— Wybrałem się na spacer, miałem w planach ochłodzić się w jeziorze. Może dołączysz do mnie? — zapytał, a mi pozostało się uśmiechnąć i pokręcić głową, bo nie miałam ochoty na wchodzenie do jeziora.
A jednak, w końcu włożyłam swoją dłoń w tę jego, bo kto mi miał zabronić, tak dawno tego nie robiłam, a przecież zamoczenie stóp do kostek krzywdy mi zrobić nie miało, czyż nie? Dlatego w końcu ruszyłam z nim w kierunku wody, z delikatnym uśmiechem malującym się na mojej twarzy (jak i na jego, bo chyba cieszył się, że się zgodziłam).
— Tak właściwie, to jak z brokatem? — zapytał, gdy znaleźliśmy się na brzegu, a ja zmarszczyłam czoło, bo nie do końca wiedziałam, o co mu chodzi, choć domyśliłam się, że może mieć to związek z cudowną walentynką, którą wręczył mi w tamten dzień. — Dałaś sobie z nim radę czy walentynka ubrudziła wszystko, jak leci? Mam wyrzuty sumienia z tego powodu — stwierdził, zrzucając przy tym buty, a następnie skarpetki z nóg, podwijając nogawki i chwilę później stojąc już w wodzie.
Zrobiłam to samo, szybko odwiązałam sandałki, a następnie zanurzyłam stopę w dosyć zimnym, niestety, jeziorze.
— Nie masz czym się przejmować, Alex — oświadczyła, posyłając mu uśmiech, gdy już stanęła obok niego. — Dałam sobie radę, nie miałam z nią ani jednego problemu, przysięgam. — Uderzyła dłonią kilka razy w klatkę piersiową, a następnie parsknęła śmiechem.
W sumie to mogła robić tak częściej. Po prostu nie robić nic.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Działać bez działania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Działać bez działania. Pokaż wszystkie posty
sobota, 17 marca 2018
środa, 14 marca 2018
Działać bez działania [3]
Etykiety:
Alexander Lee,
Działać bez działania
Na reakcję Wandy nie musiałem długo czekać, odpowiedź zrodziła się u niej natychmiast i była nadzwyczaj przemyślana.
— Wydawało mi się, że to wiedza z podstawówki, ale do przeprowadzenia fotosyntezy potrzebne są promienie słoneczne, które ty ewidentnie mi zabrałeś. — Otrzepała energicznie sukienkę i naciągnęła ją mocniej na nogi. Nie pytaj Alex, tylko nie pytaj. Niech cię nie kusi. — Mi również miło ciebie widzieć — rzuciła wreszcie. — Co sprowadziło cię w te skromne progi? — Odwzajemniłem uśmiech i usiadłem naprzeciwko dziewczyny.
— Wybrałem się na spacer, miałem w planach ochłodzić się w jeziorze. Może dołączysz do mnie? — Wyciągnąłem w jej stronę dłoń z nadzieją, że ją złapie i dołączy do mojego planu. Nie mogłem uwierzyć, że tak po prostu chciała prażyć się w słońcu. Przecież to samobójstwo.
Twarz zaczynała już boleć z powodu ciągłego, szerokiego uśmiechu, ale w końcu zapadła decyzja. Złapała dłoń, pozwoliła pomóc sobie we wstaniu i ruszyłem do wody, nie puszczając jej dłoni z grzeczności (co z tego, że mogła odebrać to inaczej).
— Tak właściwie, to jak z brokatem? Dałaś sobie z nim radę czy walentynka ubrudziła wszystko, jak leci? Mam wyrzuty sumienia z tego powodu. — Jedną ręką zrzuciłem buty i skarpetki, odrzuciłem je na bok i wszedłem do jeziora. Zaczekałem chwilę na Wandę, a moment później staliśmy już w wodzie do kostek.
— Wydawało mi się, że to wiedza z podstawówki, ale do przeprowadzenia fotosyntezy potrzebne są promienie słoneczne, które ty ewidentnie mi zabrałeś. — Otrzepała energicznie sukienkę i naciągnęła ją mocniej na nogi. Nie pytaj Alex, tylko nie pytaj. Niech cię nie kusi. — Mi również miło ciebie widzieć — rzuciła wreszcie. — Co sprowadziło cię w te skromne progi? — Odwzajemniłem uśmiech i usiadłem naprzeciwko dziewczyny.
— Wybrałem się na spacer, miałem w planach ochłodzić się w jeziorze. Może dołączysz do mnie? — Wyciągnąłem w jej stronę dłoń z nadzieją, że ją złapie i dołączy do mojego planu. Nie mogłem uwierzyć, że tak po prostu chciała prażyć się w słońcu. Przecież to samobójstwo.
Twarz zaczynała już boleć z powodu ciągłego, szerokiego uśmiechu, ale w końcu zapadła decyzja. Złapała dłoń, pozwoliła pomóc sobie we wstaniu i ruszyłem do wody, nie puszczając jej dłoni z grzeczności (co z tego, że mogła odebrać to inaczej).
— Tak właściwie, to jak z brokatem? Dałaś sobie z nim radę czy walentynka ubrudziła wszystko, jak leci? Mam wyrzuty sumienia z tego powodu. — Jedną ręką zrzuciłem buty i skarpetki, odrzuciłem je na bok i wszedłem do jeziora. Zaczekałem chwilę na Wandę, a moment później staliśmy już w wodzie do kostek.
sobota, 10 marca 2018
Działać bez działania [2]
Etykiety:
Działać bez działania,
Wanda Anastazja Przewalska
A osobą, która zdecydowała o zabraniu mi życiodajnego słońca był Alexander Lee, ewidentnie zadowolony z tego, co zrobił. Posłałam mu podirytowane spojrzenie, bo po prostu wyjątkowo nie miałam ochoty dyskutować, rozmawiać.
Chciałam troszkę odpocząć, jak mi Renee radziła, a zaraz wyjdzie z tego kłótnia. Cudownie.
— Cześć, Wandziuchna. Co tam u ciebie? Przeprowadzasz fotosyntezę? Kiedy zzieleniejesz? — zapytał, posyłając mi widok swoich zębów w szerokim uśmiechu mówiącym o tym, jak dumny był ze swojego żartu.
Prychnęłam, podnosząc się do góry.
— Wydawało mi się, że to wiedza z podstawówki, ale do przeprowadzenia fotosyntezy potrzebne są promienie słoneczne, które ty ewidentnie mi zabrałeś — stwierdziłam chłodno, otrzepując sukienkę i w sumie to zaczynałam żałować, że ją założyłam, bo jednak nogi były widoczne, a z nogami była i widoczna blizna na tej prawie, którą raczej wolałam ukrywać, a przy tym unikać dyskusji z nią związanych. Odchrząknęłam. — Mi również miło ciebie widzieć — stwierdziłam, uśmiechając się delikatnie i przekrzywiając głowę w prawo. — Co sprowadziło cię w te skromne progi? — zapytałam, rozkładając ręce, oczywiście utrzymując szeroki uśmiech na twarzy.
A mogłam siedzieć w spokojnej szklarni, w której nikt by mi nie przeszkadzał.
I płakać, bo co innego miałam do roboty, czyż nie?
Chciałam troszkę odpocząć, jak mi Renee radziła, a zaraz wyjdzie z tego kłótnia. Cudownie.
— Cześć, Wandziuchna. Co tam u ciebie? Przeprowadzasz fotosyntezę? Kiedy zzieleniejesz? — zapytał, posyłając mi widok swoich zębów w szerokim uśmiechu mówiącym o tym, jak dumny był ze swojego żartu.
Prychnęłam, podnosząc się do góry.
— Wydawało mi się, że to wiedza z podstawówki, ale do przeprowadzenia fotosyntezy potrzebne są promienie słoneczne, które ty ewidentnie mi zabrałeś — stwierdziłam chłodno, otrzepując sukienkę i w sumie to zaczynałam żałować, że ją założyłam, bo jednak nogi były widoczne, a z nogami była i widoczna blizna na tej prawie, którą raczej wolałam ukrywać, a przy tym unikać dyskusji z nią związanych. Odchrząknęłam. — Mi również miło ciebie widzieć — stwierdziłam, uśmiechając się delikatnie i przekrzywiając głowę w prawo. — Co sprowadziło cię w te skromne progi? — zapytałam, rozkładając ręce, oczywiście utrzymując szeroki uśmiech na twarzy.
A mogłam siedzieć w spokojnej szklarni, w której nikt by mi nie przeszkadzał.
I płakać, bo co innego miałam do roboty, czyż nie?
Działać bez działania [1]
Etykiety:
Alexander Lee,
Działać bez działania
Wychodząc z akademika, związałem włosy w kucyk i nawyklinałem w myślach po raz kolejny tego dnia na pogodę. Koszulka nieprzyjemnie się lepiła, włosy były wilgotne, a ja dostawałem autentycznej kurwicy. Czarne włosy nie pomagały, ilość lekcji wzmagała ból głowy, a całość nie wyglądała na coś, co miało szybko się zakończyć.
Droga przez las dała częściową ulgę, drzewa oferowały niewielki powiew wiatru, a deszcz pojawił się tak dawno, że nie było nawet duszno. Uśmiechnąłem się szeroko na samą myśl o zanurzeniu stóp w zimnej wodzie jeziora, chwili odetchnięcia od ciepła, które już męczyło. Ulgi nie mogłem poczuć nawet w nocy. Nienawidziłem takiej pogody, nie ma co ukrywać.
Wkroczyłem na teren obejmujący altankę i część brzegu zbiornika. Zmrużyłem oczy, kiedy słońce odbiło się od tafli i oślepiło mnie. No do chuja pana, ileż można?
Zatrzymałem się w półkroku, ciche "kurwa" zatrzymało się w połowie, a rozmyślanie o tym, jak agresywny staję się w letnie dni, zniknęło.
Wanda siedziała na trawie i brudziła sokiem jasną sukienkę, ale nie przejmowała się tym wcale. Grzała się w słońcu, zupełne przeciwieństwo mojej nienawiści. Była zadowolona do momentu, gdy nie stanąłem przed nią i nie zakryłem tej wstrętnej i uciążliwej gwiazdy.
— Cześć, Wandziuchna. Co tam u ciebie? Przeprowadzasz fotosyntezę? Kiedy zzieleniejesz?
Droga przez las dała częściową ulgę, drzewa oferowały niewielki powiew wiatru, a deszcz pojawił się tak dawno, że nie było nawet duszno. Uśmiechnąłem się szeroko na samą myśl o zanurzeniu stóp w zimnej wodzie jeziora, chwili odetchnięcia od ciepła, które już męczyło. Ulgi nie mogłem poczuć nawet w nocy. Nienawidziłem takiej pogody, nie ma co ukrywać.
Wkroczyłem na teren obejmujący altankę i część brzegu zbiornika. Zmrużyłem oczy, kiedy słońce odbiło się od tafli i oślepiło mnie. No do chuja pana, ileż można?
Zatrzymałem się w półkroku, ciche "kurwa" zatrzymało się w połowie, a rozmyślanie o tym, jak agresywny staję się w letnie dni, zniknęło.
Wanda siedziała na trawie i brudziła sokiem jasną sukienkę, ale nie przejmowała się tym wcale. Grzała się w słońcu, zupełne przeciwieństwo mojej nienawiści. Była zadowolona do momentu, gdy nie stanąłem przed nią i nie zakryłem tej wstrętnej i uciążliwej gwiazdy.
— Cześć, Wandziuchna. Co tam u ciebie? Przeprowadzasz fotosyntezę? Kiedy zzieleniejesz?
środa, 7 marca 2018
Działać bez działania [0]
Etykiety:
Działać bez działania,
Wanda Anastazja Przewalska
Zrobiło się ciepło. Bardzo ciepło, wręcz gorąco, a siedzenie w szklarni było praktycznie samobójstwem.
Dlatego w końcu wyłoniłam się z niej, wysunęłam nos i wyjrzałam na całkiem przyjemny świat na zewnątrz. Ptaki śpiewały, słońce świeciło, a kwiaty ostatecznie się rozwinęły, więc tylko czekać na upierdliwe narzekanie Fomy na pyłki unoszące się w powietrzu, bo jak to tak, jak te rośliny tak mogą uczulać.
Wracając, ostatecznie zdecydowałam się na wycieczkę nad jezioro, do altanki, gdzie mogłabym zaznać cudownego spokoju. I o dziwo, założyłam nawet sukienkę (o dziwo odsłaniającą nogi, kolejny mały sukcesik), co było dosyć sporym osiągnięciem po "zapuszczeniu się" emocjonalnym, jak ja to lubiłam nazywać. A więc, z książką i butelką wody oraz oczywiście kapeluszem na głowie (nikt przecież nie chce dostać udaru słonecznego, prawda?) po prostu spoczęłam na trawie, uśmiechnęłam się i położyłam się, zbytnio nie przejmując się tym, że jasny materiał mógł się zrobić zielony. Jak to się mówi, trudno i tyle. Zawsze można wyprać, a w tym przypadku chodziło o niemyślenie nad niczym i nikim specjalnym. Odpoczywanie. Wsłuchiwanie się w śpiewające ptaki. Opalanie się, choć to głównym celem nie było
Aż ktoś nie zasłonił mi słońca, a ja podniosłam jedną powiekę troszeńkę zirytowana. Ale tylko ciut ciut.
Dlatego w końcu wyłoniłam się z niej, wysunęłam nos i wyjrzałam na całkiem przyjemny świat na zewnątrz. Ptaki śpiewały, słońce świeciło, a kwiaty ostatecznie się rozwinęły, więc tylko czekać na upierdliwe narzekanie Fomy na pyłki unoszące się w powietrzu, bo jak to tak, jak te rośliny tak mogą uczulać.
Wracając, ostatecznie zdecydowałam się na wycieczkę nad jezioro, do altanki, gdzie mogłabym zaznać cudownego spokoju. I o dziwo, założyłam nawet sukienkę (o dziwo odsłaniającą nogi, kolejny mały sukcesik), co było dosyć sporym osiągnięciem po "zapuszczeniu się" emocjonalnym, jak ja to lubiłam nazywać. A więc, z książką i butelką wody oraz oczywiście kapeluszem na głowie (nikt przecież nie chce dostać udaru słonecznego, prawda?) po prostu spoczęłam na trawie, uśmiechnęłam się i położyłam się, zbytnio nie przejmując się tym, że jasny materiał mógł się zrobić zielony. Jak to się mówi, trudno i tyle. Zawsze można wyprać, a w tym przypadku chodziło o niemyślenie nad niczym i nikim specjalnym. Odpoczywanie. Wsłuchiwanie się w śpiewające ptaki. Opalanie się, choć to głównym celem nie było
Aż ktoś nie zasłonił mi słońca, a ja podniosłam jedną powiekę troszeńkę zirytowana. Ale tylko ciut ciut.
Subskrybuj:
Posty (Atom)