Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach [X]

— Nie wiem, czy wylizywanie surowych jajek, mąki i czekolady w nocy to dobry pomysł... — powiedział, wstawiając formę muffinkową pełną czekoladowej masy do piekarnika. — Ale... Niech ci będzie, tylko nie przychodź do mnie później z jękami i stękami. — Uśmiechnęłam się szeroko, biorąc do ręki miskę i powoli zaczęłam wyskrobywać zawartość łyżką. Zamruczałam zadowolona, co z tego, że będzie mnie potem bolał brzuch. Wylizałam jeszcze łyżkę, po czym umyłam wszystko w zlewie.
— Dziękuję — powiedziałam, skończywszy wycierać naczynie ścierką. Wytarłam ręce, odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka opartego o blat, z założonymi na siebie rękami i przymkniętymi oczami. Podeszłam do Fomy, przypatrując się twarzy, przykrytej jasnymi lokami. — Wyglądasz na zmęczonego — stwierdziłam, przekrzywiając lekko głowę. — Chodź, powinniśmy wrócić do akademika. — Chłopak otworzył oczy i jakby otrzepał się ze zmęczenia.
— Idź beze mnie, ja jeszcze chwilę tu zostanę — powiedział, a ja kiwnęłam głową ze zrozumieniem. Nie byliśmy tutaj, żeby się nawzajem wychowywać, więc nie będę mu również prawiła kazań o chodzeniu spać o odpowiedniej porze.
— Dobranoc — powiedziałam z uśmiechem i wyszłam z kuchni. Szybko czmychnęłam z powrotem do pokoju, gdzie od razu rzuciłam się na łóżko i zasnęłam, zanim moja głowa dotknęła poduszki.

sobota, 27 stycznia 2018

Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach [6]

— Mogę jakoś pomóc? — zapytała cichutko, jakby się mnie bojąc, a ja podniosłem brew. Byłem aż tak straszny? Zdecydowanie zacząłem przejmować cechy Dextera. — Albo chociaż wylizać miskę? — dodała po chwili, parskając głośnym śmiechem, a ja jej zawtórowałem. No tak, zawsze się tak kończyło, czego ja się mogłem spodziewać?
— Nie wiem, czy wylizywanie surowych jajek, mąki i czekolady w nocy to dobry pomysł... — mruknąłem, uśmiechając się i wstawiając formę z muffinkami do piekarnika. — Ale... — zacząłem, widząc błagalną minę dziewczyny. No i co ja miałem zrobić? — Niech ci będzie, tylko nie przychodź do mnie później z jękami i stękami — oświadczyłem, podając jej pustą miskę z drewnianą łyżką.
W końcu nie byłem jej rodzicem, a ona nie wyrządziła mi tyrady na temat picia kawy o dziwnych godzinach, to i ja nie miałbym serca narzekać na temat jej odżywiania. Takie tam. Nasze małe, sekretne grzeszki.
Oparłem się o blat stołu, ręce zaplatając na klatce piersiowej i zamykając oczy, żeby złapać choć chwilkę odpoczynku. Bo to wcale nie tak, że znowu miałem koszmary z dziwnymi stworami i potworami. I to wcale nie tak, że po prostu bałem się, że stracę kontrolę, choć mogłem o tym powiedzieć Dexterowi czy Wandzie, a oni by mi pomogli. W końcu z niektórymi rzeczami musiałem poradzić sobie sam, prawda?

czwartek, 25 stycznia 2018

Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach [5]

— Muffiny czekoladowe, nic specjalnego, a przynajmniej kucharkom humor poprawię to może i obiad będzie trochę lepszy — mruknął, a ja ponownie się zaśmiałam. No tak, obiady nie były najlepsze, ale aż takie złe też nie. Założył fartuch (kto to kupował?!) i nalał sobie porządną porcję kawy do kubka. Otworzyłam buzię, żeby coś powiedzieć na temat tego, bo jak to tak, tyle kawy w środku nocy, a potem się na bezsenność marudzi, ale zanim mogłam coś powiedzieć, chłopak mi przerwał. — Proszę, nie komentuj mojego sposobu na zdrowe życie. — No tak, kazań ma pewnie już wystarczająco. Zdecydowałam się więc udawać, że nie widzę kubka w dłoni blondyna i zrobić sobie herbatę.
Ponownie ziewnęłam, po czym zabrałam kubek z tej samej szafki, z której przed chwilą brał go Foma i na chybił trafił otworzyłam szafkę obok. Udało się, przede mną stały pudełka z różnymi herbatami. Wybrałam malinowo-miętową, zagotowałam wodę i zalałam. W tym samym czasie obserwowałam, jak chłopak wyjmuje kolejne składniki i wszystko ze sobą miesza.
— Mogę jakoś pomóc? — spytałam cicho, nie chcąc mu przeszkodzić. — Albo chociaż wylizać miskę? — zaśmiałam się. W domu zawsze jak mama albo ciocia coś piekły, to z rodzeństwem wyjadaliśmy resztki czekolady i masy do ciast, mimo ostrzeżeń mamy, że od surowych jajek i mąki boli brzuch.

Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach [4]

Wzięła jedno z ciastek i wsadziła je do buzi, uśmiechając się szeroko oraz spoglądając na mnie. Oho. Parsknąłem śmiechem, po czym wyciągnąłem formę na muffiny, cały czas oczywiście kręcąc głową.
— Czo besiesz robł? — zapytała, a ja podniosłem prawą brew do góry. Zaśmiała się. — Chciałam powiedzieć, co będziesz piekł? — powtórzyła, tym razem zrozumiale dla mnie, biorąc jakąś szklankę i wlewając sobie kranówkę.
Westchnąłem, kombinując przy piekarniku, by zaczął się nagrzewać, a po nastawieniu odpowiednich pokręteł ruszyłem po resztę składników oraz ten cudowny fartuch imitujący roznegliżowaną panią w kostiumie kąpielowym. Kucharki zdecydowanie miały ciekawe poczucie humoru.
— Muffiny czekoladowe, nic specjalnego, a przynajmniej kucharkom humor poprawię to może i obiad będzie trochę lepszy — mruknąłem, zawiązując paski od fartucha.
Pyk, i kawa zrobiona. Z szerokim uśmiechem wziąłem kubek do rąk. Jak ja to uwielbiałem, nawet w środku nocy.
— Proszę, nie komentuj mojego sposobu na zdrowe życie — zacząłem, widząc wzrok brunetki oraz to, jak otwiera usta, żeby prawić mi kazania.
W końcu od kazań miałem rodziców. Wandę. Dextera, a ten i tak ostatnio pozwalał sobie na za dużo, za każdym razem wypijając moją kawę, którą zrobiłem dla siebie, a nie dla tego pieprzonego dupka tak bardzo ukochanego przeze mnie. No.
Odwróciłem się na pięcie, kubek odkładając na blat i rozpoczynając bawić się w małego kuchcika Przewalskiego.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach [3]

— Po kawę. I żeby zrobić coś dobrego kucharkom na umilenie ranka, pewnie jakieś ciasto. — Uśmiechnął się, a okulary zjechały mu z nosa. — Co do ciastek czekoladowych, nic nie musisz robić. Półka za tobą, najwyższa. — Ledwo wypowiedział te słowa, a ja wymamrotałam szybkie "dziękuję" i ruszyłam w kierunku szafki, uważając, by przy okazji nie rozsypać jeszcze więcej mąki. Co oczywiście się nie udało. — A zmiotka jest w schowku, tamte drzwi — dodał, wręcz poczułam tę niechęć do sprzątania, nie dziwię się, w końcu o tej porze powinniśmy spać, a nie buszować po kuchni, rozsypywać mąkę i zamiatać. Wzięłam słoik z ciastkami i wsadziłam jedno do buzi. 
— Czo besiesz robł? — spytałam, widząc jak wyjmuje formę na muffiny, po czym od razu się zaśmiałam. No tak, mówienie z buzią pełną ciastek raczej nie działało korzystnie na wyraźność wypowiadanych słów. — Chciałam powiedzieć, co będziesz piekł? — powiedziałam, przełknąwszy słodki przysmak. Wzięłam szklankę z szafki i nalałam sobie wody z kranu. W sumie to miałam ochotę na herbatę, ale aż się bałam pytać chłopaka gdzie wszystko jest i pewnie jeszcze bym rozlała wrzątek na siebie czy coś. Ziewnęłam, zakrywając oczywiście ręką buzię i podeszłam do szafki. No cóż, nabałaganiłam, to trzeba posprzątać. 

Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach [2]

Dziewczyna podskoczyła, upuszczając słoik pełen mąki, który już po podniesieniu go przez brunetkę już taki pełen nie był. Skrzywiłem się, bo jednak ktoś będzie musiał to wszystko posprzątać. Mogłem przyjść później.
— Eeee, no, ja miałam ochotę na coś słodkiego. — Odkaszlnęła, przerywając na chwilę. — Ciastka czekoladowe. Ale trochę nie mogę znaleźć składników. A pan, w jakim celu tu przyszedł? — zapytała, a mi pozostało parsknięcie głośnym śmiechem i poprawienie okularów, które jak zawsze zdążyły zjechać na sam czubek mojego nosa. Nie, zdecydowanie nie potrafiłem dobrać odpowiedniego modelu.
Odchrząknąłem, odwzajemniając śmielsze spojrzenie dziewczyny i włożyłem dłonie do kieszeni.
— Po kawę. I żeby zrobić coś dobrego kucharkom na umilenie ranka, pewnie jakieś ciasto — odpowiedziałem, wzruszając ramionami. Jeszcze mam troszkę czasu, żeby się nad tym zastanowić. — Co do ciastek czekoladowych, nic nie musisz robić. Półka za tobą, najwyższa — dodałem po chwili, bo jednak myśl o jeszcze większym bałaganie troszkę mnie... rozstroiła. — A zmiotka jest w schowku, tamte drzwi — powiedziałem, może trochę zbyt szorstko, wskazując na wejście do kucharskiego schowka.
Sam za to odwróciłem się na pięcie i podszedłem do magicznego urządzenia robiącego ukochany, boski napój. I gdy kawa była już wstawiona, zaraz miała się robić, czas wykorzystałem do wyjęcia składników na muffiny czekoladowe, bo tej nocy kreatywny zbyt nie byłem, a i siedzieć w kuchni mi się zbytnio nie chciało. W końcu biedny, samotny Dexter pewnie dalej tulił się do poduszki, którą mu podłożyłem. Oczywiście przed wyjściem, zrobiłem odpowiednie zdjęcie.

sobota, 20 stycznia 2018

Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach [1]

No dobrze. Może było trochę późno na wycieczkę do kuchni. Tak troszeczkę. Dochodziła północ, ale co poradzić, jak skończyły mi się ciastka czekoladowe, a ze względu na zakaz słodyczy nie dało się ich kupić więcej? A ja nie wytrzymam bez pysznych, słodkich ciasteczek. Założyłam więc bordowy płaszcz na koszulę nocną, czarne kapcie w kształcie smoków i poszłam do kuchni. Na szczęście nikogo nie spotkałam po drodze. Przemykając się korytarzami, czułam się jak na tajnej wyprawie.
Kuchnia była duża, z wieloma blatami, piekarnikami i garami. Poszukałam szafki ze słodkościami, ale najwyraźniej zakaz słodkości dotyczył także sfery gastronomicznej. Zdecydowałam się, zamiast tego sama upiec ukochany przysmak. Zaczęłam szperać po szafkach, w poszukiwaniu potrzebnych składników, lecz nie mogłam nic znaleźć. Nagle zauważyłam słoik z mąką i już miałam go w rękach, gdy usłyszałam za sobą głośny śmiech. Ze strachu upuściłam słoik, który natychmiast poturlał się po podłodze, przy okazji rozsypując wszędzie mąkę. No, przynajmniej nic się nie potłukło. Obróciłam się i zauważyłam Fomę, stojącego w drzwiach i wyraźnie rozbawionego sytuacją. A mimo wszystko miałam wrażenie, że nie jest bardzo zadowolony z tego nagłego spotkania.
 — A co tu panienka robi o tej późnej godzinie? — spytał, podnosząc brew.
Podniosłam szybko z ziemi słoik z białym proszkiem, przy czym więcej się rozsypało. Zarumieniłam się więc jeszcze bardziej.
— Eeee, no, ja miałam ochotę na coś słodkiego — kaszlnęłam zawstydzona — ciastka czekoladowe. Ale trochę nie mogę znaleźć składników. A pan, w jakim celu tu przyszedł?  — spytałam, spoglądając nieco śmielej w zielone oczy.

piątek, 19 stycznia 2018

Kuchenne rewolucje w postaci buszowania po szafkach [0]

Wcale nie szedłem do kuchni o godzinie dwudziestej trzeciej, minut czterdzieści trzy. Wcale nie szedłem po kawę. No cóż, już dawno miałem na sobie cieplejszy sweter zarzucony na luźną piżamę, już dawno wylazłem po cichu z pokoju, zostawiając biednego Dextera samego w łóżku z poduszką, która choć trochę imitować miała mnie (bo muszę to powiedzieć, ale muszę, ledwo wydostałem się z jego objęć). Dlaczego kawa? Sam nie wiem, może naszła mnie po prostu ochota, w końcu kto nie lubi dobrej kawy w środku nocy. I może przy okazji zostawię miłą niespodziankę kucharkom, robiąc jakieś szybkie i proste ciasto... No i może wypalę jednego papierosa, tylko jednego, w końcu tak dawno tego nie robiłem, a już chwilę temu podkradłem je Dexterowi z płaszcza, puszczając mu tylko oko w odpowiedzi na pytający wzrok.
Westchnąłem, przeciągnąłem się i wyszedłem z budynku, na moje szczęście nie zauważony przez kogokolwiek. Bardzo dobrze, idealnie.
Ale jednak tak perfekcyjnie nie było, bo gdy dotarłem ostatecznie do kuchni, to światło zostało już zapalone, a drzwi uchylone. Ściągnąłem brwi i pociągnąłem je w swoją stronę.
Powiem tak, spodziewałbym się każdego. Mojej ukochanej siostrzyczki, profesora Remusa, Nivana Oakleya czy nawet ukochanej przez wszystkich Pel, ale nie... Sofii. Brunetki, która buszowała wesoło po szafkach i półkach. Parsknąłem głośnym śmiechem, co ewidentnie zwróciło uwagę dziewczyny na mnie.
— A co tu panienka robi o tej późnej godzinie?
.
.
.
.
.
.
template by oreuis