Plan pochłonięcia wielkiej ilości wiedzy spełzł na niczym i poddałam się już po zawstydzającej rozmowie z Nivanem. Słusznie stwierdził, miał rację, ale niezręcznie było mu ją przyznać, więc po krótkim jego monologu, wyprosiłam za drzwi, rzucając jednego rubla za zmarnowany czas. Kontakty międzyludzkie z innymi właśnie tak wyglądały. Miałam wrażenie, że jedyne, co robię w tej szkole, to egzystuję. A to również wpływało na innych negatywnie.
Chciałam odpocząć od dręczących mnie myśli i powracających snów o rodzicach, dlatego, po ściągnięciu wszystkich ogłoszeń, postanowiłam zrobić sobie spacer wokół szkoły. Dawno nie przebywałam na dworze, bo zbyt gorące temperatury fatalnie wpływały na moje samopoczucie. Zaskoczyło mnie, że na dworze jest taki zaduch, iż samo oddychanie sprawiało nie lada trudność. Tak bywa, a ja nie zamierzam rezygnować z kolejnej rzeczy. Przejdę ten fragment, choćbym miała zemdleć z wycieńczenia!
Zrobiłam krok w stronę dworu, czując ten okropny, wręcz duszący gorąc. Mogę założyć się o własne życie, że nadprzyrodzone siły planują roztopić mnie za wtrącanie się w nie swoje sprawy. Nie jestem doskonała, ale przecież to nie powód, żeby mnie mordować, prawda? W końcu to przecież tak wyższe siły mszczą się na Bogu ducha winnych ludziach, czyż nie?
Zadręczanie głowy pytaniami bez odpowiedzi nie przyniesie niczego dobrego. „Loretta, przestań odwalać jakąś manianę. Miałaś tylko wyjść na spacer!” – pomyślałam, aby po chwili zrobić pierwszy krok na dworze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz