Rzuciłem okiem na kobietę, tak powoli sączącą napój, z taką radością i spokojem oddającą się przyjemnościom, które napływały z każdą kolejną falą naparu. Zapach, smak, wygląd i towarzystwo było jak dla mnie przednie, czego chcieć więcej?
— Wiesz, Hortensjo — mruknęła, przeczesując wolnym, bardzo leniwym ruchem moje włosy, oczywiście musząc się przy okazji targnąć z siedzenia i nieco wyprostować, co zawsze spotykało się z moimi cichymi parsknięciami — cieszę się, że cię poznałam.
Spojrzałem na nią wtedy tym całkiem niedowierzającym, nieco smutnym i zdecydowanie zawstydzonym spojrzeniem, pytając się sam w duchu, czym do cholery sobie zasłużyłem na takie słowa z takich ust?
Bo ja codziennie byłem w stanie śpiewać pochwalne hymny dla sił wyższych, dziękując za to, że mi zesłali taką Pelagoniję Eternum na drogę i pozwolili mi spędzać te kilka godzin w tygodniu na herbacie, która chyba powoli zaczęła zastępować mi krew.
— Tak swoją drogą, robimy powtórkę z wieczorku filmowego? — dopytała po chwili.
— Oczywiście, Pel. Możemy nawet teraz, jeśli chcesz, co z tego, że mamy środek dnia — parsknąłem cicho.
Nie lubiłem mówić. Ba, chyba nawet nie potrafiłem.
Ale bardzo starałem się to okazać.
Bo w sumie nie wiem, czy bym tu jeszcze był, gdyby nie ona.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbata zawsze jest dobra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbata zawsze jest dobra. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 maja 2018
niedziela, 27 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [10]
Etykiety:
Herbata zawsze jest dobra,
Pelagonija Eternum
Przekrzywiłam głowę, gdy głos Aurela jakoś ścichł i spuścił wzrok na kolana. Ani trochę mi się to nie spodobało, więc pochyliłam się w jego stronę i dźgnęłam go palcem w policzek, już gotowa wykrzywić wargi w ponownym grymasie. Jednak najwidoczniej zrobiłam to niepotrzebnie, bo zaraz parskał śmiechem i mówił dalej, z czego byłam bardzo rad.
— I nie wiem, nie pytaj mnie o to, mówię no durna baba, cholerka jasna. Może cudzoziemka, może niedowidzi, a może antyszczpionkowiec. Kto ich tam już w sumie wie. — Gdy na mnie spojrzał, posłałam mu uśmiech znad filiżanki, z której po chwili wzięłam łyk naparu, przyglądając się Hortensji. Szukałam różnic pomiędzy Aurelkiem Młodszym, a Aurelkiem obecnym.
Był zdecydowanie wyższy to po pierwsze. Każdy przy jego wzroście wydawał się być krasnoludkiem, niziołkiem, skrzacikiem, coś koło tego. I był smutniejszy, mniej smutny niż kilka lat temu, ale smutniejszy niż na początku naszej znajomości. Ale nadal był cudowną osobą, Hortensją. A ja jednak okazałam się smarkaczem, który wszystkich łapie za rękę.
— Wiesz, Hortensjo — zaczęłam, wyciągając lewą dłoń w stronę chłopaka i podniosłam się odrobinę, ponieważ zabrakło mi parę centymetrów, po czym pogłaskałam go po włosach — cieszę się, że cię poznałam — powiedziałam z szerokim uśmiechem. Po kilku chwilach cofnęłam dłoń, przy okazji odkładając pustą filiżankę na tacę. Zdecydowanie powinnam pójść na jakiś odwyk lub coś.
— Tak swoją drogą, robimy powtórkę z wieczorku filmowego?
— I nie wiem, nie pytaj mnie o to, mówię no durna baba, cholerka jasna. Może cudzoziemka, może niedowidzi, a może antyszczpionkowiec. Kto ich tam już w sumie wie. — Gdy na mnie spojrzał, posłałam mu uśmiech znad filiżanki, z której po chwili wzięłam łyk naparu, przyglądając się Hortensji. Szukałam różnic pomiędzy Aurelkiem Młodszym, a Aurelkiem obecnym.
Był zdecydowanie wyższy to po pierwsze. Każdy przy jego wzroście wydawał się być krasnoludkiem, niziołkiem, skrzacikiem, coś koło tego. I był smutniejszy, mniej smutny niż kilka lat temu, ale smutniejszy niż na początku naszej znajomości. Ale nadal był cudowną osobą, Hortensją. A ja jednak okazałam się smarkaczem, który wszystkich łapie za rękę.
— Wiesz, Hortensjo — zaczęłam, wyciągając lewą dłoń w stronę chłopaka i podniosłam się odrobinę, ponieważ zabrakło mi parę centymetrów, po czym pogłaskałam go po włosach — cieszę się, że cię poznałam — powiedziałam z szerokim uśmiechem. Po kilku chwilach cofnęłam dłoń, przy okazji odkładając pustą filiżankę na tacę. Zdecydowanie powinnam pójść na jakiś odwyk lub coś.
— Tak swoją drogą, robimy powtórkę z wieczorku filmowego?
czwartek, 24 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [9]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Herbata zawsze jest dobra
Oczywiście zareagowała tym wspaniałym śmiechem, no i nawet brwi uniosła w zdziwieniu, taki zdolniacha ze mnie. Szybkie poprawienie materiału, który leżał na jej kolanach i zerknięcie w moją stronę, gdy uporała się ze spódniczką.
— Lubię twój ogon, więc proszę, dbaj o niego — dodała, ciągle chichocząc, a ja może nawet odrobinę się zarumieniłem, ale tylko odrobinę i może ogon też to usłyszał [raczej na pewno] i dlatego skitrał się pomiędzy moimi nogami, kuląc się i machając końcówką jak najęty. — Poza tym, jak można nie odróżnić mleka sojowego od kokosowego? — Wzruszyłem ramionami, oglądając przy okazji proces picia herbaty i uśmiechnąłem się pod nosem, widząc nieco oburzoną i zdziwioną minę dziewczyny. — Lubię cię słuchać, niezależnie od tego, co mówisz. Możesz nawet gadać o tym, co zjadłeś na śniadanie.
— Miło to słyszeć — odparłem cicho, przenosząc spojrzenie na kolana i stukając palcami o filiżankę.
W końcu przez ostatnie kilka lat mało kto cieszył się, gdy otwierałem pysk, żeby powiedzieć, chociaż „Dzień dobry”.
— I nie wiem, nie pytaj mnie o to, mówię no durna baba, cholerka jasna. Może cudzoziemka, może niedowidzi, a może antyszczpionkowiec. Kto ich tam już w sumie wie — parsknąłem śmiechem, kręcąc głową i spoglądając na Jaśminka.
Czasem trudno było mi pojąć, jak starzy w sumie jesteśmy i jak długo się znamy.
Nierealnie w sumie.
Przecież dopiero co ją z dworu ściągałem.
Dopiero co mi powiedziała, że mam bardzo ładny kolor skóry.
Dopiero co wypiliśmy pierwszą w naszej historyjce herbatkę.
— Lubię twój ogon, więc proszę, dbaj o niego — dodała, ciągle chichocząc, a ja może nawet odrobinę się zarumieniłem, ale tylko odrobinę i może ogon też to usłyszał [raczej na pewno] i dlatego skitrał się pomiędzy moimi nogami, kuląc się i machając końcówką jak najęty. — Poza tym, jak można nie odróżnić mleka sojowego od kokosowego? — Wzruszyłem ramionami, oglądając przy okazji proces picia herbaty i uśmiechnąłem się pod nosem, widząc nieco oburzoną i zdziwioną minę dziewczyny. — Lubię cię słuchać, niezależnie od tego, co mówisz. Możesz nawet gadać o tym, co zjadłeś na śniadanie.
— Miło to słyszeć — odparłem cicho, przenosząc spojrzenie na kolana i stukając palcami o filiżankę.
W końcu przez ostatnie kilka lat mało kto cieszył się, gdy otwierałem pysk, żeby powiedzieć, chociaż „Dzień dobry”.
— I nie wiem, nie pytaj mnie o to, mówię no durna baba, cholerka jasna. Może cudzoziemka, może niedowidzi, a może antyszczpionkowiec. Kto ich tam już w sumie wie — parsknąłem śmiechem, kręcąc głową i spoglądając na Jaśminka.
Czasem trudno było mi pojąć, jak starzy w sumie jesteśmy i jak długo się znamy.
Nierealnie w sumie.
Przecież dopiero co ją z dworu ściągałem.
Dopiero co mi powiedziała, że mam bardzo ładny kolor skóry.
Dopiero co wypiliśmy pierwszą w naszej historyjce herbatkę.
wtorek, 22 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [8]
Etykiety:
Herbata zawsze jest dobra,
Pelagonija Eternum
Chłopak wydawał się niezwykle rozbawiony moim naburmuszeniem, oburzeniem, zdenerwowaniem, indyczeniem się i mogłabym dalej wymieniać różne synonimy, ale dopóki Hortensja się śmiał, to ja mogłam robić śmieszne miny. Byleby szczerze się uśmiechał i głośno śmiał.
— Co ci poradzę, że wolę cię słuchać, niż mówić? — Przewróciłam oczami, a moje kąciki ust machinalnie powędrowały w górę i nawet nie miałam zamiaru ich powstrzymywać. Chciałam upić łyk herbaty, ale gdy zorientowałam się, że w filiżance nic nie było, dolałam sobie ciepłego naparu, cały czas słuchając słów Aureliona. — Plus, o czym miałbym gadać? Że klientka wykłócała się co do tego, czy mamy mleko sojowe? Durna była i to okrutnie, notorycznie upierała się przy tym, że to kokosowe, a jak byk pisze, że sojowe, no i co, no i kupiła w końcu to rzekome kokosowe, a w rzeczywistości to to, co chciała. No i się przeprowadziliśmy do Cesarstwa, także też jakaś ciekawostka. Tu przynajmniej nie zerkają na mnie jak na aż takie zjawisko. A na parapetówie prawie ogon straciłem. Tyle chyba.
Uniosłam brwi, parskając śmiechem i poprawiłam wolną dłonią spódnicę.
— Lubię twój ogon, więc proszę, dbaj o niego — odpowiedziałam, nadal troszkę się chichrając. — Poza tym, jak można nie odróżnić mleka sojowego od kokosowego? — Zmarszczyłam delikatnie brwi, pijąc herbatę, po czym dodałam, odsunąwszy filiżankę od ust. — Lubię cię słuchać, niezależnie od tego, co mówisz. Możesz nawet gadać o tym, co zjadłeś na śniadanie.
— Co ci poradzę, że wolę cię słuchać, niż mówić? — Przewróciłam oczami, a moje kąciki ust machinalnie powędrowały w górę i nawet nie miałam zamiaru ich powstrzymywać. Chciałam upić łyk herbaty, ale gdy zorientowałam się, że w filiżance nic nie było, dolałam sobie ciepłego naparu, cały czas słuchając słów Aureliona. — Plus, o czym miałbym gadać? Że klientka wykłócała się co do tego, czy mamy mleko sojowe? Durna była i to okrutnie, notorycznie upierała się przy tym, że to kokosowe, a jak byk pisze, że sojowe, no i co, no i kupiła w końcu to rzekome kokosowe, a w rzeczywistości to to, co chciała. No i się przeprowadziliśmy do Cesarstwa, także też jakaś ciekawostka. Tu przynajmniej nie zerkają na mnie jak na aż takie zjawisko. A na parapetówie prawie ogon straciłem. Tyle chyba.
Uniosłam brwi, parskając śmiechem i poprawiłam wolną dłonią spódnicę.
— Lubię twój ogon, więc proszę, dbaj o niego — odpowiedziałam, nadal troszkę się chichrając. — Poza tym, jak można nie odróżnić mleka sojowego od kokosowego? — Zmarszczyłam delikatnie brwi, pijąc herbatę, po czym dodałam, odsunąwszy filiżankę od ust. — Lubię cię słuchać, niezależnie od tego, co mówisz. Możesz nawet gadać o tym, co zjadłeś na śniadanie.
sobota, 19 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [7]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Herbata zawsze jest dobra
Reakcja, która głośno mówiła „Ale Hortensjo” odrobina oburzenia i te świdrujące, zielone oczęta dziewczyny.
— Ale to jest ciekawe. Mordechaj bierze ślub — rzuciła w pewnym momencie, po chwili przerwy, a mi brwi podbiło na tyle do góry, żeby czoło mnie rozbolało, bo oh losie, kiedy to? Jak te dzieci szybko rosną, no naprawdę. — I w sumie wygrałam zakład, kiedy nam przedstawi swoją dziewczynę, i było zabawnie. Dziadek znowu prawie rozwalił dom, ale to dlatego, że chciał mi zrobić tort. Cóż… Nie wyszło, ale ten tort był całkiem słodki! Znaczy się, nie w smaku, ale był w kształcie królika. I zapitalał na tych swoich łapkach z cukru tak, że nie mogliśmy go złapać. A potem wpadł do wody i się rozpuścił. Czyli norma. Ale ja znowu się rozgaduję, a ty prawie nic nie mówisz — mruczała niezbyt zadowolona z tego faktu, a ja mogłem tylko prychać pod nosem i się uśmiechać.
— Co ci poradzę, że wolę cię słuchać, niż mówić? — rzuciłem radośnie, podciągając nogę na ławkę i obejmując ją ramieniem, przyglądając się przy okazji nastolatce. — Plus, o czym miałbym gadać? Że klientka wykłócała się co do tego, czy mamy mleko sojowe? Durna była i to okrutnie, notorycznie upierała się przy tym, że to kokosowe, a jak byk pisze, że sojowe, no i co, no i kupiła w końcu to rzekome kokosowe, a w rzeczywistości to to, co chciała. No i się przeprowadziliśmy do Cesarstwa, także też jakaś ciekawostka. Tu przynajmniej nie zerkają na mnie jak na aż takie zjawisko — parsknąłem cicho. — A na parapetówie prawie ogon straciłem. Tyle chyba.
— Ale to jest ciekawe. Mordechaj bierze ślub — rzuciła w pewnym momencie, po chwili przerwy, a mi brwi podbiło na tyle do góry, żeby czoło mnie rozbolało, bo oh losie, kiedy to? Jak te dzieci szybko rosną, no naprawdę. — I w sumie wygrałam zakład, kiedy nam przedstawi swoją dziewczynę, i było zabawnie. Dziadek znowu prawie rozwalił dom, ale to dlatego, że chciał mi zrobić tort. Cóż… Nie wyszło, ale ten tort był całkiem słodki! Znaczy się, nie w smaku, ale był w kształcie królika. I zapitalał na tych swoich łapkach z cukru tak, że nie mogliśmy go złapać. A potem wpadł do wody i się rozpuścił. Czyli norma. Ale ja znowu się rozgaduję, a ty prawie nic nie mówisz — mruczała niezbyt zadowolona z tego faktu, a ja mogłem tylko prychać pod nosem i się uśmiechać.
— Co ci poradzę, że wolę cię słuchać, niż mówić? — rzuciłem radośnie, podciągając nogę na ławkę i obejmując ją ramieniem, przyglądając się przy okazji nastolatce. — Plus, o czym miałbym gadać? Że klientka wykłócała się co do tego, czy mamy mleko sojowe? Durna była i to okrutnie, notorycznie upierała się przy tym, że to kokosowe, a jak byk pisze, że sojowe, no i co, no i kupiła w końcu to rzekome kokosowe, a w rzeczywistości to to, co chciała. No i się przeprowadziliśmy do Cesarstwa, także też jakaś ciekawostka. Tu przynajmniej nie zerkają na mnie jak na aż takie zjawisko — parsknąłem cicho. — A na parapetówie prawie ogon straciłem. Tyle chyba.
piątek, 18 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [6]
Etykiety:
Herbata zawsze jest dobra,
Pelagonija Eternum
Obserwowałam Aurelka, przytulając policzek do ciepłej filiżanki, a na moich ustach mimowolnie rozkwitł uśmiech, kiedy usłyszałam śmiech chłopaka. Lubiłam, gdy Hortensja się śmiał. Nie było zimna gnieżdżącego i rozprzestrzeniającego się w trzewiach, tylko przyjemnie łaskoczące ciepło rozpływające się w środku w okolicach serducha.
— Nic ciekawego. Odnowiłem znajomości ze starym przyjacielem i zamieszkaliśmy na swoim. Ogólnie więcej pracowałem, niż wypoczywałem, ale było warto, frajdy też się znalazło. A jak tam w Azylu?
Ułożyłam usta w podkówkę, marszcząc nos.
— Ale to jest ciekawe — wyjęczałam tonem małego dziecka, po czym parsknęłam śmiechem, stwierdzając w duchu, że jednak muszę przestać się zachowywać jak bachor. Co było w Azylu? Tak poza tym, co już wspomniałam, to chyba… — Mordechaj bierze ślub — powiedziałam, odklejając się od porcelanowego naczynia i upiłam łyk naparu. — I w sumie wygrałam zakład, kiedy nam przedstawi swoją dziewczynę, i było zabawnie. Dziadek znowu prawie rozwalił dom, ale to dlatego, że chciał mi zrobić tort. Cóż… Nie wyszło, ale ten tort był całkiem słodki! Znaczy się, nie w smaku, ale był w kształcie królika. I zapitalał na tych swoich łapkach z cukru tak, że nie mogliśmy go złapać. A potem wpadł do wody i się rozpuścił. Czyli norma. Ale ja znowu się rozgaduję, a ty prawie nic nie mówisz — burknęłam, podwijając nogi i obróciłam się całym ciałem w stronę Hortensji, po czym usiadłam po turecku, uważając, żeby nie zrzucić z ławki tacy. Mimo wszystko lubiłam swoje zestawy do herbaty.
— Nic ciekawego. Odnowiłem znajomości ze starym przyjacielem i zamieszkaliśmy na swoim. Ogólnie więcej pracowałem, niż wypoczywałem, ale było warto, frajdy też się znalazło. A jak tam w Azylu?
Ułożyłam usta w podkówkę, marszcząc nos.
— Ale to jest ciekawe — wyjęczałam tonem małego dziecka, po czym parsknęłam śmiechem, stwierdzając w duchu, że jednak muszę przestać się zachowywać jak bachor. Co było w Azylu? Tak poza tym, co już wspomniałam, to chyba… — Mordechaj bierze ślub — powiedziałam, odklejając się od porcelanowego naczynia i upiłam łyk naparu. — I w sumie wygrałam zakład, kiedy nam przedstawi swoją dziewczynę, i było zabawnie. Dziadek znowu prawie rozwalił dom, ale to dlatego, że chciał mi zrobić tort. Cóż… Nie wyszło, ale ten tort był całkiem słodki! Znaczy się, nie w smaku, ale był w kształcie królika. I zapitalał na tych swoich łapkach z cukru tak, że nie mogliśmy go złapać. A potem wpadł do wody i się rozpuścił. Czyli norma. Ale ja znowu się rozgaduję, a ty prawie nic nie mówisz — burknęłam, podwijając nogi i obróciłam się całym ciałem w stronę Hortensji, po czym usiadłam po turecku, uważając, żeby nie zrzucić z ławki tacy. Mimo wszystko lubiłam swoje zestawy do herbaty.
czwartek, 10 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [5]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Herbata zawsze jest dobra
Zaśmiała się, a ja chyba wiedziałem, że coś nie trafiłem ze stwierdzeniem. Nogi dalej niepokojąco szybko łaziły mi pod stołem, a spojrzenie padało to na dziewczynę, to na filiżankę, którą trzymałem. Niebieskie paluszki zaciskały się kurczowo na porcelanie.
— Ja za rok. Na Cesarza, nadal czuję się, jakbym miała siedemnaście lat, stała przed Dexterem oraz Nico, którzy nas wprowadzili i nie mam pojęcia, co ja tutaj robię. — Zaśmiała się dość głośno, niezwykle szczerze i w sposób, który tylko upewnił mnie w przekonaniu, że zdecydowanie kochałem jej chichot. Że po tych trzech latach, czwartym roku zaczętym, zdecydowanie kochałem całą Pelagoniję, od stóp, po tę pełną dziwnych pomysłów główkę, w której czaiły się cuda niewidy. — Chociaż nie jest tak słonecznie, jak wtedy. I śmiesznie było patrzeć, jak Davon ugiął się pod ciężarem mojej walizki. Rzeczywiście, to przerażające.
Ponownie ta charakterystyczna, wpisana w naszą małą rzeczywistość chwila zamyślenia, stukanie palcami o naczynie.
— Właśnie, nie opowiedziałeś mi o swoich wakacjach. Przerwałam ci. Przepraszam — rzuciła nagle, zerkając na mnie, przy okazji odwracając się dość zamaszystym ruchem. Zaśmiałem się cicho.
— Nic ciekawego — odparłem, przykładając kubek do ust i kuląc się nieco, bo zaczynało robić się zimno. — Odnowiłem znajomości ze starym przyjacielem i zamieszkaliśmy na swoim. Ogólnie więcej pracowałem, niż wypoczywałem, ale było warto, frajdy też się znalazło. A jak tam w Azylu?
— Ja za rok. Na Cesarza, nadal czuję się, jakbym miała siedemnaście lat, stała przed Dexterem oraz Nico, którzy nas wprowadzili i nie mam pojęcia, co ja tutaj robię. — Zaśmiała się dość głośno, niezwykle szczerze i w sposób, który tylko upewnił mnie w przekonaniu, że zdecydowanie kochałem jej chichot. Że po tych trzech latach, czwartym roku zaczętym, zdecydowanie kochałem całą Pelagoniję, od stóp, po tę pełną dziwnych pomysłów główkę, w której czaiły się cuda niewidy. — Chociaż nie jest tak słonecznie, jak wtedy. I śmiesznie było patrzeć, jak Davon ugiął się pod ciężarem mojej walizki. Rzeczywiście, to przerażające.
Ponownie ta charakterystyczna, wpisana w naszą małą rzeczywistość chwila zamyślenia, stukanie palcami o naczynie.
— Właśnie, nie opowiedziałeś mi o swoich wakacjach. Przerwałam ci. Przepraszam — rzuciła nagle, zerkając na mnie, przy okazji odwracając się dość zamaszystym ruchem. Zaśmiałem się cicho.
— Nic ciekawego — odparłem, przykładając kubek do ust i kuląc się nieco, bo zaczynało robić się zimno. — Odnowiłem znajomości ze starym przyjacielem i zamieszkaliśmy na swoim. Ogólnie więcej pracowałem, niż wypoczywałem, ale było warto, frajdy też się znalazło. A jak tam w Azylu?
środa, 9 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [4]
Etykiety:
Herbata zawsze jest dobra,
Pelagonija Eternum
Gdy poczułam, że uderzam o nogi Aurela, przeprosiłam i machałam nimi nieco mniej beztrosko oraz mniej zamaszyście, coby nikomu nie nabić siniaka.
— Jeszcze straszniejsze jest to, że za dwa lata kończymy szkołę. — Parsknęłam śmiechem, kiwając głową i przez myśl przemknęło mi pytanie, co ja właściwie chciałabym robić, ale zaraz zepchnęłam to pytanie na dalszy plan mojego umysłu.
— Ja za rok. Na Cesarza, nadal czuję się, jakbym miała siedemnaście lat, stała przed Dexterem oraz Nico, którzy nas wprowadzili i nie mam pojęcia, co ja tutaj robię. — Wybuchłam cichym chichotem, pochylając się do przodu. Ledwo wczoraj Marvill ukradł pewnej staruszce z autobusu moherowy beret, a potem wystrzelił z pojazdu, ciągnąc mnie za sobą. Uniosłam głowę w stronę nieba. — Chociaż nie jest tak słonecznie, jak wtedy. I śmiesznie było patrzeć, jak Davon ugiął się pod ciężarem mojej walizki — wymruczałam, ponownie śmiejąc się cicho, po czym odwróciłam głowę w stronę Aurela nadal roześmiana. — Rzeczywiście, to przerażające.
Postukałam palcami jednej ręki o ławkę, a drugą wzięłam filiżankę z letnią herbatą i upiłam łyk, a przed oczami nadal migały mi wspomnienia, jak brat prawie mnie udusił, chcąc chronić przed resztą świata. Przed sobą też.
— Właśnie, nie opowiedziałeś mi o swoich wakacjach. Przerwałam ci. Przepraszam — powiedziałam, gwałtownie obracając się w stronę Hortensji, niemalże wylewając herbatę, ale napar nadal tkwił w filiżance.
— Jeszcze straszniejsze jest to, że za dwa lata kończymy szkołę. — Parsknęłam śmiechem, kiwając głową i przez myśl przemknęło mi pytanie, co ja właściwie chciałabym robić, ale zaraz zepchnęłam to pytanie na dalszy plan mojego umysłu.
— Ja za rok. Na Cesarza, nadal czuję się, jakbym miała siedemnaście lat, stała przed Dexterem oraz Nico, którzy nas wprowadzili i nie mam pojęcia, co ja tutaj robię. — Wybuchłam cichym chichotem, pochylając się do przodu. Ledwo wczoraj Marvill ukradł pewnej staruszce z autobusu moherowy beret, a potem wystrzelił z pojazdu, ciągnąc mnie za sobą. Uniosłam głowę w stronę nieba. — Chociaż nie jest tak słonecznie, jak wtedy. I śmiesznie było patrzeć, jak Davon ugiął się pod ciężarem mojej walizki — wymruczałam, ponownie śmiejąc się cicho, po czym odwróciłam głowę w stronę Aurela nadal roześmiana. — Rzeczywiście, to przerażające.
Postukałam palcami jednej ręki o ławkę, a drugą wzięłam filiżankę z letnią herbatą i upiłam łyk, a przed oczami nadal migały mi wspomnienia, jak brat prawie mnie udusił, chcąc chronić przed resztą świata. Przed sobą też.
— Właśnie, nie opowiedziałeś mi o swoich wakacjach. Przerwałam ci. Przepraszam — powiedziałam, gwałtownie obracając się w stronę Hortensji, niemalże wylewając herbatę, ale napar nadal tkwił w filiżance.
wtorek, 8 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [3]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Herbata zawsze jest dobra
— Też tęskniłam, Hortensjo. — Podniosła lekko kąciki ust, opierając je cały czas o filiżankę. Wyprostowałem nogi i poczułem, jak jej nogi machają pod stołem i uderzają przy tym lekko o moje. Mimo swoich dwudziestu lat wcale na tyle nie wyglądała ani się nie zachowywała, raczej jak mała dziewczynka, albo pierwszoklasistka, która dopiero tu zawitała i jeszcze nie za bardzo wiedziała, gdzie ma iść, co robić i z kim rozmawiać.
— Na porządkowaniu rzeczy, pisaniu listów, pielęgnowaniu kwiatów i... chyba tyle. Całkiem w porządku, chociaż bywały gorsze chwile. A tobie? Wszystko w porządku? — Westchnąłem, ale zaraz potem promienny uśmiech znów zawitał na mojej twarzy. Ale nim zdążyłem odpowiedzieć, dziewczyna znowu otworzyła usta, by coś dodać. — Uwierzyłbyś, że poznaliśmy się cztery lata temu? — Otworzyłem szerzej oczy w zdziwieniu. Nie spodziewałem się tego. I nie. Nie wierzyłem. Cztery lata temu przyjechałem na uczelnię, w nadziei, że czegoś się dowiem, znajdę kogoś podobnego do mnie. Dziewczynie chyba też nie było dobrze z tą myślą, bo przykryła się szalikiem, jakby było jej zimno.
— Jeszcze straszniejsze jest to, że za dwa lata kończymy szkołę. — Podniosłem się na ławce, tak żebym siedział prosto, opierając nogi na ziemi, a ramiona na ławce. Nie było to zbyt wygodne, ale cóż, krzesła i ławki w tej szkole były robione raczej dla niższych osobników, w końcu nie brakowało ich tu.
— Na porządkowaniu rzeczy, pisaniu listów, pielęgnowaniu kwiatów i... chyba tyle. Całkiem w porządku, chociaż bywały gorsze chwile. A tobie? Wszystko w porządku? — Westchnąłem, ale zaraz potem promienny uśmiech znów zawitał na mojej twarzy. Ale nim zdążyłem odpowiedzieć, dziewczyna znowu otworzyła usta, by coś dodać. — Uwierzyłbyś, że poznaliśmy się cztery lata temu? — Otworzyłem szerzej oczy w zdziwieniu. Nie spodziewałem się tego. I nie. Nie wierzyłem. Cztery lata temu przyjechałem na uczelnię, w nadziei, że czegoś się dowiem, znajdę kogoś podobnego do mnie. Dziewczynie chyba też nie było dobrze z tą myślą, bo przykryła się szalikiem, jakby było jej zimno.
— Jeszcze straszniejsze jest to, że za dwa lata kończymy szkołę. — Podniosłem się na ławce, tak żebym siedział prosto, opierając nogi na ziemi, a ramiona na ławce. Nie było to zbyt wygodne, ale cóż, krzesła i ławki w tej szkole były robione raczej dla niższych osobników, w końcu nie brakowało ich tu.
piątek, 4 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [2]
Etykiety:
Herbata zawsze jest dobra,
Pelagonija Eternum
Zdecydowana większość naszych spotkań przebiegała w towarzystwie herbaty. W sumie chyba miałam tylko jeden poważny odwyk podczas szkoły, inaczej by mnie dziadek zarypał. W tym roku powinnam lepiej uważać.
— Witaj, Pelagonijo. Z wielką przyjemnością, jak zawsze, zresztą — odparł, zajmując miejsce obok i niewiele czasu minęło, a w jego łapkach znalazła się filiżanka z gorącym naparem. Gdy upił łyk, zdążyłam tylko powiedzieć, nieco za późno właściwie, żeby się nie oparzył. — Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłem. Pozwolisz, że spytam, jak minęły ci wakacje?
— Też tęskniłam, Hortensjo. — Uśmiechnęłam się szerzej z ustami przy krawędzi filiżanki i machnęłam nogami, zastanawiając się nad odpowiedzią. Amigo poruszył się niespokojnie na moich ramionach, po czym zaczął zgarniać białe kosmyki z twarzy. Szaliczkowaty fryzjer.
— Na porządkowaniu rzeczy, pisaniu listów, pielęgnowaniu kwiatów i... — Przeciągnęłam samogłoskę, zastanawiając się, co jeszcze robiłam. — ...I chyba tyle. Całkiem w porządku, chociaż bywały gorsze chwile. A tobie? Wszystko w porządku? — spytałam, powoli obracając się w jego stronę i wlepiłam w niego spojrzenie, zadzierając odrobinę głowę, żeby móc mu spojrzeć w twarz. Postukałam palcami o ławkę, wystukując szyfr, który wałkowałam ponownie przez wakacje, jakbym się bała, że jeśli nie będę go używać, to go zapomnę. Właściwie tak było.
— Uwierzyłbyś, że poznaliśmy się cztery lata temu? — spytałam nagle, a mi zrobiło się troszkę zimno i poprawiłam szaliczek, mimo że tym razem nie chował się w nim Wallie.
— Witaj, Pelagonijo. Z wielką przyjemnością, jak zawsze, zresztą — odparł, zajmując miejsce obok i niewiele czasu minęło, a w jego łapkach znalazła się filiżanka z gorącym naparem. Gdy upił łyk, zdążyłam tylko powiedzieć, nieco za późno właściwie, żeby się nie oparzył. — Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłem. Pozwolisz, że spytam, jak minęły ci wakacje?
— Też tęskniłam, Hortensjo. — Uśmiechnęłam się szerzej z ustami przy krawędzi filiżanki i machnęłam nogami, zastanawiając się nad odpowiedzią. Amigo poruszył się niespokojnie na moich ramionach, po czym zaczął zgarniać białe kosmyki z twarzy. Szaliczkowaty fryzjer.
— Na porządkowaniu rzeczy, pisaniu listów, pielęgnowaniu kwiatów i... — Przeciągnęłam samogłoskę, zastanawiając się, co jeszcze robiłam. — ...I chyba tyle. Całkiem w porządku, chociaż bywały gorsze chwile. A tobie? Wszystko w porządku? — spytałam, powoli obracając się w jego stronę i wlepiłam w niego spojrzenie, zadzierając odrobinę głowę, żeby móc mu spojrzeć w twarz. Postukałam palcami o ławkę, wystukując szyfr, który wałkowałam ponownie przez wakacje, jakbym się bała, że jeśli nie będę go używać, to go zapomnę. Właściwie tak było.
— Uwierzyłbyś, że poznaliśmy się cztery lata temu? — spytałam nagle, a mi zrobiło się troszkę zimno i poprawiłam szaliczek, mimo że tym razem nie chował się w nim Wallie.
Herbata zawsze jest dobra [1]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Herbata zawsze jest dobra
— Tylko się tam nie zabij — rzucił żartobliwym tonem, na co pozostało mi tylko prychnąć niby to oburzony, niby rozbawiony, odsuwając papierosa od ust.
— Postaram się — odparłem równie rozemocjonowany co on, wypuszczając tym i przenosząc przy okazji ciężar ciała na prawą nogę. Ogon zadrżał, gdy ukochany śmiech rozbrzmiał w słuchawce.
— Nie, naprawdę, uważaj na siebie, dobrze? — spytał już nieco poważniej, na co wyrzuciłem peta i przygniotłem go otuloną w nowego buta łapą.
— Dobrze, będę.
Rozłączyłem się z porządnym bólem pikawy, bo jednak grzechem było nie tęsknić za Konarskim, który tak bardzo dbał o dosłownie każdy aspekt mojego życia. Uśmiechałem się jeszcze chwilę, patrząc na ekran telefonu, po czym wcisnąłem go do tylnej kieszeni spodni bez większych ceregieli i zdecydowałem się wrócić wreszcie do placówki, bo siedzenie w mieście i palenie papierosa za papierosem zdecydowanie nie wyjdzie mi na dobre.
A gdy już znalazłem się na dziedzińcu szkolnym, zauważyłem moją drogą, białą dziewczynę, która machała do mnie raźnie, wprawiając przy okazji T-shirt z Kubusiem Puchatkiem w ruch. Parsknąłem śmiechem, zmieniając tor i kierując się na dziewczynę, chociaż powinienem już chyba mówić o niej per kobieta.
— Witaj, Hortensjo. Herbatki? — Oczywiście, czego innego mógłbym się spodziewać, jak nie herbaty? Pokiwałem żwawo głową.
— Witaj, Pelagonijo. Z wielką przyjemnością, jak zawsze, zresztą — odparłem raźnie, zajmując miejsce obok dziewczyny i po krótkim ogarniaczu, chwytając z niecierpliwością filiżankę. Upiłem łyk i chociaż była gorąca, to o losie, przyjemność w płynnej postaci. — Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłem. Pozwolisz, że spytam, jak minęły ci wakacje?
— Postaram się — odparłem równie rozemocjonowany co on, wypuszczając tym i przenosząc przy okazji ciężar ciała na prawą nogę. Ogon zadrżał, gdy ukochany śmiech rozbrzmiał w słuchawce.
— Nie, naprawdę, uważaj na siebie, dobrze? — spytał już nieco poważniej, na co wyrzuciłem peta i przygniotłem go otuloną w nowego buta łapą.
— Dobrze, będę.
Rozłączyłem się z porządnym bólem pikawy, bo jednak grzechem było nie tęsknić za Konarskim, który tak bardzo dbał o dosłownie każdy aspekt mojego życia. Uśmiechałem się jeszcze chwilę, patrząc na ekran telefonu, po czym wcisnąłem go do tylnej kieszeni spodni bez większych ceregieli i zdecydowałem się wrócić wreszcie do placówki, bo siedzenie w mieście i palenie papierosa za papierosem zdecydowanie nie wyjdzie mi na dobre.
A gdy już znalazłem się na dziedzińcu szkolnym, zauważyłem moją drogą, białą dziewczynę, która machała do mnie raźnie, wprawiając przy okazji T-shirt z Kubusiem Puchatkiem w ruch. Parsknąłem śmiechem, zmieniając tor i kierując się na dziewczynę, chociaż powinienem już chyba mówić o niej per kobieta.
— Witaj, Hortensjo. Herbatki? — Oczywiście, czego innego mógłbym się spodziewać, jak nie herbaty? Pokiwałem żwawo głową.
— Witaj, Pelagonijo. Z wielką przyjemnością, jak zawsze, zresztą — odparłem raźnie, zajmując miejsce obok dziewczyny i po krótkim ogarniaczu, chwytając z niecierpliwością filiżankę. Upiłem łyk i chociaż była gorąca, to o losie, przyjemność w płynnej postaci. — Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłem. Pozwolisz, że spytam, jak minęły ci wakacje?
czwartek, 3 maja 2018
Herbata zawsze jest dobra [0]
Etykiety:
Herbata zawsze jest dobra,
Pelagonija Eternum
Niebieska koszulka z podobizną Kubusia Puchatka wydawała się piec i była na mnie przyduża [w końcu była jego, czego ja się spodziewałam? Że urosnę?], ale mimo to uśmiechałam się jak głupia, poprawiając czarną, plisowaną spódnicę i ignorowałam sceptyczny wzrok Vladdy’ego.
— Nie jesteś ani trochę do niego podobna. Nie zakładał do tego spódnicy. I Amigo by prędzej udusił, niż dał się założyć na szyję — Przewróciłam oczami, mamrocząc pod nosem „Ha ha ha, bardzo śmieszne”, jednak uniosłam wyżej kąciki ust.
Było mi trochę lepiej, konwalia nie dusiła aż tak bardzo, listy coraz częściej lądowały w skrzynce przy grobie, a moja szafa poszerzyła się o parę koszulek, ponieważ nie umiałam patrzeć, jak smętnie wisiały w tamtym pokoju. Przynajmniej te nieszczęsne urodziny miałam za sobą. Poprawiłam wsuwkę we włosach, żeby przyczepiona kokarda nie była krzywo [wyglądałam jak smarkacz, ale w sumie jeden kij, skoro się tak zachowywałam. To chyba źle, skoro miałam dwadzieścia jeden lat na karku] i ruszyłam, wziąwszy ze sobą zestaw wszelkiego dobra, na który składały się dwie filiżanki, imbryczek z herbatą miętową z miodem. Tak przygotowana usiadłam na ławeczce na dziedzińcu szkolnym i popijając herbatkę z jednej filiżanki, czekałam z bliźniaczą filiżaneczką obok. Kto się dosiądzie? Nie wiedziałam, ale po jakimś czasie zamajaczyła mi znajoma niebieska sylwetka. Rozpromieniłam się i pomachałam mu wesoło wolną dłonią.
— Witaj, Hortensjo. Herbatki? — spytałam, gdy chłopak podszedł do mnie i uniosłam porcelanowe naczynie.
— Nie jesteś ani trochę do niego podobna. Nie zakładał do tego spódnicy. I Amigo by prędzej udusił, niż dał się założyć na szyję — Przewróciłam oczami, mamrocząc pod nosem „Ha ha ha, bardzo śmieszne”, jednak uniosłam wyżej kąciki ust.
Było mi trochę lepiej, konwalia nie dusiła aż tak bardzo, listy coraz częściej lądowały w skrzynce przy grobie, a moja szafa poszerzyła się o parę koszulek, ponieważ nie umiałam patrzeć, jak smętnie wisiały w tamtym pokoju. Przynajmniej te nieszczęsne urodziny miałam za sobą. Poprawiłam wsuwkę we włosach, żeby przyczepiona kokarda nie była krzywo [wyglądałam jak smarkacz, ale w sumie jeden kij, skoro się tak zachowywałam. To chyba źle, skoro miałam dwadzieścia jeden lat na karku] i ruszyłam, wziąwszy ze sobą zestaw wszelkiego dobra, na który składały się dwie filiżanki, imbryczek z herbatą miętową z miodem. Tak przygotowana usiadłam na ławeczce na dziedzińcu szkolnym i popijając herbatkę z jednej filiżanki, czekałam z bliźniaczą filiżaneczką obok. Kto się dosiądzie? Nie wiedziałam, ale po jakimś czasie zamajaczyła mi znajoma niebieska sylwetka. Rozpromieniłam się i pomachałam mu wesoło wolną dłonią.
— Witaj, Hortensjo. Herbatki? — spytałam, gdy chłopak podszedł do mnie i uniosłam porcelanowe naczynie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)