Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tylko rozmowa może nas uratować. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tylko rozmowa może nas uratować. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 stycznia 2018

Tylko rozmowa może nas uratować [X]

— Dexter, do jasnej cholery, miałem jakieś szesnaście lat, aktualnie mam dwadzieścia, mam ci może jeszcze opowiedzieć wszystko co do słowa, każdy szczegół, ile stopni było na dworze? Wiem, że była moja zgoda. Wiem, że nie zostałem zgwałcony. Tyle. — Westchnąłem cicho, podchodząc nieco bliżej w kierunku chłopaka i łapiąc go za ramiona, ale zdążył się rozpędzić, zarzucić gwałtownie wstając krzesło i już po chwili stał przy oknie. Ponownie wystukiwał rytm, prawie nieświadomie, co sugerowało, że i tym razem nasza rozmowa posunęła się nieco za daleko. 
— Zresztą, kurwa, dlaczego zawsze gadamy o mnie? Gdybyś chciał to prawdopodobnie napisałbyś o mnie całą serię książek, bibliografię na spokojnie, a ja, kurwa — przerwał, odwracając się i opierając o parapet — na dobrą sprawę nie wiem o tobie nic. Trzy lata, kurwa, trzy lata Dexter. Kim ty w ogóle jesteś? Znowu mam koszmary — szepnął w końcu, siadając na krześle. — Nie chciałbyś może wpaść do mnie w te wakacje? Wiesz, poznałbyś rodzinę i takie sprawy. — Skinąłem głową, podchodząc w końcu do niego, kładąc mu dłonie na ramiona i po prostu tuląc.
— Wiem. Poradzimy sobie. Musimy zacząć rozmawiać. Możemy mówić o wszystkim, jeżeli chcesz o mnie, musisz tylko zadać pytanie — wytłumaczyłem mu spokojnie i dopiero wtedy sobie uświadomiłem, że Foma był osobą, której nie potrafiłbym już skłamać na swój temat. Nigdy więcej. 

niedziela, 28 stycznia 2018

Tylko rozmowa może nas uratować [8]

— Zgoda faktycznie była obustronna czy została wymuszona? — warknął.
O nie, nie, ta rozmowa szła w złym kierunku, bardzo złym i zdecydowanie mi się to nie podobało, bo łapanie się za słówka rzeczą dobrą nie było, a tym bardziej robienie tego z Dexterem, bo skończyłoby się w końcu na rozerwaniu tętnic szyjnych i tym podobnym ekscesom. Westchnąłem, przewróciłem oczami i zacisnąłem dłoń na oparciu krzesła.
— Dexter, do jasnej cholery, miałem jakieś szesnaście lat, aktualnie mam dwadzieścia, mam ci może jeszcze opowiedzieć wszystko co do słowa, każdy szczegół, ile stopni było na dworze? — zapytałem chłodno, wpatrując się w równie chłodne, szmaragdowe oczy. — Wiem, że była moja zgoda. Wiem, że nie zostałem zgwałcony. Tyle. — Zakończyłem swoją jakże długą wypowiedź, podnosząc się gwałtownie z krzesła i podchodząc do okna, by tylko nie patrzeć na jego twarz. Kto wie, może po prostu odreagowałem w ten sposób jakieś obrzydzenie do siebie. Lub do tego, co się stało.
Dłonie włożyłem w kieszenie spodni i wcale nie stukałem tam o swoje nogi palcem wskazującym.
— Zresztą, kurwa, dlaczego zawsze gadamy o mnie? — zapytałem nagle, przerywając przy tym niezręczną ciszę. — Gdybyś chciał to prawdopodobnie napisałbyś o mnie całą serię książek, bibliografię na spokojnie, a ja, kurwa — przerwałem, odwracając się i opierając o parapet — na dobrą sprawę nie wiem o tobie nic. Trzy lata, kurwa, trzy lata Dexter. Kim ty w ogóle jesteś? — Westchnąłem i ponownie odwróciłem wzrok zirytowany, bardzo zirytowany.
Bo może to wszystko wynikało z mojej winy, a to warczenie na chłopaka było bezsensowne. Bo może ja mu to wszystko podawałem na tacy, zostałem otwartą księgą wepchaną prosto w jego dłonie, kto wie, za szybko zaufałem?
— Znowu mam koszmary — szepnąłem, w końcu się odwracając i gwałtownie zmieniając swoje nastawienie. Usiadłem na krześle. — Nie chciałbyś może wpaść do mnie w te wakacje? Wiesz, poznałbyś rodzinę i takie sprawy.
Trzy lata.

Tylko rozmowa może nas uratować [7]

— Czy możemy sobie przynajmniej obiecać, że żaden z nas nie wyląduje w celi po tej rozmowie? — Yhym, już widziałem na pierwszy rzut oka te znerwicowane gesty, których wyuczyłem się prawie na pamięć. Chłopak mógł grać twardziela, nieogara czy nawet osobę, która przecież doskonale radzi sobie z traumami życiowymi, ale ja go znałem. Kochałem. Potrafiłem wyliczyć każdą krzywiznę jego ciała, opisać położenie każdego pieprzyka z dokładnością do dwóch milimetrów, do cholery, przecież ja nawet przesiedziałem mu trochę czasu w głowie, składając go do kupy. Jak mogłem to wcześniej przeoczyć, jak ślepym trzeba być? — Adam Walsh, wydawało mi się, że już ci mówiłem, tak ten z tymi brązowymi kudłami. — Imię zabrzmiało gorzko, mętnie, smętnie. — Traktował przedmiotowo, jeżeli można to tak nazwać. — Zacisnąłem dłonie w pięści, raczej spodziewając się, że nie usłyszę niczego dobrego. — No i raz poszło o krok za daleko, ostatecznie zakończyłem znajomość, więcej kontaktu nie było — dodał po chwili chłopak, na co mogłem tylko mocniej zacisnąć usta. — Na cesarza, Dexiątko, nie zostałem zgwałcony, była zgoda z mojej strony. Po prostu wszystko za mocno, przyjemnie nie było.
— Zgoda faktycznie była obustronna czy została wymuszona? — wycedziłem, mając w głowie wciąż wspomnienie Fomy. Fomy, który płacze. Który prosi, żeby przestać. Który błaga wręcz, żeby dać mu spokój, bo on nie chce. I doskonale pamiętam jego minę, oczy pełne beznadziei, to wszystko składało się na tylko jeden obraz. Człowieka, który wie, że nie zostanie zostawiony w spokoju, który wie, co się stanie. 
I to aż bolało. 

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Tylko rozmowa może nas uratować [6]

Pokiwał głową, a ja już wiedziałem, że dobrze nie jest, że w ogóle po co zaczynaliśmy tę rozmowę. Pozostało mi opuszczenie wzroku na podłogę, bo tak jakoś było pewniej, nie patrząc w szmaragdowe oczy.
— Mam pewne... — zaczął mówić, ale po chwili przerwał, jakby szukają odpowiednich słów — oszczędności, jeżeli można tak to nazwać — dokończył, a ja pokręciłem głową i parsknąłem śmiechem, bo Dexter zawsze będzie Dexterem i jednak się okazało, że czasami myśli o tej przyszłości. — Wolałbym nie gadać, wystarczy mi nazwisko i go zapierdolę — warknął, a ja drgnąłem i ściągnąłem brwi, bo jednak wolałbym, żeby do rozlewu krwi nie doszło, a już czułem jak oddech mu przyspieszył, a i z tym pewnie tętno. O nie, nie. — Po prostu... Co on ci zrobił, Foma? — zapytał, a słowa ewidentnie ledwo opuścił krtań.
Odchrząknąłem, westchnąłem i podniosłem wzrok.
— Czy możemy sobie przynajmniej obiecać, że żaden z nas nie wyląduje w celi po tej rozmowie? — mruknąłem znudzony, przeczesując włosy ręką. Wyprostowałem się, stukając dłonią o oparcie krzesła. — Adam Walsh, wydawało mi się, że już ci mówiłem, tak ten z tymi brązowymi kudłami — odpowiedziałem szybko, bo jednak samo wymawianie imienia chłopaka do czynności przyjemnych dla mnie nie należało. — Traktował przedmiotowo, jeżeli można to tak nazwać — powiedziałem w końcu, naśladując styl, w którym zrobił to Dexter. — No i raz poszło o krok za daleko, ostatecznie zakończyłem znajomość, więcej kontaktu nie było — dodałem, i, o nie, doskonale znałem tą twarz i ten wyraz wymalowany na niej. — Na cesarza, Dexiątko, nie zostałem zgwałcony, była zgoda z mojej strony. Po prostu wszystko za mocno, przyjemnie nie było.

niedziela, 21 stycznia 2018

Tylko rozmowa nas uratuje [5]

— To... — mruknął Foma, na co przewróciłem oczami. Wyjątkowo to ja stanowiłem tutaj ogrom ogaru, wszelką nadzieję wszechświata na wszystkie szczęśliwe zakończenia pod tytułem "Żyli długo i szczęśliwie". Trochę  czasu babraliśmy się w tym naszym bajorku niewiedzy, omijania pewnych tematów, próby ignorowania problemów, zgrywania, że tak naprawdę wcale się między nami nie psuje. A tu, niespodzianka, przecież czeka nas już tylko przyszłość.
O którą sami musimy zadbać, prawda?
— Pewnie chciałbyś obgadać mojego byłego, prawda? I musimy pogadać na temat mieszkania, to też, zacząłem szukać jakiejś pracy, pewnie podejmę się w kolejnej klasie, ale no... — Skinąłem ze zrozumieniem głową. 
— Mam pewne... — spróbowałem wyszukać odpowiednie słowo — oszczędności, jeżeli można tak to nazwać. — Dzięki Cesarzowi za konkursy i stypendium uczniowskie, które zapewniło mi możliwość zdobycia komfortowego lokum. Na razie za wiele tego nie było, ale wystartowałem po granty, więc przy dobrych wiatrach i odpowiednim wskaźniku szczęścia czy uśmiechu od losu powinno stać nas na utrzymanie się. Może nawet mógłbym spróbować wrócić już całkowicie do pracy w samorządzie uczniowskim, kto wie? — Wolałbym nie gadać, wystarczy mi nazwisko i go zapierdolę — wycedziłem w końcu przez zaciśnięte zęby, orientując się, że jak mówić wprost, to mówić wprost. — Po prostu... Co on ci zrobił, Foma? — spytałem gorzko.

środa, 17 stycznia 2018

Tylko rozmowa nas uratuje [4]

Odchrząknął, łapiąc mnie za dłonie, rysując delikatnie kółka na skórze i mi pozostałoby w tym momencie tylko się rozpłynąć, ale nie mogłem, nie teraz, bo dopiero co udało nam się zacząć. Parsknąłem beznadziejnym śmiechem, gdy palcem musnął mój nos, chcąc poprawić okulary. Na moje pytanie pokręcił przecząco głową.
— To był zły pomysł. Wiem, że nie jest dobrze. Wiem, że potrzebujemy czasu. Ale nie umiemy rozmawiać i chyba pora się nauczyć, bo naprawdę zrypaliśmy. Oddalamy się, prawie unikamy, a ja nie wiem dlaczego. Czy to wina... — przerwał na moment, a ja się spiąłem, bo wolałem do tego nie wracać. Choć w końcu wrócić musieliśmy. Ale cała noc przed nami na negocjacje, wszystko w swoim tempie. — Zresztą, po prostu porozmawiajmy, dobrze? — zapytał, a ja westchnąłem, odwróciłem wzrok, ale pokiwałem twierdząco głową, bo miał rację (Dexter miał rację przy tych tematach, niemożliwe).
Odchrząknąłem, spojrzałem w ukochane szmaragdowe oczy i położyłem głowę na oparciu krzesła, obracając cały swój obraz o jakieś dziewięćdziesiąt stopni.
— To... — mruknąłem, marszcząc czoło, bo niby tyle rzeczy mieliśmy do obgadania, ale kiedy przyszło co do czego, to jednak ich brakowało. — Pewnie chciałbyś obgadać mojego byłego, prawda? I musimy pogadać na temat mieszkania, to też, zacząłem szukać jakiejś pracy, pewnie podejmę się w kolejnej klasie, ale no... — przerwałem, bo chyba trochę popłynąłem, a nie miałem prowadzić monologu, a dialog.

wtorek, 16 stycznia 2018

Tylko rozmowa nas uratuje [3]

— Wszystko jedno. — Właśnie, że nie. Nie było wszystko jedno i musiałem być naprawdę wielkim idiotą, skoro dopiero teraz zaczynałem to dostrzegać. 
Szybkie ściśnięcie dłoni, następnie niepewne słowa, a mnie na moment ścięło. Chciałbym powiedzieć, że nie miałem już nic do stracenia, że wszystko przed nami wciąż się czaiło na tej podłej drodze życia, kiedy ze mnie się taki pierdolony poeta zrobił, więc wystarczyło tylko spróbować. I iść dalej. 
Ale doskonale wiedziałem, że to nie wystarczy. Cały czas przekomarzaliśmy się, prowokowaliśmy, szukaliśmy naszego małego sukcesu w tym życiu, który zadowoliłby, rozpędzone jak pośpieszny pociąg do Edenii, ambicje. Za dużo, za mało, nazbyt gwałtownie, zbyt subtelnie. 
Może dlatego chwyciłem dłonie chłopaka, ścisnąłem je mocno i odchrząknąłem, starając się dobrać odpowiednie słowa. W międzyczasie poprawiłem wciąż spadające okulary chłopaka. 
— Dobra, ty możesz. To co, pytanie za pytanie, jak zawsze? — Pokręciłem przecząco głową, przyklękując przy krześle chłopaka.
— To był zły pomysł. Wiem, że nie jest dobrze. Wiem, że potrzebujemy czasu. Ale nie umiemy rozmawiać i chyba pora się nauczyć, bo naprawdę zrypaliśmy. Oddalamy się, prawie unikamy, a ja nie wiem dlaczego. Czy to wina... — przerwałem na moment, wspominając nasze wszystkie ostatnie próby materaca, przez które James nadal życzył nam impotencji. — Zresztą, po prostu porozmawiajmy, dobrze? 

niedziela, 14 stycznia 2018

Tylko rozmowa nas uratuje [2]

Pokiwał głową, pomagając mi się podnieść. Dłonie były zimne, ale kuszące. Opuściłem wzrok, bo w końcu rozmowę moglibyśmy przesunąć, zacząłem panikować, bo co ja mam powiedzieć, udawajmy, że wszystko jest ok i tak do końca świata, przytulajmy się, całujmy, nawet nie ważmy wypowiadać żadnych słów, bo to się skończy źle, ja wiem, że to się skończy źle.
Szmaragdowe oczy obserwowały mnie uważnie, studiowały, a ja znowu poczułem się jak ofiara, na którą poluje potwór z głębin, morski stwór.
— Który z nas zaczyna? — Krótkie pytanie z jego strony, ja się spiąłem, uścisnąłem mocniej dłoń chłopaka, bo może jeszcze da się to przełożyć, ale przecież się nie dało, dlaczego ja podejmowałem w ogóle ten temat, dlaczego nie możemy jeszcze troszkę poudawać?
Odchrząknąłem, wyślizgując swoje palce z tych jego, odwróciłem się i schowałem twarz. Podniosłem krzesło z podłogi, postawiłem je ciut za mocno, bo był huk, ja wręcz odskoczyłem, ale hej. Jest ok. Westchnąłem, siadając na nim okrakiem, ręce kładąc na oparciu i spoglądając na Dextera. Okulary zjechały mi prawie z nosa.
— Wszystko jedno — mruknąłem. W końcu rozmowa, to rozmowa, rozpoczęcie to najmniejszy problem. — Dobra, ty możesz. To co, pytanie za pytanie, jak zawsze? — zapytałem, poprawiając okulary.
Niech zacznie się ta cała zabawa.

sobota, 13 stycznia 2018

Tylko rozmowa może nas uratować [1]

Ta dziwna, niewymowna cisza ciągnęła się za nami, irytujące milczenie, które przyprawiało o dreszcze i mogło tylko spowodować dalsze rozklekotanie umysłowe. W trybie natychmiastowym w dodatku, bo zostało się nam tylko położyć, umrzyć i rozpłakać. Wszystko wokoło się sypało, Wanda znowu miewała koszmary z kotołakiem w roli głównej, James według większych i mniejszych plotek zaczął latać mocniej za Nivanem, tym razem już nie w geście mojej inwencji twórczej. Ja zapuściłem jedną ploteczkę, a potem plotka za ploteczką i przebrała się miarka, w rezultacie słynna scena łazienkowa poczęła żyć własnym życiem (zaczynając od erotycznego i intymnego), ku ogólnej zgrozie samych zainteresowanych. Już nie mówiąc, że zamierzałem odbyć z Oakley`em rozmówkę na temat traktowania dam, ponieważ nie musiałem być Heather z jej empatią, żeby widzieć, jak siostra Fomy latała z cielęcymi oczami. 
Ale najpierw rozmowa z Fomą, która ciągnęła się spory kawałek czasu, jak ta cała pierdolona cisza. Dlatego ruszyłem przed siebie, prosto do naszego wspólnego pokoju, żeby zobaczyć, jak mój chłopak ląduje tyłkiem na podłodze.
Zamrugałem ze zdziwieniem, zastanawiając się, co się wyprawia. 
— Musimy pogadać — powiedział, spoglądając na mnie do góry nogami. — I nie o tym, a o tym, o czym musimy od dłuższego czasu. — Skinąłem ze zrozumieniem, pomagając się podnieść chłopakowi.
— Który z nas zaczyna?

wtorek, 9 stycznia 2018

Tylko rozmowa może nas uratować [0]

Zastukałem palcem wskazującym cztery razy o blat. Pięć. Sześć. Sam kurwa nie wiem ile, może troszkę za dużo, bo w końcu zaczął mnie boleć. Tyle rzeczy siedziało w głowie, tak ciężko było je wypuścić na powierzchnię, bo i tak by nie zrozumieli, a jakby już, to uśmiechnęliby się, poklepali po pleckach i powiedzieli (jak zawsze), że będzie dobrze. A tyle razy to powtarzali, że szczerze już tym wymiotowałem, bo jakoś tego "dobrze" znaleźć nie mogłem i nawet kiedy znalazłem, to wszystko leciało z pieca na łeb, znowu rozsypywało się na kawałki i zabawa zaczynała się od początku.
Po raz kolejny siedziałem sam w pokoju, czekając na kogokolwiek, na przykład na takiego Dextera, bo James zniknął w czeluściach gabinetu dyrektora. A Dexter by mi się przydał. Bo był miły, dobry, kochany i cudowny, i taki ładny, i mógłbym się za nim schować, a po tym udawać, że jest dobrze. No, szkoda tylko, że to nędzne marzenia, bo i między nami szykowała się poważna rozmowa, ja to sugerowałem, on też sugerował, choć nigdy nie mogliśmy się zgrać, zawsze coś wypadało lub wpadało, albo po prostu woleliśmy pocieszyć się sobą, nż zacząć wrzeszczeć i wyrzucać wszelkie brudy. Takie tam, miłość.
Trzeba stwierdzić, bujanie się na krześle też dobre nie jest, bo tylko zacząłem i praktycznie od razu poleciałem do tyłu z przekleństwem na ustach, próbując ratować się machaniem rękoma. W zwolnionym tempie musiało wyglądać zabawnie. W tym normalnym już nie, bo trwało chwilę, a po tej chwili wszystko bolało, nic się nie ruszało i znowu było źle. Zwłaszcza, że Dexter akurat wszedł do pokoju i miał idealny widok na mnie wijącego się po podłodze z bólu.
— Musimy pogadać — powiedziałem, spoglądając na niego do góry nogami. — I nie o tym, a o tym, o czym musimy od dłuższego czasu.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis