niedziela, 18 lutego 2018

Śmiech to zdrowie [22]

Mina nastolatki była bezcenna, więc jedyne, co mogłem zrobić, to prychnąć cicho i przewrócić oczami, jak zawsze, w końcu to mój zestaw popisowy. Po chwili jednak pokiwała głową, skuliła się nieco na materacu i podciągnęła nogi pod brodę. Ciche westchnięcie, zerknięcie na okiennice i wysunięcie się złotego pasma na środek twarzy, jak ja za tym tęskniłem.
— Przyjemnie tu u was — oznajmiła nagle, wywołując uśmiech na twarzy naszego drogiego Złocisza i moje prychnięcie pod nosem, ponowne zresztą. Nachyliłem się nad Przewalską, by zagarnąć niesforny kosmyk za jej ucho i upewnić się, że stamtąd nie ucieknie.
— No co ty nie powiesz? — Uśmiechnąłem się na tyle ładnie, na, ile potrafiłem. — Serio, zapraszamy częściej, co trzy głowy to nie dwie, czy jak to tam szło. — Yamir tylko parsknął i pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
— Błyszczysz Oakley, jak najjaśniejsza z gwiazd. Syriusz po prostu — mruknął, sięgając po nasze magiczne pudełko z jeszcze bardziej magiczną zawartością.
— Tylko cieńszego, niż ostatnio, chcemy skręta, nie cygaro — odparłem, obserwując, jak zaczerwienione oczy skanują zwijkę, a zwinne palce próbują pogodzić się z umysłem i doprowadzić jointa do jako takiego stanu używalności.
— Chodź tu, panie największe płuca — rzucił, gdy już uporał się z robotą. W końcu historyczny, oficjalny pierwszy buch zawsze przynależał do mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis