— Czego chcesz? — warknąłem, podnosząc się w rytm skrzypiącej pod naporem ludzkiej dłoni klamki, zanim Nibyłowski pojawił się w końcu w całej swojej okazałości. Karzełek, kurdupel wraz z tymi nieodzownie przekręconymi parokrotnie okularami, które już dawno powinien wyrzucić do kosza. Zapisałem w myślach, żeby przypomnieć szkolnemu pielęgniarzowi o tegorocznych badaniach profesorów, zdrowie uczniów miało nieco mniejsze znaczenie, ostatecznie oni i tak przychodzili, gdy coś złamali, a najczęściej wszelkie urazy wynikały z ich winy, bo coś przeskrobali, gdzie nie trza. Z nauczycielami inna kwestia, pozwy i odszkodowania potrafiłyby zniszczyć renomę niejednej światowej placówki.
— Uhm, przyniosłem sprawozdania? — spytał, jakby tracąc cały rezon i kuląc się w sobie, hm. Ciekawe.
— To pytanie? — odparłem, obserwując jak przewraca oczami. — I skąd to panie Mińsk? — Wskazałem mu dłonią na czystą szklankę, w towarzystwie zawsze piło się przyjemniej.
— Uhm, przyniosłem sprawozdania? — spytał, jakby tracąc cały rezon i kuląc się w sobie, hm. Ciekawe.
— To pytanie? — odparłem, obserwując jak przewraca oczami. — I skąd to panie Mińsk? — Wskazałem mu dłonią na czystą szklankę, w towarzystwie zawsze piło się przyjemniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz