Nie mówiłem tego nigdy głośno, w myślach owszem, na forum nie, ale Przewalska była piekielnie piękna. Ta kobiecość z nastoletnim, coraz bardziej zanikającym, pierwiastkiem, te zielone oczęta, te złote włosy, byle rozpuszczone. Z chęcią bym się teraz w nich zatopił, ale zamiast tego dostawałem tylko wysoko upięty kucyk, który aktualnie wbijał się w poduszkę i przymknięte oczy, bo widocznie Wanda uwielbiała zabierać mi wszystko, co ubóstwiałem.
W sumie to te wszystkie divy szkoły mogły się chować. Hera, mimo że wyróżniała się z tłumu, to, powiedzmy sobie szczerze, jak dla mnie do najurokliwszych damulek nie należała, coś drażniło mnie w jej twarzy. Zbyt pełne usta? Zbyt drażniące spojrzenie? Możliwe, że to któryś z tych czynników.
No, a Przewalska trafiała idealnie w punkt i chyba nie było osoby, która powiedziałaby, że nie jest ładna. Nie piękna, po prostu ładna.
Bo Przewalska była Przewalską.
— Możliwe że to — odparła, zatrzymała się z ciszą. Wyczekującą z mojej strony ciszą, bo powinna w końcu coś powiedzieć, powinna w końcu dać słowom uciec spomiędzy słodkich ust. — ja? — Niezwykle satysfakcjonująca odpowiedź, trafiająca prosto w mój nerw odpowiadający za zadowolenie i przyjemności.
Jednak w odpowiedzi jedynie zamruczałem i zsunąłem się obok Wandy, bo ręce mnie bolały, bo było mi już ciężko i gorąco.
— Wanda Anastazja Przewalska moją fanką, słyszałeś, Yamir? — Parsknąłem śmiechem, zerkając na rozmarzonego znajomego, którego złote oczy świdrowały to mnie, to blondynkę.
— Coś mi się obiło o uszy. — Uśmiechnął się ładnie.
Złoty chłopiec, powiadam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz