— A dobrze, chociaż ostatnio bardzo dużo roboty mam i trochę już mam dość. A ty? Dużo upadków ostatnio?
Uśmiechnąłem się do niej pokrzepiająco i poklepałem ją po ramieniu. Najwidoczniej nie tylko ja już wszystkim wymiotowałem. Chwała, że tylko ten semestr i przerwa. A po nim następny rok, więcej uczniów, cudów, dziwactw i niewiadomych.
— Jeszcze tylko, Sofiś, potem chwila oddechu i przerwa na herbatę — powiedziałem, po czym westchnąłem, w połowie kładąc się na stole. — Żyję, dycham, nawet pielęgniarz nie widzi mojej zakrwawionej mordy za często — dodałem pół żartem, pół serio. Im mniej mnie było w jego gabinecie, tym mniej na mnie wyklinał. I nie musiał mi fukać wykładów o tym, jak to trudno krew się zmywa [Sam przecież wiedziałem na przykładzie własnych ubrań, których cała sterta wyglądała, jakbym dokonał miriad krwawych morderstw].
Przeczesałem włosy nerwowym gestem i wlepiłem spojrzenie w brunetkę.
— Właściwie najlepiej nie rozmawiajmy o upadkach, nauce i smutnych rzeczach, bo jakieś dobre musiały się stać. — Wyprostowałem się nagle, unosząc nieco wyżej kąciki ust. — Więc co dobrego się tobie wydarzyło, panno Taule? Albo co wiesz, że cię dobrego spotka? — spytałem teatralnie poważnym tonem, choć przez chwilę miałem wrażenie, że wszystkie słowa dziwnie brzmią w moich ustach. Jakby ich wymowa stała się dla mnie czymś nowym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz