Po chwili odczekania, mogłam już śmiało wejść do pokoju. Znaczy, nadal trochę niepewnie, ale no. James obdarzył mnie ciepłym uśmiechem, gdy cała trójka wstała.
— Cześć, Nan. Nan, Dexter, Dexter, Nan. — Przez czarnowłosego zostałam obdarowana pocałunkiem w wierzch dłoni, co może tylko odrobinkę mnie speszyło, chociaż było mi miło, bo nie przepadałam za formalnościami i dziwnie się czułam. Za to z blondynką wymieniłam tylko szybki uścisk dłoni. — Heather, Nan, Nan, Heather.
— Miło mi was poznać — uśmiechnęłam się, gdy część bardziej oficjalna minęła.
Mogliśmy potem wspólnie zasiąść przy jednym stole. Pełnym papierów. Mnóstwa, gór, stosów z papierów. Dobra, może przesadzam, ale bądź co bądź było ich dużo. Wzięłam głęboki oddech bo nie zapowiadało się na to, że szybko skończymy. Atmosfera wśród samorządowej trójki wydawała się być trochę napięta albo najzwyczajniej w świecie mi się zdawało. Postanowiłam jednak zostawić te przemyślenia na kiedy indziej. Sięgnęłam ręką do pierwszej lepszej kartki. Jakieś numery, nazwiska, nazwy. Zdobyłam się w końcu na odwagę, żeby coś powiedzieć, bo przecież przyszłam pomóc, a nie się rządzić.
— Jakieś pomysły, propozycje, od czego zacząć? — rozejrzałam się po wszystkich zgromadzonych. — Ewentualnie możemy się podzielić, co kto ma robić, załatwiać, a później wszystko razem omawiamy i ustalamy — dodałam, starając się brzmieć nie nachalnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierkowa... łódka?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierkowa... łódka?. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 18 marca 2018
środa, 14 marca 2018
Papierkowa... łódka? [1]
Etykiety:
James Hopecraft,
Papierkowa... łódka?
Świat powoli ruszał do przodu, nawet jeżeli jeszcze nie wszystko było okey. Pomiędzy naszą trójką nadal zdawała się pojawiać ta niezręczna cisza, nie byliśmy w stanie wyjaśnić sobie wszystkiego poprzednim razem, pewna nutka niesmaku pewnie zostanie z nami już na zawsze, o wiele dłużej niż zblakną sińce dziewczyny na plecach czy wyblaknie tatuaż na plecach. Dorastaliśmy i zapomnieliśmy, że nasza przyjaźń powinna zrobić tak samo. A raczej oni dorastali, bo jednak czas dla tego gatunku płynął inaczej. Jeszcze kilka lat temu byli brzdącami, którzy nie umieli poprawnie wysławiać się w naszym języku, a teraz jedno z nich już dawno mnie przerosło, drugie było na dobrej drodze, rzucając ten swój dobrotliwy, smętny uśmiech.
Temat listów oczywiście nie został przemilczany, ale ukłucie wstydu odczuwałem do tej pory.
Siedzieliśmy wszyscy w pokoju samorządu, zabierając się powoli do organizacji tego całego balu. Heather, jako nowa asystentka Mińska, robiła za dyscyplinarkę w kwestiach budżetowo-organizacyjnych, Dexter znał gusta ludzi wyższego szczebla, ja musiałem bawić się w przewodniczącego, ale już chwilę później ciche pukanie zapowiedziało przybycie Nanette. Uśmiechnąłem się do dziewczyny, która weszła nieśmiało do środka. Wstaliśmy wszyscy, żeby się z nią przywitać.
— Cześć, Nan. Nan, Dexter, Dexter, Nan. — Uśmiechnąłem się szeroko, jak Dexter tradycyjnym przywitaniem składa pocałunek na wierzchu dłoni dziewczyny, gdy Heather po chwili wymieniła z nią tylko szybki uścisk dłoni. — Heather, Nan, Nan, Heather.
Papierkowa... łódka? [0]
Etykiety:
Nanette Jillian O`Hare,
Papierkowa... łódka?
Dzień zapowiadał się piękny, ciepły, słoneczny i jeszcze wiele innych, podobnych przymiotników na określenie go. Natomiast mnie nie dane było dzisiaj się nim cieszyć. Były rzeczy ważne i ważniejsze. Aktualnie do tych ważniejszych mogłam zaliczyć organizację balu, w której zobowiązałam się pomóc samorządowi. W pokoju, gdzie wszystko miało zostać popełnione, znajdować mieli się też niejacy Dexter Davon oraz Heather Williams, z czego druga wróciła ostatnio po dosyć długiej przerwie. Tylko tyle informacji zdążyłam zdobyć, ale to nie szkodzi. Czarne pasma spięłam w kucyk, co by nie przeszkadzały, bo podczas robienia czegoś tak ważnego nie będzie czasu, żeby użerać się z opadającymi na oczy i zasłaniającymi wszystko kosmykami. Uzbrojona w trzy długopisy, bo zawsze lubiły się gubić, oraz notes do zapisywania numerów, czegokolwiek, ruszyłam w stronę pokoju samorządu. Mijając różne osoby lub po prostu same ściany, bo i tak się zdarzało, z podniesioną głową szłam w dobrze znanym mi kierunku. Może z jednej strony trochę się stresowałam, a z drugiej czułam dumę, że mogę pomóc w tym całym przedsięwzięciu. I może gdybałam też o tym, jak to wszystko będzie. Bądź co bądź, nigdy nie miałam okazji spotkać Dextera, a już tym bardziej Heather. Kiedy ciekawość zaczynała już mocno brać górę, zorientowałam się, że stoję już prawie pod drzwiami. Głęboki wdech, a później zastukanie dwa razy w drewniane drzwi, bo dwa to ładna, pełna i odpowiednia liczba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)