Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złote runo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złote runo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2018

Złote runo [X]

I założył koszulę, podwinął rękawy, a po chwili stanął przede mną w pełni ubrany. Posłałem chłopakowi słaby uśmiech, bo, przysięgam, słabo czułem się z tym, co zrobiłem, może dlatego po prostu wolałem stać w miejscu, nie ruszać się, być nagim i zupełnie odsłoniętym, bo już i tak mało co się liczyło.
Ja chyba zawsze lubiłem bardzo ładnie spierdalać wszelakie rzeczy, relacje i sprawy, nieprawdaż?
Jeszcze raz, ten ostatni, pochylił się w moim kierunku, złożył na moich ustach krótki, ale jednak jaki, pocałunek, przejechał dłonią po jeszcze rozgrzanej skórze. Przymknąłem oczy, wzdychając ciężko, gdy jednak musiał już zabrać palce, a mi ponownie zrobiło się chłodno, mimo tej duchoty za oknem.
— Następnym razem nie gryź tak bardzo — stwierdził, już odwracając się na pięcie.
Pokiwałem głową, uśmiechając się nieznacznie, prawie niezauważalnie, ale jednak. Odchrząknąłem.
— Postaram się, obiecuję, w końcu muszę ci wynagrodzić — odpowiedziałem, parskając śmiechem i przeczesując włosy ręką. — Przepraszam — dodałem po chwili namysłu to jedne, praktycznie nic nieznaczące słowo, a jednak posiadające tak ogromną moc, jak to niektórzy lubili sądzić.
Po raz kolejny posłał mi spojrzenie błękitnych oczu, a kilka sekund później już go nie było, jakby nic się nigdy nie wydarzyło, a o całej sytuacji przypominały mi tylko moje ciuchy porozrzucane po pokoju, wygnieciona pościel i karty, które raczej nie nadawały się już do czegokolwiek, sądząc po ich stanie.
Burknąłem coś pod nosem i opadłem na łóżko.
Przynajmniej było przyjemnie.

Złote runo [40]

Gdy wciągałem już bokserki na tyłek, ten śmiał się pod nosem, ale jakoś tak słabo i zakładał ręce na piersi, obserwując mnie dokładnie. Nawet nie musiałem ochłonąć, emocje zeszły ze mnie jak powietrze z dmuchanej zabawki, pożądanie znowu wróciło tam, gdzie powinno się znajdować, a niebieskie oczy znowu zaginęły w brązowej, o wiele przyjemniejszej toni.
— Jak nie dziwkami, to kim my do cholery jesteśmy? — rzucił nagle, na co się skrzywiłem, bo zdecydowanie mogliśmy być nawet tymi, oh, jakże popularnymi, znajomymi z korzyściami. Do prostytucji jednak było nam daleko. — Wiem, mam dosyć... niskie mniemanie o swojej osobie, przepraszam — rzucił jeszcze gdy, wciągając na tyłek te obrzydliwe spodnie, które jeszcze przed chwilą uwierały mnie w krocze, zerknąłem na niego kątem oka. Stał tak, całkiem nagi, nieco rozczarowany i również powoli dochodzący do stanu używalności. Powtórzę kolejny raz. Pieprzony, kurwa narcyz, no, przynajmniej miał powody do tego, żeby mieć aż tak zawyżone mniemanie o sobie i swojej świetności na tle innych osób w tej szkole.
Co nie zmienia faktu, że cała ta jego zajebistość, była po prostu na dłuższą, ba, nawet na krótszą, jak nasza przygoda, metę, chujowa.
Dopiąłem ostatni guzik w koszuli, pociągnąłem za dół, wyprostowałem ją nieco i po cichym chrząknięciu, któremu towarzyszyło podwijanie rękawów, podszedłem do mężczyzny.
Pozwoliłem sobie na ostatni, niezobowiązujący pocałunek, przejechanie dłonią od żuchwy, przez szyję, do piersi chłopaka. Ciężkie westchnięcie, bo chociaż mnie wkurwił, to dalej jakoś nieszczególnie chciało mi się emigrować z pokoju, ale w końcu musiałem do tego doprowadzić.
— Następnym razem nie gryź tak bardzo.

Złote runo [39]

Skrzywił się. Odsunął się. Podniósł się i spojrzał na mnie, a ja mogłem tylko trzymać głowę wysoko, bo kurwa nie obchodziło mnie kompletnie, co teraz myślał (nie.). I stałem przed nim nagi, zupełnie odsłonięty, a on ujął moją twarz dłonią jeszcze ten jeden raz, ostatni, bo raczej na tym mogliśmy zakończyć naszą jednorazową przygodę.
I jakoś zbytnio nie było mi przykro, bo przecież niczego nie wymagałem, niczego się nie spodziewałem (również nie.).
Miał bardzo delikatne palce.
— „Robotą” zajmuje się dziwka, Walsh i nawet jeśli wyliżę ci kutasa od góry do dołu, to nią nie jestem, zakoduj to sobie — stwierdził gorzko, poklepał mnie w policzek, na co skrzywiłem się nieznacznie, bo jednak nie, Walsha nie klepie się w policzek kochany, a następnie po prostu odsunął się w poszukiwaniu swoich ciuchów.
Uśmiechnąłem się i parsknąłem beznadziejnym śmiechem, kręcąc przy tym głową i splatając ręce na piersi.
— Jak nie dziwkami, to kim my do cholery jesteśmy? — mruknąłem, a raczej zastanowiłem się na głos, raczej nie przejmując się tym, że Oakley również to usłyszał. — Wiem, mam dosyć... niskie mniemanie o swojej osobie, przepraszam — dodałem, gdy zauważyłem, że spogląda na mnie kątem błękitnego, bardzo ładnego oka.
Westchnąłem, przez chwilę porozglądałem się po pokoju, a następnie wzrokiem powróciłem do ubierającego i krzątającego się chłopaka.
Szkoda. Bardzo szkoda, że spierdoliłem w tak brzydki sposób, no ale cóż. Czas mogłem tylko zatrzymywać, nie cofać, niestety.

Złote runo [38]

Drgnąłem, gdy dłoń mocniej przycisnęła mnie do brzucha, gdy z gardła mężczyzny tym razem wyrwało się warknięcie, zamiast mruknięcia, a całokształt nagle się zmienił zasnuwając przy okazji nutką zniesmaczenia.
— Ja zawsze jestem piękny — żachnął się nagle, a ja ponownie przyznałem w myślach, że rzeczywiście, był naprawdę pierdolonym narcyzem. Jednak to pełne niezadowolenia spojrzenie upewniało mnie, że nie dokończył wywodu. W sumie, żałowałem, że na tym nie urwał, bo zdecydowanie obrzydził mi całą sytuację, mogłem przyrzec nawet, że mi przez chwilę opadł. — A ty, kurwa, jeśli łaska, trochę się odwdzięcz i zajmij się robotą, co? — Skrzywiłem się, odsuwając od ciała mężczyzny i zerkając na niego z dołu z wyraźnym zdegustowaniem na twarzy. Bo, kurwa, prawie robiłem mu laskę, a ten przemógł się tylko na jakieś pierdolone masowanie pachwin, myśląc, że mnie w ten sposób ugłaska.
Tak samo to jebane przeczesanie włosów z wyrazem twarzy, który mówił jasno „Oakley, nie uciekaj”.
Naprawdę miałem ochotę wypierdolić z tego pokoju bez słowa, a jak już kontynuować całą tę szopkę, to uprzednio odgryzając mu fiuta.
Zdjąłem dłonie z mężczyzny, odsunąłem się odrobinę i zrypałem go wzrokiem. Cała atmosfera prysnęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dobry nastrój poszedł się jebać, w przeciwieństwie do nas, a znaczący grymas wpłynął na moją twarz, gdy podnosiłem dupsko z wyrka i ujmowałem brodę Walsha pomiędzy kciuk, a palec wskazujący, miziając go delikatnie po podbródku.
— „Robotą” zajmuje się dziwka, Walsh i nawet jeśli wyliżę ci kutasa od góry do dołu, to nią nie jestem, zakoduj to sobie — wymruczałem gorzko prosto w usta brązowowłosego, za chwilę klepiąc go po policzku i odsuwając się, żeby znaleźć bokserki.
Nawet obejdę się smakiem, nawet zadowolę się ręcznym.
Nikt, kurwa, nie będzie mi, w tym tonie mówił, co mam robić, a już w szczególności nie ten skurwysyn.

Złote runo [37]

Śmiał się, bawił się doskonale, podczas gdy ja z każdym jego ruchem wzdychałem ciężko, ba, kilka razy wręcz jęknąłem, nie mogąc się już powstrzymać, bo to wszystko naprawdę doskonale mu szło. Ciągnąłem go za te pieprzone kłaki, odchylałem się do tyłu i chciałem jeszcze więcej. Wbił palce w moje biodra jeszcze mocniej, a ja już miałem pewność, że następnego dnia czekać na mnie będą te cudowne siniaki i jakoś specjalnie się tym nie przejmowałem, a nawet się cieszyłem, bo miało to świadczyć tylko o tym, że nie była to jakaś okropna, nocna mara, a raczej dziwny zbieg okoliczności, dwóch dosyć napalonych młodzieńców i za mało miejsca oraz powietrza w pokoju.
A mi to bardzo pasowało, kolejny jęk chyba o tym świadczył.
— Jesteś naprawdę piękny, kiedy tak skamlesz — stwierdził, parskając śmiechem.
Warknąłem w odpowiedzi, przyciskając jego twarz mocniej do mojej skóry, bo ktoś, ktoś zwany Nivanem Oakleyem chyba pozwalał sobie na ciut za dużo.
— Ja zawsze jestem piękny — stwierdziłem pomiędzy szybkimi, płytkimi oddechami, spoglądając na chłopaka z góry. — A ty, kurwa, jeśli łaska, trochę się odwdzięcz i zajmij się robotą, co? — dodałem szorstko, zbyt szorstko, jak zreflektowałem się po chwili, bo jednak do Oakleya raczej nie musiałem podchodzić w taki sposób, a zresztą, raczej na to nie zasługiwał.
Więc rozluźniłem troszkę dłoń, przejechałem nią przez włosy chłopaka, delikatniej, zachęcająco, byleby nigdzie nie uciekał, bylebym go tylko nie zniechęcił.

Złote runo [36]

Dźwięczne przekleństwo uciekło spomiędzy uwielbianych przeze mnie warg, ciało się wygięło, najwidoczniej pragnąc jeszcze odrobiny dotyku, większej ilości pieszczot, a ja zerknąłem tylko ukradkiem na tę wygiętą w grymasie pełnym satysfakcji twarz.
Zaśmiałem się pod nosem, gdy szczelniej przylgnął do moich ust, gdy odrzucił głowę do tyłu i mruknął, sapnął, jęknął, tak melodyjnie, tak pięknie, tak błagalnym tonem, że nie mogłem zrobić nic więcej, jak dać mu to, o co prosił. Przejechanie językiem tuż od nasady penisa do pępka nie było niczym trudnym, ale to, ile przyjemności dało i mi i jemu, było warte czynności.
Jak bardzo nie chciałem zrobić mu większej krzywdy, tak byłem bardziej niż pewien, że następnego dnia na jego biodrze wystąpi siniak, bo jednak wbijałem w nie palce dość mocno. Zadośćuczynienie za moją bogu ducha winną szyję, panie Walsh, czuj mój ból, sukinsynie.
— Jesteś naprawdę piękny, kiedy tak skamlesz — zaśmiałem się cicho, ponownie całując jego podbrzusze, a dłoń z boku kierując na tyłek, który ponownie radośnie ugniotłem, delektując się doznaniami i lekko drżącym ciałem chłopaka, coraz twardszym penisem, którego teraz drażniłem już śmielej.
Powrócenie dłonią z pośladków na biodro, potem podbrzusze, a następnie przejechanie nią w górę, do klatki piersiowej, zahaczając przy okazji o sutki mężczyzny. Leniwe powrócenie na dawne miejsce tą samą drogą i ponowne zaciśnięcie palców na tyłku.
Rozgrzanie delikatnie, ale to naprawdę delikatnie prącia u nasady.
Mocniej żyję, czuję mocniej, pragnę.
Ale więcej płacę.

Złote runo [35]

I usiadł w końcu na skraju łóżka, i zasugerował tymi palcami, żebym podszedł bliżej, a ja to zrobiłem z ogromną chęcią, bo zauważyłem ten błysk w niebieskim oku oraz flirciarski uśmiech malujący się na twarzy Oakleya, wszystko świadczące o tym, że najpewniej czeka mnie coś przyjemnego.
A chwilę później, gdy tylko znalazłem się na wyciągnięcie ręki od kochanka, po prostu wbił gwałtownie i energicznie palce w moje biodra, przyciągnął całego mnie do siebie (przy okazji prawie zwalając z nóg, bo ledwo utrzymałem równowagę), a następnie uderzył ustami o podbrzusze i, przysięgam, już dawno nie wziąłem tak głębokiego, nagłego oddechu. Odchyliłem głowę do tyłu, mimowolnie wplatając dłonie w jego włosy, te miękkie, naprawdę ładnie pachnące, granatowe włosy, a przy tym pociągając za nie lekko. A gdy zaczął się interesować niższymi partiami mojego ciała, dosłownie zamarłem. Chwilę później jednak przeklnąłem, sam nie wiem, czy na głos, czy zachowałem wulgaryzm dla siebie, ale jednak, błagam, niby musnął sam czubek palcami, niby dopiero zaczął poruszać dłonią, a ja już się rozpływałem i choć kolana jeszcze się nie uginały, to miałem wrażenie, że za kilka sekund to zrobią.
Czy naprawdę aż tak tego potrzebowałem?
Westchnąłem, jeszcze bardziej odchylając głowę do tyłu, a całym ciałem napierając w zupełnie odwrotym kierunku, bo chciałem więcej i więcej, byleby dalej poruszał dłonią, byleby jego usta dalej muskały moją skórę.
Kto by pomyślał, że w sumie wystarczyło kiedyś tylko usiąść na ławce obok niego.

Złote runo [34]

Nie ukrywał tego swojego uśmiechu, tak pełnego pychy i satysfakcji, bo widocznie trafiłem w czuły punkt, bardzo wygodny, sprawiający pełno przyjemności, czuły punkt. Oczywiście jeszcze się napuszył, wyprężył, zaprezentował dokładniej, zerkając na mnie spod przymkniętych powiek i nie ukrywając swojego samozachwytu, bo powiedzmy sobie szczerze, ego Walsha raczej do tych małych nie należało. Ba, wypierdalało skalę przez sufit, atmosferę, do innego wymiaru.
— Zdążyłeś się już napatrzyć? — spytał, po czym po prostu się obkręcił, dodatkowo użyczając mi jakichś ciekawszych widoków, chudego, ale o losie, miękkiego tyłka, z którym zdążyłem się już bliżej zaznajomić. Ładnych pleców, oh, kurwa, tak pięknych, zajebistych, dobrze wyrzeźbionych pleców. — Nie wiem, chcesz coś zobaczyć z bliska? Dotknąć, posmakować? — zaśmiał się po chwili, ponownie odwracając się do mnie przodem i podpierając przy okazji dłonie na biodrach. Pieprzony narcyz, zdecydowanie. W sumie, na jego miejscu pewnie też zachowywałbym się podobnie.
— Jakieś specjalne życzenia? — spytał, zmierzając w moim kierunku, tak leniwie, tak kusząco, z tym perfidnym wyrazem twarzy i przeświadczeniem o swojej zajebistości.
Wyciągnąłem w jego stronę dłonie i pomachałem delikatnie palcami, zachęcając do przybliżenia się jeszcze troszkę, gdy już usiadłem na skraju łóżka. Wystarczało, żeby znalazł się na wysokości mojej ręki, żebym chwycił twardo biodra, przyciągnął go do siebie i przycisnął usta do brzucha, który wciągnął się wręcz automatycznie, gdy tylko penis uderzył o moje ciało. Zresztą, po dłuższym męczeniu boków mężczyzny, bezwstydnemu lizaniu jego brzucha i przygryzaniu skóry, nim też się zająłem, obejmując go dłonią i powoli drażniąc już lekko wilgotny czubek.

Złote runo [33]

— Chciałem po prostu zmacać ci dupę, naprawdę — oświadczył, podpierając się na łokciach.
Prychnąłem z udawanym oburzeniem (ale przysięgam, nie narzekałem) i pokręciłem głową, zdejmując z siebie bokserki, rzucając je na resztę ubrań a następnie spoglądając pytająco na chłopaka, który bawił się doskonale, sądząc po tym jego szelmowskim uśmieszku ewidentnie mówiącym "no, no, przyjemny widok, nie zaprzeczę". A ja mogłem tylko się cieszyć, bo przecież miałem się czym pochwalić, skromnie to ujmując.
Lustrował mnie uważnie wzrokiem, każdy centymetr, ba, milimetr mojego ciała, od włosów po palce u stóp i nawet nie zawiesił zbyt długo wzroku na kroczu, mijając je dosyć szybko. Rozłożyłem ręce na boki, jakby chcąc, by zobaczył jeszcze więcej, by jeszcze poszukał jakiś szczegółów, których wcześniej nie udało mu się zauważyć, bo kto wie, może coś ominął, prawda?
— Zdążyłeś się już napatrzyć? — zapytałem, obracając się jeszcze tyłem, bo kto wie, może chciał pogapić się jeszcze na mój tyłek, nie zabraniam, wręcz zachęcam. — Nie wiem, chcesz coś zobaczyć z bliska? Dotknąć, posmakować? — rzuciłem i parsknąłem śmiechem, ponownie obracając się do Oakleya przodem.
Położyłem dłonie na biodrach i opuściłem lekko spojrzenie.
— Jakieś specjalne życzenia? — zapytałem, powoli podchodząc do wylegującego się chłopaka, cały czas utrzymując z nim kontakt wzrokowy, oczywiście.

Złote runo [32]

Otworzyłem szerzej oczy i rozdziawiłem usta, gdy ciało nagle opadło na to moje, syk wyrwał się z gardła, a sam mężczyzna odciągnął moją dłoń, wzbudzając ciche mruknięcie, pełne niezadowolenia i poddenerwowania, bo najwidoczniej nie mogłem zrobić absolutnie niczego.
— Jeżeli chcesz iść dalej, wystarczyło zasugerować, naprawdę — rzucił niezbyt usatysfakcjonowany, po czym najzwyczajniej we wszechświecie ze mnie zszedł, a ja warknąłem nisko, bo czy on naprawdę się obraża i planuje skończyć?
— Chciałem po prostu zmacać ci dupę, naprawdę — podparłem się na łokciach, podniosłem delikatnie i zlustrowałem ciało mężczyzny uważnym spojrzeniem, sapiąc przy okazji wręcz niewiarygodnie ciężko.
Musiałem przyznać, że bez tej całej otoczki bycia ułożonym, tak czystym, schludnym dzieciakiem z prawdopodobnie dzianej rodzinki, wyglądał o wiele lepiej. Atrakcyjniej. Z rozwalonymi, skołtunionymi, lekko mokrymi przy końcówkach włosami. Czerwienią na twarzy, pełnymi, zaróżowionymi i lekko opuchniętymi ustami, które przez ostatnie ileś tam minut maltretowały z uśmiechem moje ciało.
I nie wiem, czy to kwestia własnych upodobań, ale naprawdę, w stroju Adama [biblijnego, oczywiście], wyglądał o niebo lepiej. Powtarzałem to już tysiące razy, ale był długi. Był ciekawie zbudowany. Był pociągający. Był po prostu seksowny, jakby postanowiono zakląć w nim i w tych pierdolonych, niebieskich, tak szelmowskich oczach, pierwiastek erotyki, który nawet największego abstynenta doprowadziłby do porzucenia swoich postanowień.
Zmrużyłem lekko oczy i uśmiechnąłem się, przecierając przy okazji dłonią materiał pościeli, już porządnie pognieciony przez nasze działania i oh losie.
Czy ja naprawdę wiłem się, stękałem i jęczałem pod Walshem?
I to wcale nie tak, że dziękowałem w duchu tej dziewczynie i sweterkowi.

Złote runo [31]

Kolejny gwałtowny oddech z jego strony, zaciśnięcie szczęki i powiek, moje parsknięcie śmiechem, gdy przyczepił się mocniej, wbił paznokciami w plecy i spróbował zatrzymać jęk, który jednak ostatecznie wydostał się spomiędzy warg.
Przejechał dłońmi po moich plecach, jadąc palcami coraz bardziej w dół, mijając lędźwie i krzyż, aż w końcu chwycił za gumkę od bokserek i uśmiechnął się pod nosem. Przestałem na chwilę poruszać biodrami, tym razem czekając na jego ruch, zastanawiając się, co pocznie dalej. Palce chłopaka jednak nie przestały sunąć dalej, aż w końcu zatrzymały się na moich pośladkach, a chłopak bezpardonowo wbił paznokcie w skórę, ścisnął je i, cholera, po prostu nie powstrzymałem syku, wbijając się przy okazji w jego ciało, uciekając i chowając twarz przy jego szyi, wstrzymując na chwilę oddech. Zgarbiłem się i ponownie poruszyłem biodrami, aby chwilę później chwycić dłonią jego rękę, która chyba pozwoliła sobie na ciut za dużo i wyciągnąć ją spod mojej bielizny.
— Jeżeli chcesz iść dalej, wystarczyło zasugerować, naprawdę — stwierdziłem i pokręciłem głową, po czym podniosłem się zwinnie z Oakleya, który chyba nie był do końca zadowolony z rozwoju spraw, no ale co ja poradzę, zdejmowanie bielizny należało raczej do czynności ciężkich do wykonania, gdy siedziało się na kimś.

Złote runo [30]

Wciągnięcie powietrza, przytrzymanie go w płucach, zagryzając przy okazji nerwowo wargę, bo o losie, byłem tak blisko, wręcz na skraju, ale Walsh odsuwał to wszystko ode mnie z taką łatwością. Dokładnie wiedząc, kiedy powinien ruszyć biodrami, znowu mnie rozbudzić, a kiedy usiąść spokojnie i zerknąć z tym lekko rozbawionym, przymglonym, ale również rozmarzonym spojrzeniem.
Jakby wręcz od razu wyczuł mnie i moje słabsze strony, pragnienia, marzenia, potrzeby.
— Jesteśmy nienormalni — mruknął z uśmiechem, a ja mogłem tylko przyznać mu rację, chociaż, czy aby na pewno nienormalni? Erotyka rzeczą ludzką, przeznaczoną dla nas, pełną przyjemności, jedną z podstawowych potrzeb. Korzystać należy, ba, trzeba brać pełnymi garściami.
Zachłysnąłem się powietrzem, gdy znowu uczepił się mojej szyi, polizał ją, zassał skórę i o losie, jeśli jutro nie będę musiał założyć golfu, to będę naprawdę zdziwiony i uradowany, jednakże ta okoliczność raczej mnie nie ominie.
Dłoń na ustach, a już za chwilę miękkie wargi, chociaż nawet nie dał mi się nacieszyć długim, szczupłym palcem.
Małe, niewygodne łóżko drażniło, męczyło, a jednocześnie działało jak klatka, która tylko zmuszała do zachowania bliskości, której tak kurewsko potrzebowałem już od dawna.
Przejechałem dłońmi po plecach mężczyzny, zamruczałem, gdy znowu przygryzł i pociągnął delikatnie moją wargę. Ciekawskie palce wędrowały coraz niżej i niżej, by wreszcie natrafić na gumkę, zabawić się nią dyskretnie i już bez większych ceregieli wsunąć pod materiał bokserek. Lekkie podrapanie, ściśnięcie pośladków i mruknięcie prosto w wargi, gdy ponownie poruszył biodrami.

Złote runo [29]

Rozchylił usta, by wziąć głębszy oddech, a ja musiałem po prostu stwierdzić, że, cholera, był ładny, kuszący, cudowny, a ja sam rozpływałem się, gdy spoglądałem na ten jeden, wielki bałagań, który z każdą chwilą coraz bardziej rozpadał się na małe cząstki.
Poruszyłem biodrami jeszcze raz, mrucząc jak kot, po czym zostałem gwałtownie przyciągnięty do szorstkich warg chłopaka i mogłem tylko zastanawiać się, czy aby na pewno to będzie tylko jeden, nic nieznaczący raz, przypadkowy i przelotny, bez żadnej przyszłości.
Nie żebym na to liczył, ale na razie bawiłem się doskonale, bo, och, te jęki zdecydowanie wynagradzały każdy trud.
Delektowaliśmy się sobą, kosztowaliśmy i rozkoszowaliśmy się wszystkimi dźwiękami, a ja działałem powoli, bo przecież gdzie niby mieliśmy się spieszyć, co ewidentnie z każdym ruchem coraz bardziej, ładnie ujmując, wkurwiało i doprowadzało Oakleya do granic jego wytrzymałości.
— Jesteśmy nienormalni — stwierdziłem szeptem, ale i z uśmiechem oczywiście, pomiędzy moimi westchnięciami, aby już po raz kolejny rzucić się na szyję niebieskowłosego, która następnego dnia miała być chyba cała czerwona.
Podniosłem się, by spojrzeć na rozpalonego chłopaka z trochę innej perspektywy. Oczy przysłonięte przez powieki, rozchylone usta i czerwone policzki wraz z plączącymi się włosami. Burknąłem coś pod nosem, zahaczając palcem o jego wargę, by następnie jeszcze raz go pocałować.

środa, 18 kwietnia 2018

Złote runo [28]

Chwilowo zamarł, co nie wzbudziło u mnie zbytniego zachwytu, ba, wręcz przeciwnie, jedynie rozbudziło rozjuszonego, zdenerwowanego Oakleya, który chciał więcej, ale najwidoczniej to „więcej” nie było mu, póki co dane. Los zdecydowanie chciał grać ze mną w pokera, jak to mówił pewien, niby popularny, tekst.
Dostawałem jakiejś kurwicy, bo gdy potrzebowałem czegoś szybkiego, energicznego, zaspakajającego, dostawałem tylko i wyłącznie jakieś ociężałe, ale jakże naszprycowane seksualnością ruchy i może jednak powinienem zacząć ignorować wszelakiej maści minusy, a cieszyć się, że mogłem właśnie wić się pod dotykiem mężczyzny, a nie leżeć na zbitym pysku pod jego pokojem, bo mógł się tego dopuścić.
Buzowałem od środka, drżałem, napawałem się każdym, nawet najmniejszym, najdelikatniejszym, niewyczuwalnym wręcz muśnięciem, bo Walsha trzeba było odbierać, trzeba było przyjmować, delektować się jego osobą, bo potrafiła jednak zdziałać cuda. W ten fikuśny sposób, ale jednak.
Na przykład po prostu ocierając się o człowieka, krocze o krocze, chociaż te walone bokserki w tym przeszkadzały. Napierać ciałem na to moje, rozgrzewać, drażnić. Otoczył mnie, przylgnął do piersi, kolejny raz poruszył biodrami, kolejny raz przyprawił mnie o wzięcie głębszego wdechu.
A ja jedynie wyciągnąłem dłoń do jego policzka, przyciągnąłem go do siebie i ponownie pocałowałem, mocno naciągając skórę kciukiem, wciąż delektując się silnymi ruchami mężczyzny.

Złote runo [27]

I przyczepił się do mnie jak pieprzona pijawka, przyssał do ust, zacisnął dłonie i zahaczył paznokciami o plecy, na co wygiąłem się w łuk, uciekając, a przy tym trafiając prosto na niego i samemu ocierając się kroczem o to chłopaka.
Warknąłem pod nosem, zdając sobie sprawę z tego, że dalej byłem w bokserkach i dalej nic z tym nie zrobiłem, ale jednak, w tamtym momencie wolałem chyba jeszcze trochę pozajmować się i uporządkować ten cały bałagan znajdujący się pode mną. Jęczący, wzdychający i dający się kompletnie obcej osobie, która robiła to równie chętnie, nie zaprzeczam.
Ale kto wie kiedy ostatni raz leżał z kimś w łóżku, kiedy ktoś dotykał go właśnie w ten sposób, sprawiał przyjemność i pozwalał się rozpływać.
Przyciągnął mnie do siebie mocniej, zrobiło się ciaśniej, a pomiędzy nami nie przeszłaby kartka papieru, ba, już nawet chustka higieniczna nie przecisnęłaby się między torsami.
— Adam, kurwa — wyjęczał nagle, a mnie prawie zbiło to z tropu, zamurowało, bo jednak te bajki o wyjękiwaniu cudzych imion podczas seksu pochodziły raczej z typowych pornosów niż normalnego życia.
Ale raczej nagłe wskakiwanie czy ciągnięcie obcego do łóżka również do tego typu rzeczy należało, prawda?
Więc po prostu uśmiechnąłem się ładnie, gdy przygryzł płatek mojego ucha, sprawiając, że sam cicho westchnąłem i otarłem się o niego mocniej biodrami, samemu chcąc jeszcze więcej.
Tak, powinienem zdjąć te cholerne bokserki.
Zacisnąłem jeszcze mocniej dłoń na jego penisie, aby chwilę później ją odsunąć, by mieć jeszcze lepszy dostęp do bezpardonowego zaatakowania go własnymi biodrami, chcąc jednak również skorzystać z całej sytuacji i zaczerpnąć troszkę przyjemności dla siebie.

Złote runo [26]

Syknąłem, gdy zęby niespodziewanie zatopiły się w skórze, co prawda dość delikatnie, ale jednak.
— Cierpliwości, Oakley, do cholery, nie masz pięciu lat — burknął niezbyt zadowolony, wzbudzając moje szczere zdenerwowanie. Nie miałem, dlatego potrzebowałem, kurwa, uwag, a nie usilnego doprowadzania do kurwicy, bólu mięśni i cierpiętniczego wręcz sprawiania „przyjemności”, z których i tak aktualnie bardziej mnie męczyło, aniżeli prowadziło do satysfakcji.
W końcu jednak się zreflektował i chociaż zadbał o ten przeklęty tyłek, wracając przy okazji do moich ust i cholera, wpiłem się w niego, jak w jakieś pierdolone źródełko po kilkunastu godzinach funkcjonowania bez wody.
A potem już jedynie radość, bo w końcu postanowił zająć się moim interesem, który zdecydowanie domagał się jakiejś atencji z jego strony. Co prawda, to prawda, na początku jedynie upierdliwie bawił się, muskał końcówkę opuszkami, jakbym był, kurwa, z porcelany i dopiero gdy znowu doprowadził mnie do stanu, gdzie mogłem mu wręcz płakać w wargi, postanowił nieco bardziej przyłożyć się do działania i objąć go całą dłonią.
Podwinąłem palce u stóp, nawet, kurwa, podciągnąłem nogi, odchyliłem bardziej głowę, dając mu dostęp do szyi, którą namiętnie napastował i dawałem się, dawałem się, jak najłatwiejsza dupa, którą w sumie byłem, bo wystarczał jego jeden, jedyny dotyk, żebym rozłożył się pod nim, oddał w całości i jeszcze prosił o więcej.
Jedynie to ślimacze tempo, ten jego irytujący sposób jestestwa, bo przecież na wszystko ma się czas i po co się spieszyć, co?
Może objąłem go ramionami, może wbiłem palce i paznokcie w plecy, może przylgnąłem do niego ciaśniej, znowu chuchnąłem, znowu sapnąłem i uśmiechnąłem się, gdy dłoń tak zwinnie przemknęła do podstawy penisa i z powrotem ku górze.
— Adam, kurwa — jęknąłem przeciągle prosto do jego ucha, nie ważne, jak źle to nie brzmiało, jak tandetnie nie wyglądało. Potrzebowałem przekląć, potrzebowałem wyrazić swoje potrzeby, swój absolutny brak zachwytu tym, że utrzymywał to wszystko w takiej niepewności. A może po prostu potrzebowałem chociaż raz wypowiedzieć jego imię.
Pocałowałem małżowinę, przygryzłem płatek, ponownie owiałem je gorącym powietrzem.

Złote runo [25]

Warknął, pociągając mnie za włosy, raczej niedelikatnie, a ja w odpowiedzi przewróciłem oczami, bo chyba nie myślał, że włożę do ust jego nabrzmiałego penisa.
Na to zasługiwały raczej tylko troszeńkę bliższe mi osoby.
Również warknąłem i przygryzłem skórę, chcąc choć trochę doprowadzić go do porządku, jeżeli w ogóle dało się to tak nazwać.
— Cierpliwości, Oakley, do cholery, nie masz pięciu lat — syknąłem, ale moje dłonie już znajdowały się na jego pośladkach, a ja sam podciągałem się do góry, chcąc mieć dostęp do szorstkich warg chłopaka.
Ścisnąłem jego pośladki trochę mocniej, a następnie palce zaczęły sunąć w kierunku wzwodu chłopaka, który ewidentnie błagał, by już go dotknąć i zakończyć te katusze, męczarnie i tortury. Westchnąłem, przyłożyłem swoje usta do tych jego, a opuszkami musnąłem końcówkę penisa.
Trzeba to stwierdzić, bawiłem się doskonale, a te rozchylone usta, drżące ciało i praktycznie bezgłośne jęki zachęcały mnie do dalszej rozrywki. W pewnym momencie jednak musiałem (jeżeli nie chciałem być upierdliwym i beznadziejnym kochankiem) mocniej zacisnąć dłoń na członku i powoli zacząć poruszać nią w dół i w górę, nie spiesząc się ze zmienianiem tempa na żwawsze, podczas gdy moje usta zajmowały się szczęką i szyją tej biednej, zdenerwowanej moim żółwim tempem ofiary.
A ja się pytam, gdzie oni wszyscy tak się spieszyli, w końcu chyba nie byli zwierzętami?

Złote runo [24]

Wkurwiał mnie, irytował, doprowadzał do szaleństwa, pobudzał, tak obrzydliwie atakował mnie tymi wszystkimi czynnikami, tak bardzo działał mi tym wszystkim na nerwach. Tym wolnym ściąganiem mojej bielizny, tym kuszącym, przepełnionym pragnieniem wzrokiem, tym perfidnym uśmiechem, gdy oglądał mnie w całej okazałości.
A potem nawet nie sięgnął do mojego interesu, tylko zaczął zajmować się udami, jakby nic lepszego na niego nie czekało.
W tym momencie istniało tak wiele czynników, że odnosiłem wrażenie, że naprawdę wystarczało tylko jedno przejechanie językiem po całej długości, żebym doszedł, ubrał się i zostawił go w bałaganie, bo ja już się zaspokoiłem, on niech radzi sobie sam i tak za bardzo się nie popisał.
— Pozwolisz. — Zostawił mnie, a ja jęknąłem zawiedziony, wbijając biodra w materac i wyginając się w łuk, bo chciałem, bo potrzebowałem, a on mi tego nie dawał, jedynie błądził po pokoju. Na za bardzo kontaktowałem, nie wiedziałem, co tak właściwie robi. Załapałem, dopiero gdy usłyszałem charakterystyczny szelest. Wystarczyło spytać, tylna kieszeń moich spodni czekała.
A potem wrócił i znowu zajął się tymi pierdolonymi pachwinami, udami, podczas gdy nabrzmiały penis, czy nawet tyłek po prostu czekały. Nie, lepiej zająć się czymś, co prędzej doprowadzi mnie do kurwienia na lewo i prawo, aniżeli spełnienia.
Warknąłem niemrawo, wplatając palce we włosy Walsha i starając się przy okazji, chociaż odrobinę przesunąć go ku górze, wręcz przy tym skamląc.

Złote runo [23]

Podniósł biodra do góry i co ja mogłem zrobić, no co, po prostu byłem zgubiony, musiałem jeszcze troszeńkę się podroczyć, ustami musnąć podbrzusze, chwilę pobawić się gumką z szerokim, kuszącym uśmiechem na twarzy, a następnie ściągnąć je szybkim i zwinnym ruchem.
Zająłem się obcałowywaniem wnętrza ud chłopaka, coraz bliżej i bliżej pachwin chłopaka, podczas gdy dłonie zająłem rysowaniem kół na jego biodrach.
Chłopak jęczał, wił się zniecierpliwiony pode mną, a ja nie hamowałem parsknięć śmiechu, gdy wzdychał poddenerwowany, bo zdecydowanie się nie spieszyłem, w końcu kto mnie niby miał poganiać, oczywiście nie wliczając rozedrganego Oakleya, który jednak znajdował się teraz pode mną i mało co mógł zrobić, na moją korzyść.
Westchnąłem głośno i odsunąłem się od chłopaka, by spojrzeć na ten cały bałagan z góry.
— Pozwolisz — mruknąłem, schodząc z łóżka i rozglądając się po pokoju.
Bo chyba wypadało znaleźć prezerwatywę i lubrykant. Zacząłem przeszukiwać szafki po kolei, kieszenie w kurtce, zajrzałem nawet do portfela, choć doskonale wiedziałem, że tam gumek nie trzymałem i raczej znaleźć ich tam nie powinienem (sprawdziło się). Warknąłem pod nosem, bo jak na złość.
A później po prostu otworzyłem pierwszą szufladę w szafce nocnej.
— No tak — mruknąłem pod nosem, wyjmując opakowanie i kładąc je na blacie, to samo zrobiłem z lubrykantem, a chwilę później ponownie atakowałem ustami pachwiny niebieskowłosego.

Złote runo [22]

Uniosłem brwi, gdy w kąciku moich ust wylądowało szybkie cmoknięcie, co przywodziło na myśl tylko i wyłącznie związek. Mężczyzna szybko zsunął się z materaca i bez zbędnych ceregieli podreptał do drzwi, przy czym bez jakichkolwiek skrupułów dokładnie obserwowałem jego plecy, z których zsunęła się koszula i opięty spodniami, które jednak też za chwilę zniknęły, tyłek.
Zamknął te nieszczęsne drzwi i w mgnieniu oka powrócił do mojej osoby, prześlizgnął się po ciele, wparował między uda, ponownie zawiesił usta na piersi, całując dokładnie i badając każdy kolejny fragment mojej skóry. Przyjemne wzdrygnięcia przepływały przez organizm, szczupłe palce przemykały po brzuchu, podobnie jak mokre wargi, a wszystko przeplatane moimi stęknięciami i o losie, nawet jęknięciem, bo brakowało mi właśnie takich czułości. Tych gestów. Tej żądzy, przyjemności.
Dotknął gumki moich bokserek, przeciągnął ją lekko, a wszystko tak powoli, tak leniwie, czekając tylko na przyzwolenie do dalszego działania. Z tym proszącym spojrzeniem, czerwoną, błyszczącą się wargą, rumieńcem na twarzy i emocjonalnością, która trafiała mi w dosłownie każdy punkt przyjemności.
Mruknąłem gardłowo i bez gadania podniosłem tyłek, umożliwiając mu szybkie ściągnięcie bielizny.
Bawił się jeszcze chwilę, męczył gumkę, całował ciało, pobudzał, przygryzał, lizał, drażnił. Naprawdę, szumiało mi już w głowie, którą dodatkowo rozsadzały doznania, mięśnie bolały, brzuch mimowolnie się kurczył, klatka piersiowa pulsowała miarowo.
Odnosiłem wrażenie, że brakuje mi już tak mało, że to wszystko jest na wyciągnięcie ręki, na jedno stęknięcie, mocniejsze uderzenie biodrami o ciało mężczyzny.
Na jedno, bardziej realistyczne marzenie dzienne, trochę inną otoczkę, trochę inną oprawę, inne uczucia, wyszeptanie tylko jednej zgłoski tego pierdolonego imienia.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis