Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bąbelkowy chłopiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bąbelkowy chłopiec. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 grudnia 2017

Bąbelkowy chłopiec [X]

Pokiwałem głową, słysząc całą wypowiedź chłopaka, który, tak jak się spodziewałem, był legendarnym facetem krzywdą.
Chyba nikt nigdy nie chciałby znaleźć się na jego miejscu. Pytanie, jego przypadłość to fatum, czy może po prostu przypadek koślawych nóg? Pomysł z folią bąbelkową tak właściwie nie był zły, ba z chęcią sam owinąłbym go w ten materiał i patrzył, jak bezpiecznie kula się przez korytarze. Chociaż znając życie i tak coś by sobie zrobił, bo takie osoby mają to po prostu we krwi, nieważne iloma warstwami pianki się ich nie otoczy.
— Ale hej, żyję? Żyję. To chyba najważniejsze, nawet jeśli widuję się z podłogą częściej niż to konieczne — mruknął niby radośnie, jednak drgnął delikatnie, a przed tym, jak spuścił wzrok na swoje stopy, niepokojący blask przeszył jego oczy.
Żyjesz, chociaż patrząc na twój organizm, to jeszcze chwila i skończysz zabity w drewnianej szkatule, bo ilość obrażeń wręcz przyprawiała o ciarki. Rozumiem, gdyby były to bójki, lanie się, czy cokolwiek innego, ale z samych upadków, przypadków i obtłukiwania się o meble? Zaskakujące.
Zmarszczyłem brwi.
— Taak... Żyjesz. — Zerknąłem mu nad ramieniem, bo odnosiłem dziwne wrażenie, że znajoma twarz mignęła mi gdzieś tam w tłumie. Nie myliłem się, niewyraźna blondynka przechadzała się właśnie korytarzem, a łagodne, tak bardzo lubiane przeze mnie, zielone spojrzenie przelatywało po ludziach, nie zatrzymując się nawet na chwilkę. Ściągnąłem usta. — Nie połam się i uważaj na siebie. Do zobaczenia — rzuciłem do chłopaka, wymijając go bez większego problemu.
Uśmiech zamajaczył na moich ustach. Odnosiłem wrażenie, że Przewalska była jedyną osobą w szkole, która była w stanie go wywołać, tak właściwie bez większego wysiłku...

czwartek, 30 listopada 2017

Bąbelkowy chłopiec [3]

— Tak, rozumiem, że wywnioskowałeś to po moim zachowaniu? — Zaśmiałem się ni rozbawionym, ni ponurym śmiechem i przekrzywiłem głowę, wyginając usta w szerokim, nieco krzywym uśmiechu. Po kilku sekundach wahania oraz miotania wzrokiem po różnych punktach chwyciłem jego rękę, żeby w końcu stanąć na równych nogach i spojrzeć na świat z wyższego poziomu niż podłoga.
— Mniej więcej, przeważnie to ignorują, ale zdarza się, że parę osób stale pomaga mi wstać i proponuje owinięcie mnie w folię bąbelkową. Ciekawe rozwiązanie, ale wątpię bym mógł się w jakikolwiek sposób poruszać w takim zabezpieczeniu — odpowiedziałem, otrzepując się i poprawiając mankamenty swojego wyglądu. Już pominę fakt, że lepiej wyglądać nie mogłem, bo przypominałem siedem nieszczęść, ale powiedzmy, że minimalnie się przejmuję swoja aparycją "Wypadłem przez okno z trzynastego piętra i przejechała mnie żółta ciężarówka".
— Często lądujesz z twarzą w podłodze?
Uśmiech nieznacznie został poszerzony i stał się nieco bardziej krzywy.
— Cóż, powiedzmy, że dla mnie dzień bez upadku zwiastuje koniec świata, ewentualnie wtedy śnię. — Czasami zastanawiałem się, czy mój byt nie powinien być podpięty pod jakiś rodzaj czarnego humoru. Tylko czekać, aż naprawdę wypadnę przez to okno, przejedzie mnie ciężarówka lub coś innego, co zakończy mą marną egzystencje. Nawet śmiercionośna uczelnia nie była w stanie zmienić mojego nastawienia do wszelakiego rodzaju wypadków lub nie wypadków.
— Ale hej, żyję? Żyję. To chyba najważniejsze, nawet jeśli widuję się z podłogą częściej niż to konieczne — dodałem, spoglądając w dół, jakby podłoże miało ożyć i znowu sprowadzić mnie do swojego poziomu. Brr, chyba kiedyś przez nią dostanę paranoi, traumy i fobii.

niedziela, 26 listopada 2017

Bąbelkowy chłopiec [2]

Chłopak zdawał się całkowicie zlewać fakt, że posmakował brudnej podłogi, utulił ją i zarył o nią [krzywym już] nosem.
Uniósł lekko głowę, spojrzał na mnie, uśmiechnął się, jak gdyby nigdy nic.
— Dziękuję za troskę. Jesteś pierwszorocznym, prawda? — spytał, dalej nie podnosząc się z ziemi. Przekrzywiłem głowę, dokładnie obserwując zachowanie rudego chłopca.
— Tak, rozumiem, że wywnioskowałeś to po moim zachowaniu? — Ukucnąłem przy nim i wystawiłem ku niemu otwartą dłoń. Podparł się na łokciach, rzucał wzrokiem to na rękę, to na moją twarz. W końcu uchwycił kończynę, a ja dźwignąłem się na nogi, ciągnąc go za sobą, tak przy okazji.
Chwiejne, chude nóżki starały się utrzymać młodziana w pionie. Dopóki, gdy na sto procent był w stanie się zrównoważyć, puściłem jego dłoń. Otrzepał zabrudzony mundurek, jeszcze raz oglądnął się od stóp do głów.
— Często lądujesz z twarzą w podłodze? — Przełożyłem delikatnie ciężar ciała na prawą nogę, przechylając się przy okazji, oczekując odpowiedzi od chłopaka, którego buźka była obita bardziej od mojej. Ściągnąłem brwi. Biedaczysko.
Był chyba tutejszym Facetem Krzywdą, tym, który kończy z gwoździem w stopie, tym, który robi sobie krzywdę, podpisując się, tym, który przewraca się na prostej drodze [jak teraz] oraz tym, na którym ciążyła paskudna klątwa, której bał się... właściwie każdy.

sobota, 25 listopada 2017

Bąbelkowy Chłopiec [1]

Dzień zaczął się normalnie, czyli cudowną pobudką, jakim był upadek z łóżka. Przeważnie to było tylko zwykłe, codzienne spotkanie z panelami, ale, jako że rysowałem do późna, mojej niedługiej podróży powietrznej towarzyszyły liczne kredki i kartki. Zanim się wyplątałem z kołdry z pięć ołówków zdążyło mi się wbić boleśnie w bok, a na skórze pojawić niewielkie zacięcia od brzegów papieru. Notabene pogniotłem wszystkie swoje nocne prace, meh. Zapamiętać - nie rysować przed snem.
Parę siniaków, niewielkich plastrów na ranki i żyłem dalej w przeciwieństwie do swoich przyborów, które swoim cielskiem połamałem na pół. Później się je zatemperuje i powinno być dobrze. W pośpiechu posprzątałem po sobie i ogarnąłem się, patrząc, czy jednak przeoczyłem gdzieś krew na mundurku. W drodze do sali już aż tak nie pędziłem, żeby mieć przynajmniej złudzenie, że wcale się nie wywalę o własne stopy. Jak już mówiłem - "złudzenie", bo zaraz zaliczyłem widowiskowego orła i "przytulałem" podłogę. Cóż, przynajmniej większość uczniów zdążyła się przyzwyczaić do mojej tendencji do upadania i mało kto zwracał na to uwagę.
— Tej, żyjesz? Nic ci nie jest? — Uniosłem głowę na dźwięk nieznanego głosu, wykorzystując czas, gdy się podnosiłem , na sprawdzenie, czy niczego sobie nie uszkodziłem. Więcej siniaków. Pieczenie i ból w okolicach nosa, jednak nie wydawał się złamany, ani nie krwawił. Nie zdarłem również łokci i kolan, więc było dobrze. Lekko kręciło mi się w głowie, ale utrzymałem się jakoś na równych nogach. Żyłem? Żyłem!
— Chyba jestem cały, już się przyzwyczaiłem — powiedziałem, mając ochotę zrobić obrót, żeby sprawdzić, czy nigdzie nie było krwi, ale w moim przypadku to był bardzo zły pomysł. — Dziękuję za troskę. — Uśmiechnąłem się, unosząc nieco wyżej głowę.
— Jesteś pierwszorocznym, prawda?

niedziela, 19 listopada 2017

Bąbelkowy chłopiec [0]

Przetarłem nadgarstek prawej dłoni, rozglądnąłem się niespokojnie po korytarzu, starając się obserwować otoczenie i słuchać go, co było dość trudne, zważając na fakt, że miałem w uszach słuchawki, a w nich dudniącą muzykę, ustawioną na maksymalną moc. Przyznam, mądre to to nie było, ale przynajmniej nie zawracano mi czterech liter sprawami mało ważnymi, ba, wręcz mnie ignorowano. Fakt ten niezmiernie mnie radował, cieszył, przyprawiał wręcz o stan ekstazy.
Jak dotąd nie poznałem nikogo ciekawego i nie miałem tego w planach, bo, póki co, pan Hopecraft wywarł na mnie pierwsze i, niestety, bardzo złe wrażenie. Automatycznie moja chęć zaznajomienia się z ludźmi spadła do zera, a blondyn odpływał sobie w siną dal statkiem S.S.NigdyWięcej.
Rudzielec na horyzoncie, chwiejący się na chudych nóżkach, majtający główką na wątłej szyjce na wszystkie strony. Wyglądał jak szmaciana lalka, którą ktoś potrząsał. W lewo i w prawo. Przód i tył. Zaraz szwy panu puszczą!
No, niekoniecznie szwy. Raczej nogi, bo tuż przede mną wywinął fenomenalnego orła, placnął całym cielskiem na ziemię, a gdy uderzył głową [a raczej nosem] o parkiet, słychać było dość głuchy dźwięk. Zerknąłem na niego przerażony, podczas gdy cały korytarz uczniów zdawał się nie zwracać na to zbytniej uwagi.
Zeskoczyłem z parapetu, wyrwałem słuchawki z uszu i ukucnąłem przy chłopaku.
— Tej, żyjesz? — spytałam, łapiąc się na myśli, że chyba rzeczywiście mam przed sobą trupa. Podniósł niemrawo głowę, jakby to wszystko było absolutnie zaplanowane, albo przynajmniej był już do tego przyzwyczajony. — Nic ci nie jest?
Pokaleczona buźka. Siniaki, plasterki, ranki dosłownie wszędzie. Chłopak powinien zostać zawinięty w folię bąbelkową w trybie ekspresowym, bo nam tu wykituje.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis