niedziela, 15 kwietnia 2018

Złote runo [5]

— Nie trzeba, wiesz, miła przysługa dla starszego kolegi, tak — odpowiedział cicho, bardzo cichutko i parsknął nerwowym śmiechem, ale jakoś mi się to nie wyobrażało.
Prychnąłem, przewracając oczami, bo oczywistą oczywistością było, że każdy zawsze czegoś chce.
A on przecież trafił na okazję idealne, tego człowieka, który pozwalał marzeniom się spełnić. Dlaczego więc nie skorzystać?
Machnąłem ręką zapraszająco, bo niby wszedł do tego pokoju, niby już w nim stał, ale jednak nie do końca, bo raczej chodziło mi o wejście w głąb, a nie podpieranie ścian jak na szkolnej dyskotece. Przy okazji powróciłem do pasjansa.
— A więc powtórzę pytanie — stwierdziłem chłodno, podnosząc wzrok znad rozłożonych kart na skrępowanego chłopaka. — Czego chcesz, jak mam się odwdzięczyć, po prostu powiedz, a ja ci załatwię wszystko. Oczywiście, bez przesady, nie zmienię ci płci w ciągu kilku sekund, choć i to pewnie mógłbym załatwić, nie sprawię, że zaczniesz latać i tak dalej, rzeczy raczej przyziemne, ale zapraszam do dawania propozycji, zawsze da się negocjować — oświadczyłem, posyłając mu przy okazji szeroki uśmiech.
Tak, ten mój uśmiech.
— No mów, nie chcę bawić się w liczenie. Mam dobry humor, korzystaj póki możesz, kochany, bo zazwyczaj liczę sobie dosyć potężne... sumy, wesz, jak to wygląda pewnie — stwierdziłem i przy okazji przełożyłem kolejną kartę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis