Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbatoholik na odwyku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbatoholik na odwyku. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 stycznia 2018

Herbatoholik na odwyku [X]

Przekrzywiłam głowę, poszerzając uśmiech na dźwięk śmiechu zielonowłosej. Zdecydowanie lepiej jej było z wyszczerzem na twarzy, niżeli zaniepokojoną, nerwową miną, jakbym miała zaraz wybuchnąć. Chociaż może rzeczywiście miałam wybuchnąć, teraz tylko tykałam niewinnie, żeby zmieść z powierzchni ziemi nic niespodziewających się osób. Ewentualnie miałam pozostawić po sobie takie tam ranki, głównie niszcząc siebie. Kto wie. Kto wie. Obecnie i tak byłam krzakiem, a liście za uszami były strasznie niewygodne. I pewnie głupio wyglądałam, coraz bardziej się upodabniając do rośliny.
— Nie ma problemu, w sumie to nawet przyjemnie, jak tak odpływasz. Wręcz słychać jak ci głowa pracuje. — Nie bardzo wiedząc jak zareagować, przeczesałam kwiecistą dłonią włosy i uśmiechnęłam się ze zmieszaniem. Przypomniało mi się, jak moja rodzina reagowała na moje chwile "latania". Ean robił mi zdjęcia, Vicia obserwowała, Mordechaj wciskał mi kartki i ołówki do rąk, żebym rysowała, a Radia nigdy nie przeszkadzała. Zabawne było to, że mogłam całkowicie odpłynąć duchem, ale i tak moje ciało nadal robiło, to co miało. Tańczyć, rysować, grać na pianinie. Mogę to robić, będąc daleko, ale mimo wszystko i tak coś poprzekręcam. Chociaż ostatnio Fiołek patrzy na mnie z niepokojem, zastanawiając się, czy przypadkiem nie chcę znowu zostać Ofelią. Podziękuję, dobrze mi jako Pel.
Dojadłam swój posiłek, który zdecydowanie czekał zbyt długo i podniosłam ze swojego miejsca.
— Miło było cię poznać, Renee. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. — Posłałam jej ostatni uśmiech i ruszyłam w swoją stronę.

środa, 17 stycznia 2018

Herbatoholik na odwyku [7]

— Kochane i urocze Valentine, herbatkowanie wszystkich dookoła, haftowanie i opiekowanie się roślinkami. — Cisza, zamyślenie. — I brat bliźniak — dokończyła dopiero po chwili, jakby musiała dokładnie przestudiować tę sytuację i zastanowić się, czy aby na pewno mi o tym powiedzieć. Znowu odpłynęła, znowu patrzyła przeze mnie, znowu zostawiła mnie sam na sam z pudełkiem i dwoma porcjami jedzenia, z czego jedno było ledwo co tknięte, bo świadomość dziewczyny zbyt często uciekała. — Wybacz, często się zamyślam, więc jeśli za bardzo odlecę, to nie bój się sprowadzić mnie na ziemię. — Drgnęłam na dźwięk jej głosu. Pojawiała się i uciekała nagle, przyprawiając mnie o delikatne ciarki. Uniosłam wzrok znad mojej porcji, by spotkać się z wbijającą zielone spojrzenie w stół dziewczyną. Zastukałam łyżeczką o talerz i zaśmiałam się pod nosem.
Valentine, herbata, hafty i rośliny, powiadacie? Pasowało to do jej osoby, przynajmniej z wyglądu. Taka stara maleńka, co to przypomina twoją ciotkę, a nie osobę w wieku zbliżonym, co ty.
Z jednej strony jej zachowanie niezwykle niepokoiło, z drugiej natomiast wydawała się być bardzo pocieszną i uroczą, która nie stwarza większego zagrożenia, a wręcz odsuwa je od człowieka swoją pozytywną aurą.
— Nie ma problemu, w sumie to nawet przyjemnie, jak tak odpływasz. Wręcz słychać jak ci głowa pracuje. — Uśmiechnęłam się delikatnie.

Herbatoholik na odwyku [6]

— Katownia, starsza siostra, wymierzanie sprawiedliwości i zgniatanie zielsk w alchemicznej, błagam cię, nie każ mi mówić więcej, to i tak dużo mnie kosztowało. — Powstrzymałam chichot, pozwalając sobie jedynie na szerszy uśmiech. No tak, pytania tego typu powtarzały się tyle razy, że wystarczało recytować wyuczone odpowiedzi i chciało się już nimi wymiotować, gdy słyszało się je po raz kolejny. Lubiłam pytać o podstawy, czułam się wtedy jakoś bezpieczniej, niżeli naruszając czyjąś strefę komfortu, ale wtedy też było mniej ciekawie. — A ty? Pelagonijo?
Przeczesałam włosy i rzuciłam jej rozbawione spojrzenie, słysząc zawahanie w głosie Renee. Wydawała się taka... Nie pewna siebie, nie straszna, po prostu wyglądała jak osoba, u której uczucie niepewności rzadko gości. Chyba tak. Stuknęłam palcami, dwa razy z przerwą pomiędzy. Było w porządku. Jest w porządku.
— Kochane i urocze Valentine, herbatkowanie wszystkich dookoła, haftowanie i opiekowanie się roślinkami — odpowiedziałam, z premedytacją omijając drugie pytanie i zostawiając je na koniec. Nie, nie zapomniałam o nim. Musiałam w końcu się przełamać i przestać udawać, że go nigdy nie istniał. Bo był. Zawsze. Odpowiedź, że nie miałam rodzeństwa, nie przeszłaby mi przez gardło. Z drugiej strony powiedzenie, że miałam bliźniaka, tez mi nie grało. A palnięcie o śmierci brata na pierwszej rozmowie jakoś mi się nie uśmiechało. — I brat bliźniak — dodałam, stawiając na wersję, z którą czułam się najbardziej komfortowo.
I wtedy poczułam się jakoś po stokroć lżejsza. Serce szybciej zabiło, acz jakoś tak nieśmiało. Nadal bolało, bardzo bolało, ale było... Po prostu lepiej? O ile nagła rezygnacja i zmęczenie były lepsze.  Uśmiechnęłam się blado, a mój wzrok zawisł na stole.
Nie śpij.
— Wybacz, często się zamyślam, więc jeśli za bardzo odlecę, to nie bój się sprowadzić mnie na ziemię — wymamrotałam.

sobota, 13 stycznia 2018

Herbatoholik na odwyku [5]

Przypominała zachowaniem dzikie zwierzę, które zostało wrzucone do ciasnej klatki z nieproszonym towarzyszem. Jakby przyparta do ściany, narażona na niebezpieczeństwo, rozjuszana coraz to nowymi atrakcjami, które wcale nie przypadały jej do gustu.
— To cudownie, najważniejsze byś się dobrze czuła — odezwała się jednak, opierając o stół i odpływając myślami. Oczy jej zmętniały, zerkały przeze mnie. Śniła na jawie, zniknęła na chwilę, oddała do użytku jedynie ciało, puste pudełko, marionetkę, którą równie dobrze mogłabym wziąć pod pachę i wynieść bez większych problemów.
Lśnienie powróciło, agresywnie zamrugała, zerknęła na mnie.
— Skąd właściwie pochodzisz, Renee? Masz rodzeństwo? Czym się interesujesz? — No i masz babo placek, chciałaś, żeby się odezwała, to się odzywa, teraz szukaj wymówek i nawet uciekać nie próbuj.
Cholera jasna, że zawsze mnie pytają o te pierdoły, no czym ja wam zawiniłam, do cholery jasnej, że przywracacie mnie pamięcią do tej sekty i jeszcze na domiar złego zawsze pytają, czy przypadkiem czegoś w życiu nie robię i czy się tym nie podzielę.
A idźcie państwo w cholerę jasną!
Odłożyłam szklankę i poprawiłam pierścionek na środkowym palcu, bo przekrzywił się za bardzo w lewą stronę.
— Katownia, starsza siostra, wymierzanie sprawiedliwości i zgniatanie zielsk w alchemicznej, błagam cię, nie każ mi mówić więcej, to i tak dużo mnie kosztowało. — Obróciłam szklankę, która najwidoczniej stała się głównym ośrodkiem skupiania mojej uwagi. Jedzenie było mdłe, dziewczyna mnie niepokoiła, a majaczący w oddali jeleniołak, który prawie rogiem szybę wybił, też jakoś specjalnie mnie nie porywał. — A ty? Pelagonijo? — Niepewność w moim głosie była zgubna, co poradzić, że nazwa kwiatu bardzo chciała wybrnąć z mojego gardła.

środa, 10 stycznia 2018

Herbatoholik na odwyku [4]

 Nie próbowała ciągnąć poprzedniego tematu, za co byłam jej wdzięczna.
— Jest dobrze, nie narzekam. Ludzie mili, kadra pedagogów do zniesienia, jadło dobre i przede wszystkim uczą, a to chyba najważniejsze w takich miejscach. — Pokiwałam powoli głową na znak, że rozumiem, gdy dziewczyna skończyła mówić i krzywy uśmieszek został zaraz przykryty naczyniem, od którego czuć było charakterystyczny zapach pomarańczy. Wszystko było przeraźliwie wyraźne. Każdy gest, dźwięk, zapach czy kolor. Czułam się zdecydowanie bardziej przytomna niż zwykle, co mnie bawiło i przerażało jednocześnie. Trochę potrwa, zanim się przestawię, ale to dobrze. Chyba. Byleby bez wariowania.
— To cudownie, najważniejsze byś się dobrze czuła — powiedziałam, opierając łokcie na blacie stołu, a podbródek na splecionych dłoniach i posłałam jej uśmiech. Ponowie nastała cisza, podczas której stwierdziłam, że nie mam drygu do rozmów. Właściwie zastanawiałam się, kiedy ostatnio spędziłam z kimś czas poza Aurelionem. Przelotnie spotkałam się z Vene, Shioko pomogła mi z listem, gdy ja się zbierałam powoli do kupy i starałam się nie rozryczeć przy niej, a Alex i Heather się rozpłynęli, z Vanilką dawno nie rozmawiałam, wypadałoby nadrobić. Ewww, powinnam wziąć się za ogarnianie ludzi i nawiązywanie jakiś bliższych, mniej bądź bardziej ogarniętych kontaktów.
— Skąd właściwie pochodzisz, Renee? Masz rodzeństwo? Czym się interesujesz? — zasypałam ją pytaniami z delikatnym uśmiechem, jednocześnie starając się nie gnać, jak przy pierwszym spotkaniu z Aurelkiem.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Herbatoholik na odwyku [3]

— Pelagonija Eternum, miło mi cię poznać, Renee — odparła prawie natychmiastowo, przy okazji poczynając dziwny ruch, jakby drgnięcie, dreszczyk, chęć zrobienia czegoś? Trudno to określić.
Zakodować, Pelagonija Eternum, któryś tam rocznik, na pewno wyżej, nie była przecież pierwszoroczną, chociaż wyglądała na dość młodą. Dwójeczka albo trójeczka, które, nie byłam pewna, nie utrzymywałam kontaktu z tamtejszą gromadą, nie licząc upierdliwego dopierdalania Hopecraftowi, zerkaniem za Davonem, który z dnia na dzień był coraz atrakcyjniejszy wyższy. Hanabi z drugiego, za którą nie przepadałam, bo ganiała za Jamesem i Van z trzeciego.
Jak na to, że minął rok, poznałam mało ludzi, tyle ile kot napłakał. Przydałoby się choć trochę zaangażować w życie szkolne. Podobno ostatnio ominęła mnie jakaś porządna dramsa z duchem i zgadnijcie co, tak, dalej nie wiedziałam, o co chodzi, bo Numerologia, a raczej jej zdanie, była teraz dla mnie ważniejsza.
— Tak, w porządku. Jak się czujesz w uczelni? — zmieniła nagle temat, wybiła mnie z rytmu i przywróciła do rzeczywistości. Miała ładne, zielone oczy. Bardzo ładne, bardzo zielone oczy. W tej szkole jakiś ich wysyp, a takie rzadkie podobno.
— Jest dobrze, nie narzekam. Ludzie mili, kadra pedagogów do zniesienia, jadło dobre i przede wszystkim uczą, a to chyba najważniejsze w takich miejscach. — Krzywy uśmiech, za chwilę zasłonięty przez kubek z jakimś sokiem. Chyba pomarańczowym. Pewnie więcej tam wody i jabłka, jak cytrusa, ale cóż poradzić.

niedziela, 7 stycznia 2018

Herbatoholik na odwyku [2]

— Ah... Okej?
Powstrzymałam rozbawiony uśmiech i wróciłam do jedzenia, a pomiędzy nami zapanowała cisza. Nieco nerwowa, niezręczna cisza, podczas której nie wie się, co powiedzieć, ale chce się nawiązać rozmowę. Wykorzystałam to milczenie, żeby przyjrzeć się ukradkiem osobie, która postanowiła mnie zaszczycić swoim towarzystwem. Jeśli dobrze kojarzyłam, to dziewczyna była z pierwszego roku. Przyciągające wzrok zielono-pomarańczowe włosy związane w dwa warkocze. Jadowite, zielone oczy, które pewnie niejedną osobą wbiły w ziemię.
Nagle dziewczyna się uśmiechnęła.
— No, ten. Renee Illene, z kim mam przyjemność, jeśli mogę wiedzieć? — przedstawiła się, a ja szybko zanotowałam w pamięci godność mojej towarzyszki. Chyba powinnam bardziej się orientować w szkolnych wydarzeniach oraz plotkach, ponieważ to zdecydowanie u mnie leżało, więc nie umiałam nic skojarzyć z dziewczyną, oprócz tego, że była pierwszoroczną.
— Pelagonija Eternum, miło mi cię poznać, Renee — odpowiedziałam, w pierwszym odruchu chcąc wyciągnąć w jej stronę rękę, ale zaniechałam tego pomysłu, gdy na moich palcach pojawiły się zielone listki. Moje alter ego się skrzywiło, a ja starałam się nie okazywać, że wyrastające mi karku kwiaty mnie nieco irytują i powoli zaczynają dokuczać. Nie miałam zamiaru ich wyrywać czy w jakikolwiek fizyczny sposób ich usuwać, ponieważ to sprawiało więcej bólu. Dobra, Pel, wytrzymasz, to nie twój pierwszy raz.
— Wszystko dobrze? — powiedziała, przyglądając mi się badawczo.
Najwidoczniej na mojej twarzy widniał grymas, ale zaraz uśmiechnęłam się blado. To nie brak powietrza, to tylko skutek uboczny.
— Tak, w porządku. Jak się czujesz w uczelni? — zapytałam, przeskakując na inny temat.

sobota, 6 stycznia 2018

Herbatoholik na odwyku [1]

Co za piękny dzień. Ptaszki ćwierkają. Powietrze takie rześkie. Słonecznie od rana. Afrodyzjaki i inne kwiatuszki kwitną, no pięknie po prostu, proszę państwa.
Gówno prawda, miałam ochotę skoczyć z mostu po kolejnej zarwanej nocce, bo Oakley odwrócił się do mnie dupą i z jego zbawiennych, koślawych notatek nici. Tymczasem ja, zakuty łeb tej szkoły, mógł jedynie płakać nad swoim losem, kląć we wszystkich językach świata i budzić i tak już wkurwione współlokatorki.
Oakley, jak mamcię kocham, jak się nie odfochasz, to zrobię taką jazdę z tobą i Hopecraftem w roli głównej, że zrobisz pod siebie. Ja rozumiem, wypędziłam cię raz, czy dwa z sali muzycznej, ale ile można skrywać urazę?
Dokończyłam pleść warkocz i ruszyłam do stołówki, bo przydałoby się czymś napełnić ten wołający o krew żołądek. W sumie nie wiem, czy to dobry pomysł, ostatnio coś mi boczków narosło, waga podbiła, a ja sama miałam ochotę strzelić sobie w łeb, bo znowu zaczynałam sobie folgować.
Ale odgłosy godowe waleni wydobywające się z trzewi były silniejsze i skutecznie zagłuszyły moją "silną wolę".
— Postanowiłaś zostać krzakiem, eksperyment czy wypadek? — Postanowiłam się dosiąść do dziewczyny z kilku roczników wyżej. Wyglądała na niespełna rozumu, narwaną, albo po poważnych przejściach w sali alchemicznej.
— Ostrzeżenie — odparła z uśmiechem na ustach, który wręcz mroził krew w żyłach, a ja zaczęłam żałować doboru towarzystwa.
— Ah... Okej? — Usiadłam.
Cisza. Niezręczna cisza, wiercąca dziurę w brzuchu.
— No, ten. Renee Illene, z kim mam przyjemność, jeśli mogę wiedzieć? — Najprostsza droga, przedstaw się, uśmiechnij się i zrób dobre... Drugie wrażenie, bo pierwsze zawaliłaś po całości. — Wszystko dobrze? — dodałam, widząc niemrawą minę dziewczyny.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Herbatoholik na odwyku [0]

Spojrzałam na swoje dłonie pokryte kolorowymi kwiatami z mieszaniną smutku, zachwytu, rozbawienia i irytacji. Wiedziałam, że na karku kwitną mi kolejne, za uszami też. Nawet nie fatygowałam się wąchaniem torebki z Różą czy rozrywanie jej, ponieważ wiedziałam, że dziadek się pewnie ubezpieczył, gdybym przesadziła. Najpierw było rozbawienie, potem było irytująco, następnie dokuczliwie, na końcu boleśnie. Przekrzywiłam głowę, wyciągając przed siebie ręce, na których pojawiały się to, co nowsze kwiatki o siedmiu płatkach o różnych barwach. Zero herbaty i Róż, bo naprawdę będę się zwijać z bólu i wymiotować, i żałować.
Westchnęłam ciężko, po czym uśmiechnęłam się rozbawiona, ruszając na stołówkę i nie zwracając uwagi na innych. Mieli przecie lepsze rzeczy do roboty, więc pewnie będę chwilowym zdziwieniem. Szybko zgarnęłam jakieś jadalne kanapki, w duchu stwierdzając, że w tej wyjątkowej sytuacji przejdę na białą kawę, której nie widziałam na oczy od paru ładnych lat. Cóż, dziadek przymusił mnie do odwyku, to mam. Stanęłam na palcach i rozejrzałam się za wolnym miejscem, po czym podreptałam szybko do wypatrzonego, pustego stolika w kącie pomieszczenia. Nie na długo dane mi było nacieszyć się samotnością, bo zaraz usłyszałam trzask stawianej tacki.
— Postanowiłaś zostać krzakiem, eksperyment czy wypadek?
Uniosłam wzrok, uśmiechając się szeroko do swojego rozmówcy.
— Ostrzeżenie — odpowiedziałam.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis