niedziela, 18 lutego 2018

Poleńmy się razem [4]

— Co cię tak wymęcza? — zapytała, a ja spojrzałem na nią z podniesioną prawą brwią i parsknąłem śmiechem. No tak, nie wyglądałem ciekawie z worami pod oczami. — Samorząd? Czwarta klasa? Aż tak dużo nauki jest? — dodała po chwili i z jej oczu doskonale wyczytałem to małe niewinne skarcenie.
Bo przecież widziała mnie w kuchni z kawą w dłoni o czwartej rano, bo przecież i widziała mnie przed budynkiem z papierosem zwisającym z ust i dymem, który uciekał leniwie do góry. No cóż, ostatnio lubiłem psuć sobie zdrowie, zdecydowanie.
A co do jej pytania, w sumie niby wiedziałem, ale jednak nie. Bo samorząd taki ciężki do ogarnięcia nie był, papierów ostatnio było mniej, bo niektóre osoby w nim obudziły się i jednak przypomniał sobie o własnych obowiązkach, a i Dexter czasami mi pomógł. Czwarta klasa? Też odpada, byłem do przodu z materiałem, jak zawsze praktycznie, radziłem sobie znakomicie, więc dla mnie dużo nauki nawet nie było. No ale zawsze jest ale.
— Mam dwie prace końcowe do napisania — mruknąłem cicho, podciągając nogi pod brodę. — Możliwe, że wynika to z tego. No cóż, sam sobie rabanu narobiłem, to teraz za niego płacę — stwierdziłem, parskając beznadziejnym śmiechem. — A Wanda ma po prostu okres, spokojnie, jest na ziółkach, nie ugryzie.
Dziewczyna prychnęła w moim kierunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis