Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thomas Nibyłowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thomas Nibyłowski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2018

Świat lubi się zmieniać [3]

— Czego chcesz? — Mińsk miał okres. Nie była to rzecz nowa, zważywszy na fakt, że nasza biedna brać studencka, jak i profesorka, musiała regularnie użerać się z gościem, który wiekowo (znając jego badania genetyczne) powinien raczej przechodzić menopauzę, aniżeli cierpieć na nieodwracalny, skrajny przypadek ciężkiego PMS. W takich chwilach szczególnie żałowałem Est, która była dobrą kobitą, z otwartym serduszkiem, w miarę ciętym językiem, ale zdecydowanie nie przyzwyczajoną do tego, że mężczyznę (szefa w tym wypadku) należy sobie wychować. 
Pokręciłem z niedowierzaniem głową, spoglądając z dystansu na ten cały obraz nędzy i rozpaczy, jaki malował się niezwykle wyraźnie w dyrektorskim gabinecie. Kwitnące wesoło plamy na dywanie, urzekający uśmiech ludzi ze zdjęć ukryty za zakurzoną szybką, a przede wszystkim: Cuchło. Straszliwie, przeokropnie cuchło. Jeszcze tylko nie doszedłem do tego, czy Mińsk w końcu zdecydował się na popalanie cygar czy może jednak wrócił do trucia się "klubowymi" papierosami. 
— Uhm, przyniosłem sprawozdania? — spytałem z niepewnością, wpatrując się w tonę potłuczonego szkła rozsianego po drewnianej podłodze. 
— To pytanie? — Przewróciłem oczami. Niektórzy ludzie się nie zmieniają niezależnie od upływu czasu, a odkąd znałem Mińska z uniwerku, tak ten nawet o jotę nie zmienił swojego nabzdyczonego zachowania. — I skąd to panie Mińsk? 
— To ty wspomniałeś coś o zakazie spoufalania się z gawiedzią. — Prychnąłem, ignorując otwarte zaproszenie do bicia, bo nie jestem alkoholikiem w przeciwieństwie do pewnego jegomościa, podchodząc bliżej i kładąc raporty na jedynym czystym kawałku biurka. Zerknąłem na stos rezygnacji. — Czyli Est w końcu uciekła z tonącego okrętu? 

wtorek, 17 kwietnia 2018

Świat lubi się zmieniać [1]

Raporty i wykaz ewidencyjny całej mojej sali sam się zrobić nie mógł, choć niestrudzenie znajdywałem nieskończone pokłady ukrytej nienawiści, o jakie się nigdy nie podejrzewałem, a okazało się, że żywię je niestrudzenie w kwestii mojego nauczanego przedmiotu.
Co ja mogłem wiedzieć, na Cesarza, o wróżbiarstwie?
Pomijając fakt, że przeciętna cyganka na targu pełnym podbitych Arabów dawała sobie lepiej radę z wmawianiu okolicznej gawiedzi, że wcale nie stanowi upodlającego elementu społeczeństwa zaliczanego do półświatku i, o kurwa, co ja dzisiaj pierdolę.
Westchnąłem w duchu, kolejny raz pukając do drzwi gabinetu dyrektora, ale odpowiedziała mi tylko cisza. Est zawsze się darła o wsuwanie ważnych papierów przez szparę w drzwiach, więc to na pewno odpadało. I właśnie wtedy usłyszałem płacz, a to nie było normalne.
Owszem, ludzie w gabinecie Mińska ryczeli. Zazwyczaj wtedy, gdy zmęczeni trudami wpajania bachorom podstaw danego przedmiotu orientowali się, że nie mogą liczyć na podwyżkę albo właśnie został im wręczony kwitek z informacją na temat wypłaty z tego miesiąca. Sam praktycznie zdychałem w męczarniach, zerkając na o wiele zbyt malutkie litery, aż kusiło, żeby tam jedno zero dopisać, co by człowiek mógł zacząć żyć o godnych warunkach, a nie tylko bytować. Ewe
Płacz się powtórzył.
— Uhm, panie Mińsk? Wszystko okey? — spytałem przez drzwi.

niedziela, 26 listopada 2017

Jako zombie pracujemy za grosze [2]

Co robić, nic się zrobić nie dało. Reformę edukacji należało należycie przedyskutować, tym bardziej, że powoli emocje brały nad nami górę. Nauczyciele wrzeszczeli na siebie w myślach, publicznie jedynie łypali wzrokiem jeden na drugiego, a sprawy były poważne. Zmiany w akademiku, zmiany w mieszkaniach profesorskich, plany budowy nowego kampusu, żeby utworzyć miasteczko studenckie. Wtedy władze szkoły nie byłyby aż tak ograniczone prawami akademickimi, moglibyśmy bardziej zaingerować w teren i uniknąć nadmiarowych kosztów z racji absurdalnie wysokich podatków. 
Ktoś spał, ktoś mruczał pod nosem niezrozumiałe wyzwiska, ktoś udawał, że słucha, a w rzeczywistości grał na kuralecie pod stołem. Przysięgam, zdecydowanie potrzebujemy zmian kadrowych, bo tak dalej być nie może. 
I wtedy wpadł Nibyłowski, trzaskając drzwiami. 
Zgromiłem, właściwie nadal chłopaka, wzrokiem, zaciskając dłonie i przewracając oczami.
— Żeby mi to było ostatni raz Nibyłowski, razem z Remusem macie jeszcze raport z zebrania sporządzić — obwieściłem z odpowiednim uśmiechem, upewniając się, że mój głos jasno wskazuje na stan mojego ducha, czyli nie irytację a już prędzej wkurwienie. — I przy okazji z następnych pięciu kolejnych.
Życie życiem, ale pewnych obowiązków nie dało się przeskoczyć, a jako cudowny szef, zdecydowałem się podzielić z tą bandą idiotów częścią mojej doli. Raport musiałem potem wysłać do Cesarza, żeby padalec złożył jeden, durny podpis zezwalający na przebudowę akademika i wtedy będę w niebie, będę mógł pić, palić i wziąć sobie zasłużone wolne.

czwartek, 16 listopada 2017

Jako zombie pracujemy za grosze [1]

Nie no, po prostu pięknie, ślicznie, wspaniale. Oprócz tego, że siedzę w tej akademii dwadzieścia cztery, siedem dni w tygodniu i pracuję po zapierdolone osiem godzin, bo bachory nagle ubóstwiają rysować swoje „abstrakcje” [Do cholery jasnej, to nie abstrakcja, to absolutny brak umiejętności, wyjdźcie z mojej pracowni, błagam], to jeszcze muszę się trząchać na jakieś rady pedagogiczne, no na cholerę ja to robię, było zostać w domu, było malować i sprzedawać, byłoby ładnie, fajnie, pachnąco, ale nie, wolę się wjebać w wielkie bagno w towarzystwie dzieci, których nie mogłem ścierpieć, no po prostu wspaniale.
Skończyłeś już swój monolog? Tak? Możesz kontynuować swoje całkowite ignorowanie świata zewnętrznego, a wraz z tym Mińskiego, który od kilkunastu minut mielił jęzorem jak dziki?
Zerknięcie w lewo.
Facetka od zielarstwa, suka, nie przepadałem za nią, wredna nie tylko dla uczniów. Czasem odnosiłem wrażenie, że dla grona pedagogicznego była jeszcze gorsza. Ściągnąłem brwi, gdy ta na mnie zerknęła, a potem delikatnie się nachyliła, eksponując to, czym mogła oddychać. Cholera jasna, jakim cudem ona to nosiła? Rozmiar J, czyli znany również jako JezusMariaIleOneWażą? [Prawdopodobnie dwukrotność jej wagi bez nich, oopsie daisy]. Czy jeśli bym je szturchnął, wywołałbym falowanie tkanek? Czy jeśli biega, to mogą ją uderzyć i pozbawić ją głowy? Czy może zarzucić je sobie na plecy? Jeśli facet, który jej się trafi, będzie bał się hałasu, to zawsze może się wcisnąć między nie, przy okazji będzie miał miękką podu...
Opamiętałem się, przypominając sobie, że niektórzy w sali potrafią czytać w myślach. No i te właśnie osoby paliły buraka i próbowały nie wybuchnąć śmiechem albo gromiły mnie wzrokiem.
No ale co poradzić? Mam tyle pytań, a odpowiedzi brak...
Poprawiłem się w miejscu. Szkoda, że tym razem niczego nie zajarałem, ani nie zakropiłem oczu, byłoby ciekawiej, łatwiej, przyjemniej. Założyłem ręce na piersi, osunąłem się nieco na krześle. Blah, blah, blah, smoki, blah, blah, blah, cesarz, blah, szczotka do kopyt w łazienkach, blah, blah. Oh Siły wyższe, ileż można?
Zmrużyłem oczy, oparłem się o rękę, zerkając ze znudzeniem na zegar, który naprzeciwko mnie. Tyk, tyk, tyk, tyk. Bum. Znużenie i drzemka pojawiły się szybciej, niż mogłem się tego spodziewać. No, a drastyczna pobudka jeszcze prędzej, bo nasza księżniczka Nibyłka, która ostatnimi czasy uwielbiała zwalać na mnie papiery, raczyła nareszcie zaszczycić nas swoją osobą. Cudownie, chcesz order? Naklejkę dzielnego pedagoga? A może butlę whisky, bo przysięgam, tego wszystkiego się nie da na trzeźwo.
Mimo piekących oczu zrezygnowałem z dalszego przesypiania spotkania i zdecydowałem się w końcu skupić, na, jakże ważnych, słowach Mińska. Bujda na resorach, wydymałem wargi, myśląc o tym, jak powinienem udupić w tym roku uczniów, jak przetrwać kilka godzin w tej klitce, no i jak wybić sobie z głowy te walone, blond włosy, które widocznie włażąc mi do ust, znalazły jakiś magiczny portal do krańców mojego umysłu, no i siedziały tam w zaparte. Tak, żebym dodatkowo czuł się, jak beznadziejna materia. Już nawet nie byłem kupką antydepresantów, byłem po prostu ciemną materią.
Chcę do domu, do mamci, gdzie jedynym problemem było to, że na obiad był kalafior, a nie brokuł. Do tego rozgotowany. Bez zasmażki.

środa, 15 listopada 2017

Jako zombie pracujemy za gorsze [0]

Mińsk powinien nam płacić lepiej, a nie jakieś durne, marne grosze, żebym ja musiał sprawdzać wypociny tego rodzaju. A tu taki wróżbiarski symbol został zamieniony na coś kompletnie innego, a  to jakaś inna rzecz, pozornie prosta i błaha w ramach uczniowskiej niewiedzy stawała się przeszkodą całkowicie do nie pokonania. Przyznaję, sam orłem z tego przedmiotu nie byłem, ale potrafiłem przeczytać te kilka stron zadanego materiału, żeby przeżyć na egzaminach i zorientować się, z czego w ogóle będę pisał kartkówki w danych dniach. A tu ani widu, ani słychu. 
Uczniowie byli tępi. Bardzo. Głośni, niegrzeczni, pozbawieni norm społecznych, etycznych, moralnych, starający się bez przerwy wymusić na nauczycielu okazanie łaski. A może to przełożymy? A może damy poprawić jakąś ocenkę? A może odpuścimy jednak pytanie, bo tak ładnie proszą?
Niedoczekanie ich, tak bez czekolady przychodzić na proszenie? I kawy? Przecież to powinien być błagalny zestaw startowy!
Spędziłem cztery godziny, sprawdzając durne prace klasowe (z rzeczy, którą chciałem odwołać, ale skoro przyszli prosić o odwołanie, to nie mogłem stracić twarzy i musiałem im kazać pisać, prawda?), w których uczniowie nie odróżniali nagniotka od nadiodka, co w rezultacie sprawiło, że połowa z nich lekką ręką pisała o tym, że w przyszłym tygodniu powinni zostać pochowani pod lipowym drzewem. Wróżbiarstwo, też mi sztuka gadania pierdół. 
Coś jednak w głowie mi świtało, gdy raz po raz spoglądałem na zegarek. Coś było nie tak, stanowczo nie tak, ale co?
Ożeszkurwa. 
Wyskoczyłem jak z procy, biegiem ruszyłem w kierunku pokoju nauczycielskiego, modląc się, żeby Mińsk nie miał gorszego humoru niż zwykle, bo mógłbym wtedy nie przeżyć. Po kilku minutach dostawałem prawie ataku duszności, który brzmiał jak kaszel nałogowego palacza. Tak jest, gdy jedyną aktywność fizyczną uprawia się w trakcie biegu do stołówki po te pączki z lepszym nadzieniem. 
Wpadłem do sali, trzaskając drzwiami i budząc przy okazji śpiącego profesora Remusa. 
— Przepraszam, moje trzecie oko twierdziło, że spotkanie rozpocznie się dzisiaj z trzygodzinnym opóźnieniem! — zełgałem prędko, starając się wyglądać naturalnie. Z naciskiem na starając. 

sobota, 16 września 2017

[EP] Od Thomasa, CD Wandzia

Wpatrywałem się w karteczkę, którą wcisnęła mi do ręki miejscowa Królowa Całej Smarkaterii, a ja zastanawiałem się, co tak strasznego musiałem uczynić w poprzednim życiu. Jakie krzywdy wyrządzić, kogo pobić, zamordować, skoro teraz karali mnie obowiązkowym pojawieniem się na imprezie. Mińsk stanowczo zarządził, żebyśmy zaczęli integrować się z młodzieżą, problem w tym, że od razu wykluczono osobniki typu starej prukwy od zielarstwa, która tylko katowała pewnie uczniów po nocach w swoich snach erotycznych.
A tak to stałem. I stałem. I myślałem o tej karteczce. I o tym, że ten jasnowłosy dupek nam kazałsię pojawić, powołując się na jego honor, skoro prosiła go o to czerwonowłosa diablica (patrz: Hera), ale ani słowem nie wspomniał, że sam się nie pojawi. A raczej pojawi, ale tylko po to, żeby przynieść whiskey albo jakiś inny alkohol z jego kolekcji. No, bez przesady, tak to sam fundnąłbym coś albo przynajmniej złożył się na coś sensownego z Remusem. 
Wypiłem w końcu jednego drinka, rozglądając się wokoło. Wolałem od razu przeprosić moją ewentualną partnerkę za nieporozumienie jakie zaszło i ulotnić się w tempie zbliżonym do natychmiastowego, ale na dobrą sprawę - nie wiedziałem nawet kim jest "Wanda'. Założyłbym, że dziewczyną, ale odkąd na moich lekcjach stopę postawiła Nikita, już niczego nie byłem pewien w tej szkole. 

środa, 19 lipca 2017

Lekcja: Wróżbiarstwo

Te małe potwory siedziały w klasie, oczekując nauczyciela. Liczyłem, że z klasą Księżyca pójdzie mi nieco lepiej niż ze Słońca, gdzie w trakcie rozmowy z jedną uczennic dosyć szybko zdałem sobie sprawę, że gówniarzernia jest bardziej kumata niż ja w kwestiach wróżbiarstwa. W rezultacie to nie mogło się skończyć dobrze, co gorsza - skończyło się jeszcze gorzej.
— Dlatego, cesarzu, uchowaj — wymamrotałem pod nosem, wchodząc do klasy. Rozejrzałem się po twarzyczkach bezbronnych uczniów, w większości znudzonych. Całkowicie podzielałem ich emocje, czwarta lekcja ledwie, ale już przedostatnia, przez co niewielu osobom chciało się myśleć o nauce, a tym bardziej słuchać nauczyciela. 
Który wie o tym przedmiocie mniej niż suma wiedzy ich wszystkich dzielona przez nieskończoność. Odkaszlnąłem, stając za katedrą. 
— Otwórzcie podręczniki na stronie osiemdziesiątej dziewiątej — zadecydowałem w końcu, ledwie orientując się, co miałem za miar dzisiaj z nimi przerobić. — Jak doskonale wiecie istnieje osiemdziesiąt dziewięć sposobów na wróżenie —  ciągnąłem, ignorując czyjeś (prawdopodobnie trafne) spostrzeżenie, że wcale nie, bo było ich dziewięćdziesiąt osiem — a wszystkie sposoby możemy ustawić według klasyfikacji Viveldorfa lub  Cetrina — mówiłem dalej, ponownie olewając czyjeś kaszlnięcie, że to był Vizeldorf i Setrin. — Tego rodzaju wykład ciągnął się przez pierwsze piętnaście minut lekcji, zanim w końcu przeszliśmy do właściwego tematu.
— Jak powszechnie wiadomo katoptromancja zawsze będzie krystolomancją, ale krystolomancja niekoniecznie musi być jednocześnie katoprtromancją. Wszystko zależy od rodzaju użytego tworzywa, albowiem pierwsza z technik dotyczy wróżenia z wszelkich możliwych kryształów. Możliwe jest używanie ich w stanie nieprzetworzonym, świeżo po wydobyciu lub już w postaci luster czy naczyń. W przypadku katoptromancji mamy do czynienia wyłącznie z wróżeniem bezpośrednio ze zwierciadła. Co ważne, musi być to jednolite zwierciadło i użytkownik zawsze będzie spoglądał w nie bezpośrednio. W przypadku użycia jakiegokolwiek obiektu przeszkadzającego, typu szkło powiększające, drugie lustro, soczewki i inne mogą doprowadzić do zaburzenia obrazu, co przekłada się na... — Dopiero pod koniec udało mi się wysłowić, co chciałem powiedzieć, chociaż brzmiało to jak wycinek z książki, którą trzymałem otwartą na półeczce. Cóż... — Możecie iść. —  Machnąłem końcu ręką w stronę drzwi, zaczynając rozumieć, że uczenie jest cholernie trudną sztuką.

piątek, 7 lipca 2017

Od Thomasa, CD ktoś

To było idiotyczne, dać się złapać za jajniki już w trakcie pierwszego roku pracy. Nawet przez telefon mogłem wyczuć irytację w głosie Mińska, wyraźnie sugerującego, że gdyby nie urocza Chantell nauczycielka wróżbiarstwa już dawno gryzłaby glebę. I byłoby to zniknięcie w rodzaju oczywistego, także przeszłaby do uczniowskich historii w stylu: "Nie chcesz skończyć jak nauczycielka wróżbiarstwa... Jaka nauczycielka wróżbiarstwa?! No własnie!". 
Było źle. I nawet gorzej.
– Mińsk, stary – zacząłem, starając się nadać mojemu głosowi choć odrobinę stanowczości. W ostateczności brzmiałem bardziej jak zepsuta piszczałka. – Ja nawet nie wiem jak odróżnić moje wewnętrzne oko od tego normalnego – parsknąłem w końcu, decydując się mówić wprost. 
– Chan twierdzi, że się nudzisz – odparł niezrażony. – Czekam na ciebie do końca tygodnia, zaczniesz już w tym roku. – Zaczepiście, już się rozłączył. 

x X x 


Podrapałem się po szyi, zastanawiając się jak ogarnąć całą sytuację. Ostatecznie wylądowałem przecież z walizkami prosto przed drzwiami wspaniałej akademii, w końcu orientując się, że to prawdopodobnie niekoniecznie jest moje pole do popisu. W teorii wciskanie dzieciakom kitu nie powinno być problemem. Dobrze płacili, Chantell upewni się, że Mińsk mnie nie zeżre na obiad, czego chcieć więcej? W sumie to nawet miałem lepiej niż moja poprzedniczka, szanse, że dałbym się zaciążyć orbitowały wokół ostatecznego zera. I dzięki cesarzowi. 
Gorzej, że aktualnie stałem przed szkolą, nie wiedząc co powinienem zrobić. Gdzie iść? Do kogo dzwonić? Mińsk pewnie nadal śpi, jak pamiętałem ze studiów nie należał do rannych ptaszków, a Chan miała pewnie dostatecznie wiele roboty, że wolałem nie zawalać ją oprowadzaniem równie nieogarniętej osoby, co ja. 
I w sumie decyzja została podjęta bez mojej interwencji, albowiem po zrobieniu prostego kroku na przód już zdołałem potknąć się. O niewidzialną przeszkodzę. Na prostej drodze. Prychnąłem sam do siebie, wydychanym powietrzem z nosa rozdmuchując drobinki piasku. Pamiętać, za pierwszą wypłatę zakupić soczewki, bo okulary już umarły. Trzeba będzie pogrzeb zrobić. 
I wtedy zauważyłem, że w moją stronę zaczęły kierować się czyjeś buty. 

czwartek, 6 lipca 2017

KA: N.M.TN.W


Podstawowe informacje:
Imiona: Thomas
Nazwisko: Nibyłowski
Wiek: 30 lat
Płeć: Mężczyzna
Miejsce Zamieszkania: Akademik Szkolny [13 pokój]

Rozszerzone informacje:
KlubyBrak
Przyjaciele:  Brak
SympatiaBrak
Wrogowie: Brak

Tożsamość:
Wzrost 163
Waga: 60 kg
Kolor oczu: Brązowe
Kolor włosów: Brązowe
Cechy szczególne: Wywraca się nawet na prostej, a jego wewnętrzne oko nawet nie stało obok tych sklepowych podróbek
Rasa: Esper...?
Orientacja: Chcesz zginąć?

Informacje Użytkowe:
Oceny: Brak
Stan Konta: 200 rubli atlanckich

Ekwipunek:  
Kuralet (1)
Komplet podręczników (klasa pierwsza)
Zestaw szat (letni i zimowy)
Karta Transportowa (semestr)
Karnet Stołówkowy (semestr)
Karta nauczyciela
Poradnik Nauczyciela
.
.
.
.
.
.
template by oreuis