niedziela, 18 lutego 2018

Walentynkową zabawę czas zacząć! [5]

Chłopak przejął kartkę i uważnie ją obejrzał. Przez chwilę nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy, ale uśmiech, który pojawił się chwilę później, oznaczał, że mój prezent również mu się podobał.
— Bardzo dziękuję, kartka jest cudowna, w sumie cudowniejsza od mojej — powiedział, parskając śmiechem. — Zagości u mnie na biurku, honorowe miejsce gwarantowane, obiecuję — stwierdził, prostując się. — To co, uciekamy stąd i biegniemy jak najszybciej do miasta, do kawiarni, żeby zająć jak najlepsze miejsca zanim wszyscy inni to zrobią, bo w sumie już się do tego gotują?
Przytaknęłam głową, a kilka sekund później byliśmy już poza terenami uczelni, w drodze do miasta. Miałam nadzieję, że załapiemy się na jakiekolwiek miejsca w kawiarni. Adam Walsh... Nie mogłam przypomnieć sobie, czy James coś mi o nim mówił podczas wcale nie krótkiego streszczenia uczniów. W sumie to mało co z tego pamiętałam. Nie wiedzieć czemu, w pamięci zostało mi tylko to, że niejaki Nivan Oakley to szuja i menda, a osoba zwana Pel była Nadzieją Tego Świata i Słońcem Narodów, o ile czegoś nie pomyliłam. Adam Walsh natomiast wydawał się być naprawdę miłym gościem, a przynajmniej taki się wydawał. Wracając do rzeczywistości, byliśmy już prawie w mieście. Udało mi się nawet za nim nadążać, bo jego jeden krok był równoznaczny z moimi niemalże trzema. Rany, czy tutaj wszyscy byli tacy wysocy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis