— Yevgeni, ale żeby ludzie nie łamali sobie języka Yev. — Ładnie, nietypowo, pasuje mu. — Na drugim i zastanawiam się nad rozszerzeniami, które mam mieć w przyszłym roku. Nie uczę się najgorzej, ale najlepiej też nie. A moje poznawanie ludzi ogranicza się do wpadania na nich i ewentualnie proszenie ich o pomoc — parsknął śmiechem, ale jakby nie przyszedł do mnie po pomoc, to byśmy się nie poznali. — Także, jeżeli nie będziesz miała mnie dość, to chętnie będę pukać.
— Jasne, pukaj, kiedy chcesz. — Uśmiechnęłam się do chłopaka. — W końcu sama nie zjem wszystkich ciastek.
Spojrzałam na zegar, który pokazywał godzinę późną, tak samo, jak widok za oknem. Słońce zaszło, a pokój był oświetlany już tylko ciepłym światłem z lampy.
— Wiesz co, muszę jeszcze pójść szybko do biblioteki, oddać te książki, ale bardzo miło było. Wpadaj kiedy, chcesz. — Wzięłam książki i wstałam, uśmiechając się do złotookiego, który też powoli zbierał się do wyjścia.
— Do zobaczenia, Sofio — powiedział chłopak, przy czym ostatnie słowo było już raczej krzykiem przerażenia, jako że chłopak prawie wylądował na ziemi. Odwróciłam się, żeby spojrzeć, czy nic mu się nie stało. Podniósł się szybko i otrzepał ręce.
— Nic mi nie jest — powiedział szybko, a ja się uśmiechnęłam.
— Miłego wieczoru. — Odeszłam szybkim krokiem, zostawiając za sobą tylko uśmiech, i delikatny dźwięk trampek uderzających o podłogę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakiś lekarz na sali?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakiś lekarz na sali?. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 31 grudnia 2017
piątek, 29 grudnia 2017
Jakiś lekarz na sali? [6]
Etykiety:
Jakiś lekarz na sali?,
Sofia Taule,
Yevgeni Fjeld
— Nie powiedziałeś mi jeszcze, jak się nazywasz — zauważyła brunetka, na co uśmiechnąłem się do niej z zakłopotaniem i przyjąłem kubek z gorącym naparem. Mój błąd. Najchętniej to bym tylko pytał i nic nie mówił.
— Yevgeni, ale żeby ludzie nie łamali sobie języka Yev — powiedziałem, przypominając sobie trudności niektórych z wymową (głównie Hopecrafta).
Podmuchałem herbatę w naiwnej nadziei, że trochę szybciej ostygnie do stanu, w którym nie poparzę sobie języka i jednocześnie nadal będzie ciepła.
— Tak, jestem na pierwszym roku. Z nauką raczej nie mam problemów, gorzej z poznawaniem ludzi. Oprócz balu przez pierwsze tygodnie siedziałam w pokoju. Cieszę się więc, że zapukałeś. Jakby pielęgniarz jeszcze kiedyś miał cię dość, to zapraszam, mam jeszcze dużo bandażów. A ty? Na którym roku jesteś?
Wysiliłem swoją pamięć, żeby przypomnieć sobie, czy gdzieś przypadkiem Sofie na balu nie widziałem. Możliwe, że na nią wpadłem przypadkowo podczas odhaczania swojego obowiązkowego tańca, ale ogółem zbyt dużo ludzi przewijało się w mojej głowie i nie było w nich brunetki. I znalazłem kogoś, kto nie będzie rzucał we mnie apteczką! Jednak życie nie cierpi mnie aż tak bardzo.
— Na drugim i zastanawiam się nad rozszerzeniami, które mam mieć w przyszłym roku. Nie uczę się najgorzej, ale najlepiej też nie. A moje poznawanie ludzi ogranicza się do wpadania na nich i ewentualnie proszenie ich o pomoc. — Parsknąłem śmiechem. — Także jeżeli nie będziesz miała mnie dość, to chętnie będę pukać.
— Yevgeni, ale żeby ludzie nie łamali sobie języka Yev — powiedziałem, przypominając sobie trudności niektórych z wymową (głównie Hopecrafta).
Podmuchałem herbatę w naiwnej nadziei, że trochę szybciej ostygnie do stanu, w którym nie poparzę sobie języka i jednocześnie nadal będzie ciepła.
— Tak, jestem na pierwszym roku. Z nauką raczej nie mam problemów, gorzej z poznawaniem ludzi. Oprócz balu przez pierwsze tygodnie siedziałam w pokoju. Cieszę się więc, że zapukałeś. Jakby pielęgniarz jeszcze kiedyś miał cię dość, to zapraszam, mam jeszcze dużo bandażów. A ty? Na którym roku jesteś?
Wysiliłem swoją pamięć, żeby przypomnieć sobie, czy gdzieś przypadkiem Sofie na balu nie widziałem. Możliwe, że na nią wpadłem przypadkowo podczas odhaczania swojego obowiązkowego tańca, ale ogółem zbyt dużo ludzi przewijało się w mojej głowie i nie było w nich brunetki. I znalazłem kogoś, kto nie będzie rzucał we mnie apteczką! Jednak życie nie cierpi mnie aż tak bardzo.
— Na drugim i zastanawiam się nad rozszerzeniami, które mam mieć w przyszłym roku. Nie uczę się najgorzej, ale najlepiej też nie. A moje poznawanie ludzi ogranicza się do wpadania na nich i ewentualnie proszenie ich o pomoc. — Parsknąłem śmiechem. — Także jeżeli nie będziesz miała mnie dość, to chętnie będę pukać.
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Jakiś lekarz na sali? [5]
Etykiety:
Jakiś lekarz na sali?,
Sofia Taule,
Yevgeni Fjeld
Do drugiej filiżanki również włożyłam torebeczkę malinowej herbaty, po czym prawie utopiłam w niej swój nos, chcąc poczuć ulubiony zapach na świecie. Odwróciłam się gwałtownie, słysząc głos za plecami.
— Co do tego, jak zrobiłem sobie krzywdę... Rysowałem, a jako że jestem bałaganiarzem i wyjątkowo siedziałem dzisiaj na podłodze, to wokół mnie było dość dużo przedmiotów, w tym nożyczki. Gdy chciałem wstać, zaraz wylądowałem z powrotem, bo nogi mi zdrętwiały, a ręka podparła się tam, gdzie nie powinna i ta-daaa! Oto jestem. — Chciałam wybuchnąć śmiechem, zaraz jednak powstrzymałam się. Przecież każdemu może się to zdarzyć, co z tego, że to jego trzeci raz w tym tygodniu. — A pielęgniarz raczej ma dość oglądania mojej stale okaleczonej persony w progu jego gabinetu. — Tak myślałam, pielęgniarz nigdy nie budził zbytnio mojej sympatii. — Jesteś na pierwszym roku, mam rację? Jak sobie radzisz?
— Nie powiedziałeś mi jeszcze, jak się nazywasz — zaśmiałam się, podając mu kubek z parującym napojem i jeszcze raz podstawiając mu pudełko z ciastkami. — Tak, jestem na pierwszym roku. Z nauką raczej nie mam problemów, gorzej z poznawaniem ludzi. Oprócz balu przez pierwsze tygodnie siedziałam w pokoju. Cieszę się więc, że zapukałeś. Jakby pielęgniarz jeszcze kiedyś miał cię dość, to zapraszam, mam jeszcze dużo bandażów. A ty? Na którym roku jesteś? — Uśmiechnęłam się i napisałam się herbaty, przy okazji parząc sobie język.
— Co do tego, jak zrobiłem sobie krzywdę... Rysowałem, a jako że jestem bałaganiarzem i wyjątkowo siedziałem dzisiaj na podłodze, to wokół mnie było dość dużo przedmiotów, w tym nożyczki. Gdy chciałem wstać, zaraz wylądowałem z powrotem, bo nogi mi zdrętwiały, a ręka podparła się tam, gdzie nie powinna i ta-daaa! Oto jestem. — Chciałam wybuchnąć śmiechem, zaraz jednak powstrzymałam się. Przecież każdemu może się to zdarzyć, co z tego, że to jego trzeci raz w tym tygodniu. — A pielęgniarz raczej ma dość oglądania mojej stale okaleczonej persony w progu jego gabinetu. — Tak myślałam, pielęgniarz nigdy nie budził zbytnio mojej sympatii. — Jesteś na pierwszym roku, mam rację? Jak sobie radzisz?
— Nie powiedziałeś mi jeszcze, jak się nazywasz — zaśmiałam się, podając mu kubek z parującym napojem i jeszcze raz podstawiając mu pudełko z ciastkami. — Tak, jestem na pierwszym roku. Z nauką raczej nie mam problemów, gorzej z poznawaniem ludzi. Oprócz balu przez pierwsze tygodnie siedziałam w pokoju. Cieszę się więc, że zapukałeś. Jakby pielęgniarz jeszcze kiedyś miał cię dość, to zapraszam, mam jeszcze dużo bandażów. A ty? Na którym roku jesteś? — Uśmiechnęłam się i napisałam się herbaty, przy okazji parząc sobie język.
niedziela, 24 grudnia 2017
Jakiś lekarz na sali? [4]
Etykiety:
Jakiś lekarz na sali?,
Sofia Taule,
Yevgeni Fjeld
— Nazywam się Sofia, spokojnie, nie przerwałeś mi, a przynajmniej nie robiłam nic specjalnego, tylko czytałam. A właściwie próbowałam czytać. A mogę się spytać, co takiego robiłeś, że aż rękę ci trzeba bandażować? Co do tego, że tu przyszedłeś, to rozumiem, pielęgniarz musi mieć cię już dość, pewnie mu wszystkie plastry zużyłeś.
Odwzajemniłem uśmiech Sofii i przyjąwszy pudełko ciastek od brunetki, wziąłem sobie jedno, po czym zaraz wpakowałem je do ust, mając gdzieś jeszcze z tyłu głowy wykład o kulturze. Zamruczałem cicho, zadowolony, w głębi duszy się zastanawiając, jak dziewczyna przemyciła słodycze, skoro był zakaz cukru. Chociaż jeszcze nie zaczęli nam sprawdzać pokoi, od kiedy ta zasada weszła w życie, więc prawdopodobnie przynajmniej połowa akademika nielegalnie chowała po kątach słodkości. Ale ja nie narzekam!
— Malinowa czy porzeczkowa? — spytała, a ja wybudziłem się ze swoich myśli, po czym spojrzałem na dziewczynę, a następnie odpowiedziałem z uśmiechem:
— Malinową, poproszę. — Choć wybór był trudny, bo uwielbiałem zarówno malinową, jak i porzeczkową, to jednak malina miała w moim serduchu specjalne miejsce.
— Co do tego, jak zrobiłem sobie krzywdę... Rysowałem, a jako że jestem bałaganiarzem i wyjątkowo siedziałem dzisiaj na podłodze, to wokół mnie było dość dużo przedmiotów, w tym nożyczki. Gdy chciałem wstać, zaraz wylądowałem z powrotem, bo nogi mi zdrętwiały, a ręka podparła się tam, gdzie nie powinna i ta-daaa! Oto jestem — powiedziałem, żartobliwie rozkładając ręce, niczym jakiś pojawiający się znikąd iluzjonista. — A pielęgniarz raczej ma dość oglądania mojej stale okaleczonej persony w progu jego gabinetu — zaśmiałem się nerwowo. — Jesteś na pierwszym roku, mam rację? Jak sobie radzisz?
Odwzajemniłem uśmiech Sofii i przyjąwszy pudełko ciastek od brunetki, wziąłem sobie jedno, po czym zaraz wpakowałem je do ust, mając gdzieś jeszcze z tyłu głowy wykład o kulturze. Zamruczałem cicho, zadowolony, w głębi duszy się zastanawiając, jak dziewczyna przemyciła słodycze, skoro był zakaz cukru. Chociaż jeszcze nie zaczęli nam sprawdzać pokoi, od kiedy ta zasada weszła w życie, więc prawdopodobnie przynajmniej połowa akademika nielegalnie chowała po kątach słodkości. Ale ja nie narzekam!
— Malinowa czy porzeczkowa? — spytała, a ja wybudziłem się ze swoich myśli, po czym spojrzałem na dziewczynę, a następnie odpowiedziałem z uśmiechem:
— Malinową, poproszę. — Choć wybór był trudny, bo uwielbiałem zarówno malinową, jak i porzeczkową, to jednak malina miała w moim serduchu specjalne miejsce.
— Co do tego, jak zrobiłem sobie krzywdę... Rysowałem, a jako że jestem bałaganiarzem i wyjątkowo siedziałem dzisiaj na podłodze, to wokół mnie było dość dużo przedmiotów, w tym nożyczki. Gdy chciałem wstać, zaraz wylądowałem z powrotem, bo nogi mi zdrętwiały, a ręka podparła się tam, gdzie nie powinna i ta-daaa! Oto jestem — powiedziałem, żartobliwie rozkładając ręce, niczym jakiś pojawiający się znikąd iluzjonista. — A pielęgniarz raczej ma dość oglądania mojej stale okaleczonej persony w progu jego gabinetu — zaśmiałem się nerwowo. — Jesteś na pierwszym roku, mam rację? Jak sobie radzisz?
piątek, 22 grudnia 2017
Jakiś lekarz na sali? [3]
Etykiety:
Jakiś lekarz na sali?,
Sofia Taule,
Yevgeni Fjeld
— Naprawdę dziękuję, bez twojej pomocy pewnie bym się wykrwawiał. — Szczerzył się, przez co jeszcze bardziej uwydatniał piegi, które jakby wydawały się świecić. — Co do ciastka i herbaty, to poproszę, chociaż czuję się, jakbym cię wykorzystywał. — Zgarbił się, jakby zażenowany tym, że przyjmuję moją propozycję. — Przy okazji jak masz na imię? Przepraszam, bo ci tak przerwałem twoje zajęcie i nawet nie wiem, jak się nazywasz.
— Nie, skąd, przyjemność po mojej stronie, przynajmniej nie będę tyła. — Uśmiechnęłam się, gotując wodę w małym czajniku, który zabrałam z domu. Wyjęłam ciasteczka, od razu jedno kradnąc i podałam pudełko chłopakowi. Dziwne, ale przy nim nie czułam się, jakbym musiała się czegoś wstydzić, wręcz czułam rodzinną atmosferę. — Nazywam się Sofia, spokojnie, nie przerwałeś mi, a przynajmniej nie robiłam nic specjalnego, tylko czytałam. A właściwie próbowałam czytać. A mogę się spytać, co takiego robiłeś, że aż rękę ci trzeba bandażować? Co do tego, że tu przyszedłeś, to rozumiem, pielęgniarz musi mieć cię już dość, pewnie mu wszystkie plastry zużyłeś. — Zaśmiałam się, wlewając wodę do kubków i wyjęłam herbaty. Może powinnam zakupić jakieś inne dla ewentualnych gości? Na razie o tym nie myślałam, bo nikt mnie nie odwiedzał. — Malinowa, czy porzeczkowa? — spytałam, wkładając sobie już torebeczkę malinowej.
— Nie, skąd, przyjemność po mojej stronie, przynajmniej nie będę tyła. — Uśmiechnęłam się, gotując wodę w małym czajniku, który zabrałam z domu. Wyjęłam ciasteczka, od razu jedno kradnąc i podałam pudełko chłopakowi. Dziwne, ale przy nim nie czułam się, jakbym musiała się czegoś wstydzić, wręcz czułam rodzinną atmosferę. — Nazywam się Sofia, spokojnie, nie przerwałeś mi, a przynajmniej nie robiłam nic specjalnego, tylko czytałam. A właściwie próbowałam czytać. A mogę się spytać, co takiego robiłeś, że aż rękę ci trzeba bandażować? Co do tego, że tu przyszedłeś, to rozumiem, pielęgniarz musi mieć cię już dość, pewnie mu wszystkie plastry zużyłeś. — Zaśmiałam się, wlewając wodę do kubków i wyjęłam herbaty. Może powinnam zakupić jakieś inne dla ewentualnych gości? Na razie o tym nie myślałam, bo nikt mnie nie odwiedzał. — Malinowa, czy porzeczkowa? — spytałam, wkładając sobie już torebeczkę malinowej.
Jakiś lekarz na sali? [2]
Etykiety:
Jakiś lekarz na sali?,
Sofia Taule,
Yevgeni Fjeld
Gdy drzwi się otworzyły, moim oczom ukazał się mój ratunek w postaci dziewczyny o brązowych oczach i ciemnych włosach. Uśmiechnąłem się do niej szerzej, nieco zakłopotany i otworzyłem usta, żeby zadać pytanie o apteczkę. Właściwie nawet nie musiałem, bo zanim zdążyłem się odezwać, zostałem wciągnięty do wnętrza pokoju, a dziewczyna mówiła coś o zbawiennych bandażach.
Zdołałem jedynie mrugnąć, zamknąć rozdziawioną gębę i potulnie czekałem, aż skończy bandażować moje skaleczenie. Zajęła się nawet tymi nieco starszymi, które nadal denerwująco powoli się goiły, ale cóż, nie uważasz, Yevgeni, to teraz cierp. Tak przy okazji z innej beczki — wymieńmy pielęgniarza na nią! Znaczy się, nie, żebym nie dziękował za jego nieskończoną dobroć, ale mimo wszystko...
— Gotowe, ciastko czekoladowe i herbata na pocieszenie? Z góry przepraszam, mam tylko malinową i porzeczkową.
...No, idealna! Ciastko i herbatę jeszcze proponuje.
Wlepiłem w nią pełen wdzięczności, niedowierzania i uwielbienia wzrok, a na moje usta mimowolnie wkradł się uśmiech. Przez chwilę poczułem się jak małe dziecko, które przyszło do mamy, bo zrobiło sobie kuku i oczekuje pocieszenia. Właściwie... Tak to wyglądało.
— Naprawdę dziękuję, bez twojej pomocy pewnie bym się wykrwawiał — zaśmiałem się cicho, przyglądając się bandażowi wokół dłoni. — Co do ciastka i herbaty, to poproszę, chociaż czuję się, jakbym cię wykorzystywał — dodałem zażenowany i nieco się zgarbiłem. Trzeba będzie się ładnie odwdzięczyć.
— Przy okazji jak masz na imię? Przepraszam, bo ci tak przerwałem twoje zajęcie i nawet nie wiem, jak się nazywasz.
Zdołałem jedynie mrugnąć, zamknąć rozdziawioną gębę i potulnie czekałem, aż skończy bandażować moje skaleczenie. Zajęła się nawet tymi nieco starszymi, które nadal denerwująco powoli się goiły, ale cóż, nie uważasz, Yevgeni, to teraz cierp. Tak przy okazji z innej beczki — wymieńmy pielęgniarza na nią! Znaczy się, nie, żebym nie dziękował za jego nieskończoną dobroć, ale mimo wszystko...
— Gotowe, ciastko czekoladowe i herbata na pocieszenie? Z góry przepraszam, mam tylko malinową i porzeczkową.
...No, idealna! Ciastko i herbatę jeszcze proponuje.
Wlepiłem w nią pełen wdzięczności, niedowierzania i uwielbienia wzrok, a na moje usta mimowolnie wkradł się uśmiech. Przez chwilę poczułem się jak małe dziecko, które przyszło do mamy, bo zrobiło sobie kuku i oczekuje pocieszenia. Właściwie... Tak to wyglądało.
— Naprawdę dziękuję, bez twojej pomocy pewnie bym się wykrwawiał — zaśmiałem się cicho, przyglądając się bandażowi wokół dłoni. — Co do ciastka i herbaty, to poproszę, chociaż czuję się, jakbym cię wykorzystywał — dodałem zażenowany i nieco się zgarbiłem. Trzeba będzie się ładnie odwdzięczyć.
— Przy okazji jak masz na imię? Przepraszam, bo ci tak przerwałem twoje zajęcie i nawet nie wiem, jak się nazywasz.
środa, 20 grudnia 2017
Jakiś lekarz na sali? [1]
Etykiety:
Jakiś lekarz na sali?,
Sofia Taule,
Yevgeni Fjeld
Siedziałam na parapecie i czytałam książkę. A właściwie starałam się, lecz nie mogłam się za bardzo skupić. Ciągle gdzieś odlatywałam myślami. Nawet dobrze mi się żyło w Akademii. Nauczyciele byli fajni, nauki nie za dużo, pogoda też się polepszała, tylko ludzi jeszcze nie spotkałam tak dużo. A właściwie z nikim nie gadałam więcej niż jakieś krótkie przedstawienie się i powiedzenie skąd przyjechałam. Cóż, jakoś nie mogłam się do tego zmusić. Można powiedzieć, że obecność innych osób mnie męczy. To nie tak, że ich nie lubię, ludzie mogą być bardzo mili i szczególnie rodzinę kocham ponad wszystko, ale jakoś jestem po interakcjach z innymi zmęczona. Szczególnie jeżeli trzeba poznać kogoś nowego.
Na dworze słońce powoli zachodziło, widok był przepiękny. Z marzeń wyrwało mnie pukanie do drzwi. Zdziwiona kto może mnie odwiedzać tak późną porą, prędko wstałam i otworzyłam drzwi. Za drzwiami stał chłopak o rudych włosach i złotych jak pola pszenicy oczach. Nos i policzki obsypane miał piegami, lecz to nie były pierwsze rzeczy, które zauważyłamm patrząc się na niego. Z dłoni leciała mu krew, którą niezdarnie próbował wycierać chusteczką. Złapałam go szybko za ramię i wciągnęłam do środka.
— Chodź, mam bandaże schowane pod łóżkiem na nagłe wypadki, szybko ci to owinę — powiedziałam, po czym wyjęłam apteczkę i zaczęłam zawijać bandaż dookoła dłoni chłopaka. Nie była to jego jedyna rana, obok widniała druga, jeszcze niezagojona. Ach, prawie jak mój brat, ten też wiecznie chodził obity. Biegał po lasach jak dziki zwierz, nie przejmując się groźbami matki. Zawinęłam ostatni raz, po czym zalepiłam kawałkiem plastra.
— Gotowe, ciastko czekoladowe i herbata na pocieszenie? Z góry przepraszam, mam tylko malinową i porzeczkową.
Na dworze słońce powoli zachodziło, widok był przepiękny. Z marzeń wyrwało mnie pukanie do drzwi. Zdziwiona kto może mnie odwiedzać tak późną porą, prędko wstałam i otworzyłam drzwi. Za drzwiami stał chłopak o rudych włosach i złotych jak pola pszenicy oczach. Nos i policzki obsypane miał piegami, lecz to nie były pierwsze rzeczy, które zauważyłamm patrząc się na niego. Z dłoni leciała mu krew, którą niezdarnie próbował wycierać chusteczką. Złapałam go szybko za ramię i wciągnęłam do środka.
— Chodź, mam bandaże schowane pod łóżkiem na nagłe wypadki, szybko ci to owinę — powiedziałam, po czym wyjęłam apteczkę i zaczęłam zawijać bandaż dookoła dłoni chłopaka. Nie była to jego jedyna rana, obok widniała druga, jeszcze niezagojona. Ach, prawie jak mój brat, ten też wiecznie chodził obity. Biegał po lasach jak dziki zwierz, nie przejmując się groźbami matki. Zawinęłam ostatni raz, po czym zalepiłam kawałkiem plastra.
— Gotowe, ciastko czekoladowe i herbata na pocieszenie? Z góry przepraszam, mam tylko malinową i porzeczkową.
niedziela, 17 grudnia 2017
Jakiś lekarz na sali? [0]
Etykiety:
Jakiś lekarz na sali?,
Yevgeni Fjeld
Pielęgniarz wybitnie mnie nienawidził. Przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Przysiągłbym, że gdy tylko zbliżałem się do jego gabinetu, już szykował się, żeby rzucić we mnie apteczką z pełnym zawiści wzrokiem i słowem "Wynocha!". Cóż, przynajmniej już nie obrywałem w twarz pudełkiem pełnym przeróżnych plastrów, medykamentów i bandaży. Wtedy był jeszcze bardziej zirytowany, bo "roznosiłem wszędzie krew". Dlatego stwierdziłem, że najlepiej będzie co roku pakować jak największą ilość opatrunków i spytać o pomoc wszystkich, tylko nie pielęgniarza [miejmy nadzieję, że nie wpadnie na pomysł zrobienia tabliczki "Yevgeniemu Fjeldowi wstęp wzbroniony"]. Ale chyba nawet mieszkańców akademika zaczęła irytować moja tendencja do robienia sobie krzywdy, a jeżeli nie irytować, to budzić politowanie i współczucie. Ale się starałem! Ba, nawet spróbowałem z tą nieszczęsną folią bąbelkową, ale zakończyło się widowiskowym sturlaniem ze schodów trzeciego pietra na sam parter, zanim na dobre rozpocząłem swoją wędrówkę w tym idiotycznym "zabezpieczeniu". Także oficjalnie foli bąbelkowej mówimy "nie".
Westchnąłem ciężko pod nosem, patrząc na apteczkę spojrzeniem równie pustym co ona, jednocześnie chusteczką, która powoli przybierała szkarłatny odcień, owijając skaleczoną dłoń. Dobra, czas na bycie upierdliwą łamagą, a jak się nie uda, to zostaje łapanie latającej apteczki, ewentualnie zatrzasną mi drzwi przed nosem.
Wyszedłem ze swojego pokoju spokojnym krokiem, niemalże drepcząc niewielkimi kroczkami, żeby przypadkiem się nie wywalić. Rozejrzawszy się i ułożywszy usta w najładniejszym uśmiechu, jaki umiałem, zapukałem do pierwszych lepszych drzwi w nadziei, że ktokolwiek mi otworzy, będzie miał bandaże, będzie miły i nie będzie się nade mną dziwował, litował czy wypytywał mnie.
Byleby przeżyć do końca roku.
Westchnąłem ciężko pod nosem, patrząc na apteczkę spojrzeniem równie pustym co ona, jednocześnie chusteczką, która powoli przybierała szkarłatny odcień, owijając skaleczoną dłoń. Dobra, czas na bycie upierdliwą łamagą, a jak się nie uda, to zostaje łapanie latającej apteczki, ewentualnie zatrzasną mi drzwi przed nosem.
Wyszedłem ze swojego pokoju spokojnym krokiem, niemalże drepcząc niewielkimi kroczkami, żeby przypadkiem się nie wywalić. Rozejrzawszy się i ułożywszy usta w najładniejszym uśmiechu, jaki umiałem, zapukałem do pierwszych lepszych drzwi w nadziei, że ktokolwiek mi otworzy, będzie miał bandaże, będzie miły i nie będzie się nade mną dziwował, litował czy wypytywał mnie.
Byleby przeżyć do końca roku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)