niedziela, 18 lutego 2018

Brokatowe serduszko i słaby poeta [2]

Odetchnąłem, czując ulgę. Może nie będzie jednak tak źle? Wanda co prawda zaśmiała się, ale to nie ze mnie, prawda? Całość przecież będzie miła, czas spędzony razem będzie ciekawy, a podczas całego spotkania nie zdarzy się nic złego. Chyba.
— Tak, wiem. Ty też pewnie wiesz, że jestem Alex. — Zaśmiałem się niezręcznie, od kiedy nie potrafię poznawać nowych ludzi? Ogarnij się, Lee. — Mi również miło panią poznać. — Ująłem jej dłoń i pocałowałem jej wierzch, pora wykorzystać zachowanie, które ojciec wpajał mi przez ostatni rok. Westchnąłem, zanim wyciągnąłem zza pleców brokatową walentynkę, która do cholery, znowu ubrudziła mi całe ręce, i podałem ją w drobne dłonie dziewczyny. — To ten, wesołych walentynek, panno Przewalska. — To, jak łamałem zasady dobrego wychowania, bolało, nie byłem w stanie się ich poprawnie trzymać, nie sposób było mnie ich wystarczająco dobrze nauczyć i zawsze było coś nie tak. — Mam nadzieję, że ci się spodoba, włożyłem w to całe swoje ambicje i resztki spokoju ducha, które mi zostały, to się ceni. — Kolejny, szeroki uśmiech w jej stronę i odwzajemnienie go. Może dobrze się kryła, a może zdecydowała się nie przejmować moim zachowaniem, w końcu nie jestem jedynym takim w całej szkole.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis