środa, 18 kwietnia 2018

Świat lubi się zmieniać [2]

— Uhm, panie Mińsk? Wszystko okey? — Spojrzałem na drzwi, machając tylko dłonią w ich kierunku na znak, żeby stojąca za nimi osoba swobodnie wchodziła i panoszyłą się po tym zasranym biurze, jak zresztą większość osób, które ostatnimi czasy się tutaj przewinęły. Zrzuciłem część bezsensownych papierów z biurka na podłogę, oblewając przez przypadek kilka czerwonym winem. Zmrużyłem oczy, widząc leniwie powiększającą się, krwistą plamę na dywanie. — Panie Mińsk? — Kolejne pytanie uświadomiło mi, że osobnik stojący za drzwiami nie był w stanie zobaczyć mojego gestu, więc dlaczego miałby wejść, skoro nie otrzymał odpowiedniego komunikatu zwrotne... A kurwa, pierdolić to.
— Czego chcesz? — warknąłem, podnosząc się w rytm skrzypiącej pod naporem ludzkiej dłoni klamki, zanim Nibyłowski pojawił się w końcu w całej swojej okazałości. Karzełek, kurdupel wraz z tymi nieodzownie przekręconymi parokrotnie okularami, które już dawno powinien wyrzucić do kosza. Zapisałem w myślach, żeby przypomnieć szkolnemu pielęgniarzowi o tegorocznych badaniach profesorów, zdrowie uczniów miało nieco mniejsze znaczenie, ostatecznie oni i tak przychodzili, gdy coś złamali, a najczęściej wszelkie urazy wynikały z ich winy, bo coś przeskrobali, gdzie nie trza. Z nauczycielami inna kwestia, pozwy i odszkodowania potrafiłyby zniszczyć renomę niejednej światowej placówki.
— Uhm, przyniosłem sprawozdania? — spytał, jakby tracąc cały rezon i kuląc się w sobie, hm. Ciekawe.
— To pytanie? — odparłem, obserwując jak przewraca oczami. — I skąd to panie Mińsk? — Wskazałem mu dłonią na czystą szklankę, w towarzystwie zawsze piło się przyjemniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis