Uśmiechnęłam się na widok jej zdziwionej miny, powstrzymując chichot. Może wyglądałam na chuchro, ale po latach targania tej torby ze sobą już dawno przestało mi sprawiać trudności noszenie jej. Bardziej martwiłam się tym, że niedługo ona pęknie, jeżeli nie przestanę gromadzić w niej rzeczy. Wyjścia były dwa — ogarnąć większą torbę albo zaklęcia zmniejszające. Jak na razie pracowałam nad tym drugim.
— Poprosiłabym kawałek czekolady i herbatę. — Jak poprosiła, tak jej nalałam herbaty do nakrętki termosu i podałam wraz z czekoladą, a sama dorwałam się do mandarynek. Gdy zaczęłam je obierać, w powietrzu rozniósł się charakterystyczny zapach cytrusów. Lubiłam przebywać na zewnątrz, zdecydowanie było przyjemniej niż w środku szkoły ze ścianami wszędzie dookoła oraz szmerami rozmów innych ludzi zamiast śpiewu ptaków.
— Jak się na razie odnajdujesz w szkole? — Spojrzałam na brunetkę, odkładając na bok pomarańczową skórkę i wzięłam do ust pierwszy kawałek owocu. Wydałam z siebie przeciągłe "Emm...", zastanawiając się, co zrobiłam przez te kilka dni.
— O wiele lepiej niż się spodziewałam — odpowiedziałam w końcu, przełknąwszy słodką mandarynkę. — Z tego, co słyszałam, to myślałam, że trupy będą latać, a ja będę walczyć o przetrwanie każdego dnia. Jak na razie trupa nie widziałam, nauczyciele jeszcze mnie nie zabili, zaś moją jedyną walką było zdzielenie pewnego chłopaka z rocznika wyżej książką, bo chciał zamordować pająka. Więc nie jest źle — zaśmiałam się cicho.
— A tobie jak idzie na drugim roku? — odbiłam piłeczkę z delikatnym uśmiechem, nadal zajadając się mandarynkami.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagubione w lesie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagubione w lesie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 22 lutego 2018
niedziela, 18 lutego 2018
Zagubione w lesie [5]
Etykiety:
Sofia Taule,
Zagubione w lesie
— Tak jestem z pierwszej klasy i się nie martw. Znając mnie, nawet jak spędzę tutaj kilka kolejnych lat, to moje ogarnięcie się nie zmieni. — Posłała mi kolejny promienny uśmiech. — Ewentualnie, jak nie znajdziemy, to istnieje opcja, że nas znajdą. Ciastko? Czekoladę? Mandarynkę? Herbatkę? — spytała, a mi szczęka wręcz opadła ze zdziwienia, gdy dziewczyna zaczęła swoimi wątłymi rączkami wyjmować z torebki coraz to kolejne towary. Ona to wszystko targała ze sobą? Jeszcze ten termos z herbatą? Kto nosi ze sobą na zwiedzanie szkoły termos herbaty?
— Poprosiłabym kawałek czekolady i herbatę — powiedziałam z uśmiechem, czując się, jakbym wybierała towary ze sklepu. Jeszcze dwadzieścia deko sera żółtego.
Przypominało to prawie piknik, tak jak siedziałyśmy tutaj, w środku pięknej natury, ze śpiewającymi ptakami dookoła. Nie zdziwiłabym się jakby zaraz przed nami przekicał królik albo inny zając. Przyjęłam od dziewczyny kawałek czekolady z orzechami i natychmiast wsadziłam go sobie do ust, nie czekając, aż się roztopi.
— Jak się na razie odnajdujesz w szkole? — spytałam, oblizując pewnie brudne usta. Z własnego doświadczenia pamiętałam, że nie było łatwo na początku. Przez pierwszy semestr właściwie nikogo nie poznałam, bo nie odważyłam się nawet wyjść z pokoju. Ja przynajmniej jeszcze miałam bal na początku, to przynajmniej sobie potańczyłam, ale tak zbić od razu do nauki? Ciężko musiało być, szczególnie, że nauczyciele na początku lubili pokazywać, kto tu rządzi.
— Poprosiłabym kawałek czekolady i herbatę — powiedziałam z uśmiechem, czując się, jakbym wybierała towary ze sklepu. Jeszcze dwadzieścia deko sera żółtego.
Przypominało to prawie piknik, tak jak siedziałyśmy tutaj, w środku pięknej natury, ze śpiewającymi ptakami dookoła. Nie zdziwiłabym się jakby zaraz przed nami przekicał królik albo inny zając. Przyjęłam od dziewczyny kawałek czekolady z orzechami i natychmiast wsadziłam go sobie do ust, nie czekając, aż się roztopi.
— Jak się na razie odnajdujesz w szkole? — spytałam, oblizując pewnie brudne usta. Z własnego doświadczenia pamiętałam, że nie było łatwo na początku. Przez pierwszy semestr właściwie nikogo nie poznałam, bo nie odważyłam się nawet wyjść z pokoju. Ja przynajmniej jeszcze miałam bal na początku, to przynajmniej sobie potańczyłam, ale tak zbić od razu do nauki? Ciężko musiało być, szczególnie, że nauczyciele na początku lubili pokazywać, kto tu rządzi.
sobota, 10 lutego 2018
Zagubione w lesie [4]
Etykiety:
Izel Carter,
Zagubione w lesie
Zaśmiawszy się cicho, pokiwała lekko głową.
— Poszłam się przejść, odpocząć, odpłynąć trochę myślami. I chyba trochę za daleko odpłynęłam. I teraz nie wiem jak wrócić, tak, jak ty. A niby jestem już w drugiej klasie, to powinnam wszystko wiedzieć. — Śmiech dziewczyny ponownie rozbrzmiał i przyglądałam się, jak rozpuszcza włosy, a brązowe fale opadły jej na ramiona, tworząc śliczną aureolę wokół twarzy Sofii. — Chodź, może usiądziemy w altance, w cieniu? A potem na spokojnie poszukamy drogi powrotnej. Jesteś z pierwszej klasy, prawda? — Powędrowałam za jej spojrzeniem, kiwając głową na znak zgody, a potem wesoło podreptałam do altanki, niemalże w podskokach. Usiadłam, krzyżując nogi w kostkach, a torbę ułożywszy na kolanach, poprawiłam okulary, żeby zaraz ułożyć dłonie na swoim bagażu. Nie chcemy w końcu, żeby stało się nieszczęście i spadły. Wszystkie te ruchy miały w sobie odrobinę zdenerwowania i gdzieś tam wewnętrzny żuczek miał ochotę się gdzieś schować, przebierając nerwowo odnóżami, chodząc w kółko. Niby to był jeden z moich sposobów na uspokojenie, a w praktyce to wyglądało chaotycznie, zdradzając, że nie miałam w sobie zbyt dużo pewności.
— Tak, jestem z pierwszej klasy i się nie martw. Znając mnie, nawet jak spędzę tutaj kilka kolejnych lat, to moje ogarnięcie się nie zmieni — odpowiedziałam, posyłając jej szeroki uśmiech. — Ewentualnie, jak nie znajdziemy, to istnieje opcja, że nas znajdą. — Znaczy się, ona znajdzie, chociaż wolałabym, żeby dała oczom odpocząć, bo nawet jeśli udawałam, że nie widzę tych stert map, to jednak je widziałam i ni kija mi się nie podobał ten fakt. — Ciastko? Czekoladę? Mandarynkę? Herbatkę? — spytałam nagle, otwierając torbę i kilka przegródek, w końcu trafiłam na tą odpowiednią i wyciągnęłam słodycze, owoce oraz herbatkę, stawiając obok. No co? Może wyglądałam jak chuchro, ale siłę, żeby to targać swoją przenośną skarbnicę, miałam.
— Poszłam się przejść, odpocząć, odpłynąć trochę myślami. I chyba trochę za daleko odpłynęłam. I teraz nie wiem jak wrócić, tak, jak ty. A niby jestem już w drugiej klasie, to powinnam wszystko wiedzieć. — Śmiech dziewczyny ponownie rozbrzmiał i przyglądałam się, jak rozpuszcza włosy, a brązowe fale opadły jej na ramiona, tworząc śliczną aureolę wokół twarzy Sofii. — Chodź, może usiądziemy w altance, w cieniu? A potem na spokojnie poszukamy drogi powrotnej. Jesteś z pierwszej klasy, prawda? — Powędrowałam za jej spojrzeniem, kiwając głową na znak zgody, a potem wesoło podreptałam do altanki, niemalże w podskokach. Usiadłam, krzyżując nogi w kostkach, a torbę ułożywszy na kolanach, poprawiłam okulary, żeby zaraz ułożyć dłonie na swoim bagażu. Nie chcemy w końcu, żeby stało się nieszczęście i spadły. Wszystkie te ruchy miały w sobie odrobinę zdenerwowania i gdzieś tam wewnętrzny żuczek miał ochotę się gdzieś schować, przebierając nerwowo odnóżami, chodząc w kółko. Niby to był jeden z moich sposobów na uspokojenie, a w praktyce to wyglądało chaotycznie, zdradzając, że nie miałam w sobie zbyt dużo pewności.
— Tak, jestem z pierwszej klasy i się nie martw. Znając mnie, nawet jak spędzę tutaj kilka kolejnych lat, to moje ogarnięcie się nie zmieni — odpowiedziałam, posyłając jej szeroki uśmiech. — Ewentualnie, jak nie znajdziemy, to istnieje opcja, że nas znajdą. — Znaczy się, ona znajdzie, chociaż wolałabym, żeby dała oczom odpocząć, bo nawet jeśli udawałam, że nie widzę tych stert map, to jednak je widziałam i ni kija mi się nie podobał ten fakt. — Ciastko? Czekoladę? Mandarynkę? Herbatkę? — spytałam nagle, otwierając torbę i kilka przegródek, w końcu trafiłam na tą odpowiednią i wyciągnęłam słodycze, owoce oraz herbatkę, stawiając obok. No co? Może wyglądałam jak chuchro, ale siłę, żeby to targać swoją przenośną skarbnicę, miałam.
sobota, 3 lutego 2018
Zagubione w lesie [3]
Etykiety:
Sofia Taule,
Zagubione w lesie
— Izel, miło mi — przedstawiła się, dygając. — Cóż, więc żartem trafiłaś w punkt, bo naprawdę przybyłam tutaj na poszukiwania owadów. I dla przypomnienia sobie terenu. Pamięć do takich rzeczy nie jest moją najlepszą stroną. — Zaśmiałam się, słysząc słowa dziewczyny. Była urocza w swoim małym zwariowaniu owadowym. Osobiście nie przepadałam za owadami.
— A ciebie co sprowadza do lasu, Sofio? — spytała, na co pokiwałam lekko głową. No tak. Po co ja tu przyszłam. Po co się pchałam do tego dużego, strasznego lasu, w którym teraz siedziałam. Ale w sumie nie wyszło tak źle, przynajmniej miałam towarzystwo.
— Poszłam się przejść, odpocząć, odpłynąć trochę myślami. I chyba trochę za daleko odpłynęłam. I teraz nie wiem jak wrócić, tak, jak ty. A niby jestem już w drugiej klasie, to powinnam wszystko wiedzieć. — Zaśmiałam się i rozpuściłam włosy, pozwalając lokom luźno opaść na ramiona. — Chodź, może usiądziemy w altance, w cieniu? — zaproponowałam, spoglądając na miejsce odpoczynku, które kusiło całym sobą, żeby w nim spocząć. — A potem na spokojnie poszukamy drogi powrotnej. Jesteś z pierwszej klasy, prawda? — wypowiedziałam szybko, sama nie wiedząc, skąd ten potok słów się u mnie wziął. Miałam wrażenie, że ktoś mi go wcisnął do ust.
— A ciebie co sprowadza do lasu, Sofio? — spytała, na co pokiwałam lekko głową. No tak. Po co ja tu przyszłam. Po co się pchałam do tego dużego, strasznego lasu, w którym teraz siedziałam. Ale w sumie nie wyszło tak źle, przynajmniej miałam towarzystwo.
— Poszłam się przejść, odpocząć, odpłynąć trochę myślami. I chyba trochę za daleko odpłynęłam. I teraz nie wiem jak wrócić, tak, jak ty. A niby jestem już w drugiej klasie, to powinnam wszystko wiedzieć. — Zaśmiałam się i rozpuściłam włosy, pozwalając lokom luźno opaść na ramiona. — Chodź, może usiądziemy w altance, w cieniu? — zaproponowałam, spoglądając na miejsce odpoczynku, które kusiło całym sobą, żeby w nim spocząć. — A potem na spokojnie poszukamy drogi powrotnej. Jesteś z pierwszej klasy, prawda? — wypowiedziałam szybko, sama nie wiedząc, skąd ten potok słów się u mnie wziął. Miałam wrażenie, że ktoś mi go wcisnął do ust.
czwartek, 1 lutego 2018
Zagubione w lesie [2]
Etykiety:
Izel Carter,
Zagubione w lesie
— Co ty, robali szukałaś, że tak się w ziemie wpatrywałaś? — Roześmiała się, podając mi dłoń. Smukłą, poplamioną atramentem dłoń. — Cześć, jestem Sofia, ale ciebie jeszcze nie znam. — Przerwała, przyglądając mi się. Odwdzięczyłam się tym samym, poszerzając uśmiech, czując rosnące rozbawienie, a jednocześnie fascynację. — Ej, ja żartowałam z tymi robalami, chyba nie szukałaś ich na serio?
Zachichotałam cicho, delikatnie ściskając rękę dziewczyny i odruchowo dygnęłam. Nie umiałam się tego oduczyć, chociaż próbowałam. Najpierw nóżka do tyłu, delikatne pochylenie głowy, a dopiero potem myślenie się włączało.
— Izel, miło mi — przedstawiłam się uprzednio, nadal lustrując ją wzrokiem. Była naprawdę ładna. Fale w ślicznym, brązowym odcieniu okalały twarz Sofii. Ciemne oczy wpatrywały się we mnie niezbyt natarczywie, z pewną dozą niedowierzania i wesołości. Przywodziła na myśl osobę ciepłą, odrobinę siedzącą w innym świecie. Moje kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej, gdy zorientowałam się, że znowu robię niepotrzebne rzeczy. — Cóż, więc żartem trafiłaś w punkt, bo naprawdę przybyłam tutaj na poszukiwania owadów. I dla przypomnienia sobie terenu. Pamięć do takich rzeczy nie jest moją najlepszą stroną — powiedziałam, poprawiając znacząco spinkę z ważką. Byłam owadowym maniakiem, co poradzić? Nic i nikt nie sprawi, że przestanę kochać te stworzenia. Nikt.
— A ciebie co sprowadza do lasu, Sofio?
Zachichotałam cicho, delikatnie ściskając rękę dziewczyny i odruchowo dygnęłam. Nie umiałam się tego oduczyć, chociaż próbowałam. Najpierw nóżka do tyłu, delikatne pochylenie głowy, a dopiero potem myślenie się włączało.
— Izel, miło mi — przedstawiłam się uprzednio, nadal lustrując ją wzrokiem. Była naprawdę ładna. Fale w ślicznym, brązowym odcieniu okalały twarz Sofii. Ciemne oczy wpatrywały się we mnie niezbyt natarczywie, z pewną dozą niedowierzania i wesołości. Przywodziła na myśl osobę ciepłą, odrobinę siedzącą w innym świecie. Moje kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej, gdy zorientowałam się, że znowu robię niepotrzebne rzeczy. — Cóż, więc żartem trafiłaś w punkt, bo naprawdę przybyłam tutaj na poszukiwania owadów. I dla przypomnienia sobie terenu. Pamięć do takich rzeczy nie jest moją najlepszą stroną — powiedziałam, poprawiając znacząco spinkę z ważką. Byłam owadowym maniakiem, co poradzić? Nic i nikt nie sprawi, że przestanę kochać te stworzenia. Nikt.
— A ciebie co sprowadza do lasu, Sofio?
Zagubione w lesie [0]
Etykiety:
Izel Carter,
Zagubione w lesie
Zdmuchnęłam kosmyk włosów, który wymknął się z niedbałego koka i spojrzałam jeszcze raz na ręcznie rysowaną mapę. Co prawda miałam już z Fomą rundkę po terenie szkoły oraz samej szkole, ale moja pamięć do taki rzeczy zawsze była kiepskiej jakości. Dzięki Vene i jej manii na punkcie rysowania map każdego miejsca, w którym przebywała. Szkoda tylko, że nigdy nic nie rozumiałam z jej notatek. Westchnęłam ciężko, gdy upierdliwe, fioletowe pasmo ponownie opadło mi na oczy i zaczęłam grzebać jedną dłonią w kieszeni, drugą przytrzymując mapę i starałam się znaleźć jakąś spinkę, żeby przestało mnie to denerwować.
Kiedy w końcu spinka z ważką dumnie przytrzymała buntowniczy kosmyk na swoim miejscu, rozejrzałam się po lesie, odtwarzając w głowie drogę do altanki i zerkając na mapę z nadzieją, że cokolwiek zrozumiem z barwnych linii. Chyba następnym razem poproszę o oryginał, bez notatek i wytyczonych dróżek. Po błądzeniu wte i wewte, sfotografowaniu mrowiska, gonienia za motylem, potknięcia się o korzeń drzewa, w końcu znalazłam altankę. Miałam ochotę wydać z siebie okrzyk zwycięstwa, ale powstrzymałam się, widząc, że nie byłam sama.
— Em... Dzień dobry — powiedziałam, automatycznie ubierając przyjazny uśmiech na twarz i zaczęłam otrzepywać sweter, po czym dłoń odruchowo powędrowała w stronę paska torby, żeby móc się na niej zacisnąć. Spokojnie, nie denerwuj się.
Kiedy w końcu spinka z ważką dumnie przytrzymała buntowniczy kosmyk na swoim miejscu, rozejrzałam się po lesie, odtwarzając w głowie drogę do altanki i zerkając na mapę z nadzieją, że cokolwiek zrozumiem z barwnych linii. Chyba następnym razem poproszę o oryginał, bez notatek i wytyczonych dróżek. Po błądzeniu wte i wewte, sfotografowaniu mrowiska, gonienia za motylem, potknięcia się o korzeń drzewa, w końcu znalazłam altankę. Miałam ochotę wydać z siebie okrzyk zwycięstwa, ale powstrzymałam się, widząc, że nie byłam sama.
— Em... Dzień dobry — powiedziałam, automatycznie ubierając przyjazny uśmiech na twarz i zaczęłam otrzepywać sweter, po czym dłoń odruchowo powędrowała w stronę paska torby, żeby móc się na niej zacisnąć. Spokojnie, nie denerwuj się.
Zagubione w lesie [1]
Etykiety:
Sofia Taule,
Zagubione w lesie
Poszłam się przejść po lesie. Miał to być krótki spacer. Mogę przysiąc, że szłam dróżką i patrzyłam, gdzie idę! A jednak nagle znalazłam się w miejscu, w którym jeszcze nigdy nie byłam i nie mogłam znaleźć drogi z powrotem. Nerwowo rozejrzałam się dookoła, szukając żywej duszy. Niestety, nikogo tu nie było. Westchnęłam głośno, no bo nie ma to, jak znaleźć się w środku lasu w jeden z najupalniejszych dni w roku. Związałam włosy w wysoki kok, chcąc złapać choć odrobinę wiatru. Strasznie chciało mi się pić, ale nie było również śladu wody. Zaczęłam powoli dreptać przed siebie, o wiele wolniej niż wcześniej. Nagle za krzakiem ujrzałam fioletowowłosą dziewczynę, przyglądającą się ziemi z wielkim zaciekawieniem. Jeszcze nigdy jej nie widziałam. Wyszłam z krzaków, zaraz zauważając altankę stojącą tuż za dziewczyną.
— Em... Dzień dobry — powiedziała, zauważając mnie. We włosach miała śliczną spinkę z ważką. Uśmiechnęła się, otrzepała sweter i zacisnęła dłoń na pasku od torby.
— Co ty, robali szukałaś, że tak się w ziemie wpatrywałaś? — zaśmiałam się, podając rękę dziewczynie. — Cześć, jestem Sofia, ale ciebie jeszcze nie znam. — Jeszcze raz się jej przyjrzałam. — Ej, ja żartowałam z tymi robalami, chyba nie szukałaś ich na serio?
— Em... Dzień dobry — powiedziała, zauważając mnie. We włosach miała śliczną spinkę z ważką. Uśmiechnęła się, otrzepała sweter i zacisnęła dłoń na pasku od torby.
— Co ty, robali szukałaś, że tak się w ziemie wpatrywałaś? — zaśmiałam się, podając rękę dziewczynie. — Cześć, jestem Sofia, ale ciebie jeszcze nie znam. — Jeszcze raz się jej przyjrzałam. — Ej, ja żartowałam z tymi robalami, chyba nie szukałaś ich na serio?
Subskrybuj:
Posty (Atom)