Było gorąco. Temperatura zabijała nawet najwytrwalszych, serce moje praktycznie drżało na myśl o wyjściu na taką parówkę, ponieważ praktycznie już w mikrofalówce byłoby wszystkim lepiej, ale jak mus to mus. Rozejrzałam się wokoło, rozpięłam kolejny guzik w górze od mundurka, zastanawiając się, dlaczego ci wymyślni, anorscy projektanci nie zaplanowali czegoś szczególnego dla nas na lato. przecież to wszystko aż się prosiło o inną wersję ubrania, co byśmy nie pomarli wystawieni na wredne promienie słoneczne.
Założyłam okulary przeciwsłoneczne, wzięłam ze sobą książkę od wróżbiarstwa i zaczęłam naukę. Co prawda nie wzięłam rozszerzenia po powrocie, ale nadal zapowiadało się całkiem ciekawe lato. Chciałabym zdawać jednak przedmiot jako pracę końcoworoczną, nawet jeżeli profesor Nibyłowski w ogóle się do tej roboty nie nadawał, to zawsze mogłam próbować posiłkować się materiałem źródłowym z książek.
Poczekamy-zobaczymy, na razie po prostu wszystko szło do przodu. Powoli dogadywałam się coraz lepiej z Jamesem i Dexterem, choć nadal nie było to tym samym, co kiedyś. Staraliśmy się egzystować na jednej płaszczyźnie, unikając wzajemnego mieszania, ale kto wie, co z tego niedoszłego trójkąta jeszcze nam wyniknie. Na razie cieszyłam się dniem wolnym od pracy, bo Mińskiem zajął się Nibyłowski i to była najlepsza rzecz dzisiejszego dnia.
Rozłożona wygodnie na trawie, oparta plecami o drzewo, dostrzegłam w końcu przechodzącą alejką znajomą twarz. Jeżeli dobrze pamiętam, to wprowadzał dziewczynę James albo Dexter, a same nie zawarłyśmy nigdy bliższej znajomości, ale może warto to zmienić?
Pomachałam w jej kierunku, uśmiechając się szeroko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz