Cisza na morzu...
Cisza na planie...
Kto się odezwie...
Dostanie w banię.
Raz. Dwa. Trzy.
— Wiecie, że toksyczność szczwołu zwiększa się po deszczu i gdy jest zimno? — Pierdolnęło nagle, niespodziewanie, z ust nastolatki, która leżała obok mnie. Napięta atmosfera zeszła wręcz natychmiastowo, Yamir, gdyby miał i mógł, to położyłby uszy po sobie, ale zostało mu tylko uniesienie wysoko brwi i zaprezentowanie miny mówiącej głośne „Łał, serio?”.
Przetarłem twarz i parsknąłem nagłym śmiechem, bo cholera, palnąć coś takiego w takiej sytuacji mogła tylko i wyłącznie Przewalska, taka prawda. Ciekawostki o roślinkach były jej konikiem i nikt ani nic nie mogło temu zaprzeczyć, a jak próbował, to szybko zostawał zasypywany pierdylionem informacji, nie tylko o zielarstwie, ale i względnej medycynie, którą interesowała się dziewczyna.
Jakim miodem na serce było usłyszenie również śmiechu Yamira, który widocznie się ode mnie zaraził i teraz opierał się plecami o ścianę, poruszając miarowo ramionami i poprawiając koszulkę na brzuchu. Aż mu trwała falowała.
— Nie, nie wiemy, Wanda, nie w takim stanie — odparłem, wskazując na Kumara, którego oczy były czerwone i to wcale nie od łez przywołanych przez nagły śmiech.
— Wiecie, że popęd seksualny Oakleya zwiększa się po bace i gdy jest gorąco? — Parsknął Hindus, rzucając mi bezczelne spojrzenie.
— Oh zamknij pizdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz