niedziela, 18 lutego 2018

Love Yourself [3]

— No to nieźle trafiłem — zaśmiał się, drapiąc się po karku. To było całkiem urocze, jaki był zdenerwowany, chociaż trzeba przyznać, mi też było nie najlżej, a ręce się pociły. — Miło mi ciebie poznać, nie spodziewałem się, że to akurat będziesz ty, przepraszam — dodał jeszcze, jakby usprawiedliwiając się, a przecież nie było trzeba. Podał mi walentynkę, ładną karteczkę z napisaną na niej tekstem. — Tradycyjnie walentynka, mam nadzieję, że nie jest jakoś strasznie dramatyczna. — Uśmiechnęłam się szeroko do chłopaka, chcą mu przekazać, że nie jestem taka straszna, nie ma się czego obawiać, bo nie gryzę. Przyjęłam niepewnie kartkę, czytając ją i czując, jak rumieniec wlewa mi się na oba policzki. Kiedy skończyłam, podniosłam głowę i serdecznie uśmiechnęłam się do chłopaka.
— Cudna, dziękuję bardzo — zapewniłam go, czytając ją jeszcze raz. Bo była prawie równie urocza, jak sam chłopak, który kręcił się nerwowo w wózku w czasie, kiedy czytałam. Spojrzałam na swoją walentynkę, a raczej wierszyk, napisany na zwykłej, białej kartce, bez żadnych ozdób, ani serduszek. Bo nikt nas nie informował, jak mają wyglądać te walentynki, a jakoś nie pomyślałam, żeby tego tak zrobić. Trudno, teraz już za późno. Pocieszałam się tym, że przynajmniej pismo miałam strojne, może starczało. Wyciągnęłam więc kartkę z listem przed siebie, nerwowo przenosząc ciężar ciała z jednej nogi, na drugą. Ciekawe, czy mu się spodoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis