sobota, 17 lutego 2018

Śmiech to zdrowie [19]

Jedyne co zrobił to zamruczał, aby następnie zostawić mnie samą, opaść na bok, po sobie pozostawiając czające się gdzieś w brzuchu motyle, ciepłe policzki i głupi uśmieszek wymalowany na mojej twarzy.
— Wanda Anastazja Przewalska moją fanką, słyszałeś, Yamir? — zapytał, parskając śmiechem i spoglądając na swojego kolegę, a ja mu zawtórowałam, po czym podciągnęłam się do pozycji siedzącej.
Rozpuściłam włosy, które momentalnie zaczęły żyć swoim własnym życiem, opadły luźno na ramiona i ponownie zaczęły przyjaźnie otulać i ciążyć.
— Coś mi się obiło o uszy — odpowiedział w końcu Yamir, uśmiechając się tak samo jak my, ładnie, delikatnie i niewinnie.
Głupie dzieci poznające świat, eksperymentujące ze wszystkim na co tylko trafią, w tym innymi ludźmi i własnymi ciałami. No cóż, jeżeli nie teraz, to kiedy.
Westchnęłam i przejechałam dłonią przez złote włosy, chcąc choć troszkę rozczesać kołtuny, które najwidoczniej zrobiły się podczas ściągania gumki. Skakałam wzrokiem, a to na Nivana dalej leżącego na łóżku, a to na Yamira opierającego się ciężko plecami o ścianę i uważnie obserwującego każdy nasz ruch swoimi złotymi oczami.
— W sumie to chyba muszę częściej przychodzić — stwierdziłam, parskając głośnym śmiechem. — Oczywiście jeśli mogę. Mogę, prawda? — dopytałam po chwili i wyprostowałam się gwałtownie, spinając się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis