— Yup, jak najbardziej. No, to teraz chodźmy do twojego pokoju, w sumie to nie musisz się wysoko wspinać. W akademiku znajdziesz też sekretariat, oczywiście królestwo Mińska i Est, naszej ukochanej sekretarki, która zrobi wszystko dla ciebie za dobrą kawę, ale bez kawy nawet nie licz na uśmiech. No może przesadzam, ale wiesz pewnie, o co mi chodzi — stwierdził, przeczesując włosy, a ja kiwnęłam na znak, że rozumiem. Jak do sekretariatu to z kawą, zapamiętać. Ciekawe, jaką kawę pani Est lubi? Trzeba będzie wybadać, ewentualnie próbą błędów dojść do odpowiedniego rodzaju kawy, chociaż to mogłam mocno przypłacić tym, że trafię na nieodpowiednią. — Co o jeszcze... Ah, pokój samorządu jest niestety na samej górze, czwarte piętro, jak wejdziesz to od razu się zorientujesz. Gdybyś miała coś do załatwienia czy coś byś zgubiła, to wiesz gdzie iść. Pomóc ci z bagażami?
Stuknęłam czubkiem buta o podłogę jakby w zamyśleniu i pokręciłam głową, rzucając okiem na swoje rzeczy.
— To nie będzie potrzebne — odpowiedziałam, poprawiając zjeżdżające okulary z nosa okulary[soczewek po prostu nie lubiłam i nie zapewniały mi takiego bezpieczeństwa]. Machnęłam dłońmi, obserwując jak bagaż posłusznie unosi się w górę, żeby podlecieć bliżej mnie, a następnie podążać za mną. Zaklęcia lewitujące przydatne zawsze i wszędzie, zwłaszcza dla ludzi słabszych i leniwych. — Ah, zapomniałam jeszcze spytać, czy są jakieś konkretne zakazy, jakich stworzeń nie można przygarniać w mury uczelni? — spytałam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Izel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Izel. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 lutego 2018
niedziela, 18 lutego 2018
Wprowadzenie: Izel [8]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Izel
— Biały może macie? — zapytała z cudownym, szerokim uśmiechem ku pokrzepieniu naszych serc, serc zwykłych śmiertelników, a mi zrobiło się cieplutko, przyjemnie i bezpiecznie.
No, no, Przewalski zrobiłeś się mientki, bo te nowe osoby z pierwszych klas zdecydowanie ciebie rozczulały. Ale co poradzić, jeżeli one w końcu wydawały się osobami, które nie zjedzą ciebie przy pierwszym zakręcie czy nie porwą i nie schowają u siebie w piwnicy? Albo to ja po prostu wyjątkowo trafiłem najlepiej z naszej samorządowej trójki przewodników po uczelni.
Pokiwałem wesoło głową, prawie podskakując w miejscu.
— Yup, jak najbardziej — odpowiedziałem, odwzajemniając szeroki uśmiech. — No, to teraz chodźmy do twojego pokoju, w sumie to nie musisz się wysoko wspinać. W akademiku znajdziesz też sekretariat, oczywiście królestwo Mińska i Est, naszej ukochanej sekretarki, która zrobi wszystko dla ciebie za dobrą kawę, ale bez kawy nawet nie licz na uśmiech. No może przesadzam, ale wiesz pewnie, o co mi chodzi — stwierdziłem i przejechałem dłonią przez włosy. — Co jeszcze... Ah, pokój samorządu jest niestety na samej górze, czwarte piętro, jak wejdziesz to od razu się zorientujesz. Gdybyś miała coś do załatwienia czy coś byś zgubiła, to wiesz gdzie iść — powiedziałem w końcu i wyprostowałem się, gotowy do dalszej drogi. — Pomóc ci z bagażami?
No, no, Przewalski zrobiłeś się mientki, bo te nowe osoby z pierwszych klas zdecydowanie ciebie rozczulały. Ale co poradzić, jeżeli one w końcu wydawały się osobami, które nie zjedzą ciebie przy pierwszym zakręcie czy nie porwą i nie schowają u siebie w piwnicy? Albo to ja po prostu wyjątkowo trafiłem najlepiej z naszej samorządowej trójki przewodników po uczelni.
Pokiwałem wesoło głową, prawie podskakując w miejscu.
— Yup, jak najbardziej — odpowiedziałem, odwzajemniając szeroki uśmiech. — No, to teraz chodźmy do twojego pokoju, w sumie to nie musisz się wysoko wspinać. W akademiku znajdziesz też sekretariat, oczywiście królestwo Mińska i Est, naszej ukochanej sekretarki, która zrobi wszystko dla ciebie za dobrą kawę, ale bez kawy nawet nie licz na uśmiech. No może przesadzam, ale wiesz pewnie, o co mi chodzi — stwierdziłem i przejechałem dłonią przez włosy. — Co jeszcze... Ah, pokój samorządu jest niestety na samej górze, czwarte piętro, jak wejdziesz to od razu się zorientujesz. Gdybyś miała coś do załatwienia czy coś byś zgubiła, to wiesz gdzie iść — powiedziałem w końcu i wyprostowałem się, gotowy do dalszej drogi. — Pomóc ci z bagażami?
sobota, 17 lutego 2018
Wprowadzenie: Izel [7]
Etykiety:
Izel Carter,
Wprowadzenie: Izel
— Dobra, bagaże proponuję zostawić ci tutaj, nie ma sensu ich cały czas tachać, a i nikt ci ich raczej nie ukradnie — powiedział, parskając śmiechem, a ja, nawet jeśli się z nim po cichu zgadzałam, że te bagaże powoli robiły się zdecydowanie zbyt ciężkie, to hej! Moja torba to niezbędnik mojej codzienności, wręcz część mnie. To jakby wyrwać mi płuca, a potem oczekiwać, że będę normalnie funkcjonować. Dobra, koloryzowałam trochę. Jednak i tak wzięłam torbę, resztę rzeczy zostawiając i podreptałam za Fomą ku przygodzie, nieznanemu horyzontowi, ziemiom czy cokolwiek z tych rzeczy. Standardowa rundka po terenie, recytowanie rzeczy, które powinnam zapamiętać, co robić, nie robić, kogo się trzymać, kogo unikać. Ah, rutyna. Jedynie karta była rzeczą zmienną, bo to nie zawsze karta jest. Czasami wcale jej nie było.
— Dobra, jeszcze jedno pytanie, niezwykle ważne. — Uniosłam jedną brew, zastanawiając się, jakież to może być pytanie, ale zaraz moje wszelakie pytania oraz podejrzenia zostały rozwiane. — Jaki kolor kuraletu będziesz chciała? To takie urządzonko na którym sprawdzisz swój plan lekcji czy stan konta, mapę uczelni i jakieś aktualne informacje. Przydaje się. — Zamrugałam, patrząc na blondyna, a w następnej chwili parsknęłam śmiechem.
— Biały może macie? — spytałam z szerszym niż przedtem uśmiechem. Wycieczka była bardzo miła, nie powiem, że nie.
— Dobra, jeszcze jedno pytanie, niezwykle ważne. — Uniosłam jedną brew, zastanawiając się, jakież to może być pytanie, ale zaraz moje wszelakie pytania oraz podejrzenia zostały rozwiane. — Jaki kolor kuraletu będziesz chciała? To takie urządzonko na którym sprawdzisz swój plan lekcji czy stan konta, mapę uczelni i jakieś aktualne informacje. Przydaje się. — Zamrugałam, patrząc na blondyna, a w następnej chwili parsknęłam śmiechem.
— Biały może macie? — spytałam z szerszym niż przedtem uśmiechem. Wycieczka była bardzo miła, nie powiem, że nie.
czwartek, 15 lutego 2018
Wprowadzenie: Izel [6]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Izel
Poprawiła torbę na ramieniu, jakby przygotowując się do rozpoczęcia naszej wędrówki po terenie uczelni. To samo zrobiła z okularami. Ewidentnie nie byłem odosobniony w zmaganiach z przydużymi oprawkami, które zawsze przy przymierzaniu wydają się dobre, a później i tak wychodzi jak zawsze. No cóż.
— Główny budynek, potem biblioteka i w sumie co jeszcze ciekawego jest, to chętnie zobaczę — stwierdziła, utrzymując wesoły ton, a ja mimowolnie poszerzyłem uśmiech, podciągając przy tym rękawy koszuli, bo było ciepło. Z każdą minutą coraz cieplej, więc idealny czas na jak najszybsze rozpoczęcie wycieczki.
— Dobra, bagaże proponuję zostawić ci tutaj, nie ma sensu ich cały czas tachać, a i nikt ci ich raczej nie ukradnie — mruknąłem, parskając śmiechem. — To zgodnie z prośbą, do głównego budynku, tam też zajrzymy na stołówkę, biblioteka i jeżeli chcesz możemy wskoczyć też do altanki i nad jezioro, bo pewnie teraz tam większość ludzi siedzi, bo w końcu trzeba skorzystać z pogody — oświadczyłem. — To co, idziemy?
Dziewczyna zgodziła się, zostawiła najcięższe manatki i ruszyliśmy do przodu na zwiedzanie uczelni.
Wycieczka typowa, jak zawsze, gdy pogoda tylko sprzyjała. Pokazanie uczelni, co, gdzie i jak, wspominka o utrzymywaniu dobrych stosunków z kucharkami i niespóźnianiu się na posiłki czy lekcje zielarstwa, gadka szmatka o duchu bibliotekarzu, który mało kogo lubił, szybkie przedstawienie samorządu, przekazanie karty atlanckiej, no i oczywiście pytanie ostateczne, gdy zmierzaliśmy już do końca.
— Dobra, jeszcze jedno pytanie, niezwykle ważne, jaki kolor kuraletu będziesz chciała? — zapytałem. — To takie urządzonko na którym sprawdzisz swój plan lekcji czy stan konta, mapę uczelni i jakieś aktualne informacje. Przydaje się.
— Główny budynek, potem biblioteka i w sumie co jeszcze ciekawego jest, to chętnie zobaczę — stwierdziła, utrzymując wesoły ton, a ja mimowolnie poszerzyłem uśmiech, podciągając przy tym rękawy koszuli, bo było ciepło. Z każdą minutą coraz cieplej, więc idealny czas na jak najszybsze rozpoczęcie wycieczki.
— Dobra, bagaże proponuję zostawić ci tutaj, nie ma sensu ich cały czas tachać, a i nikt ci ich raczej nie ukradnie — mruknąłem, parskając śmiechem. — To zgodnie z prośbą, do głównego budynku, tam też zajrzymy na stołówkę, biblioteka i jeżeli chcesz możemy wskoczyć też do altanki i nad jezioro, bo pewnie teraz tam większość ludzi siedzi, bo w końcu trzeba skorzystać z pogody — oświadczyłem. — To co, idziemy?
Dziewczyna zgodziła się, zostawiła najcięższe manatki i ruszyliśmy do przodu na zwiedzanie uczelni.
Wycieczka typowa, jak zawsze, gdy pogoda tylko sprzyjała. Pokazanie uczelni, co, gdzie i jak, wspominka o utrzymywaniu dobrych stosunków z kucharkami i niespóźnianiu się na posiłki czy lekcje zielarstwa, gadka szmatka o duchu bibliotekarzu, który mało kogo lubił, szybkie przedstawienie samorządu, przekazanie karty atlanckiej, no i oczywiście pytanie ostateczne, gdy zmierzaliśmy już do końca.
— Dobra, jeszcze jedno pytanie, niezwykle ważne, jaki kolor kuraletu będziesz chciała? — zapytałem. — To takie urządzonko na którym sprawdzisz swój plan lekcji czy stan konta, mapę uczelni i jakieś aktualne informacje. Przydaje się.
sobota, 10 lutego 2018
Wprowadzenie: Izel [5]
Etykiety:
Izel Carter,
Wprowadzenie: Izel
Blondyn odchrząknął, spuszczając na chwilę wzrok, jakby pomyślał o czymś nieprzyjemnym, ale zaraz wrócił uśmiechnięty członek samorządu, który miał mnie wprowadzić w życie szkolne.
— Nie, nie, nie, i czas, i ochotę mam, a papierkową robotę bardzo chętnie zostawię nam na później, papiery nóg z tego co wiem nie mają, więc nie uciekną — odpowiedział, parskając śmiechem i podrapał się po głowie, jednakże zaraz dłoń powędrowała do klaśnięcia, a chłopak się wyprostował, zwiększając, i tak dużą, różnicę pomiędzy naszymi wzrostami. Jego ruchy na pierwszy rzut oka były płynne i nie miały w sobie nic dziwnego, ale dla mnie wydawały się trochę nerwowe, chaotyczne.
Uśmiechnęłam się do niego.
— To od czego wolisz zacząć? Biblioteka, główny budynek? Znowu do wyboru, do koloru, akademik pokażę ci na koniec, gdy będziemy iść do twojego pokoju, ok? — Kiwnęłam głową, rozważając, w które miejsce najpierw się udać. W bibliotece ponoć był duch, kochający ponadżycie duszę [?] książki, ale go chętnie później poznam. Najlepiej na pierwszy ogień iść do miejsca, gdzie na co dzień będę się chować, biegać i się gubić, żeby ogarnąć sobie mniej więcej teren oraz kryjówki.
Poprawiłam torbę na ramieniu, zsuwające się z nosa okulary oraz spinkę we włosach, gotując się do dłuższej wędrówki.
— Główny budynek, potem biblioteka i w sumie co jeszcze ciekawego jest, to chętnie zobaczę. — Utrzymywałam wesoły, ciekawski ton. Empatą nie byłam ani umiejętności jakoś mniej bądź bardziej wpływającej na uczucia też nie posiadałam, ja tu jedynie za pogodynkę mogłam robić, ale stresować bardziej go nie chciałam. Ani się pytać, czy wszystko okej, bo to mogły być jedynie moje niesłuszne wrażenia.
— Nie, nie, nie, i czas, i ochotę mam, a papierkową robotę bardzo chętnie zostawię nam na później, papiery nóg z tego co wiem nie mają, więc nie uciekną — odpowiedział, parskając śmiechem i podrapał się po głowie, jednakże zaraz dłoń powędrowała do klaśnięcia, a chłopak się wyprostował, zwiększając, i tak dużą, różnicę pomiędzy naszymi wzrostami. Jego ruchy na pierwszy rzut oka były płynne i nie miały w sobie nic dziwnego, ale dla mnie wydawały się trochę nerwowe, chaotyczne.
Uśmiechnęłam się do niego.
— To od czego wolisz zacząć? Biblioteka, główny budynek? Znowu do wyboru, do koloru, akademik pokażę ci na koniec, gdy będziemy iść do twojego pokoju, ok? — Kiwnęłam głową, rozważając, w które miejsce najpierw się udać. W bibliotece ponoć był duch, kochający ponad
Poprawiłam torbę na ramieniu, zsuwające się z nosa okulary oraz spinkę we włosach, gotując się do dłuższej wędrówki.
— Główny budynek, potem biblioteka i w sumie co jeszcze ciekawego jest, to chętnie zobaczę. — Utrzymywałam wesoły, ciekawski ton. Empatą nie byłam ani umiejętności jakoś mniej bądź bardziej wpływającej na uczucia też nie posiadałam, ja tu jedynie za pogodynkę mogłam robić, ale stresować bardziej go nie chciałam. Ani się pytać, czy wszystko okej, bo to mogły być jedynie moje niesłuszne wrażenia.
piątek, 2 lutego 2018
Wprowadzenie: Izel [4]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Izel
— Bardzo trudny wybór, ale wolałabym wszystko zobaczyć i przy okazji posłuchać, panie Przewalski. Pokój i papierkowa robota może poczekać — odpowiedziała w końcu, odwzajemniając mój uśmiech, a ja parsknąłem śmiechem. Tak, tak, papierkowa robota zdecydowanie mogła poczekać jeszcze troszkę, w końcu nigdzie się nie spieszyliśmy. — Chyba, że nie za bardzo masz czas i ochotę — dodała po chwili z pytającym i wyczekującym mojej decyzji spojrzeniem, a ja odchrząknąłem, bo przecież od tego tu byłem, to miałem robić i taki również zamiar miałem. I to nie tak, że chęci nie miałem, bynajmniej, oprowadzanie nowych uczniów było całkiem miłą odskocznią od niektórych osób lub obowiązków. Taki tam, powiew świeżego, wiosennego powietrza przepełnionego czymś nowym i interesującym, a nie już stęchlizna, od której czasami uciec nie można było, a jeżeli już się dało, to przypłacić trzeba krwią i potem.
— Nie, nie, nie, i czas, i ochotę mam, a papierkową robotę bardzo chętnie zostawię nam na później, papiery nóg z tego co wiem nie mają, więc nie uciekną — odparłem, parskając śmiechem i drapiąc się po głowie.
Przewalski, spokojnie, zaczynasz panikować, prawda?
Klasnąłem, prostując się.
— To od czego wolisz zacząć? — zapytałem. — Biblioteka, główny budynek? Znowu do wyboru, do koloru, akademik pokażę ci na koniec, gdy będziemy iść do twojego pokoju, ok?
— Nie, nie, nie, i czas, i ochotę mam, a papierkową robotę bardzo chętnie zostawię nam na później, papiery nóg z tego co wiem nie mają, więc nie uciekną — odparłem, parskając śmiechem i drapiąc się po głowie.
Przewalski, spokojnie, zaczynasz panikować, prawda?
Klasnąłem, prostując się.
— To od czego wolisz zacząć? — zapytałem. — Biblioteka, główny budynek? Znowu do wyboru, do koloru, akademik pokażę ci na koniec, gdy będziemy iść do twojego pokoju, ok?
Wprowadzenie: Izel [3]
Etykiety:
Izel Carter,
Wprowadzenie: Izel
Przez ułamek sekundy wyglądał na zaskoczonego, ale zaraz odchrząknął, poprawił okulary i wrócił do postawy przykładnego ucznia z szerokim uśmiechem. Poszerzyłam swój, odwzajemniając go.
— Właśnie tak, wcale się nie mylisz, Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać. Jak mniemam, ty jesteś Izel Carter? — Brzmiało to bardziej jak stwierdzenie, niżeli pytanie, ale i tak skinęłam głową. — Więc tak, to ja mam ciebie wprowadzić i teraz pytanie od czego chciałabyś zacząć, czy mam ciebie zaprowadzić do pokoju i już tam przekazać wszystkie dokumenty, a po drodze opowiedzieć o szkole czy na przykład wolisz wszystko zobaczyć? Do wyboru, do koloru, jak ci wygodniej, bo to ty masz się czuć dobrze — skończył, prostując się, a ja zaczęłam się zastanawiać nad tym, co zrobić i gdzie iść. Pociągnęłam zamyślona za kosmyk fioletowych włosów i nagle moją twarz ponownie rozświetlił uśmiech.
— Bardzo trudny wybór, ale wolałabym wszystko zobaczyć i przy okazji posłuchać, panie Przewalski. Pokój i papierkowa robota może poczekać — odpowiedziałam w końcu. Pomińmy to, że nie cierpiałam formalności, chociaż niektóre nawet sprawiały mi przyjemność [ale takie inne, nie zawierające tony dokumentów]. Poza tym chciałam trochę pozwiedzać i dowiedzieć się czegoś od kogoś, kto nie byłGenevive Vene. — Chyba, że nie za bardzo masz czas i ochotę — dodałam, spoglądając na niego z niemym pytaniem w oczach.
— Właśnie tak, wcale się nie mylisz, Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać. Jak mniemam, ty jesteś Izel Carter? — Brzmiało to bardziej jak stwierdzenie, niżeli pytanie, ale i tak skinęłam głową. — Więc tak, to ja mam ciebie wprowadzić i teraz pytanie od czego chciałabyś zacząć, czy mam ciebie zaprowadzić do pokoju i już tam przekazać wszystkie dokumenty, a po drodze opowiedzieć o szkole czy na przykład wolisz wszystko zobaczyć? Do wyboru, do koloru, jak ci wygodniej, bo to ty masz się czuć dobrze — skończył, prostując się, a ja zaczęłam się zastanawiać nad tym, co zrobić i gdzie iść. Pociągnęłam zamyślona za kosmyk fioletowych włosów i nagle moją twarz ponownie rozświetlił uśmiech.
— Bardzo trudny wybór, ale wolałabym wszystko zobaczyć i przy okazji posłuchać, panie Przewalski. Pokój i papierkowa robota może poczekać — odpowiedziałam w końcu. Pomińmy to, że nie cierpiałam formalności, chociaż niektóre nawet sprawiały mi przyjemność [ale takie inne, nie zawierające tony dokumentów]. Poza tym chciałam trochę pozwiedzać i dowiedzieć się czegoś od kogoś, kto nie był
czwartek, 1 lutego 2018
Wprowadzenie: Izel [2]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Izel
I oto fioletowowłosa dziewczynka z piegowatym noskiem i nieśmiałym uśmiechem. Tak, to zdecydowanie była Izel Carter, dzięki której mój humor choć troszkę mógł się poprawić.
— Przepraszam, popraw mnie, jeśli się mylę, ale czy przypadkiem to nie ty masz mnie wprowadzać? — zapytała niepewnie, zaczynając przy tym rozmowę i podnosząc głowę do góry, a mnie wmurowało, bo skąd nowa uczennica miała wiedzieć, że ja to ja, że ja ją mam wprowadzić i dedukując, należę do samorządu? Znajomości, kto wie, może nawet rodzina na naszej uczelni, tylko sprytnie ukryte zażyłości?
Odchrząknąłem, szybko wyrywając się z transu i poprawiłem okulary, które już zdążyły zjechać z mojego nosa.
— Właśnie tak, wcale się nie mylisz, Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać — przedstawiłem się, uśmiechając się szeroko. — Jak mniemam, ty jesteś Izel Carter — mruknąłem, spoglądając w kartę. — Więc tak, to ja mam ciebie wprowadzić i teraz pytanie od czego chciałabyś zacząć, czy mam ciebie zaprowadzić do pokoju i już tam przekazać wszystkie dokumenty, a po drodze opowiedzieć o szkole czy na przykład wolisz wszystko zobaczyć? — zapytałem, spoglądając na dziewczynę spod oprawek. — Do wyboru, do koloru, jak ci wygodniej, bo to ty masz się czuć dobrze — dodałem po chwili, uśmiechając się i prostując, bo znowu zacząłem lekko się garbić, a przecież trzeba było grać, że wszystko jest ok.
— Przepraszam, popraw mnie, jeśli się mylę, ale czy przypadkiem to nie ty masz mnie wprowadzać? — zapytała niepewnie, zaczynając przy tym rozmowę i podnosząc głowę do góry, a mnie wmurowało, bo skąd nowa uczennica miała wiedzieć, że ja to ja, że ja ją mam wprowadzić i dedukując, należę do samorządu? Znajomości, kto wie, może nawet rodzina na naszej uczelni, tylko sprytnie ukryte zażyłości?
Odchrząknąłem, szybko wyrywając się z transu i poprawiłem okulary, które już zdążyły zjechać z mojego nosa.
— Właśnie tak, wcale się nie mylisz, Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać — przedstawiłem się, uśmiechając się szeroko. — Jak mniemam, ty jesteś Izel Carter — mruknąłem, spoglądając w kartę. — Więc tak, to ja mam ciebie wprowadzić i teraz pytanie od czego chciałabyś zacząć, czy mam ciebie zaprowadzić do pokoju i już tam przekazać wszystkie dokumenty, a po drodze opowiedzieć o szkole czy na przykład wolisz wszystko zobaczyć? — zapytałem, spoglądając na dziewczynę spod oprawek. — Do wyboru, do koloru, jak ci wygodniej, bo to ty masz się czuć dobrze — dodałem po chwili, uśmiechając się i prostując, bo znowu zacząłem lekko się garbić, a przecież trzeba było grać, że wszystko jest ok.
Wprowadzenie: Izel [1]
Etykiety:
Izel Carter,
Wprowadzenie: Izel
— Jesteś straszna — powiedziałam do Vene, która przewróciła oczami, uśmiechając się nieznacznie i przechyliła głowę, jakby był to dla niej komplement. Zaczęłam wertować książkę "Przewodnik po AWU" z coraz większym niedowierzaniem malującym się na twarzy. Mapy, informacje i zdjęcia uczniów, streszczenie plotek, nauczycieli, przypiski, spis przydatnych książek, mnóstwo różnych danych.
— Na początek polecam samorząd, zwłaszcza Heather, Dextera, Jamesa i Fomę, któreś z nich będzie cię wprowadzać. Dobranoc — wymamrotała brunetka, usadawiając się wygodniej w fotelu i poszła najzwyczajniej w świecie spać.
Ojciec za kierownicą trząsł się ze śmiechu, ja aktualnie byłam zamrożona z szoku, ale była też we mnie nuta wdzięczności, że zacznę ten start o wiele bardziej doinformowana. Przez całą drogę studiowałam "podręcznik" od Genevive z delikatnym uśmiechem na ustach, od czasu do czasu parskając śmiechem, bądź rozszerzając oczy ze zdziwienia. Jak na razie w moich myślach przedstawiało się to tak: Heather była najbardziej ogarniająca. Dexter to ten, którego można przekupić słodyczami. Od Jamesa trzymać się z daleka, bo jakaś pannica jeszcze skoczy na mnie z pazurami. Foma kocha czarną kawę, młodszą siostrę i tworzy z Dexterem niezaprzeczalnie główną parę na uczelni.
Gdzie ja trafiłam?
Vene zaprowadziła mnie na dziedziniec, gdzie się ze mną pożegnała, na odchodne czochrając po włosach, na co fuknęłam z lekka zakłopotana i poprawiłam okulary, które spadały mi z nosa. Czyli zaczynam swoją cudowną przygodę w szkole, gdzie wszystko może lub wszyscy mogą mnie zabić, przynajmniej tak wywnioskowałam z lektury. Wcisnęłam książkę do torby i targałam za sobą bagaż w poszukiwaniu wcześniej wspomnianych przez przyjaciółkę osób. W końcu wypatrzyłam w tłumie przybyłych uczniów pewną wyrośniętą personę, której zdjęcie widziałam w dziale "Samorząd". Od razu ruszyłam w kierunku blondyna.
— Przepraszam, popraw mnie, jeśli się mylę, ale czy przypadkiem to nie ty masz mnie wprowadzać? — spytałam niepewnie Fomy, zadzierając odrobinę głowę.
— Na początek polecam samorząd, zwłaszcza Heather, Dextera, Jamesa i Fomę, któreś z nich będzie cię wprowadzać. Dobranoc — wymamrotała brunetka, usadawiając się wygodniej w fotelu i poszła najzwyczajniej w świecie spać.
Ojciec za kierownicą trząsł się ze śmiechu, ja aktualnie byłam zamrożona z szoku, ale była też we mnie nuta wdzięczności, że zacznę ten start o wiele bardziej doinformowana. Przez całą drogę studiowałam "podręcznik" od Genevive z delikatnym uśmiechem na ustach, od czasu do czasu parskając śmiechem, bądź rozszerzając oczy ze zdziwienia. Jak na razie w moich myślach przedstawiało się to tak: Heather była najbardziej ogarniająca. Dexter to ten, którego można przekupić słodyczami. Od Jamesa trzymać się z daleka, bo jakaś pannica jeszcze skoczy na mnie z pazurami. Foma kocha czarną kawę, młodszą siostrę i tworzy z Dexterem niezaprzeczalnie główną parę na uczelni.
Gdzie ja trafiłam?
Vene zaprowadziła mnie na dziedziniec, gdzie się ze mną pożegnała, na odchodne czochrając po włosach, na co fuknęłam z lekka zakłopotana i poprawiłam okulary, które spadały mi z nosa. Czyli zaczynam swoją cudowną przygodę w szkole, gdzie wszystko może lub wszyscy mogą mnie zabić, przynajmniej tak wywnioskowałam z lektury. Wcisnęłam książkę do torby i targałam za sobą bagaż w poszukiwaniu wcześniej wspomnianych przez przyjaciółkę osób. W końcu wypatrzyłam w tłumie przybyłych uczniów pewną wyrośniętą personę, której zdjęcie widziałam w dziale "Samorząd". Od razu ruszyłam w kierunku blondyna.
— Przepraszam, popraw mnie, jeśli się mylę, ale czy przypadkiem to nie ty masz mnie wprowadzać? — spytałam niepewnie Fomy, zadzierając odrobinę głowę.
Wprowadzenie: Izel [0]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Izel
Żyłem. Oddychałem. I chyba było dobrze.
Wypadek pozostawił tylko jedną bliznę, na nosie, na szczęście dobrze zagojoną i przysłoniętą przez okulary. Po prostu, biała kreska. Ucałowana już tysiące razy przez Dextera, więc nawet tak bardzo nie przeszkadzała. Nie za duża, nie za mała, przypominała tylko o cholernej klątwie, czymś co kompletnie potrzebne mi nie było, ale cóż. Tego się nie pozbędę, najważniejsze, że nikomu innemu krzywda się nie stała.
Westchnąłem, przeglądając dokumenty nowych uczniów, którzy mieli przybyć do szkoły na dniach i których ktoś powinien wprowadzić. I tym kimś byłem również ja, Foma Dymitr Przewalski,potwór narodu, który nadawał się tylko do eutanazji. Nawet nie zauważyłem, gdy palce same zacisnęły się na kartce papieru, zgniatając ją, a oddech przyspieszył trochę i znowu zacząłem się gubić, a przecież miałem stukać, zawsze stukać i liczyć rytm, bo to pomagało. I to zrobiłem.
Kilkanaście minut, ponownie wszystko było ok, wspomnienia wypadku uwięziłem gdzieś w zakamarkach umysłu i niech tam siedzi, a mi w robocie nie przeszkadza. Wziąłem dokumenty nowej uczennicy do ręki, bardzo ładnej dziewczyny z nieśmiałymi oczętami spoglądającymi ze zdjęcia przyczepionego do kartki. Myślę, że się polubimy, zdecydowanie. I właśnie z takim pozytywnym nastawieniem wyszedłem z pokoju na spotkanie z Izel Carter, fioletowowłosą gwiazdką, która może uczyni ten kolejny dzień trochę szczęśliwszym.
Wypadek pozostawił tylko jedną bliznę, na nosie, na szczęście dobrze zagojoną i przysłoniętą przez okulary. Po prostu, biała kreska. Ucałowana już tysiące razy przez Dextera, więc nawet tak bardzo nie przeszkadzała. Nie za duża, nie za mała, przypominała tylko o cholernej klątwie, czymś co kompletnie potrzebne mi nie było, ale cóż. Tego się nie pozbędę, najważniejsze, że nikomu innemu krzywda się nie stała.
Westchnąłem, przeglądając dokumenty nowych uczniów, którzy mieli przybyć do szkoły na dniach i których ktoś powinien wprowadzić. I tym kimś byłem również ja, Foma Dymitr Przewalski,
Kilkanaście minut, ponownie wszystko było ok, wspomnienia wypadku uwięziłem gdzieś w zakamarkach umysłu i niech tam siedzi, a mi w robocie nie przeszkadza. Wziąłem dokumenty nowej uczennicy do ręki, bardzo ładnej dziewczyny z nieśmiałymi oczętami spoglądającymi ze zdjęcia przyczepionego do kartki. Myślę, że się polubimy, zdecydowanie. I właśnie z takim pozytywnym nastawieniem wyszedłem z pokoju na spotkanie z Izel Carter, fioletowowłosą gwiazdką, która może uczyni ten kolejny dzień trochę szczęśliwszym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)