Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbata zawsze jest dobra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbata zawsze jest dobra. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [X]

Rzuciłem okiem na kobietę, tak powoli sączącą napój, z taką radością i spokojem oddającą się przyjemnościom, które napływały z każdą kolejną falą naparu. Zapach, smak, wygląd i towarzystwo było jak dla mnie przednie, czego chcieć więcej?
 — Wiesz, Hortensjo — mruknęła, przeczesując wolnym, bardzo leniwym ruchem moje włosy, oczywiście musząc się przy okazji targnąć z siedzenia i nieco wyprostować, co zawsze spotykało się z moimi cichymi parsknięciami — cieszę się, że cię poznałam.
Spojrzałem na nią wtedy tym całkiem niedowierzającym, nieco smutnym i zdecydowanie zawstydzonym spojrzeniem, pytając się sam w duchu, czym do cholery sobie zasłużyłem na takie słowa z takich ust?
Bo ja codziennie byłem w stanie śpiewać pochwalne hymny dla sił wyższych, dziękując za to, że mi zesłali taką Pelagoniję Eternum na drogę i pozwolili mi spędzać te kilka godzin w tygodniu na herbacie, która chyba powoli zaczęła zastępować mi krew.
 — Tak swoją drogą, robimy powtórkę z wieczorku filmowego? — dopytała po chwili.
— Oczywiście, Pel. Możemy nawet teraz, jeśli chcesz, co z tego, że mamy środek dnia — parsknąłem cicho.
Nie lubiłem mówić. Ba, chyba nawet nie potrafiłem.
Ale bardzo starałem się to okazać.
Bo w sumie nie wiem, czy bym tu jeszcze był, gdyby nie ona.

niedziela, 27 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [10]

Przekrzywiłam głowę, gdy głos Aurela jakoś ścichł i spuścił wzrok na kolana. Ani trochę mi się to nie spodobało, więc pochyliłam się w jego stronę i dźgnęłam go palcem w policzek, już gotowa wykrzywić wargi w ponownym grymasie. Jednak najwidoczniej zrobiłam to niepotrzebnie, bo zaraz parskał śmiechem i mówił dalej, z czego byłam bardzo rad.
 — I nie wiem, nie pytaj mnie o to, mówię no durna baba, cholerka jasna. Może cudzoziemka, może niedowidzi, a może antyszczpionkowiec. Kto ich tam już w sumie wie. — Gdy na mnie spojrzał, posłałam mu uśmiech znad filiżanki, z której po chwili wzięłam łyk naparu, przyglądając się Hortensji. Szukałam różnic pomiędzy Aurelkiem Młodszym, a Aurelkiem obecnym.
Był zdecydowanie wyższy to po pierwsze. Każdy przy jego wzroście wydawał się być krasnoludkiem, niziołkiem, skrzacikiem, coś koło tego. I był smutniejszy, mniej smutny niż kilka lat temu, ale smutniejszy niż na początku naszej znajomości. Ale nadal był cudowną osobą, Hortensją. A ja jednak okazałam się smarkaczem, który wszystkich łapie za rękę.
 — Wiesz, Hortensjo — zaczęłam, wyciągając lewą dłoń w stronę chłopaka i podniosłam się odrobinę, ponieważ zabrakło mi parę centymetrów, po czym pogłaskałam go po włosach — cieszę się, że cię poznałam — powiedziałam z szerokim uśmiechem. Po kilku chwilach cofnęłam dłoń, przy okazji odkładając pustą filiżankę na tacę. Zdecydowanie powinnam pójść na jakiś odwyk lub coś.
 — Tak swoją drogą, robimy powtórkę z wieczorku filmowego?

czwartek, 24 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [9]

Oczywiście zareagowała tym wspaniałym śmiechem, no i nawet brwi uniosła w zdziwieniu, taki zdolniacha ze mnie. Szybkie poprawienie materiału, który leżał na jej kolanach i zerknięcie w moją stronę, gdy uporała się ze spódniczką.
— Lubię twój ogon, więc proszę, dbaj o niego — dodała, ciągle chichocząc, a ja może nawet odrobinę się zarumieniłem, ale tylko odrobinę i może ogon też to usłyszał [raczej na pewno] i dlatego skitrał się pomiędzy moimi nogami, kuląc się i machając końcówką jak najęty. — Poza tym, jak można nie odróżnić mleka sojowego od kokosowego? — Wzruszyłem ramionami, oglądając przy okazji proces picia herbaty i uśmiechnąłem się pod nosem, widząc nieco oburzoną i zdziwioną minę dziewczyny. — Lubię cię słuchać, niezależnie od tego, co mówisz. Możesz nawet gadać o tym, co zjadłeś na śniadanie.
— Miło to słyszeć — odparłem cicho, przenosząc spojrzenie na kolana i stukając palcami o filiżankę.
W końcu przez ostatnie kilka lat mało kto cieszył się, gdy otwierałem pysk, żeby powiedzieć, chociaż „Dzień dobry”.
— I nie wiem, nie pytaj mnie o to, mówię no durna baba, cholerka jasna. Może cudzoziemka, może niedowidzi, a może antyszczpionkowiec. Kto ich tam już w sumie wie — parsknąłem śmiechem, kręcąc głową i spoglądając na Jaśminka.
Czasem trudno było mi pojąć, jak starzy w sumie jesteśmy i jak długo się znamy.
Nierealnie w sumie.
Przecież dopiero co ją z dworu ściągałem.
Dopiero co mi powiedziała, że mam bardzo ładny kolor skóry.
Dopiero co wypiliśmy pierwszą w naszej historyjce herbatkę.

wtorek, 22 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [8]

Chłopak wydawał się niezwykle rozbawiony moim naburmuszeniem, oburzeniem, zdenerwowaniem, indyczeniem się i mogłabym dalej wymieniać różne synonimy, ale dopóki Hortensja się śmiał, to ja mogłam robić śmieszne miny. Byleby szczerze się uśmiechał i głośno śmiał.
— Co ci poradzę, że wolę cię słuchać, niż mówić? — Przewróciłam oczami, a moje kąciki ust machinalnie powędrowały w górę i nawet nie miałam zamiaru ich powstrzymywać. Chciałam upić łyk herbaty, ale gdy zorientowałam się, że w filiżance nic nie było, dolałam sobie ciepłego naparu, cały czas słuchając słów Aureliona. — Plus, o czym miałbym gadać? Że klientka wykłócała się co do tego, czy mamy mleko sojowe? Durna była i to okrutnie, notorycznie upierała się przy tym, że to kokosowe, a jak byk pisze, że sojowe, no i co, no i kupiła w końcu to rzekome kokosowe, a w rzeczywistości to to, co chciała. No i się przeprowadziliśmy do Cesarstwa, także też jakaś ciekawostka. Tu przynajmniej nie zerkają na mnie jak na aż takie zjawisko. A na parapetówie prawie ogon straciłem. Tyle chyba.
Uniosłam brwi, parskając śmiechem i poprawiłam wolną dłonią spódnicę.
— Lubię twój ogon, więc proszę, dbaj o niego — odpowiedziałam, nadal troszkę się chichrając. — Poza tym, jak można nie odróżnić mleka sojowego od kokosowego? — Zmarszczyłam delikatnie brwi, pijąc herbatę, po czym dodałam, odsunąwszy filiżankę od ust. — Lubię cię słuchać, niezależnie od tego, co mówisz. Możesz nawet gadać o tym, co zjadłeś na śniadanie.

sobota, 19 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [7]

Reakcja, która głośno mówiła „Ale Hortensjo” odrobina oburzenia i te świdrujące, zielone oczęta dziewczyny.
— Ale to jest ciekawe. Mordechaj bierze ślub — rzuciła w pewnym momencie, po chwili przerwy, a mi brwi podbiło na tyle do góry, żeby czoło mnie rozbolało, bo oh losie, kiedy to? Jak te dzieci szybko rosną, no naprawdę. — I w sumie wygrałam zakład, kiedy nam przedstawi swoją dziewczynę, i było zabawnie. Dziadek znowu prawie rozwalił dom, ale to dlatego, że chciał mi zrobić tort. Cóż… Nie wyszło, ale ten tort był całkiem słodki! Znaczy się, nie w smaku, ale był w kształcie królika. I zapitalał na tych swoich łapkach z cukru tak, że nie mogliśmy go złapać. A potem wpadł do wody i się rozpuścił. Czyli norma. Ale ja znowu się rozgaduję, a ty prawie nic nie mówisz — mruczała niezbyt zadowolona z tego faktu, a ja mogłem tylko prychać pod nosem i się uśmiechać.
— Co ci poradzę, że wolę cię słuchać, niż mówić? — rzuciłem radośnie, podciągając nogę na ławkę i obejmując ją ramieniem, przyglądając się przy okazji nastolatce. — Plus, o czym miałbym gadać? Że klientka wykłócała się co do tego, czy mamy mleko sojowe? Durna była i to okrutnie, notorycznie upierała się przy tym, że to kokosowe, a jak byk pisze, że sojowe, no i co, no i kupiła w końcu to rzekome kokosowe, a w rzeczywistości to to, co chciała. No i się przeprowadziliśmy do Cesarstwa, także też jakaś ciekawostka. Tu przynajmniej nie zerkają na mnie jak na aż takie zjawisko — parsknąłem cicho. — A na parapetówie prawie ogon straciłem. Tyle chyba.

piątek, 18 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [6]

Obserwowałam Aurelka, przytulając policzek do ciepłej filiżanki, a na moich ustach mimowolnie rozkwitł uśmiech, kiedy usłyszałam śmiech chłopaka. Lubiłam, gdy Hortensja się śmiał. Nie było zimna gnieżdżącego i rozprzestrzeniającego się w trzewiach, tylko przyjemnie łaskoczące ciepło rozpływające się w środku w okolicach serducha.
— Nic ciekawego. Odnowiłem znajomości ze starym przyjacielem i zamieszkaliśmy na swoim. Ogólnie więcej pracowałem, niż wypoczywałem, ale było warto, frajdy też się znalazło. A jak tam w Azylu?
Ułożyłam usta w podkówkę, marszcząc nos.
— Ale to jest ciekawe — wyjęczałam tonem małego dziecka, po czym parsknęłam śmiechem, stwierdzając w duchu, że jednak muszę przestać się zachowywać jak bachor. Co było w Azylu? Tak poza tym, co już wspomniałam, to chyba… — Mordechaj bierze ślub — powiedziałam, odklejając się od porcelanowego naczynia i upiłam łyk naparu. — I w sumie wygrałam zakład, kiedy nam przedstawi swoją dziewczynę, i było zabawnie. Dziadek znowu prawie rozwalił dom, ale to dlatego, że chciał mi zrobić tort. Cóż… Nie wyszło, ale ten tort był całkiem słodki! Znaczy się, nie w smaku, ale był w kształcie królika. I zapitalał na tych swoich łapkach z cukru tak, że nie mogliśmy go złapać. A potem wpadł do wody i się rozpuścił. Czyli norma. Ale ja znowu się rozgaduję, a ty prawie nic nie mówisz — burknęłam, podwijając nogi i obróciłam się całym ciałem w stronę Hortensji, po czym usiadłam po turecku, uważając, żeby nie zrzucić z ławki tacy. Mimo wszystko lubiłam swoje zestawy do herbaty.

czwartek, 10 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [5]

Zaśmiała się, a ja chyba wiedziałem, że coś nie trafiłem ze stwierdzeniem. Nogi dalej niepokojąco szybko łaziły mi pod stołem, a spojrzenie padało to na dziewczynę, to na filiżankę, którą trzymałem. Niebieskie paluszki zaciskały się kurczowo na porcelanie.
— Ja za rok. Na Cesarza, nadal czuję się, jakbym miała siedemnaście lat, stała przed Dexterem oraz Nico, którzy nas wprowadzili i nie mam pojęcia, co ja tutaj robię. — Zaśmiała się dość głośno, niezwykle szczerze i w sposób, który tylko upewnił mnie w przekonaniu, że zdecydowanie kochałem jej chichot. Że po tych trzech latach, czwartym roku zaczętym, zdecydowanie kochałem całą Pelagoniję, od stóp, po tę pełną dziwnych pomysłów główkę, w której czaiły się cuda niewidy. — Chociaż nie jest tak słonecznie, jak wtedy. I śmiesznie było patrzeć, jak Davon ugiął się pod ciężarem mojej walizki. Rzeczywiście, to przerażające.
Ponownie ta charakterystyczna, wpisana w naszą małą rzeczywistość chwila zamyślenia, stukanie palcami o naczynie.
— Właśnie, nie opowiedziałeś mi o swoich wakacjach. Przerwałam ci. Przepraszam — rzuciła nagle, zerkając na mnie, przy okazji odwracając się dość zamaszystym ruchem. Zaśmiałem się cicho.
— Nic ciekawego — odparłem, przykładając kubek do ust i kuląc się nieco, bo zaczynało robić się zimno. — Odnowiłem znajomości ze starym przyjacielem i zamieszkaliśmy na swoim. Ogólnie więcej pracowałem, niż wypoczywałem, ale było warto, frajdy też się znalazło. A jak tam w Azylu?

środa, 9 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [4]

Gdy poczułam, że uderzam o nogi Aurela, przeprosiłam i machałam nimi nieco mniej beztrosko oraz mniej zamaszyście, coby nikomu nie nabić siniaka.
— Jeszcze straszniejsze jest to, że za dwa lata kończymy szkołę. — Parsknęłam śmiechem, kiwając głową i przez myśl przemknęło mi pytanie, co ja właściwie chciałabym robić, ale zaraz zepchnęłam to pytanie na dalszy plan mojego umysłu.
— Ja za rok. Na Cesarza, nadal czuję się, jakbym miała siedemnaście lat, stała przed Dexterem oraz Nico, którzy nas wprowadzili i nie mam pojęcia, co ja tutaj robię. — Wybuchłam cichym chichotem, pochylając się do przodu. Ledwo wczoraj Marvill ukradł pewnej staruszce z autobusu moherowy beret, a potem wystrzelił z pojazdu, ciągnąc mnie za sobą. Uniosłam głowę w stronę nieba. — Chociaż nie jest tak słonecznie, jak wtedy. I śmiesznie było patrzeć, jak Davon ugiął się pod ciężarem mojej walizki — wymruczałam, ponownie śmiejąc się cicho, po czym odwróciłam głowę w stronę Aurela nadal roześmiana. — Rzeczywiście, to przerażające.
Postukałam palcami jednej ręki o ławkę, a drugą wzięłam filiżankę z letnią herbatą i upiłam łyk, a przed oczami nadal migały mi wspomnienia, jak brat prawie mnie udusił, chcąc chronić przed resztą świata. Przed sobą też.
— Właśnie, nie opowiedziałeś mi o swoich wakacjach. Przerwałam ci. Przepraszam — powiedziałam, gwałtownie obracając się w stronę Hortensji, niemalże wylewając herbatę, ale napar nadal tkwił w filiżance.

wtorek, 8 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [3]

— Też tęskniłam, Hortensjo. — Podniosła lekko kąciki ust, opierając je cały czas o filiżankę. Wyprostowałem nogi i poczułem, jak jej nogi machają pod stołem i uderzają przy tym lekko o moje. Mimo swoich dwudziestu lat wcale na tyle nie wyglądała ani się nie zachowywała, raczej jak mała dziewczynka, albo pierwszoklasistka, która dopiero tu zawitała i jeszcze nie za bardzo wiedziała, gdzie ma iść, co robić i z kim rozmawiać.
— Na porządkowaniu rzeczy, pisaniu listów, pielęgnowaniu kwiatów i... chyba tyle. Całkiem w porządku, chociaż bywały gorsze chwile. A tobie? Wszystko w porządku? — Westchnąłem, ale zaraz potem promienny uśmiech znów zawitał na mojej twarzy. Ale nim zdążyłem odpowiedzieć, dziewczyna znowu otworzyła usta, by coś dodać. — Uwierzyłbyś, że poznaliśmy się cztery lata temu? — Otworzyłem szerzej oczy w zdziwieniu. Nie spodziewałem się tego. I nie. Nie wierzyłem. Cztery lata temu przyjechałem na uczelnię, w nadziei, że czegoś się dowiem, znajdę kogoś podobnego do mnie. Dziewczynie chyba też nie było dobrze z tą myślą, bo przykryła się szalikiem, jakby było jej zimno.
— Jeszcze straszniejsze jest to, że za dwa lata kończymy szkołę. — Podniosłem się na ławce, tak żebym siedział prosto, opierając nogi na ziemi, a ramiona na ławce. Nie było to zbyt wygodne, ale cóż, krzesła i ławki w tej szkole były robione raczej dla niższych osobników, w końcu nie brakowało ich tu.

piątek, 4 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [2]

Zdecydowana większość naszych spotkań przebiegała w towarzystwie herbaty. W sumie chyba miałam tylko jeden poważny odwyk podczas szkoły, inaczej by mnie dziadek zarypał. W tym roku powinnam lepiej uważać.
— Witaj, Pelagonijo. Z wielką przyjemnością, jak zawsze, zresztą — odparł, zajmując miejsce obok i niewiele czasu minęło, a w jego łapkach znalazła się filiżanka z gorącym naparem. Gdy upił łyk, zdążyłam tylko powiedzieć, nieco za późno właściwie, żeby się nie oparzył. — Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłem. Pozwolisz, że spytam, jak minęły ci wakacje?
— Też tęskniłam, Hortensjo. — Uśmiechnęłam się szerzej z ustami przy krawędzi filiżanki i machnęłam nogami, zastanawiając się nad odpowiedzią. Amigo poruszył się niespokojnie na moich ramionach, po czym zaczął zgarniać białe kosmyki z twarzy. Szaliczkowaty fryzjer.
— Na porządkowaniu rzeczy, pisaniu listów, pielęgnowaniu kwiatów i... — Przeciągnęłam samogłoskę, zastanawiając się, co jeszcze robiłam. — ...I chyba tyle. Całkiem w porządku, chociaż bywały gorsze chwile. A tobie? Wszystko w porządku? — spytałam, powoli obracając się w jego stronę i wlepiłam w niego spojrzenie, zadzierając odrobinę głowę, żeby móc mu spojrzeć w twarz. Postukałam palcami o ławkę, wystukując szyfr, który wałkowałam ponownie przez wakacje, jakbym się bała, że jeśli nie będę go używać, to go zapomnę. Właściwie tak było.
— Uwierzyłbyś, że poznaliśmy się cztery lata temu? — spytałam nagle, a mi zrobiło się troszkę zimno i poprawiłam szaliczek, mimo że tym razem nie chował się w nim Wallie.

Herbata zawsze jest dobra [1]

— Tylko się tam nie zabij — rzucił żartobliwym tonem, na co pozostało mi tylko prychnąć niby to oburzony, niby rozbawiony, odsuwając papierosa od ust.
— Postaram się — odparłem równie rozemocjonowany co on, wypuszczając tym i przenosząc przy okazji ciężar ciała na prawą nogę. Ogon zadrżał, gdy ukochany śmiech rozbrzmiał w słuchawce.
— Nie, naprawdę, uważaj na siebie, dobrze? — spytał już nieco poważniej, na co wyrzuciłem peta i przygniotłem go otuloną w nowego buta łapą.
— Dobrze, będę.
Rozłączyłem się z porządnym bólem pikawy, bo jednak grzechem było nie tęsknić za Konarskim, który tak bardzo dbał o dosłownie każdy aspekt mojego życia. Uśmiechałem się jeszcze chwilę, patrząc na ekran telefonu, po czym wcisnąłem go do tylnej kieszeni spodni bez większych ceregieli i zdecydowałem się wrócić wreszcie do placówki, bo siedzenie w mieście i palenie papierosa za papierosem zdecydowanie nie wyjdzie mi na dobre.
A gdy już znalazłem się na dziedzińcu szkolnym, zauważyłem moją drogą, białą dziewczynę, która machała do mnie raźnie, wprawiając przy okazji T-shirt z Kubusiem Puchatkiem w ruch. Parsknąłem śmiechem, zmieniając tor i kierując się na dziewczynę, chociaż powinienem już chyba mówić o niej per kobieta.
— Witaj, Hortensjo. Herbatki? — Oczywiście, czego innego mógłbym się spodziewać, jak nie herbaty? Pokiwałem żwawo głową.
— Witaj, Pelagonijo. Z wielką przyjemnością, jak zawsze, zresztą — odparłem raźnie, zajmując miejsce obok dziewczyny i po krótkim ogarniaczu, chwytając z niecierpliwością filiżankę. Upiłem łyk i chociaż była gorąca, to o losie, przyjemność w płynnej postaci. — Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłem. Pozwolisz, że spytam, jak minęły ci wakacje?

czwartek, 3 maja 2018

Herbata zawsze jest dobra [0]

Niebieska koszulka z podobizną Kubusia Puchatka wydawała się piec i była na mnie przyduża [w końcu była jego, czego ja się spodziewałam? Że urosnę?], ale mimo to uśmiechałam się jak głupia, poprawiając czarną, plisowaną spódnicę i ignorowałam sceptyczny wzrok Vladdy’ego.
— Nie jesteś ani trochę do niego podobna. Nie zakładał do tego spódnicy. I Amigo by prędzej udusił, niż dał się założyć na szyję — Przewróciłam oczami, mamrocząc pod nosem „Ha ha ha, bardzo śmieszne”, jednak uniosłam wyżej kąciki ust.
Było mi trochę lepiej, konwalia nie dusiła aż tak bardzo, listy coraz częściej lądowały w skrzynce przy grobie, a moja szafa poszerzyła się o parę koszulek, ponieważ nie umiałam patrzeć, jak smętnie wisiały w tamtym pokoju. Przynajmniej te nieszczęsne urodziny miałam za sobą. Poprawiłam wsuwkę we włosach, żeby przyczepiona kokarda nie była krzywo [wyglądałam jak smarkacz, ale w sumie jeden kij, skoro się tak zachowywałam. To chyba źle, skoro miałam dwadzieścia jeden lat na karku] i ruszyłam, wziąwszy ze sobą zestaw wszelkiego dobra, na który składały się dwie filiżanki, imbryczek z herbatą miętową z miodem. Tak przygotowana usiadłam na ławeczce na dziedzińcu szkolnym i popijając herbatkę z jednej filiżanki, czekałam z bliźniaczą filiżaneczką obok. Kto się dosiądzie? Nie wiedziałam, ale po jakimś czasie zamajaczyła mi znajoma niebieska sylwetka. Rozpromieniłam się i pomachałam mu wesoło wolną dłonią.
— Witaj, Hortensjo. Herbatki? — spytałam, gdy chłopak podszedł do mnie i uniosłam porcelanowe naczynie.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis