sobota, 17 lutego 2018

Brokatowe serduszko i słaby poeta [1]

Zacznijmy od tego, sama nie wiem, dlaczego zgłosiłam się do tej całej zabawy. Może żeby się pocieszyć. Może żeby w końcu znaleźć tego księcia na białym koniu, chociaż większe prawdopodobieństwo, że trafiłabym na Nivana Oakleya, na którego trafić nie chciałam (chciałam, chciałam, wszyscy o tym wiemy). Albo po prostu, żeby troszkę się pobawić, rozluźnić i ładnie pouśmiechać, podczas zajadania się ciastkiem kupionym za cudze ruble. Tyle dobrego.
I tak właśnie, jak każdy kto się bawił oprócz biednej, chorej Van, stałam jak kołek pod tablicą i rozglądałam się za Alexandrem Lee, osobą, która mi przypadła. Gej, więc na gorący romans szansy nie było, no cóż, ale zawsze pozostawało ciastko, herbata i miło spędzone popołudnie w towarzystwie przyjaźnie nastawionej osoby (mam taką nadzieję).
— Cześć, jesteśmy wylosowani w parze. — Krótkie przywitanie po mojej prawie, a ja podniosłam wzrok i odwzajemniłam jego szeroki uśmiech. Jego spodnie miały na sobie troszkę brokatu, cekinów i innych błyskotek, i w sumie to troszkę mu współczułam, bo cholerstwo bardzo ciężko się ściągać. Będę musiała podrzucić mu kilka rad, jak to wszystko później usunąć, choć błyszczące spodnie złe przecież nie były.
— O, hej, hej — odpowiedziałam, wyciągając swoją walentynkę, bo w końcu trzeba było ją przekazać. — Wanda, to pewnie już wiesz, sądząc po tym, że do mnie podszedłeś — przedstawiłam się, parskając śmiechem. — Miło mi pana poznać.
W sumie to może będę się dobrze bawić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis