Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hera Ivens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hera Ivens. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lutego 2018

Wypad na miasto leczy złamane serca [1]

Przygotowania trwały całe popołudnie, ale na końcu wyglądałyśmy jak dwie, promienne gwiazdki z nieba, które tylko oczekiwały, żeby wziąć kogokolwiek w obroty, potańczyć, doskonale się przy tym bawiąc i tonąc w zazdrosnych spojrzeniach reszty dziewczyn stojących pod ścianą. A przynajmniej na równie szampańską zabawę się zapowiadało. Van wyglądała cudownie w czerwonej, powiewnej sukience, a ja w końcu mogłam zaszaleć. Czarna, eteryczna sukienka obsypana fluorescencyjnym brokatem, dzięki czemu bez problemu wyróżniłabym się na tle tłumu, a kto wie. Może nasze lekkie wyjście do baru przerodzi się w prawdziwe skakanie po klubach, a przynajmniej na to skrycie liczyłam. I planowałam, bo dawno Vina na żadne tańce nie wyciągnęłam. 
Długa do połowy biodra materiałowa część była wykańczana falującymi, czerwonymi haftami na przezroczystym, ciemnym tiulu kończącym się nieco przed kolanem. Całość nosiło się lekko, a zapinana na szyi góra umożliwiała mi swobodne poruszanie rękami przy nie zsuwaniu się sukienki z klatki piersiowej, co uznawałam za mój mały sukces. Odpowiedni makijaż i voila, ruszyłyśmy razem z Van na salony, śmiejąc się po drodze oraz wymieniając ciekawostkami. Doszłyśmy do umówionego miejsca, zanim w ogóle zdążyłyśmy nacieszyć się własnym towarzystwem, a w środku już czekała na nas dwójka naszych nie gorszych amantów, nieco ładniej odstrzelonych niż zwykle. Niekoniecznie garnitury, ale na koszulach warto było zawiesić oko. Posłałam chłopakom szeroki uśmiech, łapiąc Van za rękę i przedzierając się przez tłum ludzi do stolika, którzy Vin z Varenem musieli dla nas już zająć. 

niedziela, 28 stycznia 2018

(Nie)Przyjemny wieczór na Klaryckiej 2a [11]

Uwielbiałam być królową. Doskonale zdawałam sobie sprawę z własnego szczęścia. Miałam odpowiednią prezencję, wystarczająco pokaźny biust, zgrabne nogi i całkiem charakterystyczny kolor włosów, na tyle, żebym była w stanie błyskać zainteresowaniem nawet przed towarzyskim debiutem. Dzięki rodzinie posiadałam odpowiednie znajomości, koligacje, praktycznie urodziłam się, żeby osiągnąć sukces. Stanowiłam istotę mojej rodziny, dziedziczkę klanu i zamierzałam poprowadzić go do stania się prawdziwie wielkim. Czymś legendarnym. Żeby zapisać się na łamach historii, żeby o mnie pamiętano, bo przecież cały czas chodziło mi tylko o to. Chciałam słyszeć komentarze, że to ta, Hera Ivens, a nie tylko Ivens. Nazwisko nie załatwiało wszystkiego w tym biznesie, a do połowy rzeczy doszłam sama i czasem czułam się zwyczajnie zmęczona.
— Heraaa — krzyknęła w końcu dziewczyna, podbiegając do mnie. — Pierwsze dwa akapity są nudne i o niczym... hm... pytają o to, jak się ma twoja matka. Hera, nie uwierzysz, matka Cesarza chce się z tobą spotkać. — Przewróciłam oczami, bo dokładnie tego samego się spodziewałam. — Ale odpiszesz im, prawda? Musisz pójść na to spotkanie. Absolutnie musisz. Jak ty im nie odpiszesz to ja to zrobię, a tego nie chcesz, bo ja nie umiem się bawić w te wszystkie oficjalne zwroty. No, to jak?
— Vaaan — jęknęłam, parodiując jej wcześniejszy występ wokalno-krzykliwy. — Jeżeli pyta o to Cesarzowa Wdowa, to znaczy, że Cesarz nic o tym nie wie. Jego syn prawdopodobnie również. To mało dyskretne zapytanie, w dodatku mogę zostać wplątana w jakieś ichniejsze gierki o władzę, podziękuję bardzo. Królowa Marionetek niechaj zostanie bez jednej lalki więcej — prychnęłam. — Lepiej mi powiedz, jak się zapatrujesz na następne spotkanie we czwórkę, bo Vin zdawał się być... zainteresowany. — Mrugnęłam do przyjaciółki, śmiejąc się na widok jej miny. — No, już, rozchmurz się, Varen to dupek, ale jest jeszcze o wiele więcej w tym morzu ładnych dupków, przebieraj do woli.

(Nie)Przyjemny wieczór na Klaryckiej 2a [9]

— Przede wszystkim myślę, że w Cesarskim pałacu umiejętności gotowania nie będą ci potrzebne. — Skinęłam z szerokim uśmiechem głową, ignorując nagły, prawie histeryczny wybuch śmiechu dziewczyny. Z jednej strony wiedziałam, że nie robiłyśmy teraz czegoś niezwykłego, ale jednak trochę czasu minęło od naszej ostatniej, prawdziwej pogawędki. Normalnej rozmowy, w którą obie się angażowałyśmy z równym zainteresowałem. Od kilku tygodni, raczej od rozmowy dziewczyny z Varenem spotykałyśmy się na krótkie momenty, tak naprawdę większość tematów omijałyśmy, byle tylko nie trafić na tykającą bombę zegarową. Nareszcie powróciłyśmy do normalności, a przynajmniej na to się zapowiadało. 
— Zdecydowanie. Klątwa cię złapie i skończysz w klasztorze. Nie możesz tak po prostu wyrzucać nieotwieranej koperty. W najgorszym przypadku się pośmiejemy. Poza tym, skąd wiesz, może chcą cię skazać na śmierć? — Przewróciłam oczami. Śmierć co najwyżej może mnie czekać po odmowie, tutaj akurat bym się nie zdziwiła. Chociaż sam Cesarz zawsze wydawał się miły, żartował, nawet z dziewczynami przed debiutem i zawsze stanowił ucieleśnienie błogosławionej cesarskości, elegancji i dżentelmeńska w jednym, to każdy z jego synów był tragiczny. — Dawaj, pokaż co tam masz w tym liście.
— Trzymaj, baw się dobrze — rzuciłam, podając jej kopertę, na którą wolałam nawet nie patrzeć. Może zniknie sama, jeżeli wystarczająco długo będę udawać, że wcale jej nie otrzymałam?

czwartek, 25 stycznia 2018

(Nie)Przyjemny wieczór na Klaryckiej 2A [7]

— Tak, masz rację — powiedziała, ocierając rękawem łzy. — Chodź, idziemy jeść, bo zaraz serio umrę z głodu.  Dzięki, wiem, jestem największym leniem świata. — Podniosłam się, ujmując wyciągniętą dłoń dziewczyny. Pociągnęłam ją za sobą, kierując naszą dwójkę w stronę kuchni. 
— Co się stało? Ostatnio jak próbowałaś gotować wszystko było spalone, łącznie z ścierką, którą przypadkiem podpaliłaś w napływie złości na makaron, o którym zapomniałaś i się rozgotował. 
Dumna z siebie wyprostowałam się i wypięłam klatkę piersiową, nie kryjąc zadowolenia. Co mogłam powiedzieć, rozpoczęłam drobne ćwiczenia. Żadna kuchenka, żadna!, nie miała prawa mnie przecież pokonać, byłam mistrzynią ognia. 
A jeżeli wcześniej spaliłam kilka próbnych potraw, to Van nie musi wcale o tym wiedzieć. Zdążyłam przed jej przyjściem uprzątnąć cały kuchenny burdel, więc nie natrafiła na stos naczyń, spalonych patelni i tym podobnych. Chwała cesarzowi. 
Nawet wywietrzyć zdążyłam!
— Rodzinka upomniała mnie, że pora rozruszać umiejętności przydatne pani domu. — Machnęłam niedbale dłonią, nakładając talerz kolorowej masy dla dziewczyny i samej podskubując kawałek. — Poza tym, otrzymałam pewną propozycję... — zaczęłam niepewnie, nie wiedząc jak się do tego odnieść. — Pamiętasz, co mówiłam, że zaczęli mi propozycje aranżowanych związków po towarzyskim debiucie przysyłać? — Skrzywiłam się. — Dostałam wiadomość. Z Cesarską pieczęcią — jęknęłam. — Myślisz, że jeżeli ją spalę bez otwierania, to mnie Klątwa Konkubin, jak ta z Mayan, pochlasta? 


niedziela, 21 stycznia 2018

(Nie)Przyjemny wieczór na Klaryckiej 2a [5]

W jednym momencie wszystko było dobrze, cudowne, krótki okres oczekiwania na odpowiedź ze strony dziewczyny, ulga, bo jednak nadal byłyśmy na przyjacielskiej stopie. Musiałam przyznać, że sama miałam wątpliwości odnośnie naszej relacji, bo doskonale zdawałam sobie sprawę, że Van na Varenie zależało. Bardzo. Nawet jeżeli się nie przyznawała, przewracała oczami, fukała, udawała, że nie wie o co chodzi, to rzucała od czasu do czasu za nim tęsknym wzrokiem. Aktualnie bardziej zranionym, gdy jej obiekt zainteresowania ciągał oczami za jej najlepszą przyjaciółką. 
— Nie wiem Hera. Już naprawdę nie wiem — wymamrotała między jednym szlochem a drugim. Serce mi się krajało, widząc przyjaciółkę w tym stanie. Cierpiała, naprawdę mocno, tym bardziej, że chyba w końcu sama przed sobą była w stanie już przyznać, że się faktycznie zakochała. Rzuciłam się do kuchni po chusteczki higieniczne i minutę później byłam już z powrotem, podając ją przyjaciółce. Przytuliłam dziewczynę, zaczynając głaskać ją po włosach.
— Wiem, Van, wiem — mruczałam gorzko, delikatnie starając się uspokoić roztrzęsioną dziewczynę. — Musicie pogadać. Cesarz świadkiem, że nigdy wam to nie wychodziło, ale to chyba właściwy moment, on inaczej nigdy się nie dowie i nie zrozumie. To Varen, Van, on pewnie nawet nie wie, o co cały raban i dlaczego go unikasz — wyjaśniłam, mrużąc oczy i mocniej ściskając dziewczynę. — Nie płacz, nie jest tego warty. 

czwartek, 18 stycznia 2018

(Nie)Przyjemny wieczór na klaryckiej 2a [3]

Van uspokoiła się nieco, choć ja sama nadal miałam drobne wyrzuty sumienia. Nie chciałam wybierać między potencjalnym chłopakiem a najlepszą przyjaciółką, bo doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że wybrałabym dziewczynę. Problem polegał na tym, że Varen nawet nie wiedział, co zrobił źle, świadomy uczuć dziewczyny nie był, a i ona sama raczej stroniła od ich okazywania. Doskonale pamiętałam nasze oporne próby zejścia się z Vinem, przy których odwalaliśmy podobne harce. 
— Uważam, że powinniśmy się wszyscy wybrać kiedyś jakoś razem do miasta. Coś zjeść, pospacerować. Ty, Vin, Varen i ja. — Zaśmiała się — Chyba musisz zmienić imię, Vera ci pasuje? — Wypiłyśmy kilka łyków dla smaku, zanim dolałam nam po solidnym kieliszku. Zdecydowanie należała nam się chwila odpoczynku, dawno nie urządzałyśmy żadnego — Ładnie pachnie, jest coś do jedzenia? Umieram z głodu. — Skinęłam z uśmiechem głową, wstając i ruszając do kuchni. Nałożyłam nam obu odpowiednie porcje obiadu, zanim wróciłam do przyjaciółki i ponownie rozsiadłyśmy się wygodnie przed cicho grającym telewizorem.
— Vera może być, a wspólne wyjście brzmi kusząco. Zobaczysz, jeszcze was powyciągamy z Vinem do klubu, zobaczycie — roześmiałam się. — Jesteśmy okey? Żadnego szału, szumu? Jaka jest twoja relacja z Varenem? — spytałam, unosząc brwi. — Vin wspomniał jedynie, że wcześniej z tobą chłopaczyna gadał i nie wiem, co wyście tam wyklarowali, że przyszedł do mnie z "Cesarz kocha najbardziej", proszę ja cię, już pewnie Dexter ma lepszy gust filmowy od niego — jęknęłam. 

wtorek, 16 stycznia 2018

(Nie)przyjemny wieczór na Klaryckiej2a [1]

Czy coś się zmieniło, oczywiście, że się zmieniło. Varen stał się nieco bardziej otwarty, zaprzyjaźnił się jeszcze bardziej z Vinem i trudno zaprzeczyć, że nasza mała grupka powoli się rozrastała. Van z kolei nieco się oddalała, odsuwała, starała się nie stać na widoku, jakby uważała, żeby tylko nie nastąpić na minę. Swoją drogą, to było nawet zabawne, że całe moje główne grono przyjaciół orbitowało wokół jednej litery. 
Aż w końcu nastał ten moment, gdy w trakcie robienia obiadu (czyli ryżu z czymś, bo na nic więcej nie było stać moich nędznych zdolności kulinarnych) do środka mieszkania wbiła Van. Jej głos słyszałam już z salonu, do którego skierowałam się, związując zbyt długie włosy w wysoką kitkę, normalnie przygotowania wojenne, choć początkowo nie zwróciłam nawet na to uwagi. Nie chciałam z nią walczyć, dziewczyna była dla mnie ważna i nie potrafiłam wybrać między nią... a... A w sumie czym? 
Jakiś czas temu sama śmiałam się z notek na k-space, gdzie w pole relacji zakochane nastolatki najczęściej wpisywały: "To skomplikowane", a teraz sama czułam się jak hipokrytka. 
— Musimy pogadać. I ty doskonale wiesz o czym. — Skinęłam głową.— Musisz wyklarować sytuację z Varenem. A przynajmniej mi ją wyjaśnić. W ogóle pojawił się tu w końcu tego wieczora? Bo jeszcze mi o tym nie opowiadałaś... — westchnęłam, wracając na moment po butelkę wina i dwa kieliszki. Wróciłam z całym asortymentem, rozlałam nam napój bogów i wręczyłam przyjaciółce, siadając obok niej na kanapie.
— Varen... jest specyficzny — wyjaśniłam niepewnie. — Pojawił się z kwiatami, kiepskim filmem na DVD i pizzą — podsumowałam, upijając pierwszy łyk, a zraniony wzrok Van zapewnił mi, że powinnam popaść w alkoholizm. — Dostał takiego kopa w dupę, że przepraszać przychodził Vin. Ale to nie jest zły chłopak, orbituje, ale trzyma się raczej na dystans. 

czwartek, 19 października 2017

Od Hery, CD Van

Zajadałam, aż uszy mi się prawie trzęsły, przez co instynktownie zaczęłam myśleć o planach na dalsze lata w szkole. Niby miałam tyle rzeczy do zrobienia, tyle możliwości, a w rezultacie kończyłam bez marzeń do spełnienia. Posiadałam wszystko i to w sumie stawało się powoli irytujące. Nie potrzebowałam pieniędzy, rodzina miała ich nadto. Nie potrzebowałam dobrego męża, pochodziłam z wystarczająco dobrej rodziny, żeby mój status społeczny i tak piastował wysokie miejsce w społecznej drabinie. Widywałam się co jakiś czas z Cesarzem na przyjęciach różnego sortu, znalazłam przyjaciół i całe życie wokół mnie kwitło.
A mimo tego miałam wrażenie, że o czymś cały czas zapominam. 
— O nie, dużo tego dostałaś? — odparła ze śmiechem Van. Skinęłam niemrawo głową, przypominając sobie stertę listów. Owszem, to było zabawne, dopóki wszystko zostawało w tej sferze. Nie wątpiłam, że po powrocie do domu mogę spotkać się z bardziej nachalnymi awansami, które niekoniecznie były mi na rękę. — A nie zechciałabyś może pomalować mi paznokci w weekend? — Klasnęłam z entuzjazmem dłońmi, wyobrażając sobie już wszelkie możliwe kombinacje wzorów na paznokciach przyjaciółki.
— Sterta listów i paznokcie, co powiesz na dodatek w postaci filmów i lampki wina? —  spytałam z uśmiechem. — Będziemy mogły poobgadywać w końcu wszystkie możliwe dziwne i dziwniejsze związki, które się zaczynają tworzyć. —  Parsknęłam śmiechem. 

niedziela, 8 października 2017

Od Hery, CD Van

Zabiegana krążyłam od straganu do straganu, od sklepu do sklepu, zastanawiając się co kupić, żeby nie zwariować, a i żeby nasze żołądki nie umarły na widok pustej lodówki, w której niewiele się ostało. Zdążyłam wypytać Heather o jej umowę podpisaną z barem, żebym też mogła zakręcić się w międzyczasie. Pięć dni w tygodniu, głównie na wieczory i nocki, ale napiwki miały nam umożliwić całkiem ładny obrót od czasu do czasu, tyle dobrego. Wróciłam do domu lekko wymęczona, nieco obładowana torbami, ale z lepszymi perspektywami. 
Rodzice coś tam przebąkiwali o powrocie do domu, o zrozumieniu własnych obowiązków i inne pierdoły, które jedynie przyprawiały mnie o ból głowy. Przewróciłam oczami na wspomnienie mało subtelnego kaszlnięcia matki, gdy podawała mi portrety i propozycje awansów, z których co jeden, to bzdurniejszy, dokładnie na tyle, że tylko głową o najbliższą płaską powierzchnię trzasnąć i westchnąć.
Wpadłam do domu, trzaskając drzwiami, ściągając w biegu obcasy i rzucając gdzieś w kąt torby. Nie było żadnych zbytnio narażonych na rozmrożenie się rzeczy, więc nie kłopotałam się wsadzaniem wszystkiego od razu do lodówki. Uśmiechnęłam się do Van, która czekała na mnie z obiadem. Rozmarzona przysiadłam się do stolika, zabierając się do jedzenia. W końcu coś normalnego. Zupki chińskie mogły być dobre, ale na jeden dzień w tygodniu, nie pięć. Jadłam, aż trzęsły mi się uszy, bardziej z głodu niż z zasmakowania, ale żołądek tego potrzebował. 
— A więc? Jak tam z Vincentem? — Zakrztusiłem się łyżką zupy, która wyparskałam, kaszląc.
— A jak ma być? — prychnęłam. — Po staremu, w kraju czeka na niego ładnie ułożona dziewczyna, chyba nawet kuzynka jednej z moich starych koleżanek po debiutach. Za to mam rozrywkę dla nas na ten tydzień, dostałam pocztą całą stertę awansów do rozpatrzenia, możemy pokomentować, jak bardzo muszą być szaleni — podsumowałam, zapychając się kolejną łyżką. 

wtorek, 12 września 2017

Od Hery, CD Heather, Van

— Przepraszam?! Zwariowałaś? Ja nie idę nigdzie z tym dupkiem, a już na pewno nie na randkę. Zresztą, on się i tak nie pojawi, będzie siedział u siebie i brzdąkał na swoim pudle. A nawet jak się pojawi, to się nie zgodzi na taki układ. — Dobra, może nie zachowywaliśmy się najciszej, ale bibliotekarki albo bibliotekarza nigdy nie widziałam tutaj na oczy, choć przyznać muszę, że sama raczej rzadko zaglądałam do szkolnego przybytku wiedzy. Wolałam minimalizować ryzyko, że tutejsze anomalie mnie zabiją, powiedzmy, bo w praktyce nauka nie zaliczała się do rzeczy, które kochałam czy uwielbiałam.
Roześmiałam się głośno, widząc oburzenie Van. Była naprawdę cudowna i kochana, ale w takich momentach doskonale wychodziło z niej uprzedzenie w stosunku do, całkiem ładnego, chłopaka, który tylko korzystał z uroków sztuk artystycznych podobnie jak ona. A że ona barwą, a on dźwiękiem, to przecież nie była aż taka wielka i straszna różnica. 
— I tu się mylisz — powiedziała Heather. — Po pierwsze, pojawi się, oczywiście za odpowiednią cenę, chociaż myślę, że obietnica pójścia z tobą na randkę będzie wystarczająca, po drugie, nie ma odmawiania par. Będziemy losować i tak jak wypadnie, to wypadnie. — Przytaknęłam dziewczynie, w końcu to była całkowita prawda! A nawet jeżeli wcześniej miałam kilka oznaczonych karteczek, to przecież nikogo nie powinno wnerwiać. Błagam, nawet profesor Amadeusz z Mińskiem ruszą tyłek, z czego ten drugi obiecał mi dostarczyć jego wyjątkową whisky z zapasów, a to się chwali. 
— Ta, akurat, ja nie idę na randkę z Varenem, a on ze mną i koniec. — I wtedy dostrzegłyśmy wchodzącego do pomieszczenia Varena. Rozpromieniłam się szatańsko.
— Vaaaren, rozlosowałyśmy wstępnie ludzi! Idziesz z Van! — krzyknęłam do niego. 

środa, 3 maja 2017

KA: F.S.HI.5

Podstawowe informacje:
Imię: Hera
Nazwisko: Ivens
Wiek: 22 lata
Klasa: Słońca
Miejsce Zamieszkania: Akademik [Pokój Chaosu]

Rozszerzone informacje:
Kluby: Klub dziennikarski
Przyjaciele: Vanilla O`reila, Vincent Ghoul
Sympatia: Chyba zgłupiałeś...?
Wrogowie: Wierzysz, że ich wymieni?

Tożsamość:
Wzrost: 170cm
Waga: 60kg
Kolor oczu: Zielone
Kolor włosów: Blond [naturalne], Czerwone [farbowane]
Cechy szczególne: Brak
Rasa: Przewodnik Żywiołu (ogień)
Orientacja: Biseksualna


Informacje Użytkowe:
Oceny: Brak
Stan Konta: 200 rubli atlanckich

Ekwipunek:  
Kuralet (1)
Komplet podręczników (klasa pierwsza)
Zestaw mundurków (letni i zimowy)
Karta Transportowa (semestr)
Karnet Stołówkowy (semestr)
.
.
.
.
.
.
template by oreuis