— Spokojnie, nadążam. — Kąciki ust blondyna powędrowały ku górze. — Muszę cię niestety zmartwić, walca będziemy tańczyć pomiędzy jako rozproszenie, na wejście mamy tradycyjny, anorski. Ale w razie czego polecam się do nauki. — Wstał, skłaniając się teatralnie przede mną i wyciągając dłoń, niczym zaproszenie do tańca. — A za pomoc w organizacji dziękuję, Mińsk oszalał z ogarnianiem tej roboty, zdecydowanie.
Czyli anorski? No tak, w sumie czemu mnie to nie zdziwiło i nie pomyślałam wcześniej. Przecież to było takie logiczne! Biorąc głęboki oddech, podniosłam się z krzesła.
— A więc chyba będę musiała skorzystać i wziąć kilka lekcji. — Na mojej twarzy pojawił się delikatniejszy, ale równie ciepły uśmiech, kiedy kładłam dłoń na dłoni Jamesa. Już nawet nie zwracając uwagi na tę rękawiczkę, o którą kiedyś spytam, ostrożnie ją ścisnęłam. — Bierzmy się zatem do pracy, partnerze. Najpierw papiery i wszystkie formalności, a na koniec coś lżejszego, czyli będziesz musiał nauczyć mnie tańczyć, bo kompletnie nigdy tego nie tańczyłam. A i od razu przepraszam za podeptane stopy. — Parsknęłam śmiechem, spoglądając na stertę papierów.
Od czego by tu zacząć? Na lepsze myślenie [o ile to cokolwiek pomoże] otworzyłam przemyconą paczkę herbatników i od razu wpakowałam go sobie do ust, starając się też za bardzo nie nakruszyć. Wyciągnęłam rękę z opakowaniem ciastek w stronę Jamesa.
— Proponuję załatwić na razie sprawę strojów i omówić z krawcem wszystkie kwestie. Kiedy przyjedzie, zajmie się na spokojnie swoją pracą, a my będziemy na spokojnie ogarniać resztę — zaproponowałam, zerkając kątem oka na blondyna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niezapowiedziane spotkania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niezapowiedziane spotkania. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 lutego 2018
Niezapowiedziane spotkania [5]
Etykiety:
James Hopecraft,
Niezapowiedziane spotkania
— To. Brzmi. Świetnie. Cudownie, już nie mogę się doczekać. Taniec, stroje, dekoracje. To będzie coś niesamowitego. Będzie walc? Znaczy, pewnie walc, ale wiedeński czy angielski? Oba są równie piękne, choć osobiście wolę angielski, bo jest taki bardziej płynny, dużo uniesień. Jednak biorąc pod uwagę, że nie każdy jest urodzony do tańca, polecam wiedeński. Kroki są proste, powtarzają się i ogólnie szybko wchodzą do głowy. — Skinąłem ze zrozumieniem głową, wpatrując się w rumieniącą się z ekscytacji twarz Nan. Cała impreza wydawała się naprawdę ją oczarować, nie mogłem się nie uśmiechnąć, widząc, jak bardzo promienieje na wieść o zwykłym balu. — Ze wszystkim ci pomogę! Obiecuję dać z siebie wszystko. Samo uczestniczenie w balu brzmi super, ale organizowanie jest jeszcze wspanialsze. Będzie dużo pracy, ale damy radę. — Roześmiałem się dźwięcznie, wsłuchując się w melodyjny, naładowany emocjami głos dziewczyny.
— Przepraszam, za dużo gadam. I za szybko.
— Spokojnie, nadążam. — Poszerzyłem uśmiech. — Muszę cię niestety zmartwić, walca będziemy tańczyć pomiędzy jako rozproszenie, na wejście mamy tradycyjny, anorski. Ale w razie czego polecam się do nauki. — Wstałem, skłaniając się teatralnie przed dziewczyną i wyciągając dłoń jak do tańca. — A za pomoc w organizacji dziękuję, Mińsk oszalał z ogarnianiem tej roboty, zdecydowanie.
piątek, 23 lutego 2018
Niezapowiedziane spotkania [4]
Etykiety:
Nanette Jillian O`Hare,
Niezapowiedziane spotkania
Gdy krzesło pojawiło się obok mnie, przycupnęłam, by zaraz wysłuchać, czego dotyczy sprawa.
— Bal nam się zbliża — powiedział, śmiejąc się, a ja już poczułam, jak ogarnia mnie nie euforia. — Cesarz przyjeżdża, chce sprawdzić, czy tutaj faktycznie na ludzi gawiedź wychodzi, choć nieludzie byliby lepszym odpowiednikiem. No i trzeba papierkową robotę załatwić, jakieś lekcje tańca, krawieckie ogarnianie, a przede wszystkim zająć się organizacją. Zgadnij kto się tym zajmuje. — Było to coś pomiędzy parsknięciem, a jęknięciem. — W każdym razie, jak się nastawiasz na tradycyjne, dworskie tańce?
Zaczęłam z podekscytowania nerwowo przebierać nogami. No bo hej, nigdy na żadnym balu może i nie byłam, ale po obejrzeniu wielu materiałów wyglądało naprawdę bajecznie. Zawsze chciałam ubrać się w jakąś piękną, długą suknię, mieć fantazję na głowie i zatańczyć, jak na tych balach za dawnych czasów.
— To. Brzmi. Świetnie. Cudownie, już nie mogę się doczekać. Taniec, stroje, dekoracje. To będzie coś niesamowitego. Będzie walc? Znaczy, pewnie walc, ale wiedeński czy angielski? Oba są równie piękne, choć osobiście wolę angielski, bo jest taki bardziej płynny, dużo uniesień. Jednak biorąc pod uwagę, że nie każdy jest urodzony do tańca, polecam wiedeński. Kroki są proste, powtarzają się i ogólnie szybko wchodzą do głowy — powiedziałam to wszystko na jednym tchu, ale w miarę wolno, żeby James za mną nadążył. A przynajmniej się starałam. — Ze wszystkim ci pomogę! Obiecuję dać z siebie wszystko. Samo uczestniczenie w balu brzmi super, ale organizowanie jest jeszcze wspanialsze. Będzie dużo pracy, ale damy radę. — Uśmiechnęłam się z entuzjazmem.
Nakręciłam się i już nie było odwrotu. Karuzela zaczęła działać, a ja nie chciałam zejść z mojego konika, jakim był bal.
— Przepraszam, za dużo gadam. I za szybko. — Posłałam w stronę chłopaka przepraszające spojrzenie.
— Bal nam się zbliża — powiedział, śmiejąc się, a ja już poczułam, jak ogarnia mnie nie euforia. — Cesarz przyjeżdża, chce sprawdzić, czy tutaj faktycznie na ludzi gawiedź wychodzi, choć nieludzie byliby lepszym odpowiednikiem. No i trzeba papierkową robotę załatwić, jakieś lekcje tańca, krawieckie ogarnianie, a przede wszystkim zająć się organizacją. Zgadnij kto się tym zajmuje. — Było to coś pomiędzy parsknięciem, a jęknięciem. — W każdym razie, jak się nastawiasz na tradycyjne, dworskie tańce?
Zaczęłam z podekscytowania nerwowo przebierać nogami. No bo hej, nigdy na żadnym balu może i nie byłam, ale po obejrzeniu wielu materiałów wyglądało naprawdę bajecznie. Zawsze chciałam ubrać się w jakąś piękną, długą suknię, mieć fantazję na głowie i zatańczyć, jak na tych balach za dawnych czasów.
— To. Brzmi. Świetnie. Cudownie, już nie mogę się doczekać. Taniec, stroje, dekoracje. To będzie coś niesamowitego. Będzie walc? Znaczy, pewnie walc, ale wiedeński czy angielski? Oba są równie piękne, choć osobiście wolę angielski, bo jest taki bardziej płynny, dużo uniesień. Jednak biorąc pod uwagę, że nie każdy jest urodzony do tańca, polecam wiedeński. Kroki są proste, powtarzają się i ogólnie szybko wchodzą do głowy — powiedziałam to wszystko na jednym tchu, ale w miarę wolno, żeby James za mną nadążył. A przynajmniej się starałam. — Ze wszystkim ci pomogę! Obiecuję dać z siebie wszystko. Samo uczestniczenie w balu brzmi super, ale organizowanie jest jeszcze wspanialsze. Będzie dużo pracy, ale damy radę. — Uśmiechnęłam się z entuzjazmem.
Nakręciłam się i już nie było odwrotu. Karuzela zaczęła działać, a ja nie chciałam zejść z mojego konika, jakim był bal.
— Przepraszam, za dużo gadam. I za szybko. — Posłałam w stronę chłopaka przepraszające spojrzenie.
czwartek, 22 lutego 2018
Niezapowiedziane spotkania [3]
Etykiety:
James Hopecraft,
Niezapowiedziane spotkania
— Nie szkodzi. Właśnie widzę, więc przybyłam z odsieczą! — Nan była zdecydowanie jak światełko w tunelu. Aktualnie światełko w tunelu, które posiadało paczkę herbatników i byłem gotów nazwać dziewczynę błogosławieństwem narodu i przez następny semestr oddawać jej hołd. W tych nerwach mógłbym nawet stworzyć jej kapliczkę lub ołtarzyk, zawsze coś. — Mam nadzieję, że lubisz. Poza tym, pomogę, jeśli mogę. Inaczej sam niedługo utoniesz w tych papierach i staniesz się kłębkiem nerwów, a tego chyba nie chcemy — dodała, podchodząc do sterty papierów. Powstrzymałem odruch przytulenia jej z wdzięczności, bo aktualnie jakakolwiek ludzka istota była wybawieniem od tych papierzysk. No, może tylko Nanette, ale dziewczyna miewała zbawienny wpływ na mój humor, polepszając go samą swoją obecnością.
— A więc czego dotyczy sprawa? No chyba, że to informacje pilnie strzeżone, a zwykłe pospólstwo nie może mieć do nich dostępu.
— Siadaj. — Pstryknąłem palcami, przywołując wolne krzesło, żeby dziewczyna mogła usiąść. — Bal nam się zbliża — poinformowałem ją ze śmiechem. — Cesarz przyjeżdża, chce sprawdzić, czy tutaj faktycznie na ludzi gawiedź wychodzi, choć nieludzie byliby lepszym odpowiednikiem. No i trzeba papierkową robotę załatwić, jakieś lekcje tańca, krawieckie ogarnianie, a przede wszystkim zająć się organizacją. Zgadnij kto się tym zajmuje — parsknąłem, a może raczej jęknąłem? — W każdym razie, jak się nastawiasz na tradycyjne, dworskie tańce?
wtorek, 20 lutego 2018
Niezapowiedziane spotkania [2]
Etykiety:
Nanette Jillian O`Hare,
Niezapowiedziane spotkania
Po odczekaniu przez chwilkę zdecydowałam się na wejście do środka. Wysoki, powiedzmy, że dobrze znany mi blondyn siedział do drzwi odwrócony plecami. Tak jak się spodziewałam, sterty kartek, arkuszy i formularzy otaczały go, tworząc małą fortecę. Jeśli właśnie tak wygląda praca samorządu, to ja podziękuję.
— Czego? — Warknięcie, niezbyt przyjemne. Szybko jednak puściłam to w nie pamięć, bo sama pewnie byłabym tym wszystkim zdenerwowana. Odwrócił się z zabójczym wzrokiem, który po chwili zniknął. — Przepraszam cię, nawał roboty — jęknął i podniósł się.
— Nie szkodzi. Właśnie widzę, więc przybyłam z odsieczą! — Wyjęłam paczkę herbatników i uniosłam ją w górę. — Mam nadzieję, że lubisz. Poza tym, pomogę, jeśli mogę. Inaczej sam niedługo utoniesz w tych papierach i staniesz się kłębkiem nerwów, a tego chyba nie chcemy — dodałam i podeszłam do sterty papierów.
Mało ich nie było. Złapałam się pod boki, ciężko wzdychając. Nasz “kochany” dyrektor chyba powoli tracił już zdrowy rozsądek, zrzucając tyle papierkowej roboty na jednego ucznia. No nic, byłam na wszelki wypadek przygotowana, gdyby jednak odmówił i zapierał się nogami oraz rękami.
— A więc czego dotyczy sprawa? No chyba, że to informacje pilnie strzeżone, a zwykłe pospólstwo nie może mieć do nich dostępu. — Uniosłam ręce w obronnym geście.
— Czego? — Warknięcie, niezbyt przyjemne. Szybko jednak puściłam to w nie pamięć, bo sama pewnie byłabym tym wszystkim zdenerwowana. Odwrócił się z zabójczym wzrokiem, który po chwili zniknął. — Przepraszam cię, nawał roboty — jęknął i podniósł się.
— Nie szkodzi. Właśnie widzę, więc przybyłam z odsieczą! — Wyjęłam paczkę herbatników i uniosłam ją w górę. — Mam nadzieję, że lubisz. Poza tym, pomogę, jeśli mogę. Inaczej sam niedługo utoniesz w tych papierach i staniesz się kłębkiem nerwów, a tego chyba nie chcemy — dodałam i podeszłam do sterty papierów.
Mało ich nie było. Złapałam się pod boki, ciężko wzdychając. Nasz “kochany” dyrektor chyba powoli tracił już zdrowy rozsądek, zrzucając tyle papierkowej roboty na jednego ucznia. No nic, byłam na wszelki wypadek przygotowana, gdyby jednak odmówił i zapierał się nogami oraz rękami.
— A więc czego dotyczy sprawa? No chyba, że to informacje pilnie strzeżone, a zwykłe pospólstwo nie może mieć do nich dostępu. — Uniosłam ręce w obronnym geście.
poniedziałek, 19 lutego 2018
Niezapowiedziane spotkania [1]
Etykiety:
James Hopecraft,
Niezapowiedziane spotkania
Dni mijały, dni mijały, a to wszystko tylko zmierzało w stronę nieuchronnego końca pracy, który wisiał nad nami jak jakiś niezamierzony deadline, któremu bogowie zapomnieli ustawić tryby wyłączenia się po spełnieniu normy. Ciągle coś się działo, a teraz jeszcze to. Mińsk pojawił się znienacka, zaczął wydzierać się, rzucał wokoło papierami i odgrażał się, że teraz to go popamiętamy.
A o co chodziło? Cesarz w końcu zapowiedział wizytę. Że bal ma być. Że cudownie ma być. Że trzeba te wszystkie mniejsze pokraki czy większe damy nauczyć tańczyć. Że trzeba zadbać o przygotowania krawieckie, bo przecież nie mogą wystąpić w łachmanach. Że trzeba wynająć orkiestrę, zorganizować salę, gdzie w szkole znajdzie się wystarczająco dużo przestrzeni? Magiczna przebudowa pochłonie większość budżetu, a przez te, cytując "pierdolone sukienki z brylantami", tym bardziej "kasa nie będzie się zgadzać". Co w związku z tym?
Odpowiedzialność za organizację spadła na Samorząd Uczniowski, co by sobie tym za bardzo dyrektor głowy nie wywracał. Cudnie. Cudownie. Samotna walka z dopinaniem budżetu, właśnie tego potrzebowałem.
Na całe szczęście, nieszczęście los zlitował się nade mną i ktoś zapukał, a następnie wszedł.
— Czego? — warknąłem, siedząc plecami do drzwi. Czas gonił, pracy było za dużo, a w połączeniu z dodatkowym zadaniem od Mińska kurczył się jeszcze bardziej, zaczynałem chyba zostawać szału. Odwróciłem się z morderczym wzrokiem, żeby zauważyć Nan. — Przepraszam cię, nawał roboty — jęknąłem podnosząc się, bo przecież nie wypadało siedzieć, gdy dama stała.
Niezapowiedziane spotkania [0]
Etykiety:
Nanette Jillian O`Hare,
Niezapowiedziane spotkania
Zapowiadał się kolejny, ciepły dzień. Wiele osób zapewne przeklinało w duchu słońce, a gdy będzie zimno lub zacznie padać, będą błagać o jego powrót. To było tak dokładnie w ludzkiej naturze. Chcieć to, czego akurat się nie ma. Ja natomiast skończyłam książkę i kompletnie nie miałam co robić. Iść po kolejną do biblioteki? Nie, wolałam jeszcze tam nie zaglądać i nie skończyć z guzem na środku czoła, żeby wyglądać jak nieudana próba stworzenia jednorożca. Coś narysować? Też odpada, nie miałam natchnienia. Poleżałam jeszcze chwilę na łóżku, przewracając się z boku na bok. Po kilku minutach zrobiło się z lekka duszno. Niechętnie podeszłam do okna, uchylając je. Fala chłodnego powietrza natychmiast omiotła moją twarz. Wzięłam głęboki oddech, cudowne uczucie. Odwróciłam się i obrzuciłam spojrzeniem pokój. Przydałoby się trochę posprzątać. Nie oszukujmy się, pomimo moich wszelkich starań utrzymania porządku, zawsze po kilku dniach w jakimś kącie już się robił bałagan.
Fajnie byłoby mieć jakąś dobrą duszyczkę do pomocy. Wcale nie pogardziłabym współlokatorką. O, właśnie. Może odwiedzić kogoś znajomego? Zabawne, bo jak na razie znałam ledwo trzy osoby. Padło więc na Jamesa. Pewnie tonął teraz w dokumentach, więc może przydałaby się mała pomoc. Postanowiłam przemycić też ze sobą paczkę herbatników. Słyszałam o zakazie cukru. Kto to w ogóle wymyślił? Tak więc uzbrojona czmychnęłam w stronę pokoju samorządu. Po drodze starałam się wyglądać jak najbardziej normalnie, ukrywając za bluzą mój skarb. Kilka minut później już stałam przed drzwiami pokoju samorządu. Zanim jeszcze zapukałam, kawałek dalej do windy podjechał chłopak na wózku. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, obdarzyłam go ciepłym uśmiechem, by chwilę później uderzyć dwa razy w drzwi.
Fajnie byłoby mieć jakąś dobrą duszyczkę do pomocy. Wcale nie pogardziłabym współlokatorką. O, właśnie. Może odwiedzić kogoś znajomego? Zabawne, bo jak na razie znałam ledwo trzy osoby. Padło więc na Jamesa. Pewnie tonął teraz w dokumentach, więc może przydałaby się mała pomoc. Postanowiłam przemycić też ze sobą paczkę herbatników. Słyszałam o zakazie cukru. Kto to w ogóle wymyślił? Tak więc uzbrojona czmychnęłam w stronę pokoju samorządu. Po drodze starałam się wyglądać jak najbardziej normalnie, ukrywając za bluzą mój skarb. Kilka minut później już stałam przed drzwiami pokoju samorządu. Zanim jeszcze zapukałam, kawałek dalej do windy podjechał chłopak na wózku. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, obdarzyłam go ciepłym uśmiechem, by chwilę później uderzyć dwa razy w drzwi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)