wtorek, 17 kwietnia 2018

Złote runo [10]

Kąciki ust mi drgały, podobnie jak całe ciało, rozszalały oddech, który wciąż uderzał o skórę mężczyzny i gęsia skórka na całej długości rąk, czy kręgosłupa. Szybko omotał mnie wokół palca, uśmiechnął się w ten swój lisi sposób i sam nie wiem, kiedy rozpłynąłem się pod dotykiem ręki, tak silnie wplatającej się we włosy.
— Nie mogłeś tak od razu? Nie lubię zgadywać, a mam dwudziestkę na karku, nie ma przecież czego się wstydzić...
Najzwyczajniej w świecie mnie pocałował, spełniając przy okazji skryte marzenia, dając to, czego potrzebowałem od dawna, a jednocześnie tworząc wokół mnie złudną bańkę uwagi, że jednak coś znaczę w tym świecie.
Smakował jak pierdolone jabłka. Gdybym powiedział, że nie potrafił tego robić, to skłamałbym w najgorszy dla tego świata sposób.
Dlatego jęknąłem rozczarowany, gdy finalnie się odsunął.
— Chciałeś tylko buziaka czy coś jeszcze? — spytał mruczącym tonem, prosto w moje wargi, gdzieś pomiędzy wdechami.
Nie wiem, kto mnie bardziej wkurwiał, on, z tym swoim jestestwem, atrakcyjnością i umiejętnością zawładnięcia mną, jak jakąś szmatą, czy może ja sam, bo dawałem to ze sobą zrobić.
Przeciągnąłem dłońmi po ciele chłopaka, tors, klatkę piersiową, po ramiona, by tam zahaczyć kciukami o obojczyki, wstąpić na kark i ponownie przyciągnąć go do siebie, mając nadzieję, że ta forma odpowiedzi będzie wystarczająca.
Gdybym się odezwał, prawdopodobnie głos by mi się złamał, a wtedy straciłbym ostatniego pionka na planszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis