Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat lubi się zmieniać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat lubi się zmieniać. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2018

Świat lubi się zmieniać [3]

— Czego chcesz? — Mińsk miał okres. Nie była to rzecz nowa, zważywszy na fakt, że nasza biedna brać studencka, jak i profesorka, musiała regularnie użerać się z gościem, który wiekowo (znając jego badania genetyczne) powinien raczej przechodzić menopauzę, aniżeli cierpieć na nieodwracalny, skrajny przypadek ciężkiego PMS. W takich chwilach szczególnie żałowałem Est, która była dobrą kobitą, z otwartym serduszkiem, w miarę ciętym językiem, ale zdecydowanie nie przyzwyczajoną do tego, że mężczyznę (szefa w tym wypadku) należy sobie wychować. 
Pokręciłem z niedowierzaniem głową, spoglądając z dystansu na ten cały obraz nędzy i rozpaczy, jaki malował się niezwykle wyraźnie w dyrektorskim gabinecie. Kwitnące wesoło plamy na dywanie, urzekający uśmiech ludzi ze zdjęć ukryty za zakurzoną szybką, a przede wszystkim: Cuchło. Straszliwie, przeokropnie cuchło. Jeszcze tylko nie doszedłem do tego, czy Mińsk w końcu zdecydował się na popalanie cygar czy może jednak wrócił do trucia się "klubowymi" papierosami. 
— Uhm, przyniosłem sprawozdania? — spytałem z niepewnością, wpatrując się w tonę potłuczonego szkła rozsianego po drewnianej podłodze. 
— To pytanie? — Przewróciłem oczami. Niektórzy ludzie się nie zmieniają niezależnie od upływu czasu, a odkąd znałem Mińska z uniwerku, tak ten nawet o jotę nie zmienił swojego nabzdyczonego zachowania. — I skąd to panie Mińsk? 
— To ty wspomniałeś coś o zakazie spoufalania się z gawiedzią. — Prychnąłem, ignorując otwarte zaproszenie do bicia, bo nie jestem alkoholikiem w przeciwieństwie do pewnego jegomościa, podchodząc bliżej i kładąc raporty na jedynym czystym kawałku biurka. Zerknąłem na stos rezygnacji. — Czyli Est w końcu uciekła z tonącego okrętu? 

środa, 18 kwietnia 2018

Świat lubi się zmieniać [2]

— Uhm, panie Mińsk? Wszystko okey? — Spojrzałem na drzwi, machając tylko dłonią w ich kierunku na znak, żeby stojąca za nimi osoba swobodnie wchodziła i panoszyłą się po tym zasranym biurze, jak zresztą większość osób, które ostatnimi czasy się tutaj przewinęły. Zrzuciłem część bezsensownych papierów z biurka na podłogę, oblewając przez przypadek kilka czerwonym winem. Zmrużyłem oczy, widząc leniwie powiększającą się, krwistą plamę na dywanie. — Panie Mińsk? — Kolejne pytanie uświadomiło mi, że osobnik stojący za drzwiami nie był w stanie zobaczyć mojego gestu, więc dlaczego miałby wejść, skoro nie otrzymał odpowiedniego komunikatu zwrotne... A kurwa, pierdolić to.
— Czego chcesz? — warknąłem, podnosząc się w rytm skrzypiącej pod naporem ludzkiej dłoni klamki, zanim Nibyłowski pojawił się w końcu w całej swojej okazałości. Karzełek, kurdupel wraz z tymi nieodzownie przekręconymi parokrotnie okularami, które już dawno powinien wyrzucić do kosza. Zapisałem w myślach, żeby przypomnieć szkolnemu pielęgniarzowi o tegorocznych badaniach profesorów, zdrowie uczniów miało nieco mniejsze znaczenie, ostatecznie oni i tak przychodzili, gdy coś złamali, a najczęściej wszelkie urazy wynikały z ich winy, bo coś przeskrobali, gdzie nie trza. Z nauczycielami inna kwestia, pozwy i odszkodowania potrafiłyby zniszczyć renomę niejednej światowej placówki.
— Uhm, przyniosłem sprawozdania? — spytał, jakby tracąc cały rezon i kuląc się w sobie, hm. Ciekawe.
— To pytanie? — odparłem, obserwując jak przewraca oczami. — I skąd to panie Mińsk? — Wskazałem mu dłonią na czystą szklankę, w towarzystwie zawsze piło się przyjemniej.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Świat lubi się zmieniać [1]

Raporty i wykaz ewidencyjny całej mojej sali sam się zrobić nie mógł, choć niestrudzenie znajdywałem nieskończone pokłady ukrytej nienawiści, o jakie się nigdy nie podejrzewałem, a okazało się, że żywię je niestrudzenie w kwestii mojego nauczanego przedmiotu.
Co ja mogłem wiedzieć, na Cesarza, o wróżbiarstwie?
Pomijając fakt, że przeciętna cyganka na targu pełnym podbitych Arabów dawała sobie lepiej radę z wmawianiu okolicznej gawiedzi, że wcale nie stanowi upodlającego elementu społeczeństwa zaliczanego do półświatku i, o kurwa, co ja dzisiaj pierdolę.
Westchnąłem w duchu, kolejny raz pukając do drzwi gabinetu dyrektora, ale odpowiedziała mi tylko cisza. Est zawsze się darła o wsuwanie ważnych papierów przez szparę w drzwiach, więc to na pewno odpadało. I właśnie wtedy usłyszałem płacz, a to nie było normalne.
Owszem, ludzie w gabinecie Mińska ryczeli. Zazwyczaj wtedy, gdy zmęczeni trudami wpajania bachorom podstaw danego przedmiotu orientowali się, że nie mogą liczyć na podwyżkę albo właśnie został im wręczony kwitek z informacją na temat wypłaty z tego miesiąca. Sam praktycznie zdychałem w męczarniach, zerkając na o wiele zbyt malutkie litery, aż kusiło, żeby tam jedno zero dopisać, co by człowiek mógł zacząć żyć o godnych warunkach, a nie tylko bytować. Ewe
Płacz się powtórzył.
— Uhm, panie Mińsk? Wszystko okey? — spytałem przez drzwi.

sobota, 14 kwietnia 2018

Świat lubi się zmieniać [0]

Nasze dzieci dorastały, nie rozumiałem w jaki sposób ten czas upłynął tak szybko, że aktualnie siedziałem w moim prywatnym gabinecie, spoglądając na stos rezygnacji Est, które każdego miesiąca składała na moim biurku. Popijałem w trakcie lektury upojne elfie wino z domieszką krasnoludzkiego miodu, żałując, że mam zbyt silną głowę na zalanie się w trupa. Wszystko byłoby wtedy o niebo prostsze, a na razie nie byłem nawet w stanie podjąć ostatecznej decyzji co-i-jak-gdzie.
Świat walił się i płonął, przed nami stało naprawdę wiele dróg, wyborów, a ja czułem się już stary, zmęczony, wybrakowany, w sumie nie znajdując przyjemności z własnego życia. Celów wyższych brakowało, na wiele temu wymiarowi zdać się nie mogłem. Ćpałem, piłem jeszcze więcej i przez większość czasu pilnowałem, żeby ten kołowrotek kręcił się niezależnie od wszystkiego, ale w końcu i mnie samego dopadła ta parszywa melancholia, gdy człowiek nie wie co zrobić i w którym kierunku się udać.
Ta samotność powoli dobijała, uczucie niezadowolenia i dyskomfortu wyraźnie odznaczające się w klatce piersiowej, gdy oddychanie starało się coraz trudniejsze, oddech bardzie charczący, wręcz bolało. Zaciskałem dłonie na kolejnych kartkach przechodząc przez rezygnacje, na listy od tej starej kurwy, której wydawało się, że nie mam żadnych praw i po prostu tego wszystkiego było za dużo. Nawet nie zauważyłem, kiedy słona ciecz zaczęła ciężkimi kroplami moczyć drogą papeterię.


.
.
.
.
.
.
template by oreuis