Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwne odnowienie znajomości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwne odnowienie znajomości. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 grudnia 2017

Barwne odnowienie znajomości [X]

— A ty Jocelyn, dobrze zapamiętałam? — spytała dziewczyna. Pokiwałam głową, nie wiedząc, co powinnam powiedzieć. — I dzięki, chętnie skorzystam z propozycji.
— Mam w pokoju, chodź — starałam się do niej uśmiechnąć, ale chyba marnie mi to wyszło. Szybko zarzuciłam próby. Chyba nie można na kimś zrobić dobrego wrażenia, po tym, jak upaćkało się go farbą. Westchnęłam i ruszyłam przed siebie. Z tego korytarza do mojej sypialni było dosyć blisko, przejście tam zajęło nam jakąś minutę i dwanaście sekund. Przez całą drogę nie wypowiedziałam ani jednego słowa, ale Vene to chyba nie przeszkadzało. Lustrowała otoczenie swoimi wielkimi oczyma, co jakiś czas zatrzymując na czymś dłużej wzrok. Co chwila oglądałam się w jej stronę, bo jej obecność była w pewien sposób urzekająca.
— Nie chciałam Cię ubrudzić — powiedziałam w końcu, powodując jeszcze bardziej niezręczną atmosferę między nami.
Zwróciła swoje oczy, które do złudzenia przypominały sarnie:
— Zdarza się.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc zamilkłam. Nie potrafiłam przejrzeć tej dziewczyny, a to nieco mnie fascynowało, a nieco irytowało. Zazwyczaj od początku znajomości miałam o kimś zdanie, a tej dziewczyny po prostu nie dało się przyporządkować.
Pchnęłam drzwi do pokoju, wpuszczając Vene do środka pierwszą. Szybko skierowałam się do mojej szafki, dość szybko odnajdując odpowiednią buteleczkę. Złapałam także gąbkę i znów podeszłam do dziewczyny. Przez różnicę wzrostu pomiędzy nami nie musiałam się prawie schylać. Prędko usunęłam plamę, która na szczęście nie zdążyła jeszcze do końca zaschnąć.
— Dziękuję. — Vene na moment popatrzyła mi w oczy, a potem zniknęła za drzwiami.

niedziela, 26 listopada 2017

Barwne odnowienie znajomości [1]

Przetarłam oczy, odłożywszy lornetkę i zamrugałam parokrotnie, mrużąc je. Wszystko zaczęło mi się rozmazywać, a ból głowy dawał mi znać, że powinnam przestać gapić się na mapy, szukając kogoś, kogo i tak pewnie nie znajdę. Ironicznie. Przeszukałam kieszenie mundurka, po czym wyciągnęłam z jednej z nich półokrągłe okulary, które zaraz włożyłam na nos. Wszystko od razu stało się wyraźniejsze i mogłam w końcu ruszyć się z parapetu bez ryzyka, że może jednak wyjdę oknem. Rozsunęłam zasłony, za którymi byłam cały czas schowana, składając mapę. I wtedy zostałam zaatakowana przez ogon. Wzdrygnęłam się zaskoczona, odruchowo cofając się o krok, ale zdążył mnie pacnąć.
Przyjrzałam się właścicielowi mojego "napastnika", w oczy od razu rzuciła mi się znajoma ruda czupryna z kocimi uszami. Jak się dziewczyna nazywała? Joy? Niee, jakoś dłużej. Hmm... Jocelyn! Tak, Jocelyn. W sumie Joy mogłoby być zdrobnieniem.
— ...Vene, prawda? — Mrugnęłam, wracając duchem do rudowłosej kotołaczki i kiwnęłam głową na znak potwierdzenia. Yup, na całe me szczęście nadal byłam Vene.
— A ty Jocelyn, dobrze zapamiętałam? — spytałam dla pewności.
Podążyłam za wzrokiem dziewczyny, patrząc na plamę na mojej marynarce i przypomniałam sobie o pacnięciu ogona oraz słowie "rozpuszczalnik", które doleciało do moich uszu, gdy odpłynęłam, a dziewczyna coś mówiła. Ah, usunąć plamę. No tak, przydałoby się.
— I dzięki, chętnie skorzystam z propozycji.

wtorek, 14 listopada 2017

Barwne odnowienie znajomości [0]

Po raz kolejny zamoczyłam pędzel w farbie. Kamieniczki na płótnie nabierały coraz śmielszych kształtów, a kolory z każdą chwilą stawały się bardziej realistyczne. Po kilku minutach milczącego malowania odłożyłam przybory. Spojrzałam na swoje ubranie, po czym cicho westchnęłam. Cała byłam upaćkana farbą w odcieniach brązu, szarości i, o zgrozo, zieleni. Najgorsza jednak była końcówka ogona. Jakimś sposobem była cała w błękitnej farbie. Kolor nawet nie najgorszy, ale jak się tam znalazł nie miałam bladego pojęcia. Zazwyczaj malowałam pędzlem, nie ogonem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, co było całkowicie zbędne, skoro doskonale zdawałam sobie sprawę, iż nie było tu żadnego kranu. Westchnęłam ciężko, ruszając ku drzwiom. Najwyraźniej będę musiała iść tak przez szkołę. No cóż, jeśli nie spotkam pewnego upierdliwego kotołaka, mogę nawet bezpiecznie przetrwać tę wyprawę. Wychodząc przez drzwi, obejrzałam się jeszcze wokół. Nie zauważyłam nikogo, jedynie w oddali słychać było czyjeś kroki. Powoli poszłam w kierunku łazienki. Może nawet uda mi się zmyć tą farbę samą wodą. Rozpuszczalnika do farb została mi resztka, której nie miałam zamiaru marnować. Nie wspominając o tym, że rozpuszczalnik podrażniłby mi skórę ogona, która była wyjątkowo wrażliwa. Będąc już niemal na rogu korytarza, usłyszałam za sobą szelest zasłon. Odwróciłam się gwałtownie, trafiając kogoś ogonem. Dziewczyna musiała wyglądać przez okno lub chować się za zasłonami. Nie zastanawiałam się nad tym dłużej, bo na jej mundurku zauważyłam niebieską plamę. Od farby. Niefajnie, Joce, grabisz sobie.
— Em... Wyglądasz okropnie, powinnam mieć w pokoju jeszcze rozpuszczalnik do farb. Powinno zejść, chociaż nie gwarantuje — mruknęłam. Pewnie mogłam przeprosić, ale to że się starałam być miła, nie musi przecież znaczyć, że zacznę przepraszać. Nie ma tak dobrze. Pewnych aspektów charakteru nie da się zmienić i tyle. — Vene, prawda?
.
.
.
.
.
.
template by oreuis