piątek, 16 lutego 2018

Śmiech to zdrowie [16]

— Lubisz to słowo. — Uniosłem brew. — Pizda w sensie. Ale no dobrze, nie masz czego być zazdrosnym, masz tylko jedną fankę cały czas latającą za tobą, a nie ich rzeszę. — W tym momencie obie poszybowały wysoko, prawie zahaczając o linię włosów, dziewczyna się zaśmiała, dłoń zjechała, a wszystko było już tak absolutnie poza jakimikolwiek normami. Moralność została zrzucona na drugi plan, granice w relacji się zatarły, a my, mimo wspomagania marihuaną, które w sumie lawirowało gdzieś w okolicach zera, traciliśmy już jakiekolwiek hamulce.
Bezczelny uśmiech zawirował na mojej twarzy, Wanda tylko podzieliła mój grymas, a Yamir pewnie się przyglądał, dalej chichocząc pod nosem. Nie robiło mu to już większej różnicy, nie pierwszy i nie ostatni raz widuje takie rzeczy, no i chwała mu za to, że reaguje na to niezwykle neutralnie, wręcz dynda mu to pomiędzy nogami.
Dłoń zacisnęła się gdzieś w połowie uda, odsunąłem głowę, zerkając na nią z góry. Z udawanym zdziwieniem, szelmowskim uśmiechem i mętlikiem w oczach. Dudniło.
— Mam fankę? Tego jeszcze nie grali. Zdradzisz mi kto to taki, bo nie mam absolutnie zielonego pojęcia o kogo może chodzić — chrypliwy szept zamknięty w przestrzeni między nami, nieschodzący z ust grymas i bliskość ciała. Nachyliłem się, złożyłem krótki, delikatny pocałunek, na szyi, tam, gdzie jeszcze dosłownie przed chwilą drażniłem skórę oddechem.
Co się do cholery jasnej działo?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis