Westchnąłem po raz kolejny, gdy jego usta ponownie musnęły rozgrzaną skórę, przed czym przyciągnął mnie jeszcze bardziej do siebie, jeżeli w ogóle to było możliwe.
Ciało wygięło się w łuk, dłonie zagubiły w granatowych włosach, a oczy schowały pod powiekami. Kurwa, dawno tego nie robiłem, a oboje byliśmy zdecydowanie pieprznięci.
Oakley przyssał się nieco mocniej, na co po prostu syknąłem i pociągnąłem chłopaka mocniej za włosy, ale zostawiłem to bez komentarza. Niech się bawi, póki może, w końcu przyniósł mi ten cholerny sweter.
Ale chwilę później pociągnąłem go mocniej za te kłaki, odrywając chłopaka od mojej zdecydowanie wystarczająco mocniej klatki piersiowej, po czym wsunąłem się pod niego trochę bardziej i sam zaatakowałem jego szyję, bez żadnego oszczędzania skóry, tym razem podgryzając i ssąc, bo w końcu wcześniej mi pozwolił, czy nie? Drugą dłonią w pewnym momencie bezpardonowo chwyciłem za krocze chłopaka, bo chyba to wszystko w końcu szło właśnie w tamtym kierunku.
Ile nam to zajęło? Piętnaście, dwadzieścia minut? Może czas nie należał do tych rekordowych, ale zdecydowanie wszystko szło dosyć prędko.
— Mogę? — wymruczałem, zahaczając kciukiem o jego spodnie i niecierpliwie pociągając je w dół, bo w końcu to chodziło o ten szorstki materiał, który po prostu drażnił mnie jak cholera.
Prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz