Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zaraz zwariuję. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zaraz zwariuję. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lipca 2018

Zaraz zwariuję [9]

— Jestem cudowny administratorem tej stodoły, wypraszam sobie bardzo, pracuję wyłącznie na umowę-zlecenie, dwa dni w tygodniu przez godzinę, czyli i tak częściej niż przeciętny dziekanat normalnej uczelni, więc powinniście czuć tę łaskę z mojego potu, która spływa na was, uciemiężony lud studencki. Czy inne cholerstwa. — Uniosłam brwi, szczerząc się jak głupia do sera i obserwowałam, jak napastuje biednego omleta widelcem. — Jak ci mija życie na naszej uczelni, Śliwko moja? — Mrugnęłam zdezorientowana, obrzucając spojrzeniem to Jamesa, to kelnerkę. — Nie, wyciąć, to ostatnie zostawić. Jak ci mija życie na naszej uczelni, Izel?
Parsknęłam śmiechem, zgarniając kosmyki włosów do tyłu, żeby nie wpadły mi do ust. Muszę coś z nimi zrobić, bo ciągłe czesanie ich w warkocze, kucyki, cokolwiek, mnie już męczyło. Niby powinnam była się przyzwyczaić i robić to z automatu, jednak długie włosy były upierdliwe. A są jeszcze bardziej upierdliwe, gdy nie masz serca ich ściąć.
— Żyję, dycham, uszy mnie pieką i zastanawiam się, jak wyperswadować Vence wyjazd do Estalii — powiedziałam, splatając dłonie na kolanach, a lewa stopa zaczęła wystukiwać nerwowy rytm. — Najbardziej przemawia do mnie zamknięcie jej w szafie. Ewentualnie przylepienie się do niej i darcie mordy, ale znając ją, pewnie zabrałaby mnie ze sobą. — A ja nie chciałam widzieć twarzy tego chuja, drugiego też nie i brzoskwinki też. Trzy osoby, które pragnęłam zarypać ponad życie, w jednym miejscu, to nie na moje siły. — Czyli tak… W miarę, mogłabym rzec. Chyba. Nie jestem pewna.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Zaraz zwariuję [8]

— Niestety, jestem najmłodszym bachorem w naszej rodzinie. — Zmrużyłem oczy, doskonale wiedząc, co to oznacza. Przez dłuższy czas to ja byłem tym najmłodszym berbeciem, praktycznie jedynym rodzynkiem, wyłączając Oriona, ale Orion to gej, szuja i pedał, więc rola pierwszego mężczyzny w generacji mojej familii spłynęła po nim jak po kaczce, przenosząc się przy moim urodzeniu na mnie. — A rodzeństwa mam tylko troszkę mniej od ciebie, bo… Aż cztery. Z drugiej strony przy tobie powinnam powiedzieć „tylko cztery”. — Parsknąłem śmiechem, wyobrażając sobie, czy są tak samo szaleni, jak ich humorzasta, śliwkowa siostrzyczka. — Ale nie martwta się, Willow dręczę pająkami tak, że jej krzyki agonii słyszy cały Teret, a Krzysiek ciągle warczy na Evive, bo to jego nemezis i w sumie to każdej nocy Przewodnik musi spytać, czy dzisiaj pająki mogą spać na zewnątrz, bo czuje się obserwowana. I w sumie wkurwiam część dziewczyn z akademika nimi, więc widzisz, mam bardzo wiele obiektów do dręczenia, niekoniecznie młodszych ode mnie — zachichotała, przysięgam, brzmiąc jak chochlik, ghoul czy krasnal ogrodowy. — A, właśnie, Bigby, jak się miewasz na swoim nowym stanowisku? Czy w sumie w ten sposób zostałeś Śnieżką, a Hopecraft Cranem?
— Jestem cudowny administratorem tej stodoły, wypraszam sobie bardzo, pracuję wyłącznie na umowę-zlecenie, dwa dni w tygodniu przez godzinę, czyli i tak częściej niż przeciętny dziekanat normalnej uczelni, więc powinniście czuć tę łaskę z mojego potu, która spływa na was, uciemiężony lud studencki. Czy inne cholerstwa — wytłumaczyłem łaskawie, popijając cudowną przemowę colą, zanim zabrałem się do pałaszowania obiadu, agresywnie wbijając widelec w omleta. — Jak ci mija życie na naszej uczelni, Śliwko moja? — Nie, to nawet teraz zabrzmiało idiotycznie, musiałem mieć jeszcze głupszą minę niż dziewczyna, o kelnerce z tyłu nie mówiąc. — Nie, wyciąć, to ostatnie zostawić. Jak ci mija życie na naszej uczelni, Izel?

sobota, 14 lipca 2018

Zaraz zwariuję [7]

Wyszczerz stawał się szerszy, ciało bardziej rozluźnione, żołądek pełniejszy i śmiech, całkiem ładny śmiech Jamesa rozbrzmiał po mojej paplaninie, którą można było skrócić do: „Jestem paskudną, młodszą siostrą”, ale rozwinięcia są zabawniejsze.
— Uwierz, mi mam chyba z dziesięć sióstr. — Uniosłam brwi, wlepiając w niego rozbawione spojrzenie i parsknęłam pod nosem. W sumie dlaczego się dziwiłam? Przecież obiło mi się o uszy trochę informacji o jego rodzeństwie. — Chociaż nie, w sumie to sześć sióstr i jednego brata. Potrafię doskonale zrozumieć twoje problemy życiowe, sam doświadczam ich notorycznie. W sumie, to ty tylko jedno rodzeństwo masz? Żadnej siostry młodszej do wkurwiania robalami?
Odłożyłam widelec, żeby rozłożyć bezradnie ręce i przybrałam równie smutną minę.
— Niestety, jestem najmłodszym bachorem w naszej rodzinie. — Chociaż czy bachorem? Niby niedlugo miałam być według prawa imariańskiego pełnoletnia, ale jakoś tego nie czułam. — A rodzeństwa mam tylko troszkę mniej od ciebie, bo… Aż cztery. Z drugiej strony przy tobie powinnam powiedzieć „tylko cztery”. — W pewnym momencie się zawahałam, jakby sama musiała policzyć, ile właściwie mam rodzeństwa [bo kto wie, czy rodzicom jednak nie zamarzył się kolejny dzieciak i może nie byłam najmłodsza], a ta mała wyliczanka przypomniała mi, że musiałam o coś spytać Carmen. Coraz więcej pytań, ewww, chyba mało jej się to spodoba. — Ale nie martwta się, Willow dręczę pająkami tak, że jej krzyki agonii słyszy cały Teret, a Krzysiek ciągle warczy na Evive, bo to jego nemezis i w sumie to każdej nocy Przewodnik musi spytać, czy dzisiaj pająki mogą spać na zewnątrz, bo czuje się obserwowana. I w sumie wkurwiam część dziewczyn z akademika nimi, więc widzisz, mam bardzo wiele obiektów do dręczenia, niekoniecznie młodszych ode mnie — zachichotałam i nawet w moich uszach zabrzmiało to chochliczo. — A, właśnie, Bigby, jak się miewasz na swoim nowym stanowisku? Czy w sumie w ten sposób zostałeś Śnieżką, a Hopecraft Cranem?

poniedziałek, 9 lipca 2018

Zaraz zwariuję [6]

— Wiesz, mój starszy brat by się nie zgodził i tak samo jak on odradzam mnie jako siostrę. Chyba, że chcesz babrać się z dużymi owadami, wyciągać tarantule z kieszeni i butów, bo jak je zgnieciesz, to płaczę, krzyczę i każę odprawiać pogrzeby na koszt mordercy albo żebym wylewała na ciebie wodę za każdym razem, gdy palisz, a potem psikała perfumami. — Ach, ten szeroki wyszczerz wyraźnie wskazywał na to, że sama wiedziała, że pierdoli głupoty. A przynajmniej ja w takim sposób go odebrałem, chociaż musiałem przyznać, że wyglądała o wiele lepiej, szczerząc ząbki niczym pingwiny z Madagaskaru, a nie jakieś mechcenie po bokach słabymi uśmieszkami. Te pasowały typom jak Walsh czy Ophelion. — Wymieniałabym dalsze wady bycia moim bratem, ale poprzestanę na tych kilku i powiem, żebyś się cieszył z takich sióstr jakie masz. — I chyba pierwszy raz szczerze się roześmiałem. Naprawdę mi tego brakowało, zazwyczaj mój śmiech był przesiąknięty zmęczeniem, chęcią upokorzenia drugiej osoby czy zwyczajnym zaskoczeniem, a ten zaliczał się do czystego śmiechu dla śmiechu. To już mogłem szanować.
— Uwierz, mi mam chyba z dziesięć sióstr. — Roześmiałem się po raz kolejny, tym razem na wspomnienie każdej z osobna. — Chociaż nie, w sumie to sześć sióstr i jednego brata. Potrafię doskonale zrozumieć twoje problemy życiowe, sam doświadczam ich notorycznie. W sumie, to ty tylko jedno rodzeństwo masz? Żadnej siostry młodszej do wkurwiania robalami?

niedziela, 8 lipca 2018

Zaraz zwariuję [5]

— Ta blondyna z samorządu uczniowskiego, co teraz u Mińska w biurze robi. — Niedbały uśmiech zagościł na ustach blondyna, a ja przeczesywałam swoją pamięć. Ach, Heather. —  Chociaż aktualnie ty zasługujesz bardziej na tytuł honorowej siostry niż ona. Kto by pomyślał, żeby tak wystawiać swoich starszych braci na cierpienie posiłku w samotności?
Parsknęłam śmiechem, już widząc, jak zabiera mi ten tytuł równie szybko, co go przyznawał. Nerwy jakoś zelżały, kolczyki nie piekły tak bardzo i zdecydowanie czułam się bardziej odprężona. 
— Wiesz, mój starszy brat by się nie zgodził i tak samo jak on odradzam mnie jako siostrę. Chyba, że chcesz babrać się z dużymi owadami, wyciągać tarantule z kieszeni i butów, bo jak je zgnieciesz, to płaczę, krzyczę i każę odprawiać pogrzeby na koszt mordercy albo żebym wylewała na ciebie wodę za każdym razem, gdy palisz, a potem psikała perfumami — powiedziałam z coraz szerszym wyszczerzem i zabrałam się za jedzenie zachęcona poprzednim gestem chłopaka. — Wymieniałabym dalsze wady bycia moim bratem, ale poprzestanę na tych kilku i powiem, żebyś się cieszył z takich sióstr jakie masz — dodałam. Były jeszcze trzy powody, które zwały się Krzysiu, Kalejdoskop i Oktawian, ale to nie moja wina, że biedronki są bardzo terytorialnymi i agresywnymi owadami! Nawet po latach znajomości z Krzysiem Kalejdoskop na niego warczała, chociaż czasami zabawnie było na nich popatrzeć.

sobota, 7 lipca 2018

Zaraz zwariuję [4]

Ten rozbawiony uśmiech będzie śnił mi się po nocach. W myślach już widziałem, jak wrzeszczę niczym typowy bachor, zrywając się spod pościeli, wniebogłosy dając upust swoim dzikim, nocnym fantazjom. Normalnie Carter mogłaby straszyć dzieci w programach przygotowanych na Halloween, takie typowe potworzysko, które znikąd wyskakuje na was zza rogu, gnębiąc biedactwa zbierające cukierki. A tfu, gdybym nie był teraz pod baczną obserwacją kelnerki, z którą zadarłem już wcześniej przy zamawianiu tego całego, żarciowego syfu, to nawet odezwałbym się nieco cierpko, ale tak? Herbaty świeżej jeszcze mi nie doniosła, a z własnego doświadczenia wiedziałem, jak prosto napluć do napoju gościa. Po pewnych pracach już wiesz, że nie chodzi się do tych wszystkich śmieciówek z masowo produkowanym jedzeniem na wynos czy restauracji, w których kelnerzy przypadkiem dotykając palcami twojego posiłku. Nie takie rzeczy się w końcu samemu robiło.
— Zjem z tobą obiad. Po części po to przyszłam — powiedziała, rozwiązując ten paskudny (paskudnie uroczy) szalik. — Kim jest twoja siostra? — Machnąłem dłonią, przyjmując wygodniejsza pozycję i zachęcając szanowną pannę do jedzenia. Rachunek i tak zamierzałem potem wysłać Heather.
— Ta blondyna z samorządu uczniowskiego, co teraz u Mińska w biurze robi — podsumowałem z niedbałym uśmieszkiem. —  Chociaż aktualnie ty zasługujesz bardziej na tytuł honorowej siostry niż ona. Kto by pomyślał, żeby tak wystawiać swoich starszych braci na cierpienie posiłku w samotności? 

piątek, 6 lipca 2018

Zaraz zwariuję [3]

— Największa miłość mojego życia, zostałem z własną ręką, to i tak lepiej niż Hopecraft. Założę się, że to dlatego, że kazałem jej płacić za jej część popcornu. Trzeba było zostać gejem, założę się, że zostałem do tego powołany i pewnie Stwórca kręci nade mną z góry głową, modląc się o nadejście mojego zbawienia. Tylko jest mały problem, jeżeli ty masz być tym zjawiskowym objawieniem, to żądam reklamacji.
Uniosłam brwi, nie wiedząc, czy byłam bardziej rozbawiona, czy zdenerwowana. Chyba to drugie, bo ucho jak piekło, tak piekło dalej, a nawet mocniej. Powinnam w końcu je wymienić na jakieś lepsze, żebym nie chodziła z czerwonymi od bólu uszami.
Przez kilka chwil walczyliśmy na spojrzenia, jednak koniec końców chłopak odchrząknął i przerywając naszą małą bitwę, powiedział:
— Przepraszam? Siostra mnie wystawiła, a ja nie lubię jeść w samotności, więc, Izel, czy zrobisz mi tę przyjemność i zjesz ze mną obiad?
Normalnie pewnie zamyśliłabym się teatralnie i udałabym, że się naprawdę głęboko nad tym zastanawiam, jednak tym razem nie miałam siły na takie rzeczy, więc jedynie uśmiechnęłam się do niego rozbawiona.
— Zjem z tobą obiad. Po części po to przyszłam — powiedziałam, rozwiązując szalik i opadłam na wolne krzesło, powstrzymując westchnięcie. Ale ciekawskiego pytania sobie nie daruję. — Kim jest twoja siostra?

wtorek, 3 lipca 2018

Zaraz zwariuję [2]

Mała Wiedźma przywdziała uśmiech i ruszyła w moim kierunku, a ja już wiedziałem, że ziemia trzęsie się pod jej nogami. Stukała tymi swoimi stópkami, jakby zaraz podłoga miała się przed nią rozstąpić i ponieść upierdliwą szuję prosto do najgłębszych otchłani piekła. Jakoś w tym momencie nie mogłem żałować jednak tego spotkania, pozwoliłbym sobie zwalić to na naglącą samotność, która uderzała prosto w męskie serducho. Obiecałem sobie w duchu, że poczekam przynajmniej pięć minut, zanim powiem kurduplowi coś niemiłego do słuchu. Ostatecznie ruszyła w moim kierunku, nawet ten uśmieszek miała, no, to mogłem poudawać nieco milszego przez pięć sekund. Była jednak ważna dla Vene, a nie lubiłem robić sobie całkowitych wrogów bez potrzebny. Jeszcze tylko czasu zostało do końca szkoły. 
— Któż cię wystawił, Miracles? 
— Największa miłość mojego życia, zostałem z własną ręką, to i tak lepiej niż Hopecraft. Założę się, że to dlatego, że kazałem jej płacić za jej część popcornu. Trzeba było zostać gejem, założę się, że zostałem do tego powołany i pewnie Stwórca kręci nade mną z góry głową, modląc się o nadejście mojego zbawienia. Tylko jest mały problem, jeżeli ty masz być tym zjawiskowym objawieniem, to żądam reklamacji. — Na kilka sekund zapadła mało komfortowa cisza, zanim rozpoczęliśmy walkę na nieustraszone spojrzenia. Dosłownie, gdyby spojrzenia mogłyby się bać, to nasze zastraszałyby przeciwnika. W końcu odchrząknąłem. 
— Przepraszam? Siostra mnie wystawiła, a ja nie lubię jeść w samotności, więc, Izel, czy zrobisz mi tę przyjemność i zjesz ze mną obiad? 

poniedziałek, 2 lipca 2018

Zaraz zwariuję [1]

Chcę się spotkać z tatą.
Poprawiłam kolczyki, czując, że moje zdenerwowanie ma ogromną ochotę na ulewę. Ni kija nie wiedziałam, dlaczego ją wzięło nagle na to chęć rodzinnego zjednania, ale uśmiech Evive, delikatnie rzecz ujmując, wprawiał mnie w przerażenie. Bo czułam burzę w kościach, czułam, że zaraz piorun trzaśnie, ale nie sądziłam, że w takiej formie i powstrzymywałam się przed krzyknięciem „Nie pozwalam!” oraz głośnym tupnięciem nogą. Bo przecież obiecywałam, że nic nie powiem, że to ma odejść w niepamięć, bo Vene nigdy nie drążyła, Vene zawsze wierzyła, jeżeli chodziło o nią, nawet jeśli na kilometr śmierdziało przekrętem, kłamstwem i oszustwem. A teraz zaczęła wiercić, dobijać się, jakby zależało od tego jej życie.
Przetarłam twarz, rysując czubkiem buta po powierzchni śniegu i stwierdziłam, że muszę coś zjeść, bo jeszcze sekunda myśli o tym, a zaczną mnie uszy piec, grad się posypie z nieba i ogólnie wyląduję w kolejnym bajzlu. Właściwie już wylądowałam. Ugh.
Szybka podróż autobusem do miasta minęła na nerwowym ciągnięciu się za fioletowe kosmyki, po czym weszłam do losowej restauracji, czego mogłam szybko pożałować, gdy zobaczę ceny. I żałowałam, ale już z innego powodu.
— Ej, ty tam! Głodny jesteś? — Wbiłam tępy wzrok w Bigby’ego, rozważając wszystkie za i przeciw, czy jednak nie lepiej zwiać do jakiejś cukierni, innej restauracji, kawiarenki, ale koniec końców zrobiłam krok do przodu z bladym uśmiechem skierowanym do Jamesa.
— Któż cię wystawił, Miracles?

Zaraz zwariuję [0]

Życie zaczynało mi szaleć, przysięgam. Nie byłem pewien nawet przez moment na czym stoję, ale aktualnie zaczynałem mieć wątpliwości, jak to w ogóle możliwe, że Hopecraft sobie ze wszystkim radził. Powoli z powrotem kontrolowałem się wokół Diaskro, nie dając się wyprowadzić dziewczynie z równowagi, ale w odpowiedzi Hera próbowała wciągnąć mnie w jej polityczne gierki, a to zdecydowanie odpowiadało już mi mniej. Na razie miałem wszystkiego dosyć, chciałem po prostu wyrzucić z siebie wszystko, byłem pewien, że zaraz zwariuję, a stos papierów na biurku tylko rósł. 
Ostatecznie rozsiadłem się w restauracji w mieście, mając nadzieję, że nikt więcej mi tutaj nie przeszkodzi. Co prawda miałem spotkać się z siostrą, ale Młoda szalała gdzieś tam z Dexterem, tfu, Davonem i Hopecraftem, przed wyjazdem tego drugiego. Mieli go hucznie, ale cicho, pożegnać, byle nikt więcej się nie zorientował, gdzie on się tam z Oakley`em wybiera, ale już teraz mogłem powiedzieć, że zaczynałem czuć presję. I tak byłoby miło, żeby SMSa przysłała pół godziny przed zamówieniem całego obiadu, a nie już po opłaceniu wszystkiego. Mieliśmy się obżerać, obgadać rodzeństwo, w końcu chciałem przedstawić jej i wytłumaczyć wszystko, ale jak zwykle wszystko poszło się jebać. Razem ze stygnącym żarciem, pod którym uginał się stół. 
Chciałem się napić, ale tak sam ze szklanką, to już byłby alkoholizm, prawda?
— Ej, ty tam! — krzyknąłem, do pierwszej lepszej znajomej głowy wchodzącej przez drzwi do restauracji. — Głodny jesteś?


/A może głodna? c:/ 
.
.
.
.
.
.
template by oreuis