Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Róże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Róże. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 lutego 2018

Róże [4]

Szybka wymiana walentynkami, oczywiste odczytanie ich i uśmiech na twarzy, byle sprawić tej drugiej osobie radość i sprawiać wrażenie, że jednak wiesz co robić i wcale nie czujesz się nieswojo, bo temat nie chciał się zagaić, rozmowa była sztywna, a ty sam miałeś ochotę zniknąć gdzieś pod ziemią i nie wracać. Zdecydowanie.
Jednak oboje zaśmialiśmy się, poprawiliśmy sobie nawzajem humor i chyba oboje stwierdziliśmy, że w sumie to nie jest aż tak źle.
— Też nie jestem zbyt dobrym poetą, ale mam nadzieję, że będzie okej — mruknęła, z dziwną pustką w zielonych oczętach, które natychmiastowo wyblakły. Znikanie w swoim świecie myśli było już chyba jedną z podstawowych rzeczy spotykanych u każdego na kampusie i obowiązkiem ucznia AWU było zostać wybudzonym przez inną osobę jakąś cichą, głupawą kwestią. Ludzie zaczynali czasem przypominać żywe trupy.— I pozwolę, herbaty nigdy nie odmawiam — dodała po chwili, wracając, posyłając mi uśmiech i rzucając we mnie ulgą, bo widocznie trafiłem, jeśli chodzi o napój. Przynajmniej tyle dobrego. — Zwłaszcza, że moje zapasy prawdopodobnie topią się w wannie, bo pewien ruski misiek jest na mnie zły — powiedziała jeszcze na dokładkę, a ja pokiwałem głową. Już w sumie nic mnie tu nie zdziwi, nie po zobaczeniu tego, jak wyglądają ręce Hopecrafta, nie po tym, co przeżyłem z Yamirem i nie po tym, co sam zaczynałem momentami przeżywać. Naprawdę, parzenie herbaty w wannie już gdzieś kiedyś widziałem.  Ruskie misie też. Tak, zdecydowanie.
— A więc, mademoiselle, zapraszam. — Wystawiłem jej łokieć z uśmiechem na ustach i wspomnieniem Przewalskiej, która kiedyś, po podobnej kwestii wyjechała do mnie z wręcz perfekcyjną, francuską wymową. Niech cię, Wandaleno.

czwartek, 22 lutego 2018

Róże [3]

— Ja również mam taką nadzieję. Pozwolisz, że ukradnę cię do miastowej kawiarenki na herbatę i ciastko? — spytał, uśmiechając się delikatnie z nutką szelmostwa, przez co przypominał mi liska z ukochanej bajki. Szczwany lisek. — Ale przedtem dopełnię tylko formalności. — W moją stronę została wyciągnięta różowa kartka, swoją drogą bardzo ładna, z motywem róż, na której widniały walentynkowe życzenia [z internetu jak głosiła strzałeczka, na co się zaśmiałam się cicho]. Wręczyłam mu również swoją walentynkę, którą właściwie robiłam o drugiej nad ranem, stwierdzając, że będzie dobrze, jeśli napiszę jakikolwiek wierszyk, dam słodką naklejkę i życzę miłego święta zakochanych. Innymi słowy sama nie zabłysłam.
Poszerzyłam uśmiech rozbawiona.
— Też nie jestem zbyt dobrym poetą, ale mam nadzieję, że będzie okej — powiedziałam, przejeżdżając palcami po krawędziach walentynki i spuściłam wzrok. Przeważnie dawałam kwiaty, ale jako że nie wiedziałam, dla kogo miałam przygotować bukiecik, to zrezygnowałam z tego pomysłu. Wiersze były jego specjalnością. Wychodziły mu, nawet gdy nie wiedział co napisać. — I pozwolę, herbaty nigdy nie odmawiam — zaśmiałam się cicho, podnosząc w końcu spojrzenie na Nivana. Nawet jeśli była słabsza od Róż czy verlitki, ale to zawsze było coś. Mrugnęłam niewidzącymi oczyma, starając się skupić na chłopaku przede mną, jakby jego obraz był trzymającą mnie przy rzeczywistości kotwicą. Ech, dlatego nie lubię wszelakich mniejszych bądź większych świąt. — Zwłaszcza, że moje zapasy prawdopodobnie topią się w wannie, bo pewien ruski misiek jest na mnie zły — powiedziałam na wpół świadoma tego, co wypływa z moich ust, przechylając głowę i westchnąwszy, uśmiechnęłam się szeroko.

piątek, 16 lutego 2018

Róże [2]

Dość słabo rozgarnięta w rzeczywistości dziewczyna zamrugała gwałtownie, jakby obraz przed oczami znacząco jej się rozmazał, przyjęła dość dziwny grymas i nie wyglądała na najszczęśliwszą personę we wszechświecie.
No, a potem uśmiechnęła się promiennie i dygnęła, jak to na damę przystawało (wcale nie), białe włosiska zafalowały, podobnie jak tęczowe frędzelki szalika.
— Miło mi, Pelagonija Eternum — powiedziała, upewniając mnie w tym, że na sto procent jest moją parą i nie popełniłem żadnej gafy w myleniu osobistości. — Mam nadzieję, że dobrze minie nam wspólnie spędzony czas — dodała, zerkając na mnie bez zdejmowania uśmiechu z buzi. Była ładna, podobno miła, lubiła herbatę i kwiaty. Gdybym wiedział wcześniej, to kupiłbym jej jakiś fikuśny bukiecik, albo lepiej coś doniczkowego, bo cięte szybko gniją. Schną. Cokolwiek. No cóż, zostaje tylko doprowadzenie tego spotkania do kulminacyjnego momentu i dobrej zabawy i zaciągnięcie jej do kwiaciarni, żeby sobie dobrała jakiego chabazia dla własnej uciechy. Niestety, dzisiaj to ja będę dzbanem, który płaci za atrakcje.
— Ja również mam taką nadzieję. Pozwolisz, że ukradnę cię do miastowej kawiarenki na herbatę i ciastko? — Uniosłem brwi, nie ukrywając delikatnego, firmowego uśmieszku i mrużenia oczu. — Ale przedtem dopełnię tylko formalności — dodałem, wyciągając w jej stronę kartkę walentynkową z jakimiś pierwszymi lepszymi życzeniami z internetu. Byle do przodu.

czwartek, 15 lutego 2018

Róże [1]

Zdmuchnęłam kosmyk włosów z twarzy na bok, spoglądając na tablicę i ściskając walentynkę w dłoniach. Naprawdę nie miałam zamiaru brać udział w tej zabawie urządzanej przez samorząd, ale siły wyższe [Vladdy] w perfidny sposób mnie zmusiły [zgłosił mnie bez pozwolenia, a potem poszedł chlać do Mińska]. Ale cóż, siły wyższe siedzą z Dropsikiem i Wallim, zapewne wyklinając mnie po rusku, ale zasłużyły sobie, bo przez nie teraz sterczałam i wlepiałam tępy wzrok w ogłoszenie.
Westchnęłam cicho, poprawiając Amigo wokół talii, który wyróżniał się na tle białej spódnicy z wysokim stanem, po czym ponownie skupiłam się na tablicy. Nie odlatuj, Pel. Odszukałam swoje imię na tablicy, a widząc swoją parę, zmarszczyłam odrobinę brwi i starałam się przypomnieć sobie, kim na frędzle Szaliczka jest Nivan? Tak to jest, gdy się nie słuchało plotek, tylko latało z głową w chmurach i tańczyło kaczuchy na rynku. Niczego nie żałuję!
Dobra, eee... Niebieskie włosy, przeważnie miga mi gdzieś z Wandą w tle i, jasny szlag, nic więcej nie wiem.
— Hej? — Oto nadeszło moje wybawienie. — Z tego, co udało mi się wyczytać, to panienka jest moją walentynką. Kłaniam się nisko, Nivan Oakley, cała przyjemność po mojej stronie. — Zamrugałam, starając się wyjść z mgły, wyglądać przytomniej, widzieć go, a nie tylko patrzyć na niego. Uśmiechnęłam się najładniej, jak umiałam, dobierając słowa, po czym dygnęłam w odpowiedzi na ukłon.
— Miło mi, Pelagonija Eternum — powiedziałam, wlepiając w niego wzrok. — Mam nadzieję, że dobrze minie nam wspólnie spędzony czas — dodałam.

Róże [0]

To wszystko przez Yamira.
Gdyby mnie do tego nie zmuszał i nie chichrał się jak nienormalny z moich umiejętności uwodzenia, które swoją drogą biły te jego i większości ludzi na głowę, to nie stałbym teraz pod tablicą, wachlując się walentynką własnej roboty. Było gorąco, dalej i nieustannie, co potraktowałem jako czynnik zapalny do zmiany papierka w przenośny wiatraczek.
Wracając, hindus powiedział: „Ja cię nie podpuszczam, ale nie weźmiesz udziału w tej zabawie walentynkowej” i wszystko poszło w cholerę, bo jak to, ja nie podejmę się wyzwania rzuconego przez tą małą, złocistą gnidę? Ja? Musiałbym nie nazywać się Nivan Oakley, żeby uciec od tego z podkulonym ogonem.
Dlatego teraz właśnie w tłumie wypatrywałem białej główki, bowiem moją parą okazał się nie kto inny, jak legendarna Pelagonija, przez większość uczniów określana mianem Nadziei Tego Świata i Słońca Narodów, sam do tej pory nie miałem jeszcze okazji się o tym przekonać.
Jak widać, los postanowił to zmienić.
— Hej? — rzuciłem nieśmiało, gdy dziewczyna zamajaczyła mi na horyzoncie, a w sumie to stanęła kilka kroków przede mną. — Z tego, co udało mi się wyczytać, to panienka jest moją walentynką. Kłaniam się nisko, Nivan Oakley, cała przyjemność po mojej stronie. — Nie mogłem powstrzymać mimowolnego ukłonu, którego mama wyuczyła mnie perfect, chociaż w sumie nigdy się przed kim płaszczyć nie musiałem.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis