Zaczęłam zastanawiać się nad miejscem. Kawiarnia również wydała mi się odpowiednim miejscem. No i pójście do niej oznaczało coś słodkiego oraz mile spędzony czas przy rozmowie, popijając jakiś napój. Z chwilowego letargu wyrwał mnie jego głos.
— Zapomniałbym, a to w sumie jedna z ważniejszych rzeczy, przekazuję moją walentynkę — powiedział, wyciągając kartkę. — W sumie to mam nadzieję, że tekst zostanie wybaczony, w sumie to starałem się znaleźć ten jedyny, jak najbardziej kiczowaty i nie, nie planuję zrywać z ciebie żadnych ubrań, przysięgam.
Gdy tylko ją zobaczyłam, czułam, jak moja twarz robi się cała czerwona. Następstwem było zakrycie pomidorowych policzków dłońmi, by po chwili zachichotać na tłumaczenia Adama. Koniec końców osiągnął swój cel i wyszło całkiem zabawnie, a ja nie miałam nawet w planach strzelić uroczystego focha, po czym teatralnie tupnąć nogą i oburzona odejść siną w dal. Miałam już dzisiaj zbyt dobry humor na gniewanie się.
— Dziękuję, jest naprawdę świetna i trzymam za słowo. Myślę, że kawiarnia to dobry pomysł. — Przejęłam od niego różową kartkę z wizerunkiem jego samego. Czyli przyszła teraz pora na mnie. Oby mu się spodobała. — Mam nadzieję, że lubisz urocze pieski — dodałam, wysuwając w stronę chłopaka walentynkę dla niego.
No bo hej, kto by nie lubił puchatych i niemiłosiernie towarzyskich czworonogów. Chyba że jakimś trafem Adam okazał się zwolennikiem kotów, a ja zostałabym z nietrafionym prezentem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz