko mieć odpowiedni moment i spróbuję.
Mam taką nadzieję, bo i ja w to nie do końca wierzyłam. No cóż.
niedziela, 11 lutego 2018
Uważaj [8]
Etykiety:
Renee Illene,
Uważaj
— Tylko co ja mam niby zrobić — mruknęła, gdy już się naśmiała, już się powyciągała i poprzeciągała. Na jej czole wystąpiła bruzda. — Stać się tak nagle oschłą i zimną, bez żadnej przyczyny? Bo tylko to mi do głowy przychodzi, jeżeli mam być szczera, Renee. A nie wiem, czy jest to dobry pomysł... — burczała, furczała i fukała jak rasowy kot, wbijając niezwykle smutne i pełne zdesperowania spojrzenie w okno. Mnie zostało jedynie przewrócić oczami i skierować wzrok mniej więcej tam, gdzie ona, licząc, że odpowiedź się tam znajdzie i nagle nas obie olśni.
Bo co zrobić, żeby i wilk był syty i owca cała? Przecież Oakley, jeśli go zostawi z dnia na dzień, dostanie korby, kurwicy i coś go pierdolnie, a nam, przynajmniej mi, zostanie się modlić, żeby przypadkiem nie upatrzył sobie we mnie potencjalnego worka treningowego, albo czegoś na rozpałkę. Co jak co, ale z emocjami chłopaczyna zdecydowanie sobie nie radził. Przynajmniej nie przy mnie.
— Powoli zwiększać dystans — mruknęłam, robiąc kciukiem kółka na drugiej dłoni. — Stopniowo, bo inaczej i ciebie i jego trafi. Albo powiedzieć mu wszystko, wygarnąć i postawić sprawę jasno. — Zerkałyśmy na siebie, to znaczy ja zerkałam, dziewczyna gapiła się na mnie jak ciele na malowane wrota. — Zresztą i tak pewnie będziesz wiedziała co zrobić, przecież go znasz. Wiesz, jaki jest. Wybierzesz to, co najrozsądniejsze.
A przynajmniej ja miałam taką nadzieję.
Bo co zrobić, żeby i wilk był syty i owca cała? Przecież Oakley, jeśli go zostawi z dnia na dzień, dostanie korby, kurwicy i coś go pierdolnie, a nam, przynajmniej mi, zostanie się modlić, żeby przypadkiem nie upatrzył sobie we mnie potencjalnego worka treningowego, albo czegoś na rozpałkę. Co jak co, ale z emocjami chłopaczyna zdecydowanie sobie nie radził. Przynajmniej nie przy mnie.
— Powoli zwiększać dystans — mruknęłam, robiąc kciukiem kółka na drugiej dłoni. — Stopniowo, bo inaczej i ciebie i jego trafi. Albo powiedzieć mu wszystko, wygarnąć i postawić sprawę jasno. — Zerkałyśmy na siebie, to znaczy ja zerkałam, dziewczyna gapiła się na mnie jak ciele na malowane wrota. — Zresztą i tak pewnie będziesz wiedziała co zrobić, przecież go znasz. Wiesz, jaki jest. Wybierzesz to, co najrozsądniejsze.
A przynajmniej ja miałam taką nadzieję.
Uważaj [7]
Etykiety:
Uważaj,
Wanda Anastazja Przewalska
Jej twarz przybrała zmartwiony wyraz, pełen współczucia i próby zrozumienia choć zrozumieć pewnie nie potrafiła i nie mogła. Złapałyśmy kontakt wzrokowy, po czym po prostu stałyśmy. W ciszy. chwilę później przerwanej przez dziewczynę.
— Nie wiesz tego, dopóki nie staniesz pod prąd. Wiem, że ten błękit ciągnie za sobą potężny nurt, ale jeszcze bardziej pewna jestem tego, że jesteś w stanie, chociaż stanąć i nie dać się porwać dalej. Błagam, jak nie ty, to kto? Tańczyłaś na ostrzu noża Hopecrafta — parsknęłam beznadziejnym śmiechem — a Oakley przy nim to dupa blada, cholera jasna, Nivan sam przy nim mięknie do poziomu, kurwa, żelka zostawionego w cieple — stwierdziła, po czym obie równo zaczęłyśmy się śmiać.
Bo jednak to porównanie było doskonałe, jak bardzo tego przyznać nie chciałam. Westchnęłam, przeciągając się, a następnie dłonie kładąc na parapecie i przyglądając się widokiem za oknem.
— Tylko co ja mam niby zrobić — mruknęłam cicho, pewnie prawie niesłyszalnie dla dziewczyny. Po prostu, burknęłam pod nosem. — Stać się tak nagle oschłą i zimną, bez żadnej przyczyny? — zapytałam, obracając wzrok na czarownicę. — Bo tylko to mi do głowy przychodzi, jeżeli mam być szczera, Renee. A nie wiem, czy jest to dobry pomysł...
— Nie wiesz tego, dopóki nie staniesz pod prąd. Wiem, że ten błękit ciągnie za sobą potężny nurt, ale jeszcze bardziej pewna jestem tego, że jesteś w stanie, chociaż stanąć i nie dać się porwać dalej. Błagam, jak nie ty, to kto? Tańczyłaś na ostrzu noża Hopecrafta — parsknęłam beznadziejnym śmiechem — a Oakley przy nim to dupa blada, cholera jasna, Nivan sam przy nim mięknie do poziomu, kurwa, żelka zostawionego w cieple — stwierdziła, po czym obie równo zaczęłyśmy się śmiać.
Bo jednak to porównanie było doskonałe, jak bardzo tego przyznać nie chciałam. Westchnęłam, przeciągając się, a następnie dłonie kładąc na parapecie i przyglądając się widokiem za oknem.
— Tylko co ja mam niby zrobić — mruknęłam cicho, pewnie prawie niesłyszalnie dla dziewczyny. Po prostu, burknęłam pod nosem. — Stać się tak nagle oschłą i zimną, bez żadnej przyczyny? — zapytałam, obracając wzrok na czarownicę. — Bo tylko to mi do głowy przychodzi, jeżeli mam być szczera, Renee. A nie wiem, czy jest to dobry pomysł...
piątek, 9 lutego 2018
Uważaj [6]
Etykiety:
Renee Illene,
Uważaj
I wtedy dziewczyna zaczęła się śmiać, głośno, byle cały korytarz ją usłyszał, byle wiedzieli, że Przewalska tu jest i gada z jakąś pierdolniętą wiedźmą z drugiego roku.
I śmiała się, ale nie tak, jak zwykle. Brakowało w tym chichocie tej lekkości, melodyjności, delikatnego dystansu, jaki zawsze zachowywała. Brakowało wyuczonego ruchu warg i skurczów strun głosowych, brakowało przymknięcia powiek i słyszalnego świergotu ptaków, o czym ja w ogóle mówię.
Brakowało tej idealności Przewalskich.
Zamiast tego usłyszałam żałosny śmiech, który wręcz zgrzytał, urywany, przerywany, krótki, beznamiętny. Pełen bólu i cierpienia, zagubienia w samej sobie. Nie było w nim nic sztucznego, jak to często bywało. Szczera, beznadziejna odpowiedź na słowa, do których przystosować się nie mogła.
I wystarczył ten chichot, by Przewalska ścisnęła moje serce i przelała na mnie odrobinę bólu.
— Ale ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę, Renee — wyszeptała, przecierając drobną dłonią swoją twarz. — Tylko że jest już zdecydowanie za późno, a mi pozostało chyba tylko płynąć z nurtem rzeki.
Czułam, jak brwi przyjmują wyraz mówiący o czystym smutku i współczuciu. Bo sama chyba nigdy nie upadłam i nie mogłam wiedzieć, co się wtedy czuje, ale coś w środku mi mówiło, jak to wygląda od jej strony. Jak bardzo już zleciała.
— Nie wiesz tego, dopóki nie staniesz pod prąd. Wiem, że ten błękit ciągnie za sobą potężny nurt, ale jeszcze bardziej pewna jestem tego, że jesteś w stanie, chociaż stanąć i nie dać się porwać dalej. Błagam, jak nie ty, to kto? Tańczyłaś na ostrzu noża Hopecrafta, a Oakley przy nim to dupa blada, cholera jasna, Nivan sam przy nim mięknie do poziomu, kurwa, żelka zostawionego w cieple. — Nie mogłam powstrzymać parsknięcia śmiechem.
I śmiała się, ale nie tak, jak zwykle. Brakowało w tym chichocie tej lekkości, melodyjności, delikatnego dystansu, jaki zawsze zachowywała. Brakowało wyuczonego ruchu warg i skurczów strun głosowych, brakowało przymknięcia powiek i słyszalnego świergotu ptaków, o czym ja w ogóle mówię.
Brakowało tej idealności Przewalskich.
Zamiast tego usłyszałam żałosny śmiech, który wręcz zgrzytał, urywany, przerywany, krótki, beznamiętny. Pełen bólu i cierpienia, zagubienia w samej sobie. Nie było w nim nic sztucznego, jak to często bywało. Szczera, beznadziejna odpowiedź na słowa, do których przystosować się nie mogła.
I wystarczył ten chichot, by Przewalska ścisnęła moje serce i przelała na mnie odrobinę bólu.
— Ale ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę, Renee — wyszeptała, przecierając drobną dłonią swoją twarz. — Tylko że jest już zdecydowanie za późno, a mi pozostało chyba tylko płynąć z nurtem rzeki.
Czułam, jak brwi przyjmują wyraz mówiący o czystym smutku i współczuciu. Bo sama chyba nigdy nie upadłam i nie mogłam wiedzieć, co się wtedy czuje, ale coś w środku mi mówiło, jak to wygląda od jej strony. Jak bardzo już zleciała.
— Nie wiesz tego, dopóki nie staniesz pod prąd. Wiem, że ten błękit ciągnie za sobą potężny nurt, ale jeszcze bardziej pewna jestem tego, że jesteś w stanie, chociaż stanąć i nie dać się porwać dalej. Błagam, jak nie ty, to kto? Tańczyłaś na ostrzu noża Hopecrafta, a Oakley przy nim to dupa blada, cholera jasna, Nivan sam przy nim mięknie do poziomu, kurwa, żelka zostawionego w cieple. — Nie mogłam powstrzymać parsknięcia śmiechem.
czwartek, 8 lutego 2018
Uważaj [5]
Etykiety:
Uważaj,
Wanda Anastazja Przewalska
— Nic, absolutnie nic by nie zmieniło — odparłam zirytowana, wzdychając po chwili ciężko, a ja przewróciłam oczami. Obie to wiedziałyśmy, więc po co ciągnąć temat? — Słuchaj, nie chcę dla ciebie źle — stwierdziła, opierając się obok mnie łokciami o parapet, a ja pokręciłam głową, bo przecież to wiedziałam, zdawałam sobie sprawę z tego. — Nie chcę dla ciebie źle, a wiem, ile zła jest w stanie wyrządzić ten skurwiel. Wiem, co ma za uszami, wiem, co robił, wiem, gdzie był. Ja wiem, uczucia, przywiązanie, te sprawy, wiem, że już cię chapnął jak wilk niczego nieświadome jagnię, ale błagam cię, broń się, kop go w żebra ile wlezie i wiem, że te metafory brzmią chujowo, ale za dużo czasu spędziłam w te wakacje z moją prapraprababką, wybacz. Po prostu staraj się trzymać go na dystans, nie giń w tych paskudnych gałach i wiem, że za chwilę zaczniecie się drzeć towarzyszu, że łatwo ci powiedzieć, łatwo ci gadać takie pierdoły, zamknij się już, nie wiesz absolutnie niczego, ale ja będę paplać i namawiać.
Wywód długi, ale z sensem i naprawdę chciałam się z nią zgodzić, pokiwać głową i może nawet się rozryczeć, bo doskonale zdawałam sobie sprawę w jakim bagnie się znajdowałam, jak te błękitne oczy mnie wciągnęły i wciągnęły już tak, że usta zdecydowanie były pod taflą wody. Ale nie mogłam. Bo było za późno, a ja po prostu nie potrafiłam "kopnąć go w żebra" czy "nie ginąć w tych paskudnych gałach". Bo na to było zdecydowanie za późno. A może to ja po prostu należałam do słabszych osobników, choć zawsze chciałam być tą silniejszą jednostką.
Westchnęłam, parskając beznadziejnym śmiechem i przysięgam, gdybyśmy nie były na korytarzu, to rzuciłabym się Renee w ramionach, szukając choć trochę ciepła, które obroniłoby mnie przed tym... wszystkim.
— Ale ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę, Renee — stwierdziłam, a słowa siadły jakoś tak ciężko na sercu i ciążyły, ciążyły, ściągając mnie w dół. Przetarłam twarz dłonią. — Tylko że jest już zdecydowanie za późno, a mi pozostało chyba tylko płynąć z nurtem rzeki.
I czekać. Czekać, aż wszystko się ułoży.
Wywód długi, ale z sensem i naprawdę chciałam się z nią zgodzić, pokiwać głową i może nawet się rozryczeć, bo doskonale zdawałam sobie sprawę w jakim bagnie się znajdowałam, jak te błękitne oczy mnie wciągnęły i wciągnęły już tak, że usta zdecydowanie były pod taflą wody. Ale nie mogłam. Bo było za późno, a ja po prostu nie potrafiłam "kopnąć go w żebra" czy "nie ginąć w tych paskudnych gałach". Bo na to było zdecydowanie za późno. A może to ja po prostu należałam do słabszych osobników, choć zawsze chciałam być tą silniejszą jednostką.
Westchnęłam, parskając beznadziejnym śmiechem i przysięgam, gdybyśmy nie były na korytarzu, to rzuciłabym się Renee w ramionach, szukając choć trochę ciepła, które obroniłoby mnie przed tym... wszystkim.
— Ale ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę, Renee — stwierdziłam, a słowa siadły jakoś tak ciężko na sercu i ciążyły, ciążyły, ściągając mnie w dół. Przetarłam twarz dłonią. — Tylko że jest już zdecydowanie za późno, a mi pozostało chyba tylko płynąć z nurtem rzeki.
I czekać. Czekać, aż wszystko się ułoży.
środa, 7 lutego 2018
Uważaj [4]
Etykiety:
Renee Illene,
Uważaj
Dziewczyna od razu spochmurniała, odwróciła wzrok i zaczęła przecierać nadgarstek, dokładnie tak, jak on. Ściągnęłam brwi, zaniepokojona całą tą sytuacją, dziewczyną, figlami i pierdolonymi igraszkami Oakleya, który uwielbiał bawić się ogniem, w końcu i tak się nie poparzy, czyż nie?
— Bo tak? — odparła w końcu, wzdychając, przewracając szmaragdami i burcząc coś pod nosem. Ta odpowiedź zdecydowanie mnie nie zadowalała. — Właśnie tak, życie mi niemiłe, jestem pieprzniętą masochistką, która ewidentnie ma za mało emocji w życiu. — Słowa blondynki porządnie wcisnęły mnie w siedzenie, bo mówiła to z taką złością, taką irytacją, a jednocześnie taką gracją i bólem, smutkiem, cierpieniem słyszalnym w głosie, jakby nie chciała się do tego przyznawać, ba nie mogła się z tym pogodzić. — Naprawdę nie wiem, co chcesz usłyszeć. Nie wiem, co ci odpowiedzieć. Zresztą, i tak, co by to zmieniło?
— Nic, absolutnie nic by nie zmieniło — odparłam zirytowana, gdy mała szuja odwróciła się na pięcie i zerknęła za okno jak gdyby nigdy nic. Westchnęłam ciężko, poprawiłam naszyjnik, który odwrócił się odrobinę za bardzo i sznurek mu się skręcił, a bardzo tego nie lubiłam. — Słuchaj, nie chcę dla ciebie źle. — Oparłam się łokciami o parapet. — Nie chcę dla ciebie źle, a wiem, ile zła jest w stanie wyrządzić ten skurwiel. Wiem, co ma za uszami, wiem, co robił, wiem, gdzie był. Ja wiem, uczucia, przywiązanie, te sprawy, wiem, że już cię chapnął jak wilk niczego nieświadome jagnię, ale błagam cię, broń się, kop go w żebra ile wlezie i wiem, że te metafory brzmią chujowo, ale za dużo czasu spędziłam w te wakacje z moją prapraprababką, wybacz. Po prostu staraj się trzymać go na dystans, nie giń w tych paskudnych gałach i wiem, że za chwilę zaczniecie się drzeć towarzyszu, że łatwo ci powiedzieć, łatwo ci gadać takie pierdoły, zamknij się już, nie wiesz absolutnie niczego, ale ja będę paplać i namawiać.
Też dlatego, że potrzebuję utrzeć gnojkowi nosa.
— Bo tak? — odparła w końcu, wzdychając, przewracając szmaragdami i burcząc coś pod nosem. Ta odpowiedź zdecydowanie mnie nie zadowalała. — Właśnie tak, życie mi niemiłe, jestem pieprzniętą masochistką, która ewidentnie ma za mało emocji w życiu. — Słowa blondynki porządnie wcisnęły mnie w siedzenie, bo mówiła to z taką złością, taką irytacją, a jednocześnie taką gracją i bólem, smutkiem, cierpieniem słyszalnym w głosie, jakby nie chciała się do tego przyznawać, ba nie mogła się z tym pogodzić. — Naprawdę nie wiem, co chcesz usłyszeć. Nie wiem, co ci odpowiedzieć. Zresztą, i tak, co by to zmieniło?
— Nic, absolutnie nic by nie zmieniło — odparłam zirytowana, gdy mała szuja odwróciła się na pięcie i zerknęła za okno jak gdyby nigdy nic. Westchnęłam ciężko, poprawiłam naszyjnik, który odwrócił się odrobinę za bardzo i sznurek mu się skręcił, a bardzo tego nie lubiłam. — Słuchaj, nie chcę dla ciebie źle. — Oparłam się łokciami o parapet. — Nie chcę dla ciebie źle, a wiem, ile zła jest w stanie wyrządzić ten skurwiel. Wiem, co ma za uszami, wiem, co robił, wiem, gdzie był. Ja wiem, uczucia, przywiązanie, te sprawy, wiem, że już cię chapnął jak wilk niczego nieświadome jagnię, ale błagam cię, broń się, kop go w żebra ile wlezie i wiem, że te metafory brzmią chujowo, ale za dużo czasu spędziłam w te wakacje z moją prapraprababką, wybacz. Po prostu staraj się trzymać go na dystans, nie giń w tych paskudnych gałach i wiem, że za chwilę zaczniecie się drzeć towarzyszu, że łatwo ci powiedzieć, łatwo ci gadać takie pierdoły, zamknij się już, nie wiesz absolutnie niczego, ale ja będę paplać i namawiać.
Też dlatego, że potrzebuję utrzeć gnojkowi nosa.
Uważaj [3]
Etykiety:
Uważaj,
Wanda Anastazja Przewalska
— Nie o co, a o kogo — oświadczyła, a mi pozostało się wyprostować, przełknąć ślinę, bo zdecydowanie wiedziałam o kogo chodzi, choć miałam cichą nadzieję, że jednak się mylę. — Nasza Gwiazda Betlejemska i nie, wyjątkowo nie chodzi mi o Hopecrafta. — Parsknęłam śmiechem i uśmiechnęłam się szerzej. — O inną gwiazdeczkę, z którą ostatnio coś za bardzo się spoufalasz. Słuchaj, jak zawsze staram się wkopać ludzi w jak największe bagno, tak tu nie mogę przejść obojętnie. Cholera jasna, masz tu wszystkich, dlaczego akurat Oakley? Życie ci niemiłe? — zapytała, ściągając brwi, a ja odchrząknęłam i odwróciłam wzrok, pocierając dłonią o nadgarstek.
Bo co ja miałam na to odpowiedzieć, jeżeli sama do końca nie wiedziałam, dlaczego on, dlaczego ja i dlaczego to wszystko jakoś działało, choć działać nie powinno.
— Bo tak? — odpowiedziałam, wzdychając i przewracając oczami lekko podirytowana tego typu pytaniem. — Właśnie tak, życie mi niemiłe, jestem pieprzniętą masochistką, która ewidentnie ma za mało emocji w życiu — mruknęłam, autentycznie zła, zdenerwowana, zirytowana, bo to wcale nie było tak, że nie słyszałam szeptów na korytarzu ciągnących się za mną. Że byłam głucha i ślepa.
Podniosłam wzrok na dziewczynę, prostując się.
— Naprawdę nie wiem, co chcesz usłyszeć. Nie wiem, co ci odpowiedzieć. Zresztą, i tak, co by to zmieniło? —stwierdziłam chłodno i odwróciłam się od niej, ponownie wracając do patrzenia przez okno.
Niech wszyscy dadzą mi święty spokój.
Bo co ja miałam na to odpowiedzieć, jeżeli sama do końca nie wiedziałam, dlaczego on, dlaczego ja i dlaczego to wszystko jakoś działało, choć działać nie powinno.
— Bo tak? — odpowiedziałam, wzdychając i przewracając oczami lekko podirytowana tego typu pytaniem. — Właśnie tak, życie mi niemiłe, jestem pieprzniętą masochistką, która ewidentnie ma za mało emocji w życiu — mruknęłam, autentycznie zła, zdenerwowana, zirytowana, bo to wcale nie było tak, że nie słyszałam szeptów na korytarzu ciągnących się za mną. Że byłam głucha i ślepa.
Podniosłam wzrok na dziewczynę, prostując się.
— Naprawdę nie wiem, co chcesz usłyszeć. Nie wiem, co ci odpowiedzieć. Zresztą, i tak, co by to zmieniło? —stwierdziłam chłodno i odwróciłam się od niej, ponownie wracając do patrzenia przez okno.
Niech wszyscy dadzą mi święty spokój.
wtorek, 6 lutego 2018
Uważaj [2]
Etykiety:
Renee Illene,
Uważaj
Blondynka uniosła brew, wydęła, teraz już czerwone usteczka i przechyliła głowę, uśmiechając się za chwilę. Tak, Przewalscy z krwi i kości, nie dało się zaprzeczyć. Gdyby człowiek obserwował tylko ich zachowania, nie wygląd, czasem można by było popełnić gafę. Nawet sporo gaf. Bo uśmiechali się wręcz idealnie, przechylali głowę w identycznych momentach i mimo wszystko zielone oczęta były do siebie niezwykle podobne.
— Nawet trzy — odparła, a raczej odparsknęła śmiechem. Delikatnym, dźwięcznym śmiechem Przewalskiej. Jak to jest, że urocze dziewczęta śmieją się uroczo, a ja muszę użerać się z rechotem godnym ropuchy kółkowatej z Aleraji. — To o co chodzi? — dodała, dalej nie zdejmując z buźki tego firmowego uśmieszku, cudownie, nie ma co. Czy wszyscy szczerzyli się tutaj jak głupi do sera? Mieli nadzieję na to, że im poziom hormonów szczęścia podskoczy? A może czekali na cud? Nikt nie wie.
— Nie o co, a o kogo — parsknęłam. — Nasza Gwiazda Betlejemska i nie, wyjątkowo nie chodzi mi o Hopecrafta — mruknęłam, poprawiając warkocz. — O inną gwiazdeczkę, z którą ostatnio coś za bardzo się spoufalasz. Słuchaj, jak zawsze staram się wkopać ludzi w jak największe bagno, tak tu nie mogę przejść obojętnie. Cholera jasna, masz tu wszystkich, dlaczego akurat Oakley? Życie ci niemiłe? — Ściągnęłam brwi, stukając paznokciami o ramię.
— Nawet trzy — odparła, a raczej odparsknęła śmiechem. Delikatnym, dźwięcznym śmiechem Przewalskiej. Jak to jest, że urocze dziewczęta śmieją się uroczo, a ja muszę użerać się z rechotem godnym ropuchy kółkowatej z Aleraji. — To o co chodzi? — dodała, dalej nie zdejmując z buźki tego firmowego uśmieszku, cudownie, nie ma co. Czy wszyscy szczerzyli się tutaj jak głupi do sera? Mieli nadzieję na to, że im poziom hormonów szczęścia podskoczy? A może czekali na cud? Nikt nie wie.
— Nie o co, a o kogo — parsknęłam. — Nasza Gwiazda Betlejemska i nie, wyjątkowo nie chodzi mi o Hopecrafta — mruknęłam, poprawiając warkocz. — O inną gwiazdeczkę, z którą ostatnio coś za bardzo się spoufalasz. Słuchaj, jak zawsze staram się wkopać ludzi w jak największe bagno, tak tu nie mogę przejść obojętnie. Cholera jasna, masz tu wszystkich, dlaczego akurat Oakley? Życie ci niemiłe? — Ściągnęłam brwi, stukając paznokciami o ramię.
Uważaj [1]
Etykiety:
Uważaj,
Wanda Anastazja Przewalska
I oto rok szkolny zaczął się już na poważnie. Trzecia klasa, nie ma co, trzeba się było już porządnie wziąć za naukę i przygotować na najgorsze. Egzaminy w poprzednim roku poszły dobrze, nawet bardzo dobrze, ale za to mój brat tyle szczęścia juz nie miał. W ogóle ich nie pisał, więc opcje były dwie. Albo powtarza klasę (a tego oboje nie chcieliśmy, zdecydowanie), albo ma jeszcze więcej roboty, jakby w ogóle jej nie miał i pisze dodatkową pracę do obrony. Oczywiście wybrał to drugie, a mi pozostawało spojrzeć na niego jak na szaleńca, jeszcze większego masochistę ode mnie. I autentycznie współczułam Dexterowi, który już teraz miał problem z oderwaniem go od jakiejkolwiek pracy. Powodzenia.
Westchnęłam, wyglądając przez okno i ziewając. Nie, zdecydowanie się nie wyspałam. I może zawdzięczałam to czytaniu do pierwszej w nocy. Ale kto to wie, zmiany genetyczne same się do głowy nie wbiją.
— Hej, Wanda. — Usłyszałam moje imię i odwróciłam się, by ujrzeć Renee, Renulkę, Renię, osóbkę, z którą choć kontaktu dużo mi dane nie było, to bardzo lubiłam. Najprawdziwsza czarownica, wręcz jej uosobienie, osóbka tak bardzo denerwująca Niva, ale co zrobić. Czasami jej się nie dziwiłam. — Mogę ci zająć chwilkę... Albo dwie? — zapytała, a ja podniosłam brew, przechylając głowę w bok zaciekawiona, cały czas z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy.
— Nawet trzy — odpowiedziałam, parskając śmiechem. — To o co chodzi?
Westchnęłam, wyglądając przez okno i ziewając. Nie, zdecydowanie się nie wyspałam. I może zawdzięczałam to czytaniu do pierwszej w nocy. Ale kto to wie, zmiany genetyczne same się do głowy nie wbiją.
— Hej, Wanda. — Usłyszałam moje imię i odwróciłam się, by ujrzeć Renee, Renulkę, Renię, osóbkę, z którą choć kontaktu dużo mi dane nie było, to bardzo lubiłam. Najprawdziwsza czarownica, wręcz jej uosobienie, osóbka tak bardzo denerwująca Niva, ale co zrobić. Czasami jej się nie dziwiłam. — Mogę ci zająć chwilkę... Albo dwie? — zapytała, a ja podniosłam brew, przechylając głowę w bok zaciekawiona, cały czas z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy.
— Nawet trzy — odpowiedziałam, parskając śmiechem. — To o co chodzi?
poniedziałek, 5 lutego 2018
Uważaj [0]
Etykiety:
Renee Illene,
Uważaj
Kurwica mnie jasna któregoś dnia trafi, jak nie sraczka, to przemarsz wojsk, na litość boską, ileż można sprawiać trudności w życiu jednej, zmarnowanej wiedźmy, która marzy już tylko o spoczynku wiecznym z jakimś dodatkiem za pracę w trudnych warunkach. Trzymajcie mnie ludzie, naprawdę któregoś pięknego dnia nie wytrzymam i komuś porządnie przetrzepię skórę.
A czemuż to miałabym poczynić? A temuż to, bo familia jest porządnie pierduknięta i nie dała mi w spokoju odpocząć w wakacje, bo przecież, droga Renee, z takim podejściem do życia nigdy nie dorównasz Rosalii, a powinnaś brać z niej przykład...
Gówno prawda, prędzej sobie wypruję żyły, niż stanę się chociaż w jednym calu taka, jak ta chędożąca się pod mostem suka.
Do tego wracam do zasranej szkoły (która w sumie teraz była manną z nieba) i na co trafiam? Zainteresowanie Hopecraftem nie zmalało, ba, wręcz na odwrót, podbiło kilkukrotnie, bo przylazły nowe małolaty. A to jakaś blond lafirynda, a to nafiokowana czarnulka z oczami jak lapisy lazuli, a to Oakley, tak, kurwa, nie mogę uwierzyć, że ten skurwiel też robi do niego maślane oczęta, chociaż pewnie ten w celach czysto rozrywkowych, prześmiewczych, albo ma po prostu jakiś interes do spełnienia.
No, a jeśli naprawdę jest zainteresowany Jamesem, to powinnam ujebać mu jaja i wcisnąć w dupę, bo widzę, że leci na kilka frontów, a jego obecna sytuacja z bogu ducha winną Przewalską wcale, ale to wcale mi się nie podobała, bo gesty, którymi ją obdarowywał zdecydowanie były zbyt intymne.
Dlatego trzeba było uchronić zielonooką panienkę z zapędami masochicznymi (plotki szybko rozchodzą się po tej szkole, nie liczcie na prywatność skarby), przed tym chujem, wilkiem w owczej skórze.
— Hej, Wanda — zagadałam, gdy udało mi się ją złapać na półpiętrze, wyglądającą akurat za okno. Ładna pogoda, nie ma co. — Mogę ci zająć chwilkę... Albo dwie?
A czemuż to miałabym poczynić? A temuż to, bo familia jest porządnie pierduknięta i nie dała mi w spokoju odpocząć w wakacje, bo przecież, droga Renee, z takim podejściem do życia nigdy nie dorównasz Rosalii, a powinnaś brać z niej przykład...
Gówno prawda, prędzej sobie wypruję żyły, niż stanę się chociaż w jednym calu taka, jak ta chędożąca się pod mostem suka.
Do tego wracam do zasranej szkoły (która w sumie teraz była manną z nieba) i na co trafiam? Zainteresowanie Hopecraftem nie zmalało, ba, wręcz na odwrót, podbiło kilkukrotnie, bo przylazły nowe małolaty. A to jakaś blond lafirynda, a to nafiokowana czarnulka z oczami jak lapisy lazuli, a to Oakley, tak, kurwa, nie mogę uwierzyć, że ten skurwiel też robi do niego maślane oczęta, chociaż pewnie ten w celach czysto rozrywkowych, prześmiewczych, albo ma po prostu jakiś interes do spełnienia.
No, a jeśli naprawdę jest zainteresowany Jamesem, to powinnam ujebać mu jaja i wcisnąć w dupę, bo widzę, że leci na kilka frontów, a jego obecna sytuacja z bogu ducha winną Przewalską wcale, ale to wcale mi się nie podobała, bo gesty, którymi ją obdarowywał zdecydowanie były zbyt intymne.
Dlatego trzeba było uchronić zielonooką panienkę z zapędami masochicznymi (plotki szybko rozchodzą się po tej szkole, nie liczcie na prywatność skarby), przed tym chujem, wilkiem w owczej skórze.
— Hej, Wanda — zagadałam, gdy udało mi się ją złapać na półpiętrze, wyglądającą akurat za okno. Ładna pogoda, nie ma co. — Mogę ci zająć chwilkę... Albo dwie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)