— Tak jestem z pierwszej klasy i się nie martw. Znając mnie, nawet jak spędzę tutaj kilka kolejnych lat, to moje ogarnięcie się nie zmieni. — Posłała mi kolejny promienny uśmiech. — Ewentualnie, jak nie znajdziemy, to istnieje opcja, że nas znajdą. Ciastko? Czekoladę? Mandarynkę? Herbatkę? — spytała, a mi szczęka wręcz opadła ze zdziwienia, gdy dziewczyna zaczęła swoimi wątłymi rączkami wyjmować z torebki coraz to kolejne towary. Ona to wszystko targała ze sobą? Jeszcze ten termos z herbatą? Kto nosi ze sobą na zwiedzanie szkoły termos herbaty?
— Poprosiłabym kawałek czekolady i herbatę — powiedziałam z uśmiechem, czując się, jakbym wybierała towary ze sklepu. Jeszcze dwadzieścia deko sera żółtego.
Przypominało to prawie piknik, tak jak siedziałyśmy tutaj, w środku pięknej natury, ze śpiewającymi ptakami dookoła. Nie zdziwiłabym się jakby zaraz przed nami przekicał królik albo inny zając. Przyjęłam od dziewczyny kawałek czekolady z orzechami i natychmiast wsadziłam go sobie do ust, nie czekając, aż się roztopi.
— Jak się na razie odnajdujesz w szkole? — spytałam, oblizując pewnie brudne usta. Z własnego doświadczenia pamiętałam, że nie było łatwo na początku. Przez pierwszy semestr właściwie nikogo nie poznałam, bo nie odważyłam się nawet wyjść z pokoju. Ja przynajmniej jeszcze miałam bal na początku, to przynajmniej sobie potańczyłam, ale tak zbić od razu do nauki? Ciężko musiało być, szczególnie, że nauczyciele na początku lubili pokazywać, kto tu rządzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz