Chłopak złapał mnie gwałtownie za dłoń i zaczął ciągnąć w kierunku kuchni, spiżarni, miejsca, w którym znaleźć mieliśmy życiodajne jedzonko upragnione przez wszystkich. I w końcu dotarliśmy i tam, zostawiając wszystkich daleko w tyle. Na korytarzu staliśmy sami, tylko ja i Alex, ale i tak pochylił się do przodu, i tak stał się cichszy i uważniejszy, i tak zaczął rozglądać się wokół siebie, jakby kradł najcenniejszy kamień szlachetny na świecie.
A ja w tym wszystkim stałam na uboczu, uśmiechałam się ładnie, parskając pod nosem śmiechem, widząc jego "tajniacką" postawę. Po prostu robiłam to, co umiałam najlepiej — ładnie wyglądałam i ładnie pachniałam. Idealnie.
W końcu wynurzył się z pomieszczenia z nosem wysoko zadartym do góry oraz prowiantem w dłoniach — owocami i ciasteczkami, które zdecydowanie ratowały mnie, moje oczekiwania co do dzisiejszych słodkości oraz żołądek. Ale bądźmy poważni, wieczorem i tak załatwiłabym sobie jeszcze więcej słodyczy. Tak na idealne spędzenie samotnie Walentynek.
— Dostawa przyszła, panno Przewalska. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe mojego zachowania i nie powiesz ani słowa swojego bratu. Nie chcemy mieć kłopotów, prawda?— zapytał, a ja parsknęłam śmiechem i gwałtownie pokręciłam głową. Oczywiście, że nie. — Ta zbrodnia była wspólna, mogłaś mnie powstrzymać — oświadczył, podając mi pudełko z ciasteczkami, a ja uśmiechnęłam się szeroko i ponownie się zaśmiałam.
No tak, przecież to oczywiste.
Wyciągnął w moim kierunku ramię, a ja przyjęłam je z ogromną chęcią oraz uśmiechem.
W sumie to te Walentynki nie były takie złe.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brokatowe serduszko i słaby poeta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brokatowe serduszko i słaby poeta. Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 lutego 2018
Brokatowe serduszko i słaby poeta [6]
Gdy tylko dziewczyna zgodziła się na moją propozycję, złapałem ją za dłoń i skierowałem powoli w stronę spiżarni. Miałem nadzieję, że nie uzna tego za niestosowne, czy coś podobnego. Nie chciałem dodatkowo wywołać afery.
Gdy tylko stanęliśmy przed drzwiami, masywnymi jak wcześniej, nigdzie nie zauważyłem kłódki, która byłą tutaj jeszcze podczas wizyty z Aurelionem, a to ciekawe. Wzruszyłem ramionami, nie chcąc i nie mając czasu nad tym rozmyślać, otworzyłem je. Od razu buchnął na mnie chłód, ale nie spowodowało to większego zastoju. Ktoś mógł w każdym momencie przechodzić korytarzem. Wanda pewnie wiedziała, że mogliśmy to załatwić inaczej, ale bez ryzyka nie ma zabawy, prawda?
Wślizgnąłem się do środka, zgarnąłem pudełko soczystych truskawek, jagód, a do tego wpakowałem w szczelinę pomiędzy łokciem i brzuchem opakowanie ciasteczek owsianych. Byłem w pełni przygotowany na przygodę, o ile coś mi nie spadnie po drodze.
— Dostawa przyszła, panno Przewalska. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe mojego zachowania i nie powiesz ani słowa swojego bratu. Nie chcemy mieć kłopotów, prawda? Ta zbrodnia była wspólna, mogłaś mnie powstrzymać. — Podałem jej pudełko ciastek, a później wyciągnąłem w jej kierunku ramię. Miałem być dżentelmenem, to nim, kurde, będę, tatusiu. Tak miły nie byłem dawno, niech te wszystkie wpajane informacje w końcu się przydadzą.
Gdy tylko stanęliśmy przed drzwiami, masywnymi jak wcześniej, nigdzie nie zauważyłem kłódki, która byłą tutaj jeszcze podczas wizyty z Aurelionem, a to ciekawe. Wzruszyłem ramionami, nie chcąc i nie mając czasu nad tym rozmyślać, otworzyłem je. Od razu buchnął na mnie chłód, ale nie spowodowało to większego zastoju. Ktoś mógł w każdym momencie przechodzić korytarzem. Wanda pewnie wiedziała, że mogliśmy to załatwić inaczej, ale bez ryzyka nie ma zabawy, prawda?
Wślizgnąłem się do środka, zgarnąłem pudełko soczystych truskawek, jagód, a do tego wpakowałem w szczelinę pomiędzy łokciem i brzuchem opakowanie ciasteczek owsianych. Byłem w pełni przygotowany na przygodę, o ile coś mi nie spadnie po drodze.
— Dostawa przyszła, panno Przewalska. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe mojego zachowania i nie powiesz ani słowa swojego bratu. Nie chcemy mieć kłopotów, prawda? Ta zbrodnia była wspólna, mogłaś mnie powstrzymać. — Podałem jej pudełko ciastek, a później wyciągnąłem w jej kierunku ramię. Miałem być dżentelmenem, to nim, kurde, będę, tatusiu. Tak miły nie byłem dawno, niech te wszystkie wpajane informacje w końcu się przydadzą.
środa, 21 lutego 2018
Brokatowe serduszka i słaby poeta [5]
— Raczej chodzi mi o sam fakt, że będzie tam stać. Brokat to zdradziecki pyłek i jest dosłownie wszędzie, czego jestem najlepszym przykładem — oświadczył, ponownie biorąc się za trzepanie spodni, a ja pokiwałam głową z uwagą, parskając pod nosem śmiechem. No tak, tu musiałam się zgodzić, moje zeszyty z drogocennymi notatkami po prostu zdecydowanie by ucierpiały. — Ale jak wolisz. No i twoja walentynka też jest bardzo ładna, podoba mi się. Ale co to telezegarynki? — zapytał, przeczesując włosy dłonią i już kiedy miałam się odezwać, odpowiedzieć, że w sumie sama nie wiem, ale po prostu najlepiej się rymowało, przerwał mi, prostując się gwałtownie i zdecydowanie bardzo dumnie. — Nie stójmy tu bezczynnie — oświadczył. — Może zabierzemy ze sobą jakieś owoce ze spiżarni, a potem przejdziemy się na spacer? Nie jestem przekonany co do spędzenia tego czasu w szkole, mamy dziś naprawdę ładną pogodę — stwierdził Alex, a ja pokiwałam głową z uśmiechem.
A miałam ochotę na ciastko. No cóż, owoce też najgorsze nie były, w sumie to też jakaś forma cukru, czyż nie? A i zdrowsze, chociaż odchudzanie raczej potrzebne mi nie było.
— W sumie dlaczego by nie, bardzo chętnie, dziękuję za propozycję — odparłam, cały czas z uśmiechem.
A miałam ochotę na ciastko. No cóż, owoce też najgorsze nie były, w sumie to też jakaś forma cukru, czyż nie? A i zdrowsze, chociaż odchudzanie raczej potrzebne mi nie było.
— W sumie dlaczego by nie, bardzo chętnie, dziękuję za propozycję — odparłam, cały czas z uśmiechem.
Brokatowe serduszko i słaby poeta [4]
Odebrałem swoją walentynkę od dziewczyny i przeczytałem wierszyk, był rozczulający. Może nie dorównywał twórcom, których znali wszyscy, ale był specyficzny i bardzo mi się podobał.
— Kto wie, może i postawię sobie ją na biurku, żeby przy pisaniu pracy na zielarstwo trochę humor mi poprawiała. — Wlepiłem wzrok w dziewczynę, a ona widocznie zrozumiała to zupełnie inaczej. Wcale nie chodziło mi o to, że jej nie wierzę. Bardziej zacząłem martwić się stanem jej przyborów szkolnych i książek. — Naprawdę. Serio, serio, serio. — Posłałem w jej stronę kolejny uśmiech.
— Raczej chodzi mi o sam fakt, że będzie tam stać. Brokat to zdradziecki pyłek i jest dosłownie wszędzie, czego jestem najlepszym przykładem. — Jak na zawołanie znowu spróbowałem otrzepać spodnie. — Ale jak wolisz. No i twoja walentynka też jest bardzo ładna, podoba mi się. Ale co to telezegarynki? — Podrapałem się w tył głowy. Nie miałem pojęcia, a ciekawość była ważniejsza. Pewnie ją nieźle rozbawiłem. Mniejsza o to, powinna zrozumieć, że nie muszę znać wszystkiego!
— Nie stójmy tu bezczynnie — odezwałem się, zanim Wanda chociażby otworzyła usta. — Może zabierzemy ze sobą jakieś owoce ze spiżarni, a potem przejdziemy się na spacer? Nie jestem przekonany co do spędzenia tego czasu w szkole, mamy dziś naprawdę ładną pogodę.
— Kto wie, może i postawię sobie ją na biurku, żeby przy pisaniu pracy na zielarstwo trochę humor mi poprawiała. — Wlepiłem wzrok w dziewczynę, a ona widocznie zrozumiała to zupełnie inaczej. Wcale nie chodziło mi o to, że jej nie wierzę. Bardziej zacząłem martwić się stanem jej przyborów szkolnych i książek. — Naprawdę. Serio, serio, serio. — Posłałem w jej stronę kolejny uśmiech.
— Raczej chodzi mi o sam fakt, że będzie tam stać. Brokat to zdradziecki pyłek i jest dosłownie wszędzie, czego jestem najlepszym przykładem. — Jak na zawołanie znowu spróbowałem otrzepać spodnie. — Ale jak wolisz. No i twoja walentynka też jest bardzo ładna, podoba mi się. Ale co to telezegarynki? — Podrapałem się w tył głowy. Nie miałem pojęcia, a ciekawość była ważniejsza. Pewnie ją nieźle rozbawiłem. Mniejsza o to, powinna zrozumieć, że nie muszę znać wszystkiego!
— Nie stójmy tu bezczynnie — odezwałem się, zanim Wanda chociażby otworzyła usta. — Może zabierzemy ze sobą jakieś owoce ze spiżarni, a potem przejdziemy się na spacer? Nie jestem przekonany co do spędzenia tego czasu w szkole, mamy dziś naprawdę ładną pogodę.
poniedziałek, 19 lutego 2018
Brokatowe serduszko i słaby poeta [3]
Odetchnął głęboko, a ja podniosłam prawą brew, nerwowo splatając dłonie przed sobą.
Będzie dobrze, będzie dobrze.
— Tak, wiem. Ty też pewnie wiesz, że jestem Alex — odbił piłeczkę i parsknął śmiechem, a ja parsknęłam z nim, bo co innego miałam robić. — Mi również miło panią poznać. — I ujął moją dłoń, i musnął ją ustami, i wcale nie zrobił tego za mocno, za gwałtownie i nieporadnie, ale przecież się starał, a to było najważniejsze. — To ten, wesołych walentynek, panno Przewalska. Mam nadzieję, że ci się spodoba, włożyłem w to całe swoje ambicje i resztki spokoju ducha, które mi zostały, to się ceni — oświadczył, podając mi walentynkę i uśmiechając się, a ja również się uśmiechnęłam bo może i nie było to dzieło Da Vinciego czy innego artysty, ale jednak włożono w to troszkę chęci i własnego czasu, a zrobiło mi się ciepło i miło.
Niby drobny gest, a jednak tak działał.
— Ja również mam nadzieję, że moja będzie się tobie podobać — oświadczyłam, wyciągając swoją, dosyć skromną, a w wierszykach dobra nigdy nie byłam, ale cóż. Oboje się staraliśmy. — Twoja jest przecudowna — powiedziałam, parskając śmiechem. — Kto wie, może i postawią sobie ją na biurku, żeby przy pisaniu pracy na zielarstwo trochę humor mi poprawiała. — Uśmiechnęłam się szczerze i zerknęłam na chłopaka, który chyba nie był do końca przekonany o mojej szczerości. — Naprawdę. Serio, serio, serio — dodałam po chwili, cały czas z uśmiechem.
Będzie dobrze, będzie dobrze.
— Tak, wiem. Ty też pewnie wiesz, że jestem Alex — odbił piłeczkę i parsknął śmiechem, a ja parsknęłam z nim, bo co innego miałam robić. — Mi również miło panią poznać. — I ujął moją dłoń, i musnął ją ustami, i wcale nie zrobił tego za mocno, za gwałtownie i nieporadnie, ale przecież się starał, a to było najważniejsze. — To ten, wesołych walentynek, panno Przewalska. Mam nadzieję, że ci się spodoba, włożyłem w to całe swoje ambicje i resztki spokoju ducha, które mi zostały, to się ceni — oświadczył, podając mi walentynkę i uśmiechając się, a ja również się uśmiechnęłam bo może i nie było to dzieło Da Vinciego czy innego artysty, ale jednak włożono w to troszkę chęci i własnego czasu, a zrobiło mi się ciepło i miło.
Niby drobny gest, a jednak tak działał.
— Ja również mam nadzieję, że moja będzie się tobie podobać — oświadczyłam, wyciągając swoją, dosyć skromną, a w wierszykach dobra nigdy nie byłam, ale cóż. Oboje się staraliśmy. — Twoja jest przecudowna — powiedziałam, parskając śmiechem. — Kto wie, może i postawią sobie ją na biurku, żeby przy pisaniu pracy na zielarstwo trochę humor mi poprawiała. — Uśmiechnęłam się szczerze i zerknęłam na chłopaka, który chyba nie był do końca przekonany o mojej szczerości. — Naprawdę. Serio, serio, serio — dodałam po chwili, cały czas z uśmiechem.
niedziela, 18 lutego 2018
Brokatowe serduszko i słaby poeta [2]
Odetchnąłem, czując ulgę. Może nie będzie jednak tak źle? Wanda co prawda zaśmiała się, ale to nie ze mnie, prawda? Całość przecież będzie miła, czas spędzony razem będzie ciekawy, a podczas całego spotkania nie zdarzy się nic złego. Chyba.
— Tak, wiem. Ty też pewnie wiesz, że jestem Alex. — Zaśmiałem się niezręcznie, od kiedy nie potrafię poznawać nowych ludzi? Ogarnij się, Lee. — Mi również miło panią poznać. — Ująłem jej dłoń i pocałowałem jej wierzch, pora wykorzystać zachowanie, które ojciec wpajał mi przez ostatni rok. Westchnąłem, zanim wyciągnąłem zza pleców brokatową walentynkę, która do cholery, znowu ubrudziła mi całe ręce, i podałem ją w drobne dłonie dziewczyny. — To ten, wesołych walentynek, panno Przewalska. — To, jak łamałem zasady dobrego wychowania, bolało, nie byłem w stanie się ich poprawnie trzymać, nie sposób było mnie ich wystarczająco dobrze nauczyć i zawsze było coś nie tak. — Mam nadzieję, że ci się spodoba, włożyłem w to całe swoje ambicje i resztki spokoju ducha, które mi zostały, to się ceni. — Kolejny, szeroki uśmiech w jej stronę i odwzajemnienie go. Może dobrze się kryła, a może zdecydowała się nie przejmować moim zachowaniem, w końcu nie jestem jedynym takim w całej szkole.
— Tak, wiem. Ty też pewnie wiesz, że jestem Alex. — Zaśmiałem się niezręcznie, od kiedy nie potrafię poznawać nowych ludzi? Ogarnij się, Lee. — Mi również miło panią poznać. — Ująłem jej dłoń i pocałowałem jej wierzch, pora wykorzystać zachowanie, które ojciec wpajał mi przez ostatni rok. Westchnąłem, zanim wyciągnąłem zza pleców brokatową walentynkę, która do cholery, znowu ubrudziła mi całe ręce, i podałem ją w drobne dłonie dziewczyny. — To ten, wesołych walentynek, panno Przewalska. — To, jak łamałem zasady dobrego wychowania, bolało, nie byłem w stanie się ich poprawnie trzymać, nie sposób było mnie ich wystarczająco dobrze nauczyć i zawsze było coś nie tak. — Mam nadzieję, że ci się spodoba, włożyłem w to całe swoje ambicje i resztki spokoju ducha, które mi zostały, to się ceni. — Kolejny, szeroki uśmiech w jej stronę i odwzajemnienie go. Może dobrze się kryła, a może zdecydowała się nie przejmować moim zachowaniem, w końcu nie jestem jedynym takim w całej szkole.
sobota, 17 lutego 2018
Brokatowe serduszko i słaby poeta [1]
Zacznijmy od tego, sama nie wiem, dlaczego zgłosiłam się do tej całej zabawy. Może żeby się pocieszyć. Może żeby w końcu znaleźć tego księcia na białym koniu, chociaż większe prawdopodobieństwo, że trafiłabym na Nivana Oakleya, na którego trafić nie chciałam (chciałam, chciałam, wszyscy o tym wiemy). Albo po prostu, żeby troszkę się pobawić, rozluźnić i ładnie pouśmiechać, podczas zajadania się ciastkiem kupionym za cudze ruble. Tyle dobrego.
I tak właśnie, jak każdy kto się bawił oprócz biednej, chorej Van, stałam jak kołek pod tablicą i rozglądałam się za Alexandrem Lee, osobą, która mi przypadła. Gej, więc na gorący romans szansy nie było, no cóż, ale zawsze pozostawało ciastko, herbata i miło spędzone popołudnie w towarzystwie przyjaźnie nastawionej osoby (mam taką nadzieję).
— Cześć, jesteśmy wylosowani w parze. — Krótkie przywitanie po mojej prawie, a ja podniosłam wzrok i odwzajemniłam jego szeroki uśmiech. Jego spodnie miały na sobie troszkę brokatu, cekinów i innych błyskotek, i w sumie to troszkę mu współczułam, bo cholerstwo bardzo ciężko się ściągać. Będę musiała podrzucić mu kilka rad, jak to wszystko później usunąć, choć błyszczące spodnie złe przecież nie były.
— O, hej, hej — odpowiedziałam, wyciągając swoją walentynkę, bo w końcu trzeba było ją przekazać. — Wanda, to pewnie już wiesz, sądząc po tym, że do mnie podszedłeś — przedstawiłam się, parskając śmiechem. — Miło mi pana poznać.
W sumie to może będę się dobrze bawić.
I tak właśnie, jak każdy kto się bawił oprócz biednej, chorej Van, stałam jak kołek pod tablicą i rozglądałam się za Alexandrem Lee, osobą, która mi przypadła. Gej, więc na gorący romans szansy nie było, no cóż, ale zawsze pozostawało ciastko, herbata i miło spędzone popołudnie w towarzystwie przyjaźnie nastawionej osoby (mam taką nadzieję).
— Cześć, jesteśmy wylosowani w parze. — Krótkie przywitanie po mojej prawie, a ja podniosłam wzrok i odwzajemniłam jego szeroki uśmiech. Jego spodnie miały na sobie troszkę brokatu, cekinów i innych błyskotek, i w sumie to troszkę mu współczułam, bo cholerstwo bardzo ciężko się ściągać. Będę musiała podrzucić mu kilka rad, jak to wszystko później usunąć, choć błyszczące spodnie złe przecież nie były.
— O, hej, hej — odpowiedziałam, wyciągając swoją walentynkę, bo w końcu trzeba było ją przekazać. — Wanda, to pewnie już wiesz, sądząc po tym, że do mnie podszedłeś — przedstawiłam się, parskając śmiechem. — Miło mi pana poznać.
W sumie to może będę się dobrze bawić.
piątek, 16 lutego 2018
Brokatowe serduszko i słaby poeta [0]
Podszedłem do tablicy, całą drogę szurając nogami o podłogę. Aurel powtarzał, że mamy zgłosić się razem, że będzie ciekawie i miło. A co się działo? Cały pokój uwalony brokatem, masa płaczu nad krzywym kaktusem i obawy przed tym, kogo trafię jako walentynkę.
Dookoła było już kilka osób, niektóre znalazły już swoje pary, inni patrzyli w listę. Czemu, do cholery, wszystkie pary są damsko-męskie? Zdecydowałem się wreszcie pójść w ich ślady i zerknąć na kawałek papieru. Życie robiło sobie ze mnie żarty, drwiło i miało widocznie niezły ubaw. Wanda Przewalska, siostra Fomy i osoba, której obawiałem się z nieznajomych sobie powodów. Rozejrzałem się dookoła, przełykając głośno ślinę i próbowałem wyłapać blondynkę w tym całym stadzie. Stała i rozglądała się zupełnie jak ja, nie biegała po korytarzu i nie wyglądała na przejętą. A może to tylko pozory? Przez tak długi pobyt na uczelni nie zdarzyło mi się rozwinąć tej znajomości bardziej, niż "hej" na korytarzu. Nie znałem jej i nie miałem pojęcia, jak okazuje swoje emocje.
— Cześć, jesteśmy wylosowani w parze. — Uśmiechnąłem się szeroko, jakby chcąc udać, że jestem w pełni pewny tego, co robię. Dostałem w odpowiedzi spojrzenie "jakbym nie wiedziała", jakże by inaczej? Strzepnąłem z uda ostatnie, migoczące w świetle lamp, kryształki brokatu i westchnąłem cicho. To, że było niezręcznie, to za mało powiedziane.
Dookoła było już kilka osób, niektóre znalazły już swoje pary, inni patrzyli w listę. Czemu, do cholery, wszystkie pary są damsko-męskie? Zdecydowałem się wreszcie pójść w ich ślady i zerknąć na kawałek papieru. Życie robiło sobie ze mnie żarty, drwiło i miało widocznie niezły ubaw. Wanda Przewalska, siostra Fomy i osoba, której obawiałem się z nieznajomych sobie powodów. Rozejrzałem się dookoła, przełykając głośno ślinę i próbowałem wyłapać blondynkę w tym całym stadzie. Stała i rozglądała się zupełnie jak ja, nie biegała po korytarzu i nie wyglądała na przejętą. A może to tylko pozory? Przez tak długi pobyt na uczelni nie zdarzyło mi się rozwinąć tej znajomości bardziej, niż "hej" na korytarzu. Nie znałem jej i nie miałem pojęcia, jak okazuje swoje emocje.
— Cześć, jesteśmy wylosowani w parze. — Uśmiechnąłem się szeroko, jakby chcąc udać, że jestem w pełni pewny tego, co robię. Dostałem w odpowiedzi spojrzenie "jakbym nie wiedziała", jakże by inaczej? Strzepnąłem z uda ostatnie, migoczące w świetle lamp, kryształki brokatu i westchnąłem cicho. To, że było niezręcznie, to za mało powiedziane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)