wtorek, 17 kwietnia 2018

Oszukać przeznaczenie? [4]

Nie uciekał? Nie, różowy pióropusz dalej łagodnie podskakiwał przy mojej osobie, oczy ciągle lustrowały to mnie, to drogę, a całokształt był po prostu napięty, atmosfera gęsta, oddech jakiś taki cięższy.
Korbka chyba mu się tam porządnie w tej łepetynie kręciła i kolibała, bo nagle coś tak zaskoczyło, że sam mogłem to usłyszeć, a czerwone oczka znowu zaiskrzyły się w ten swój szelmowski sposób.
— Miałem właśnie o to pytać. Cieszę się w takim razie — odparł zbyt łagodnym i miłym dla ucha tonem, tak absolutnie niepasującym do jego absurdalnej osóbki. Pokiwałem ze znudzeniem głową, rozumiejąc, że póki co, nie da rady zagaić z nim mocniej jakiegokolwiek tematu, niesmak pozostawał, a wspomnienie irytującego głosu śniło mi się po nocach.
Może właśnie dlatego nie sypiałem?
Wydąłem delikatnie usta i odwróciłem wzrok od chłopaka, który wciąż się we mnie wpatrywał. Jakkolwiek to nie wyglądało, ludzie ciągle się gapili, bo oto i ona, szkolna parka furiatów człapała w tylko im znanym kierunku. Nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć, że za chwilę znowu rozniesie się fala toksycznych plotek, ploteczek, a my w tym wszystkim zgnijemy i zginiemy.
— Mówisz, że herbatę, a co, kawy nie za bardzo? Napoju bogów nie? — prychnąłem, zerkając na niego podejrzliwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis