Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fintan Shibudo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fintan Shibudo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lipca 2017

Podsumowanie: Quest: Biblioteka

Wprowadzenie: Link 
Wynik: Niezaliczony.
Uczestnicy: Fintan Shibudo & Pelagonija Eternum.
Efekty: 1b, 2b, 3b, 4b, 5b. 
Podsumowanie questu:

Próba została podjęta, z miernym skutkiem, ale zawsze. Rada Samorządu wzięła na siebie zniszczenie obrazów, wpisując to w koszty strat wynikających z warunków pogodowych... Co prawda anomalie nadal trwały w bibliotece, aczkolwiek zwabieni wizją oblanych egzaminów końcowych studenci nadal ochoczo próbowali swoich sił. I, hej, większość wychodziła żywa, a przynajmniej z jedynie drobnymi urazami czy brakiem jednej albo dwóch kończyn. Podobno w każdą czwartą sobotę miesiąca było spokojnie, ale kto to wie...? 
Studentów zainteresował zwłaszcza jeden obraz, którego nie opuścił namalowany na nim młodzieniec. Białowłosy chłopak siedział pod drzewem z zamkniętymi oczami, na jego kolanach spoczywała zamknięta książka, na której leżał nieco nadpalony liścik "Przekaż Cygance..." Kim był artysta? Czyżby ten bohomaz w prawym dolnym rogu o treści "Anonim" znaczył coś szczególnego? 
Jasnowłosa, wysoka blondynka wpadła do pomieszczenia, kręcąc głową. Duchy zaczynały być kapryśne, wybiórczo traktując swoją mocą biednych, uciemiężonych nauką uczniów. Dziewczyna rozejrzała się wokoło, podchodząc do biurka. Wyjęła kluczyk przekazany jej przez przewodniczącego, otwierając szufladę. W środku była książka. Ta sama, która została namalowana na obrazie chłopca. 
Kilka dni później na szkolnych ścianach pojawiły się plakaty. 



SAMORZĄD UCZNIOWSKI POSZUKUJE
osób zainteresowanych zadaniem, 
wystarczy zgłosić się do Heather, 
która przekaże wszystkie potrzebne informacje. 
Płatność do pięćdziesięciu rubli, 
minimalna długość słów stanowi tysiąc, 
zapotrzebowanie na jedną osobę. 


niedziela, 11 czerwca 2017

[Q0001] Fintan

Spojrzałem na obraz, któremu przypatrywała się dziewczyna i odpowiedziałem bez zastanowienia:
– Co powiesz na małe wywoływanie duchów? – Na mojej twarzy pojawił się lekko chytry uśmieszek – Może być ciekawie – dodałem trochę ciszej. Twarz dziewczyny wykrzywiła się w lekkim grymasie, a jej właścicielka wzruszyła ramionami.
– Świecie, tablice, lustra, bazgrołki i te sprawy? – Ton dziewczyny, kiedy to mówiła, w ogóle nie oddawał powagi sytuacji, ale może to i lepiej – Dlaczego nie? Zawsze jakiś sposób.
– Może zostańmy tylko przy świecach i bazgrołach, no chyba, że znajdziemy pozostałe przedmioty –powiedziałem, rozglądając się za dogodnym miejscem na rysowanie bazgrołów. Momentalnie stwierdziłem, że będzie trzeba zrobić mini przemeblowanie. Dziewczyna skinęła głową na moje słowa.
– To ja idę poszukać przedmiotów – powiedziała z lekkim wahaniem, odchodząc w głąb biblioteki. Ja w tym czasie zacząłem powoli przesuwać stoły, aby zrobić trochę miejsca. Nie było tego zbyt dużo, ale powinno wystarczyć. Zacząłem grzebać w starej szafie, która była otwarta, jednak i tak nic tam nie znalazłem. Pozostało mi tylko czekać na dziewczynę. Jeżeli nic do pisania nie znajdzie, najwyżej użyjemy mojej krwi, a co mi tam. Po chwili usłyszałem krzyk dziewczyny. Zbyt głośny krzyk oznajmiający, że znalazła dwie świece.
– Powinno wystarczyć – odkrzyknąłem jej. – A masz coś do pisania czy radzimy sobie drastyczniejszymi sposobami? – dodałem w miarę głośno, aby mnie usłyszała.
– Jakimi drastyczniejszymi sposobami? – zapytała dziewczyna.
– Trochę się natnę i nabazgrany to krwią – odpowiedziałem na tyle głośno, aby mnie usłyszała. –Spokojnie nic mi nie będzie, przywykłem – dodałem, aby się nie niepokoiła. Dziewczynie zapewne nie podobał się ten plan, ale czy mieliśmy lepszy?
– Jak to „Przywykłem"? – spytała, podchodząc do mnie i patrząc mi w oczy. Nie podobał mi się jej wzrok, było w nim widać zmartwienie.
– Powiedzmy, że nie każdy ma łatwe życie – powiedziałem. Nie miałem zamiaru nic innego mówić, a nacięcie się nie było dla mnie dużym problemem. Wszak kiedyś oderwało mi rękę. Po chwili wpatrywania się we mnie dziewczyna westchnęła i spuściła wzrok.
– Niestety – burknęła. – Gdzie mam postawić świece?
– Na czubkach z tego, co pamiętam – powiedziałem, nacinając sobie lekko nadgarstek o kawałek ostrego metalu wystającego z mojego ramienia. – Więc najpierw będzie to trzeba narysować. - Dodałem, robiąc kleksy z krwi, tam, gdzie miały być czubki, aby potem rozprowadziłem krew palcem. Po chwili wszystko było narysowane, a ja oderwałem kawałek swojej i tak już starej bluzki, aby zrobić prowizoryczny opatrunek. – Już po wszystkim – powiedziałem do dziewczyny, która miała zamknięte oczy. Kiedy tak spojrzałem na pentagram, stwierdziłem, że to może jednak nie był najlepszy pomysł. Kto wie, co się teraz zdarzy, ale nie ma czasu na wycofywanie się.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Fintana, CD James

Od mojego dołączenia do szkoły minęło już sporo czasu. Nadal mało z kim gadałem, jednak już bardziej otworzyłem się na to miejsce. Nova mijała swój prowizoryczny domek, a ja czekałem na dzień, kiedy będę mógł mieć ją już jako mojego psiaka. Jakoś bardziej się do siebie przywiązaliśmy. Postanowiłem ją waśnie zabrać na spacer, kiedy zauważyłem Jamesa kopiącego w drzewo. Ewidentnie był podirytowany, a mnie zaciekawiło co się stało. Nova od razu podbiegła do chłopaka, bo nie trzymałem jej na smyczy. Psina od razu zaczęła skakać na chłopaka, aby go rozweselić. Chcąc, nie chcąc, byłem zmuszony pójść za nią.
– Coś się stało?  spytałem lekko zmartwionym głosem. Chłopak odskoczył od drzewa, kiedy tylko się odezwałem. Na jego twarzy od razu pojawił się przyjacielski uśmiech.
– Drobna kłótnia ze znajomą – powiedział klękając przy Novie.  No co mała?  prychnął.  – Wypiękniałaś, wiesz? Pan się dobrze tobą zajmuje? – Chłopak zerknął na mnie.
Pokiwałem głową ze zrozumieniem, jednak chłopak nie wyglądał jak po drobnej kłótni. No cóż, może się mylę.
– Co jak co, ale do zwierząt jeszcze mam szacunek – powiedziałem z cichym śmiechem.
– Jeszcze? - spytał chłopak, dodając ciszej – Czemu nie masz go dla ludzi? – Po tych słowach spojrzał mi w oczy. Pytanie chłopaka jakoś niezbyt mnie zdziwiło.
– Bo w większości są samolubni i fałszywi – odpowiedziałem na jego pytania. – Zwierzęta natomiast takie nie są, one nie udają miłości i nigdy cię nie zostawią, nawet jak stracisz wszystko - dodałem z cichym westchnięciem. 
– Może po prostu wszyscy potrzebują jeszcze jednej szansy?  spytał, podnosząc się i klepiąc suczkę po głowie. – Ludzie to też zwierzęta, wiesz? Kto wie, może jeszcze coś ciebie spotka miłego?
Spojrzałem na niego z lekkim powątpiewaniem. 
– Niektórzy nie zasługują na tą szanse, uwierz mi - prychnąłem. - Może nieliczni na nią zasługują. - dodałem przypominając sobie każdą próbę zagadania ojca. Każdy raz kiedy chciałem poczuć się jak jego syn, a nie eksperyment. Jednak było to niemożliwe. 
– Nie dowiesz się, dopóki jej nie otrzymają – powiedział łagodnym tonem, otrzepując spodnie. Przez chwile zastanawiałem się czy nie powiedzieć mu o ojcu, aby to zrozumiał, jednak po chwili zrezygnowałem z tego pomysłu. Może kiedyś, jak bardziej mu zaufam, jak zauważę że warto. – A co jeżeli jeden z nich otrzymał ich wiele, aż zbyt wiele? – spytałem głaszcząc Nove, która ewidentnie wyczuła moje myśli i wesoło skakała mi do nogi.

niedziela, 4 czerwca 2017

[Q001] Fintan

Pomimo tego, że dziewczyna chodziła ze mną do klasy oraz mieszkaliśmy w tym samym pokoju nie miałem praktycznie okazji jej poznać. A raczej nie za bardzo chciałem, sam nie wiem czemu po prostu nie miałem na to ochoty. Jednak teraz chcąc, nie chcąc, jestem zmuszony z nią współpracować, jakby ktokolwiek mnie tego kiedyś uczył. Przez całe życie radź sobie sam i teraz tak nagle musieć pracować z kimś, kogo nie znasz, w miejscu, gdzie ponoć straszy. Na dodatek nie wiedząc czy chcący, czy niechcący, James dał nam klucz, tylko nie do końca wiadomo do czego, wiadomo natomiast, że na pewno nie do tych drzwi, którymi wchodzi się do biblioteki. Mimo prób otworzenia drzwi przeze mnie, jak i przez dziewczynę o imieniu, którego jak na złość nie pamiętam, musieliśmy w końcu wymyślić jakiś inny sposób.
– Co robimy? – zapytałem, w końcu patrząc na padający deszcz. – Wyważamy? Idziemy do Jamesa? Coś innego? – Podałem trzy na szybko wymyślone pomysły. Dziewczyna przez chwile myślała nad owymi propozycjami po czym wsunęła rękę do kieszeni. Wyciąga z niej wsuwkę do włosów. Wiadomo było do czego jej posłuży w takiej okoliczności. 
– Pozwolisz, że spróbuję? – spytała niepewnie dziewczyna, co było dla mnie lekko zabawne patrząc na to że jest ode mnie wyższa o jakieś 10 centymetrów, może trochę mniej. Oczywiście ją przepuściłem aby spróbowała w taki sposób otworzyć nam przejście do zagadkowego pomieszczenia. Zgłosiłem się z zamiarem pomocy tylko dlatego, że ciekawiło mnie co takiego się w tej bibliotece dzieje. Po chwili drzwi zostały otworzone, a my mogliśmy wejść na spokojnie do suchego pomieszczenia. Od razu poczułem zapach starych ksiąg, co raczej nie było dziwne w takim miejscu. Zamknąłem drzwi, aby nie wpuszczać tu wilgoci oraz zimna i spojrzałem na dziewczynę.
– No to co, bierzemy się za tą tajemnice – powiedziałem wesołym głosem, wchodząc w głąb pomieszczenia.

środa, 24 maja 2017

Od Fintana, CD James

Nie byłem pewien co do tego chłopaka, moja logika mówiła mi uważaj, ale wszystko inne twierdziło, że James jest na prawdę miłym chłopakiem. - Na razie chcę się tutaj zaaklimatyzować i przyzwyczaić do nowego życia. A potem zobaczymy. - powiedziałem z uśmiechem siadając na parapecie i opierając się o szybę, aby popatrzeć co się dzieje za oknem. W sumie to nic ciekawego się tam nie działo, ale po prostu wolałem się popatrzeć za okno.
– Jakieś plany na następne kilka tygodni? – zadał kolejne pytanie. Czułem na sobie jego wzrok jednak nie zwracałem na to zbytnio uwagi. Zamyśliłem się jednak nad odpowiedzią na zadane mi pytanie. Przez głowę przeszły mnie słowa ojca, abym szpiegował. Jednak ja sam tego nie chciałam, lubiłem zdobywać informacje innych, ale nie oddawałem ich za nic. 
– Chyba zapisze się do tego koła miłośników zwierząt – powiedziałem zwracając wzrok na Nove. - A tak przy okazji są jeszcze jakieś kołka w zanadrzu? – spytałem z lekką ciekawością w głosie.
– Teatralne i sportowe. Brakuje przewodniczących oraz członków dla nich, póki co. - Na słowo teatralne zamigotały mi gwiazdki w oczach i znowu rozpromieniłem się jak dziecko. Sam nie wiem dlaczego, może to było jakieś moje małe marzenie ukrywane przez to, że nie miałem nawet na to czasu. Znaczy na pewno nim było. Po chwili jednak wróciłem do normalnego stanu, bo musiało to wyglądać co najmniej dziwnie.
– Teatralnego powiadasz. Zawsze chciałem należeć do pomniejszego teatru, ale nie miałem na to za bardzo czasu – powiedziałem.
– Zapraszamy. Znajdujesz trzy osoby i wracasz do mnie po papiery. Zrzucamy je na Heather albo Dextera i voila, klub gotowy – chłopak pod koniec lekko zażartował. 
– Znalezienie trzech osób z talentem aktorskim raczej nie powinno być takie trudne, w szkole dla wybitnych. – stwierdziłem jednak bez przekonania. Był początek roku szkolnego co oznaczało mało osób. Tym bardziej dla mnie. Dla życiowego odrzutka.
– Możesz zawsze spróbować z osobami, które już są w klubach. Ostatecznie jednak trochę nas jest już, z trzynaście bodajże. Większość już wybrała zajęcia pozaszkolne, ale żadne zasady nie zabraniają uczestnictwa w dwóch klubach. Jeżeli pogadasz z Herą, taka ruda z kółka dziennikarskiego, jestem pewien, że pomoże ci zebrać ludzi. – Chłopak ewidentnie próbował podnieść mnie na duchu, co było dla mnie czymś nietypowym. 
– Dzięki za rade. na pewno się do niej zgłoszę – powiedziałem z uśmiechem. Sam już nie wiedziałem powoli czy szczerym czy nie szczerym. Miałem przy chłopaku mętlik w głowie. – Jutro spróbuje ją znaleźć – dodałem, zeskakując z parapetu gdzie zrobiło mi się już niewygodnie. W tym samym momencie w kieszeni chłopaka zapikała komórka co oznajmiło mu o SMSie. James posłał mi przepraszający uśmiech i zerknął na wiadomość.
– Mam nadzieję, że ci się uda. Przy okazji mam przyjemność zaprosić cię na najbliższą imprezę integracyjną. – Spojrzałem na niego ze zrozumieniem, zapewne było to coś ważnego.
– Jasne postaram się być – odpowiedziałem machając mu jeszcze na pożegnanie, a po chwili wyszedł. Dopiero wtedy poczułem się naprawdę rozluźniony.
– No to jutro robimy ci nowe mieszkanko – powiedziałem do Novy, która zaczęła skakać dookoła mnie. Po chwili przeniosłem wzrok na zegarek umieszczony nad drzwiami. Widniała na nim godzina siedemnasta, co można było nazwać dojść młodą godziną. Postanowiłem więc wreszcie się rozpakować. Kiedy już wszystko uprzątnąłem w szafkach postanowiłem zejść do stołówki na kolacje. Nova oczywiście musiała zostać u mnie w pokoju. Kiedy już miałem usiąść z jedzeniem do stolika zauważyłem blondyna machającego w moją stronę. Siedział z wcześniej poznaną dziewczyną i jakimś chłopakiem. W sumie zaczynałem powoli go lubić ale bardzo powoli, dlatego postanowiłem do nich podejść, a co mi tam.
– Heather pewnie już znasz, ale poznaj za to Dextera - przedstawił nas sobie blondyn i od razu przeszedł do pytania. – Więc jak ci się u nas podoba? – Spojrzałem na chłopaka, który ewidentnie był wyższy ode mnie. Miło się uśmiechnąłem na powitanie, co było jak najbardziej udawane. Pozwoliłem sobie usiąść przy ich stole. 
– Przyjemnie tu u was i cicho – powiedziałem. – co najmniej na razie – dodałem trochę ciszej.
– Póki co nadal nie wszyscy jeszcze przyjechali – poinformowała mnie dziewczyna. – Jak tylko w miarę uda nam się wprowadzić wszystkich i w końcu dotrzeć do miasta, powinno się zacząć robić nieco głośniej. - mówiła dalej. Dexter po chwili odszedł od stołu przepraszając nas i pognał do jakiejś czerwonowłosej dziewczyny.
– Ja tam nic do odrobiny ciszy nie mam – stwierdziłem, patrząc na odchodzącego chłopaka – ale trudno aby w akademii i akademiku było cicho – stwierdziłem. naprawdę nie wiedziałem jak się tu odnajdę, ale nadal jest lepiej niż w domu.
–  Na razie jest nas tylko trzynastu, jeszcze zrobi się głośno w akademiku – odparł blondyn.
– Zwłaszcza w sobotę, wtedy robimy imprezę czy jednak w piątek? – powiedziała Heather przenosząc wzrok na mnie. – Jak myślisz, piątek czy sobota?
Zdziwiło mnie, że zapytała akurat mnie, samo siedzenie tu było dla mnie nie typowe, wszak oni byli w samorządzie, a ja tu dopiero co przyjechałem. 
– Chyba lepiej w sobotę - stwierdziłem, biorąc pod uwagę, że jest to weekend. Pozostała dwójka kiwnęła zgodnie głowami.
– Czyli sobota - stwierdził blondyn. Ja zaś nawet nie wiedziałem co teraz ze sobą począć, bo nie miło było by odejść jak jeszcze nie skończyłem kolacji przez co pozostało mi tylko jak najlepiej udawać, że wszystko gra i wcale nie czuje się dziwnie. Nie przeszkadzało mi towarzystwo, jednak praktycznie cały dzień spędziłem z ludźmi, a dla mnie było to o wiele za dużo.

środa, 10 maja 2017

Od Fintana, CD James

Po ostatnim zdaniu wypowiedzianym przez chłopaka oprzytomniałem. Czułem się od początku przy nim, że można mu ufać. Tyle że dobrze wiedziałem, iż nikomu nie powinno się ufać. Bo jeżeli nawet twój rodowity ojciec z dziada pradziada uważa cię tylko za kolejny eksperyment i tylko cię wykorzystuje, to jaka pewność, że nie zrobi tak i ktoś obcy. W dodatku znowu czułem się gorszy, gorszy przez to, że nie mam jednej kończyny, że jestem niższy. Gorszy bo przecież ktoś z takim wyglądem nie powinien sam sobie z niczym radzić. Samo zdanie nie miało w sobie nic złego ani w tonie, ani w słowach. Jednak ja sam nie lubiłem takich zdań i nie chciałem ich. Radziłem sobie sam odkąd pamiętam, kiedy byłem dzieckiem, kiedy przerobili mnie na droida, oraz teraz kiedy nie mam ręki. Nigdy nie zaznałem miłośc,i więc dlaczego ktoś obcy, ktoś kogo kompletnie nie znam, jest dla mnie taki miły. To nie ma najmniejszego sensu. Tak więc powróciłem do swojego starego trybu życia, zero ufności i szczerości. Oczywiście przez cały ten czas udawałem, że wszystko jest dobrze.
– Cenię twoje chęci, ale wole poradzić sobie samemu – powiedziałem, podchodząc powoli do okna i patrząc na niebo, gdzie widniało parę szarawych chmur. Po chwili spojrzałem jednak na chłopaka i czekałem na jego odpowiedź, głaszcząc przy tym Nove, która poszła za mną.

wtorek, 9 maja 2017

Od Fintana, CD James

Przestałem czesać psiaka, kiedy ten się wiercił z powodu wtulania się w rękę nowo poznanego osobnika.
- Kova, stój spokojnie, bo i tak nie jest mi łatwo - powiedziałem, patrząc karcąco na suczkę, ta momentalnie znowu stanęła spokojnie, jak gdyby rozumiejąc wszystkie moje słowa. Tak więc wróciłem do rozczesywania już ostatnich kołtunów.
- Znalazłem ją w środku lasu zaplątaną w starą żyłkę wędkarską. Nie potrafiłem przejść koło niej obojętnie, tak więc rozplątałem ją i dałem coś do jedzenia - odpowiedziałem na jego pytanie. - Suczka sama za mną poszła, a ja nie mam serca jej odganiać - dokończyłem, rozczesując przy okazji ostatniego kołtuna na jej sierści. Nic nie mówiąc, wstałem i ruszyłem z nią do łazienki, zabierając przy tym jakiś szampon i ręcznik.
- Miałem ciebie szukać w tej sprawie, kiedy tylko ją wyczyszczę, ale jak widać przyszedłeś samemu - mruknąłem, rozglądając się po łazience. Było tam wszystko co powinno być w łazience, ale teraz interesował mnie jedynie prysznic, do którego z lekka wepchnąłem psinkę. Na kafelkach w łazience usłyszałem też kroki blondyna. 
- Bo, jak mniemam, to ty jesteś tutaj przewodniczącym - mówiąc, puściłem wodę i zacząłem zmywać z psa zaległy już brud utworzony z błota, kurzu, pisaku i zapewne pajęczyn.

poniedziałek, 8 maja 2017

Od Fintana CD Heather, James

Nie odzywałem się przez całą drogę, nie czułem takowej potrzeby. Dziewczyna pokazała mi co gdzie jest i w końcu doszliśmy do mojego pokoju. Był on usadzony na czwartym piętrze, a tabliczka na drzwiach informowała, że jest to pokój dla osób niepełnosprawnych oraz mówiła jak się nazywa.
– Dziękuje już sobie poradzę. – powiedziałem, dodając: - Powiedz mi tylko jeszcze jak mogę znaleźć tego przewodniczącego - poprosiłem. Chciałem z nim pogadać o suczce, jak tylko ją ogarnę w jakiś sposób.
– Mieszka w tym pokoju. – powiedziała dziewczyna, wskazując ręką na pokój o jakże błyskotliwej nazwie ,,Pokój Samorządu Uczniowskiego". - Jest to wysoki blondyn z brązowymi oczami, na pewno go rozpoznasz - mówiła dalej.
– Dziękuje. To do zobaczenia. –  powiedziałem, otwierając pokój przy użyciu wcześniej otrzymanych kluczy. Suczka od razu wparowała do środka, jakby to był jej dom.
–  Trzeba cię wyszczotkować, a potem wykąpać – powiedziałem przerzedzając ręką po skołtunionej sierści pokrywającej jej skórę. Psina zaszczekała i stanęła na podłodze gotowa na wypowiedziane wcześniej czynności. Szybko wyciągnąłem z plecaka kosmetyczkę, gdzie była szczotka i grzebień. Wziąłem do ręki szczotkę i podszedłem do suczki, zaczynając ją powoli rozczesywać. Podobało mi się, że suczka się nie wierci, bo i tak nie było mi łatwo z jedną ręką.
– Co powiesz na to aby nazwać cię Kova? – zapytałem głaszcząc ją po coraz przyjemniejszej sierści. Suczka z radością poderdała ogonem po czym szczeknęła parę razy co odebrałem jako zgodę. Chwile po tym szczekaniu usłyszałem pukanie do drzwi.
– Proszę – odkrzyknąłem odwracając głowę, aby spojrzeć kto mnie odwiedził. Nie podobało mi się to, ale zawsze mogła być to Heather albo ktoś inny z samorządu. Jak się okazało był to wysoki blondyn– więc spokojnie mogłem wywnioskować, że jest to owy przewodniczący.

< James? I co powiesz na Kove.>

niedziela, 7 maja 2017

Od Fintana, CD Heather

Jako, że ojciec miał tylko jeden samochód, a stwierdził, że nigdzie nie będzie mnie podwoził, byłem skazany na jazdę pociągiem. Tak więc tłukłem się w wagonie z paroma innymi osobami przez parę godzin. Tyle dobrego, że aby dojść do uczelni, na którą wysłał mnie Thomas, musiałem się przejść lasem.
–  To teraz krótki spacer – mruknąłem do siebie, stając na peronie z plecakiem przewieszonym przez ramię. Mimo wszystko cieszyła mnie taka sytuacja, była z dala od tego wynalazcy, dla którego byłem tylko kolejnym eksperymentem. Cicho westchnąłem i ruszyłem w stronę pobliskiego lasu. Szedłem prostą ścieżką z zamkniętymi oczami, kiedy usłyszałem ciche skomlenie. Od razu ruszyłem w stronę dźwięku i zauważyłem ciężarną suczkę kundelka, która zaklinowała się w wyrzuconą tu starą żyłkę od wędki. 
– Spokojnie –  powiedziałem do psinki, dając jej rękę do obwąchania. Kiedy ze spokojem ją polizała, oswobodziłem ją z jej więzienia i lekko pogłaskałem po pyszczku. Na szczęście nic jej nie było, co najwyżej parę zadrapań. - Uważaj na siebie - powiedziałem do niej, wyciągając z plecaka kawałek chleba, który pozostał mi z podróży. Psina łapczywie zjadła to co jej dałem, po czym stanęła obok mnie i zaczęła merdać ogonem. Kiedy ruszyłem dalej w stronę akademika, ta ruszyła za mną i szła przy mojej nodze. Naprawdę nie rozumiałem jak ludzie mogą porzucać tak ufne nam zwierzęta. Nie potrafiłem stwierdzić ile już idę, jednak po chwili ujrzałem koniec lasu, a dalej kampus, do którego zmierzałem. Przy jednym z budynków zauważyłem jasnowłosą dziewczynę, która wyraźnie na kogoś czekała, jak mogłem się spodziewać, czekała na mnie. Z tego też powodu podszedłem do niej.
– Witam. Jestem Fintan Shibudo – przedstawiłem się z lekkim uśmiechem, który jak zwykle był udawany, aczkolwiek wyglądał na szczery.

KA: M.S.FS.5

Podstawowe informacje:
Imię: Fintan Azrael
Nazwisko: Shibudo
Wiek:  21 lat
Klasa: Słońca
Miejsce Zamieszkania: Akademik [Pokój Promienia]

Rozszerzone informacje:
KlubyKlub miłośników zwierząt
Przyjaciele: Brak
SympatiaBrak
Wrogowie: Brak

Tożsamość:
Wzrost157cm
Waga: 60kg
Kolor oczu:  Popielate
Kolor włosów:  Czarne
Cechy szczególne: Dziwny kolor włosów, elementy mechaniczne.
Rasa: Niegdyś Człowiek, teraz Droid.
Orientacja: Biseksualna

Informacje Użytkowe:
Oceny: Brak
Stan Konta: 305 rubli atlanckich

Ekwipunek:  
Kuralet (1)
Komplet podręczników (klasa pierwsza)
Zestaw mundurków (letni i zimowy)
Karta Transportowa (semestr)
Karnet Stołówkowy (semestr)
.
.
.
.
.
.
template by oreuis