Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 stycznia 2018

Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera [X]

— Doceniam twoją propozycję, ale podziękuję. Nie lubię herbaty. — Wytrzeszczyłam oczy. Bo jak to tak? Nie lubić herbaty? Pewnie jeszcze był zwolennikiem kawy. Prychnęłam. Kawa jest niedobra. — Zresztą z niektórymi sprawami trzeba radzić sobie samemu, zwłaszcza jeżeli są dosyć... prywatne. — Wstał i podszedł do okna, a ja spojrzałam w podłogę.  — Ale jeszcze raz, dziękuję za propozycję.  — Oparł się o parapet i spojrzał na mnie z góry, przez co poczułam się jeszcze bardziej niekomfortowo. Nie wiem czemu, ale czułam się już niepotrzebna, niechciana. Zadałam swoje pytanie, temat się wyczerpał, to mogę już iść. Nikt mnie nie wyganiał, a mimo to miałam wrażenie, że już chłopakowi przeszkadzam. Że on by już chciał zostać, sam, odsapnąć, odetchnąć, zanim wróci Dexter.
— No to, ee, ja już będę szła — powiedziałam cicho, a raczej mruknęłam. Chłopak pewnie nawet nie usłyszałm co powiedziałam, więc powtórzyłam głośniej. — Wracam do pokoju, miłego wieczoru. — Wstałam, dalej kurczowo trzymając w ręce tomik. Odeszłam w stronę drzwi, ale po drodze jeszcze się obróciłam. — Będzie dobrze. Zawsze będzie. — Uśmiechnęłam się, po czym wybiegłam wyszłam z pokoju, czując na plecach spojrzenie Fomy.
Bo ile czasu można spędzać w towarzystwie innych bez przerwy?

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera [7]

Ściągnęła brwi, wyglądając na zawiedzioną. No cóż, co zrobić, ja na to poradzić nic nie mogę. Odwróciła wzrok, zapatrzyła się w coś, najwidoczniej interesującego, za oknem i odpłynęła na chwilę, pozostawiając mnie samego ze sobą. Chwila na odetchnięcie, chwila na odpoczynek, idealnie. Westchnąłem, zamykając oczy i odchylając się do tyłu na krześle. Tyle rzeczy do przemyślenia.
— Czyli musimy po prostu tolerować doceniać jej sztukę, nie wiedząc, kto ją napisał i kim jest? — zapytała, a ja otworzyłem oczy. Przekładała tomik z dłoni do dłoni, ręki do ręki, jakby niedowierzając, że to, co powiedziałem, było prawdą. Pokiwałem głową, już nawet nie wysilając się na odpowiedź. Może miałem dosyć. — Na pewno wszystko dobrze? Wyglądasz na trochę przygnębionego. Jak chcesz, mogę pójść po herbatę — oświadczyła, uśmiechając się.
Oh, serio tak wyglądałem? Ściągnąłem brwi, westchnąłem i spojrzałem na dziewczynę spod okularów.
— Doceniam twoją propozycję, ale podziękuję. Nie lubię herbaty — odpowiedziałem krótko i na temat, wysilając się na odwdzięczenie uśmiechu. — Zresztą z niektórymi sprawami trzeba radzić sobie samemu, zwłaszcza jeżeli są dosyć... prywatne — powiedziałem, wstając z krzesła i podchodząc do okna z dłońmi włożonymi w kieszenie.  — Ale jeszcze raz, dziękuję za propozycję.  — Odwróciłem się, opierając się o parapet, by móc spojrzeć na brunetkę.
Wcale nie zaczynała mnie irytować. Może tylko troszeńkę.

niedziela, 14 stycznia 2018

Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera [6]

— Powiem tak... — mruknął — Nawet nie wiadomo, czy Kobrova była Kobrovą, to przydomek nadany przez jakieś tam stowarzyszenie, nieważne. Dążąc do sedna, znaleźli jakiś dziennik w opuszczonej wiosce na Syberii, przeczytali, okazało się, że to wiersze i całkiem dobre, no więc ładnie wszystko oprawili, przygotowali i opublikowali — odchrząknął, uciekając wzrokiem. Czyżby miał z nią jakąś głębszą więź, może coś z rodziną? Albo może po prostu nie lubił o tym opowiadać? — No więc, no... Możemy tylko się domyślać i mieć nadzieję, że takiego strasznego życia nie miała. — Ściągnęłam brwi. To wszystko? A więc Kobrova nawet nie musiała być kobietą i nie musiała się nazywać Kobrova? Przecież to strasznie smutne. Zapatrzyłam się za okno, spoglądając na słońce i kwitnące drzewa. Wszystko wyglądało tak pięknie.
— Czyli musimy po prostu tolerować doceniać jej sztukę, nie wiedząc, kto ją napisał i kim jest? — Odwróciłam w ręku tomik, który oprócz autora nie miał nic napisane na okładce. Żadnych wyjaśnień, nagród, opinii, jak to często bywało z innymi autorami. Spojrzałam na Fomę, który również się zamyślił, i chyba zapomniał, że siedzę naprzeciwko niego, bo znowu miał te zmarszczki na czole. — Na pewno wszystko dobrze? Wyglądasz na trochę przygnębionego. Jak chcesz, mogę pójść po herbatę — zaoferowałam. W końcu mi zawsze pomagała.

niedziela, 7 stycznia 2018

Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera [5]

Spojrzała na mnie, a po chwili opuściła wzrok na ciemny tomik, który trzymała w delikatnych dłoniach. Uśmiechnąłem się, kręcąc głową.
— Nie wiem, mówiłeś, że będą smęty, ale nie spodziewałam się tego. Po prostu strasznie smutne są — stwierdziła, po czym przerwała na chwilę, by pociągnąć nosem. Katar? — Zastanawiałam się, czy wiesz coś więcej o jej życiu. Czy było tak samo smutne jak jej wiersze? — zapytała, spoglądając na mnie ciemnymi oczami. — Nie robiło jej się smutno przez pisanie tego? Bo mi się robi od samego czytania — mruknęła, po czym uciekła wzrokiem, by spojrzeć przez okno, a mi nie pozostało nic innego, jak parsknąć nerwowym śmiechem i podrapać się po głowie w dosyć dużym zakłopotaniu.
— Powiem tak... — mruknąłem, zastanawiając się, jak dobrze przekazać informacje dziewczynie. Bo rzeczy te... były interesujące, ale dla niektórych wręcz oburzające, nie wiadomo z jakich powodów. — Nawet nie wiadomo, czy Kobrova była Kobrovą, to przydomek nadany przez jakieś tam stowarzyszenie, nieważne. Dążąc do sedna, znaleźli jakiś dziennik w opuszczonej wiosce na Syberii, przeczytali, okazało się, że to wiersze i całkiem dobre, no więc ładnie wszystko oprawili, przygotowali i opublikowali — odpowiedziałem na jej pytanie, odchrząkując tuż po tym. — No więc, no... Możemy tylko się domyślać i mieć nadzieję, że takiego strasznego życia nie miała.

Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera [4]

— Nie będzie potrzeby, serio. Rzecz normalna w bliższych relacjach, zdarza się, zwłaszcza gdy jest to dwójka chłopów o własnych zdaniach i nosach noszonych ciut za wysoko. — Uśmiechnęłam się, spoglądając na Fomę, gdy czyścił biurko. Przynajmniej nie miał za dużego tego nosa, więc może go spokojnie zadzierać. Ja za to jutro chyba będę miała, sądząc po tym, jak mnie piekł. Rzadko odczuwałam tak dużą niechęć do ludzi, z którymi jeszcze nigdy nie rozmawiałam. — Więc nie ma co się przejmować, kilka, kilkanaście minut i tu wróci, i znowu będzie dobrze. No... to dlaczego ci ta nieszczęsna Kobrova nie pasuje? — Spojrzałam na niego, a potem na tomik nadal leżący mi na kolanach. Sam w sobie był lekki, ale przez wiersze zawarte w nim wydawał się conajmniej trzy razy cięższy.
— Nie wiem, mówiłeś, że będą smęty, ale nie spodziewałam się tego. Po prostu strasznie smutne są. — Przerwałam na chwilę, pociągając nosem, no nie, nie znowu katar. Przyczepił się do mnie i nie chciał pójść. — Zastanawiałam się, czy wiesz coś więcej o jej życiu. Czy było tak samo smutne jak jej wiersze? — Zamyśliłam się, rozmyślając o jednym z pięciu wierszy o samotności w tomiku. — Nie robiło jej się smutno przez pisanie tego? Bo mi się robi od samego czytania.

sobota, 6 stycznia 2018

Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera [3]

Dziewczyna weszła niepewnie do środka. Spojrzała na krzesło pytająco, a ja skinąłem głową, uśmiechając się, bo w końcu po co miałbym trzymać ją na stojąco?
— No, właściwie to przyszłam tu pogadać o wierszach. Bo nie do końca mi ta Kobrova jednak leży. — Opuściła wzrok na buty, a ja parsknąłem śmiechem. No tak, były ciężkie, zdecydowanie ciężkie. — Ale ty wyglądasz jakbyś potrzebował pogadać. Gdybyś chciał porozmawiać, to zawsze jestem — stwierdziła, uśmiechając się i spoglądając mi w oczy, a ja ściągnąłem brwi i zastukałem kilka razy o blat stołu, kręcąc przy tym stopą. Zdecydowanie nie czułem się zbyt pewnie. Szybko powróciłem jednak do poprzedniego wyrazu twarzy, uśmiechając się.
— Nie będzie potrzeby, serio. Rzecz normalna w bliższych relacjach, zdarza się, zwłaszcza gdy jest to dwójka chłopów o własnych zdaniach i nosach noszonych ciut za wysoko — powiedziałem, parskając śmiechem pod nosem i odwracając się w kierunku biurka, by ogarnąć te nieszczęsne dokumenty porozrzucane po całym blacie. — Więc nie ma co się przejmować, kilka, kilkanaście minut i tu wróci, i znowu będzie dobrze. — No — ponownie zerknąłem na brunetkę. — to dlaczego ci ta nieszczęsna Kobrova nie pasuje? — zapytałem, zakładając nogę na nogę i odchylając się do tyłu. Niby wszystko niedbale, a przy okazji uważnie obserwowałem Sofię.

czwartek, 4 stycznia 2018

Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera [2]

— Tak? —  Obrócił się na krześle i spojrzał na mnie. Zaraz potem zniknęła mu z twarzy mina zmęczonego mopsa i pojawił się wymuszony uśmiech. 
— Ah, to ty, wchodź, wchodź, mam nadzieję, że pan Davon nie zamienił ciebie w kamień swoim przerażającym spojrzeniem. — Uśmiechnął się pod nosem, a ja odruchowo potarłam dalej obolały nos. Ale rzeczywiście czułam się jakoś niekomfortowo po takim potraktowaniu, przez, bądź co bądź, nieznajomego.  — No... to o co chodzi? 
Teraz również ja westchnęłam. Postawiłam parę kroków w przód i spojrzałam na krzesło. Foma tylko kiwnął głową na znak, żęe mogę siadać. Klapnęłam więc na krześle i ułożyłam książkę na kolanach, upewniając się, że leży prosto. 
— No, właściwie to przyszłam tu pogadać o wierszach. Bo nie do końca mi ta Kobrova jednak leży. — Odrzuciłam ręką do tyłu włosy, podciągając przy tym cienki sweterek. Spojrzałam na buty, których czubki znowu stały się czarne. Dlaczego trzeba było je wiecznie czyścić? — Ale ty wyglądasz jakbyś potrzebował pogadać. Gdybyś chciał porozmawiać, to zawsze jestem. — Uśmiechnęłam się, spoglądając w zielone oczy blondyna. Oczy zielone, życie szalone. Kawałek z rymowanki z dzieciństwa przemknął mi przez głowę, przez co prawie parsknęłam śmiechem. Z tego co obserwowałam jego młodszą siostrę (a przynajmniej wydawało mi się, że to jego młodsza siostra, nigdy z nią nie gadałam, ale podobieństwo było niezaprzeczalne) do niej to lepiej pasowało. Może Foma stracił tę nutkę szaleństwa gdzieś po drodze? A może tak jak ja miał problem z otwieraniem się ludzi i to zwariowanie było, ale nie takie oczywiste?

środa, 3 stycznia 2018

Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera [1]

Trzasnąłem książką o biurko, po chwili wzdychając i poprawiając okulary. Oczywiście, że musiał mieć ostatnie słowo, a gdy jednak się nie udało, to lepiej wyjść, trzaskając drzwiami jak rozpieszczone księżniczki. Westchnąłem, opadając na krzesło. Tak, zdecydowanie do osiągnięcia znośnego poziomu w rozmawianiu o sobie między sobą zostało nam trochę... dużo. Bo Heather dalej się nie odzywała, bo mój były, który zgodnie z plotkami zaczął znowu pojawiać się na salonach i kręcić wokół interesujących ludzi, a w końcu nie powinien się nam nigdy na oczy pokazać, bo prawdopodobnie Dexet przebiłby go na wylot czymkolwiek, co się nadaje czy wyprałby mu mózg i torturował, a Remusa też najchętniej by usunął, ukatrupił, skrzywdził, pozbawił życia, do wyboru, do koloru. A czasami po prostu trzeba było zostawić, iść dalej i uderzyć trochę później, bez tych pieprzonych emocji, ale nie, pan Davon ma swoje zdanie, koniec i kropka. Zastukałem trzy razy o biurko palcem, wypuściłem powietrze z płuc i w końcu wpuściłem biedną osóbkę do pokoju.
— Tak? — zapytałem, obracając się i siadając okrakiem na krześle. — Ah, to ty, wchodź, wchodź, mam nadzieję, że pan Davon nie zamienił ciebie w kamień swoim przerażającym spojrzeniem. — Parsknąłem śmiechem pod nosem, poprawiając okulary i uśmiechnąłem się. — No... to o co chodzi?

Czarny jak wiersze Kobrovej i włosy Dextera [0]

Delikatnie zapukałam w drzwi. Bardzo delikatnie, bo w końcu nie chcę nikogo przestraszyć. Albo przeszkadzać. Generalnie miałam zasadę niepukania w czyjeś drzwi, jeżeli nie groziło ryzyko śmierci. No bo po co? Jak ludzie chcą spotkać innych to to robią, idą na stołówkę czy gdzieś. No ale musiałam. Może nie musiałam, ale chciałam, no, czyli tak jakby musiałam. Spojrzałam na tomik wierszy w ręku. Właśnie po to tu przyszłam, żeby porozmawiać o nim z Fomą. Bo jakieś dziwne te wiersze Kobrovej były. Chciałam się zapytać, czy wie coś więcej o niej, jej życiu i twórczościach i czemu była taka smutna. Bo jeżeli jej życie było takie jak jej wiersze to straszne. Bo nikt nie zasługuje na takie życie, nawet najwredniejsi ludzie. 
Zebrałam w sobie całą odwagę jaką miałam, i już podniosłam rękę do drzwi by zapukać głośniej, drzwi się otworzyły, uderzając mnie przy okazji w nos, a ze środka wybiegł chłopak. Wysoki, czarne włosy i ciemnozielone oczy. 
— Czy wiesz, może gdzie jest Fo... — zaczęłam szybko, lecz równie szybko zamknęłam buzię, ponieważ chłopak pobiegł dalej, nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Potarłam ręką obolałe miejsce na nosie. Oby się nie zrobił guz, będzie wyglądał strasznie. Zajrzałam powoli do pokoju — Foma? — zapytałam cicho, przeciągając delikatnie ostatnią głoskę. 
.
.
.
.
.
.
template by oreuis